Skoki narciarskie: W Zakopanem wiatr nie służył Polakom

Nasi skoczkowie narciarscy zajęli tylko drugie miejsce w drużynowym konkursie w Zakopanem. Biało-czerwoni pewnie prowadzili, ale w swoim drugim skoku Andrzej Stękała trafił na niekorzystne warunki atmosferyczne i zaliczył tylko 115,5 metra. To było za mało żeby obronić prowadzenie i Polaków wyprzedzili Austriacy.

Polacy przed startem trzeciej grupy skoczków w drugiej serii mieli prawie 30 punktów przewagi nad zajmującymi druga lokatę Austriakami, ale po słabym skoku Stękały spadli na druga pozycję ze stratą nieco ponad trzech punktów do ekipy Austrii. O tym, która z tych ekip zwycięży na Wielkiej Krokwi, miał rozstrzygnąć w ostatniej serii pojedynek miedzy Dawidem Kubackim i Danielem Huberem. Reprezentant Polski uzyskał odległość 133,5 metra i gdyby wcześniej Stękała zaliczył chociaż 121 metrów, wynik Kubackiego zapewniłby biało-czerwonym zwycięstwo. Daniel Huber prezentuje jednak w Zakopanem znakomitą formę i nie zmarnował okazji na pokonanie Polaków w ich mateczniku. Poszybował na odległość 135 m i jeszcze na dodatek otrzymał od sędziów wyższe noty. Dzięki temu drużyna Austrii wygrała konkurs drużynowy z przewagą blisko dziewięciu punktów (991,2 do 982,3 pkt) nad drugą ekipą Polski. Trzecią lokatę wywalczył zespół Norwegii (974,8 pkt), a kolejne miejsca zajęli Słoweńcy (936,9 pkt), Japończycy (925,1 pkt), Niemcy (870,3 pkt), Finowie (801,9 pkt), Szwajcarzy (700,5 pkt) i Włosi (336,6 pkt). Trener naszej kadry Michal Doleżal nie krył zawodu, ale też nie miał pretensji do Stękały. „W normalnych warunkach na pewno skończylibyśmy zawody na pierwszym miejscu, ale w skokach tak to już jest, że czasem trzeba mieć po prostu szczęście do pogody. Wszyscy czujemy niedosyt, ale drugie miejsce to też jest dobry wynik” – stwierdził czeski selekcjoner biało-czerwonych.
Na Wielkiej Krokwi polscy skoczkowie w konkursach Pucharu Świata wygrywali indywidualnie 11 razy. Kamil Stoch pięciokrotnie, Adam Małysz cztery razy, a dawno temu Stanisław Bobak i Piotr Fijas po jednym. Drużynowo udało się to jednak biało-czerwonym tylko raz (w 2018 roku w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot), a rozegrany w minioną sobotę konkurs był już dziewiąty. I powinien zakończyć się zwycięstwem naszej drużyny, bo w tym sezonie poziomem i formą żelaznej trójce – Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, dorównał Andrzej Stękała i mieliśmy prawo sądzić, że z tak wyrównanym składem polscy skoczkowie na swoim terenie nie dadzą konkurentom żadnych szans. Tym bardziej, że piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego to właśnie Stękała spisał się najlepiej z Polaków. W dwóch seriach treningowych i kwalifikacjach zawsze plasował się w czołowej piątce. Rywalizujący z nim o czwarte miejsce w drużynie Jakub Wolny i Klemens Murańka szybko stracili nadzieje na wygryzienie kolegi ze składu. Doleżal do tego stopnia uwierzył w formę Stękały, że zdecydował się przesunąć go w sobotę do trzeciej grupy zawodników, a w jego miejsce do drugiej przesunął największego asa w ekipie, czyli Kamila Stocha, który w Zakopanem nie latał dalej od pozostałej trójki. Doleżal w tym sezonie chce wygrać Puchar Narodów i taki cel stawia przed kadrowiczami, a rywalizacja o ten laur ma być kuźnią, w której chce wykuć zespół zdolny do walki o medale w przyszłorocznych zimowych igrzyskach w Pekinie. Wpadka Stękały paradoksalnie może mu w tym pomóc, bo dla tego 25-letniego zawodnika to dobra lekcja radzenia sobie z presją. Trójka pozostałych zawodników już to umie, czego dowiódł choćby Piotr Żyła, którego w piątek zdyskwalifikowano za nieregulaminowy ponoć kombinezon, lecz niezrażony tym w sobotę skakał daleko w obu próbach. Stękała miał okazję pokazać, że jest równie odporny psychicznie już w niedzielnym konkursie indywidualnym i nie zmarnował szansy. Spisał się najlepiej z szóstki naszych reprezentantów, zajmując
Konkurs drużynowy z powodu pandemii odbył się bez udziału publiczności, ale fani skoków narciarskich i tak zgromadzili się licznie pod Wielką Krokwią. Policjanci wylegitymowali około 300 osób. „Nałożono 50 mandatów karnych i skierowano 21 wniosków do sądu. Chodziło o wykroczenia porządkowe i brak maseczek” – poinformował rzecznik zakopiańskiej policji.

Polacy przyzwyczaili nas, że całą grupą walczą o czołowe lokaty, lecz w Zakopanem w niedzielnym konkursie indywidualnym odstąpili od tego miłego dla kibiców zwyczaju. Tym razem poza Andrzejem Stękałą nie mieliśmy nikogo w Top 10. Stoch i Kubacki nie mieli dnia. W pierwszej serii wiało im mocno w plecy, ale tym nie ma co się tłumaczyć – warunki były sprawiedliwe, znacznie bardziej niż w drużynówce. Stoch i Kubacki oddali słabsze skoki, bez takiej dynamiki jak w Turnieju Czterech Skoczni czy Titisee-Neustadt. Na półmetku zajmowali odpowiednio 14. i 17. miejsce. W finale oglądaliśmy już znacznie lepsze próby naszych liderów. Kubacki wylądował na 134,5 metra. Stoch uzyskał 134 metry. Trzykrotny mistrz olimpijski przesunął się na 11. pozycję, Kubacki zakończył zawody na 15. miejscu. Stocha odrobił nieco punktów do Halvora Egnera Graneruda w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, bo Norweg zajął dopiero 23. miejsce. Tylko niewiele lepiej niż Kamil Stoch wypadł wicelider Pucharu Świata Markus Eisenbichler. Po skokach na 129,5 oraz 134,5 metra zajął 8. pozycję. To też rozczarowanie dla Niemca, bowiem był jednym z głównych faworytów niedzielnej rywalizacji.
Łącznie punkty w konkursie zdobyło pięciu Polaków. 27. był Klemens Murańka, a 28. Paweł Wąsek. Jakub Wolny, po świetnym weekendzie w Titisee-Neustadt, na Wielkiej Krokwi skakał znacznie słabiej. Skok na 123. metr dał mu dopiero 33. pozycję. W zawodach nie wystartował Piotr Żyła, który w piątek po skoku kwalifikacyjnym został zdyskwalifikowany za nieprzepisowy kombinezon.
Po weekendzie w Zakopanem Puchar Świata przenosi się do Lahti. W Finlandii zaplanowano konkurs drużynowy i indywidualny (23-24 stycznia). Do Zakopanego skoczkowie jeszcze wrócą na dwa konkursy indywidualne w dniach 13-14 lutego. Trener Doleżal do walki w Lahti wybrał kadrę w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Paweł Wąsek, Jakub Wolny oraz Aleksander Zniszczoł.