Lewy i Bayern grają jak z nut

Robert Lewandowski w rozegranym w środku tygodnia ligowym meczu z Borussią Dortmund nie zdobył bramki, ale już w sobotę odrobił stratę strzelając dwa gole w wygranym przez Bayern Monachium 5:0 spotkaniu z Fortuną Duesseldorf. Nasz piłkarz ma już na koncie 29 trafień w Bundeslidze.

Bayern jest coraz bliższy obrony mistrzowskiego tytułu. W czterech meczach rozegranych w Bundeslidze po restarcie rozgrywek bawarska jedenastka zdobyła komplet punktów, pokonując kolejno Union Berlin 2:0, Eintracht Frankfurt 5:2, Borussię Dortmund 1:0 i teraz w miniony weekend Fortunę Duesseldorf 5:0. Ekipa prowadzona przez trenera Hansiego Flicka ma na koncie 67 punktów i taką już przewagę nad ścigającymi ich w tabeli konkurentami, że właściwie prezes Karl-Heinz Rummenigge może już kazać mrozić szampany. Podobnie jak Lewandowski, który w tych czterech spotkaniach nie zdobył bramki jedynie w wyjazdowym starciu z Borussią, ale pokonując dwukrotnie bramkarza Fortuny utrzymał średnią jednego gola na mecz. W sobotę zdobył swoje bramki nr 28 i 29 w tym sezonie Bundesligi i umocnił się na pozycji lidera klasyfikacji strzelców. Tak liczba goli, jaką już w w tym sezonie strzelił „Lewy”, to dorobek zapewniający koronę króla strzelców aż w 44 sezonach Bundesligi. Tylko w 12 z 56 sezonów zdarzyło się, by ktoś wygrał tę prestiżową rywalizację większą liczbą trafień. A przecież przed Lewandowskim jeszcze pięć ligowych kolejek i tyleż okazji do powiększenia dorobku. Rekordu wszech czasów Gerda Muellera, który w sezonie 1971/1972 został królem strzelając 40 goli, „Lewy” juz nie pobije, ale ma ogromne szanse na poprawienie swojego najlepszego osiągnięcia – jego życiowy rekord w Bundeslidze to 30 goli strzelonych w sezonach 2015/1016 i 2016/2017.
Lewandowski ma jednak szansę dorównać legendarnemu napastnikowi Bayernu i reprezentacji Niemiec. Jeśli zdobędzie w tym sezonie tytuł króla strzelców, będzie to jego piąte takie trofeum w karierze oraz trzecie z rzędu. A trzy razy z rzędu nagrodę dla najlepszego snajpera Bundesligi odbierał dotąd tylko wspomniany Gerd Mueller (w sezonach 1971/1972, 1972/1973 i 1973/1974). Warto też odnotować, że „Lewy” w spotkaniu z Fortuną osiągnął niebywałą liczbę 300 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej, a na ten dorobek złożyło się 230 goli oraz 70 asyst. Potrzebował do tego 317 meczów w Bundeslidze. Poza tym Lewandowski wykreślił drużynę z Duesseldorfu ze swojego rejestru zespołów występujących w niemieckiej ekstraklasie, którym jeszcze nie strzelił gola. Teraz ma już „na rozkładzie” wszystkie 18 ekip, włącznie z Bayernem, któremu strzelał jeszcze jako napastnik Borussii Dortmund. Trzeba też koniecznie przypomnieć, że „Lewy” w tym sezonie jest najskuteczniejszym strzelcem w ligach europejskich – we wszystkich rozgrywkach strzelił 43 gole (do 29 w Bundeslidze dołożył 11 w Lidze Mistrzów i 3 w Pucharze Niemiec).
W cieniu wyczynów Lewandowskiego powoli odbudowuje swoją strzelecka formę jego dubler w reprezentacji Polski Krzysztof Piątek. Grający obecnie w Herthcie Berlin 24-letni napastnik po wznowieniu rozgrywek stracił miejsce w wyjściowej jedenastce berlińskiej drużyny, bo jej nowy trener, Bruno Labaddia, postawił na 35-letniego Bośniaka Vedada Ibisevicia. Piątek we wszystkich czterech rozegranych dotąd po restarcie spotkaniach wchodził na boisko po przerwie, ale w dwóch ostatnich zdobywał bramki. Ta zdobyta w minioną sobotę była jednak szczególna, bo zdobyta z gry. To pierwsze takie trafienie Piątka w Bundeslidze, bo chociaż miał już na koncie dwie zdobyte bramki, to obie z rzutów karnych. Na gola z akcji nasz piłkarz musiał czekać przez 377 dni. Po raz ostatni pokonał bramkarza nie z karnego 19 maja ubiegłego roku jeszcze jako zawodnika AC Milan, w spotkaniu z Frosione Calcio (2:0). Potem w Serie A strzelił jeszcze tylko trzy gole, ale wszystkie z „jedenastek”, podobnie jak dwa kolejne w Bundeslidze po przeprowadzce do Herthy. W miniona środę dzięki skutecznie wykonanemu rzutowi karnemu zapewnił swojej drużynie cenny remis w wyjazdowym spotkaniu z RB Lipsk, ale jedyną nagrodą za to był dłuższy niż w trzech wcześniejszych spotkaniach występ w sobotnim meczu z Augsburgiem. Piątek wszedł na boisko w 64. minucie za Dodiego Lukebakio, przy prowadzeniu gospodarzy 1:0 po golu strzelonym w 24. minucie przez Javairo Dilrosuna. Gdy Polak pojawił się na placu gry, trener Labaddia odesłał do szatni Ibisevicia, który w dwóch pierwszych meczach po restarcie zaimponował skutecznością i w obu zaliczył po jednym trafieniu, lecz w dwóch ostatnich już swojego dorobku nie powiększył, a zatem Piątek ma teraz tyle samo goli co jego rywal do miejsca w ataku Herthy.
Dzięki sobotniemu zwycięstwu nad drużyną Augsburga berliński zespół pozostał niepokonany po restarcie rozgrywek i dzięki wywalczonym 10 punktom w czterech spotkaniach awansował w tabeli na dziewiąte miejsce i do zespołu VfL Wolfsburg, który zajmuje dającą prawo gry w kwalifikacjach Ligi Europy szóstą lokatę, traci już tylko cztery punkty.