MŚ 2021 w narciarstwie klasycznym: Pogoda i wirus szaleją w Oberstdorfie

W środę 24 lutego rozpoczynają się w Oberstdorfie mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym i potrwają do 7 marca. Polacy w rywalizacji skoczków, biegaczy narciarscy w kombinacji norweskiej na medale mogą liczyć jedynie na tych pierwszych. Impreza z powodu panującej w Niemczech wiosennej pogody oraz wprowadzonych w tym kraju ostrych obostrzeń epidemicznych zapowiada się na trudne organizacyjne wyzwanie.

Mistrzowskiego tytułu na skoczni normalnej będzie bronił Dawid Kubacki. Kamil Stoch w poprzednim światowym czempionacie w Seefeld wywalczył srebrny medal, ale lider naszej kadry zawsze celuje w najcenniejsze trofea. Rywale są jednak w tym sezonie bardzo mocni, zwłaszcza Norweg Helvor Granerud i Niemiec Markus EisenBichler, więc zdobyć w Oberstdorfie medale z najcenniejszych kruszców będzie bardzo trudno. Największe szanse na to nasi skoczkowie mają chyba w konkursie drużynowym, chociaż realna ocena sił wskazuje, że na wyprzedzenie Norwegów i Niemców raczej w tej chwili ich nie stać, ale o miejsce na najniższym stopniu podium są w stanie powalczyć z ekipami Austrii, Japonii i Słowenii. Trudno jednak w tej chwili cokolwiek prorokować, bo prognozy pogody pokazują, że do Oberstdorfu zawitała przedwczesna wiosna, a od poniedziałku temperatury przekraczają 10 stopni Celsjusza, a w czwartek ma być nawet 17 stopni na plusie. Pogoda okaże się łaskawsza dla organizatorów i uczestników mistrzostw dopiero dwa dni później, akurat gdy do rywalizacji na skoczni normalnej przystąpią mężczyźni. Temperatura ma spaść do pięciu stopni na plusie, a siła wiatru ma nie przekraczać 1 m/s.
Z powodu wprowadzonych przez niemieckie władze obostrzeń epidemicznych związanych z nową fala pandemii koronawirusa, po raz pierwszy od lat na mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym nie wybrali się działacze Polskiego Związku Narciarskiego. Cały ciężar zarządzania reprezentacją Polski na tej imprezie spadł więc na barki Adama Małysza, który został obarczony rola szefa polskiej misji. „Nie będzie to dla mnie nowość, bo już taką funkcję pełniłem w czasie mistrzostwa świata juniorów” – zapewnia Małysz. Nasz legendarny skoczek narciarski ma wiele zastrzeżeń do organizatorów mistrzostw. Wcześniej testy PCR na obecność koronawirusa miano robić uczestnikom mistrzostw co 4-6 dni, ale w związku z tym, że zaczynają się pojawiać mutacje tego wirusa, niemieckie służby epidemiczne wydały zarządzenie, że wszyscy bez wyjątku uczestnicy światowego czempionatu w Oberstdorfie muszą dodatkowo wykonywać co dwa dni szybkie testy antygenowe. „To masakra, co oni wymyślili. Wszyscy już mają dosyć tego ciągłego testowania, a tu dokładają jeszcze kolejne. Nie wiem, co chcą udowodnić, bo przecież te testy są robione na bieżąco. To wszystko kosztuje niemałe pieniądze. W tym momencie moim zdaniem to już zaczyna robić się z tego jakiś biznes” – uważa Adam Małysz. I dodaje: „Przecież skoro mamy robić testy co dwa dni i do tego płacić za nie horrendalne kwoty, może lepiej było odwołać te mistrzostwa skoro mają obawy”.
Małysz obawia się też tego, że wprowadzenie dodatkowych testów doprowadzi do pomyłek, które mogą nawet wypaczyć przebieg rywalizacji. Mogą przecież pojawić wyniki niejednoznaczne, jak miało to miejsce w przypadku Klemensa Murańki przed Turniejem Czterech Skoczni. Ciekawe kogo taki pech dopadnie podczas czempionatu w Oberstdorfie…