Afrykański Adolf Hitler, czyli Sahel i wojna

24 sty 2020

O europejskich konsekwencjach napadu NATO na Libię w 2011 r. wszyscy chyba słyszeli: rozwój dżihadyzmu w tym kraju rozdartym wojną do dzisiaj i niebywały kryzys migracyjny, który, oprócz kaskady ludzkich dramatów, przyczynił się do kariery politycznej skrajnej prawicy a naszym kontynencie. Ale skuteczne zlikwidowanie państwa libijskiego przez Sojusz Północnoatlantycki przyniosło też tragiczne konsekwencje dla samej Afryki, szczególnie zachodniej. O tym mówi się dużo mniej.

Napis „Precz z polityką francuską w Afryce” z portretem prezydenta Emmanuela Macrona jako Hitlera mógłby świadczyć, że były bankier jest tam znienawidzony bardziej nawet niż we Francji, lecz w krajach Sahelu nie robi się sondaży na ten temat. W każdym razie, na manifestacjach w Bamako, Niamej i Wagadugu od wielu miesięcy można przeczytać na transparentach rzeczy dość szokujące – że Francuzi popełniają „ludobójstwo w Sahelu”, albo że np.„Francja to terroryści” i wszędzie widać to „precz”.
Sahel jako pojęcie geograficzne jest szersze niż jego sens polityczny: konkretnie obejmuje pięć dawnych francuskich kolonii, które w ubiegłym wieku stały się półkoloniami – Mauretanię, Mali, Czad, Niger i Burkina Faso. Nazwy te niewiele Polakowi mówią, ale razem te kraje dają obszar sporo większy od Unii Europejskiej. W niecałe dwa lata po rozbiciu Libii przez NATO (z czołowym udziałem Francji), Paryż był zmuszony wysłać do Sahelu dodatkowe tysiące żołnierzy, bo kryminalny wyczyn NATO (110 tys. zabitych i zniszczenie niemal całej infrastruktury cywilnej) zdestabilizował cały region.
W Libii od razu zaczęła działać na całego Al-Kaida Maghrebu Islamskiego (AKMI), a gdy dżihadyści opróżnili pozbawione ochrony libijskie magazyny broni, zaczęli wraz z nią roznosić swe idee po całej Saharze i na południe od niej. Ale to właśnie francuscy żołnierze, wysłani nagle do „walki z terroryzmem”, są głównym celem nieprzychylnych napisów na transparentach.
Nowy zasięg dżihadu
Kraje Sahelu to czołówka światowego ubóstwa. W zasadzie wszystkie mają różne mineralne bogactwa pod ziemią, lecz nie mają środków, by je wydobywać. W takim Nigrze, gdzie bieda aż piszczy, Francuzi wydobywają w wielkich kopalniach np. uran, którym dzielą się z Amerykanami (pilnują go zresztą armie obu tych mocarstw), ale obywatelom Nigru niewiele to daje, jeśli odliczyć miejscowe władze, zwykle dobrze opłacone. Ale nie chodzi nawet o minerały. Francuska oligarchia jest tak przyzwyczajona do wyzysku Afryki, że traktuje ją jak swój ogródek. Francuski bank centralny kontroluje finanse aż 14 byłych kolonii w regionie – ich waluty zostały podpięte bezpośrednio pod euro, a tak silna waluta w tak ubogich krajach nie daje szans na rozwój.
Ludność Sahelu ciągle korzysta więc z pustynnego przemytu. Arabowie, Tuaregowie i pustynne plemiona nomadów przewożą z portów Maghrebu na drugą stronę Sahary wiele tanich towarów, ale przemycają też broń z Libii i wysyłają do Europy afrykańskich emigrantów oraz południowoamerykańską kokainę lądującą spokojnie w atlantyckich portach Afryki. Natowska likwidacja państwa w Libii była jak rozbicie banku – wzmogła ten przemyt do nigdy nie widzianych rozmiarów i pozwoliła świeżym, mocno uzbrojonym i zorganizowanym dżihadystom z Libii opanować tradycyjne szlaki handlowe na południe.
Właściwie, kiedy w Mali lądowały pierwsze dodatkowe jednostki francuskie, w styczniu 2013 r., na pustynnej północy kraju było tylko kilka obozowisk AKMI, kilka okupowanych przez nią miejscowości, ale im więcej Francuzów przybywało, tym bardziej rosła siła dżihadu. Po dwóch latach powstało Państwo Islamskie Wielkiej Sahary (PIWS), które dziś dzieli swe wpływy w Sahelu z Grupą Poparcia Islamu i Muzułmanów (GPIM), zależną od Al-Kaidy. Pustynna wojna nabrała tempa.
Początek niechęci
Francuska operacja, zwana z początku „Serval” (dziś „Barkhane” – „pustynna wydma”) miała trwać tylko 6 miesięcy.
W 2013 r. Francuzi szybko odbili miasteczka zajęte przez dżihadystów, co przyniosło im szacunek Malijczyków. Ale saharyjska pustynia to gigantyczny obszar, a z Libii ciągle nadchodziła broń i posiłki. Przemytnicze połączenie z Nigerią pozwoliło wzmocnić tamtejszych bojowników dżihadu z Boko Haram, ale przede wszystkim utrzymywało buntowników Sahelu. Francuzi wybrali sobie za sojuszników Tuaregów, saharyjskich przemytników „od zawsze”, dla których nowi przemytnicy-dżihadyści byli niepożądaną konkurencją handlową.
Problem w tym, że Francuzi, odbiwszy miejscowości północnego Mali, zabronili malijskiemu wojsku wrócić na te tereny. Inaczej mówiąc, stanęli po stronie Narodowego Ruchu Wyzwolenia Azawadu (NRWA), złożonego w znacznej części z byłych żołnierzy przywódcy Libii Muammara Kaddafiego. Azawad to nazwa środka Sahary i wymarzonego przez część Tuaregów własnego państwa. Miałoby sie ono znajdować właśnie w północnym Mali, jeśli na mapie przeciąć ten kraj w najwęższym miejscu. Oczywiście czarne, osiadłe ludy malijskie z południa nie chcą oddać pustynnej części swego kraju, tym bardziej, że pod piaskiem północy znajdują się nie eksploatowane złoża ropy. Podejrzewają, że chcą na ich położyć rękę francuskie koncerny, w zmowie z Tuaregami.
Pif-paf
Po siedmiu latach zbrojnej obecności Francuzów, jak i wojsk ONZ, w Mali, Nigrze i Burkina Faso nastroje antyfrancuskie sięgają szczytu. Do tego stopnia, że przypisuje się Francuzom już nie tylko kolonialne nadużycia (nie traktują miejscowych z przesadnym szacunkiem), ale nawet ciche popieranie dżihadystów. W dwóch pozostałych krajach Sahelu – Czadzie i Mauretanii – panuje relatywny spokój, lecz tam jest najmniej wojskowych. Ludzie na ogół nie mogą uwierzyć, że obecne w Mali i Nigrze armie (francuska i amerykańska) nie są w stanie pokonać ubogiego sahelskiego dżihadu, mimo gigantycznej przewagi technologicznej.
Jak wygląda typowa rzeź? Obie organizacje islamskie – PIWS i GPIM – działają identycznie: mianowicie chmara mężczyzn na wiekowych motorowerach, uzbrojona w polibijskie kałasznikowy, podjeżdża pod bazę lokalnego wojska w Nigrze, Mali lub Burkina Faso, wdziera się do środka i otwiera ogień. Do tej pory nie było przypadku, by regularne wojsko wygrało taką bitwę. Niby Francuzi i Amerykanie, którzy nigdy nie padają ofiarą takich ataków, szkolą lokalne armie, ale wojska te są jedynie symboliczne, zupełnie nieoperacyjne, salwujące się zazwyczaj ucieczką, jeśli to możliwe. Jeśli nie, po prostu giną. Zdarza się zresztą nierzadko, że nie mają ani broni, ani amunicji, a ćwiczą się wołając „pif-paf!”: celują w przestrzeń suchymi kijkami.
To przez Putina!
Na 13 stycznia, w siódmą rocznicę wysłania wojsk francuskich do Sahelu, prezydent Macron wezwał prezydentów pięciu państw do pirenejskiej miejscowości Pau, gdyż tam akurat jeździł na nartach. W przeddzień doszło do rutynowego ataku PIWS na bazę wojskową w Nigrze (89 zabitych żołnierzy, koło setki rannych). Ale Macron się zdenerwował, bo doszły doń słuchy, że nawet wśród władz krajów Sahelu rośnie niechęć do jego administracji, co jest przecież niedopuszczalne. Owszem, rządy francuskie są przyzwyczajone, że w ich półkoloniach ludność nie lubi władz popieranych przez Paryż, ale same te władze powinny być grzeczne. Zasugerował z miejsca czarnym prezydentom, że wie skąd się biorą antyfrancuskie nastroje w Sahelu: to przez knucie Putina!
Już w zeszłym roku zaskoczeni Francuzi dostrzegli, że na ich podwórku, w pogrążonej w nędzy Republice Środkowoafrykańskiej pojawili się Rosjanie. Nie, nie żadne wojsko: dyplomaci, doradcy, ekonomiści, którzy zaczęli składać miejscowym podejrzane propozycje rozwojowe. A teraz w stolicy Mali Bamako, w stolicy Nigru Niamej i w Wagadugu (Burkina Faso) na antyfrancuskich manifestacjach pojawiają się transparenty pochwalające współpracę z Rosją. Zdaniem Macrona manifestanci zostali opłaceni przez Rosjan.
I to jest jak najbardziej możliwe, ale grają tu co najmniej jeszcze dwa czynniki: z jednej strony ZSRR zostało zapamiętane jako kraj, który w ubiegłym wieku pomagał w próbach wyzwolenia się z kolonializmu, a z drugiej, Afryce imponuje decydująca rola Rosji w pokonaniu dżihadystów z Syrii, podczas gdy z Amerykanami i Francuzami „zaraza” w Sahelu rośnie, a w piasek wsiąkają potoki krwi.
Podpisać tu!
Macron podejrzewający ukrytą nielojalność „swoich” prezydentów postawił sprawę jasno: każdy ma podpisać oświadczenie, że pragnie obecności francuskiej armii, dodał zresztą, że dośle tam jeszcze trochę żołnierzy. Niektórzy drapali się w głowę, ale oczywiście podpisali. Nazywało się to „Szczyt G-5 Sahel”. Już sama nazwa wydała się wielu Afrykanom kpiną, bo co tu porównywać do G-7, czy G-20… Poza tym młody Macron sztorcował starszych wiekiem, co w Afryce nie uchodzi. Jego postawa właścicielska raczej nie poprawi antyfrancuskich nastrojów. W Pirenejach Macron na głównego wroga wyznaczył Państwo Islamskie Wielkiej Sahary, co przejęło niepokojem lokalnych polityków, gdyż może PIWSowi dostarczyć nowych zwolenników. Na wsiach owi dżihadyści już znajdują sympatię (w końcu atakują tylko wojsko) i zaczynają być nawet postrzegani jako klasyczna partyzantka antykolonialna.
Macron od początku kadencji stara się namówić inne kraje europejskie do wysłania swych żołnierzy do Sahelu strasząc, że tamtejsi islamiści będą robić zamachy w Europie. Ma z tym pewien problem, bo lata mijają a oni akurat nie dokonali żadnego. Ponadto w Europie znana jest już jednak niechęć miejscowych do wszelkich obcych wojsk. Na razie zgodzili się tylko Estończycy: wysłali do pomocy Francuzom 50 żołnierzy, chyba bez przekonania ulegając argumentom, że francuskie samoloty w ramach NATO chronią ich przed Rosją, która wtrąca się do afrykańskich spraw Paryża.
Lewicowy kandydat na przyszłego prezydenta Mali, popularny lekarz Umar Mariko po szczycie w Pau wezwał głośno francuskich żołnierzy do powrotu nad Sekwanę. „Jesteście manipulowani, nie strzeżecie tu pokoju, tylko rozpętujecie wojnę, służycie tylko francuskiemu kapitałowi i nikomu więcej!” Na razie jednak Macron postanowił pozostać we „francuskim Afganistanie”, jak nazywają miejscowi wojnę w Sahelu, z pewnym smutnym fatalizmem.

Najnowsze

Bogactwo a wysiłek: mit czy rzeczywistość?

Bogactwo a wysiłek: mit czy rzeczywistość?

Współczesna narracja o sukcesie często ignoruje znaczony wpływ pochodzenia społecznego i warunków życiowych na osiągnięcia jednostki. Wiele osób, pomimo ciężkiej pracy, nie osiąga tego samego poziomu sukcesu co ci z uprzywilejowanych rodzin. Dane pokazują, że kraj, w którym się urodzono, majątek rodzinny oraz edukacja rodziców mają ogromne znaczenie. Bogata historia osobistych sukcesów, jak Schwarzenegger, ukrywa systemiczną nierówność. Równość szans wymaga poprawy jakości edukacji, dostępu do mieszkań i usług zdrowotnych, co jest kluczowe dla sprawiedliwości społecznej.

Nowy blok gospodarczy: Kanada, UE, Australia i Nowa Zelandia

Nowy blok gospodarczy: Kanada, UE, Australia i Nowa Zelandia

Stowarzyszone członkostwo Kanady w Unii Europejskiej to więcej niż tylko temat do dyskusji; to potencjalny krok ku zbudowaniu nowego bloku gospodarczego państw, które pragną współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, lecz nie chcą być ich zakładnikami. Przewodnicząca Komisji Europejskiej i premier Kanady już o tym mówią, a Australia i Nowa Zelandia mogą być następne. Chociaż nie ma jeszcze formalnej definicji tego statusu, zmienia się sposób postrzegania integracji – od geograficznej ku kooperacji opartej na wspólnych interesach. Czy to początek nowej ery dla Europy i jej potencjalnych sojuszników?

Lewica Dowozi – 1000 dni za nami, 1000 dni przed nami

Lewica Dowozi – 1000 dni za nami, 1000 dni przed nami

Na konwencji Lewicy, Włodzimierz Czarzasty zadeklarował zdecydowane stanowisko: „ani kroku wstecz przed prawicą”. Politycy Lewicy, w tym Magdalena Biejat i Katarzyna Kotula, podkreślili zagrożenia dla praw kobiet, świeckiego państwa i praw mniejszości, ostrzegając przed wzrastającym wpływem radykalnej prawicy, którą Kotula nazwała „faszyzmem”. Czarzasty zwrócił uwagę na konieczność obrony wartości lewicowych, apelując o opór wobec ustępstw. Lewica wskazuje na konkretne konsekwencje polityki prawicy, w tym ograniczenia dotyczące aborcji czy edukacji, oraz podkreśla znaczenie swojej obecności w rządzie dla obrony praw społecznych.

Jak skutecznie uczyć zdrowia psychicznego w szkołach?

Jak skutecznie uczyć zdrowia psychicznego w szkołach?

Edukacja zdrowotna ma na celu przygotowanie młodych ludzi do radzenia sobie z różnorodnymi wyzwaniami, zarówno fizycznymi, jak i emocjonalnymi. Uczy, jak rozpoznawać kryzysy, respektować granice oraz właściwie korzystać z internetu. W przeciwieństwie do wcześniejszego WDŻ, koncentruje się na zdrowiu i bezpieczeństwie ucznia, a nie na modelach życia rodzinnego. Ważne jest, by uczniowie nabyli kompetencje do wyrażania swoich potrzeb i granic. Edukacja ta powinna kłaść nacisk na praktyczne umiejętności, które są kluczowe w dorosłym życiu.

Tanie miejsce w akademiku wciąż na wagę złota.

Tanie miejsce w akademiku wciąż na wagę złota.

Studencka rzeczywistość w Polsce to dramat! Warszawa ogłaszająca się akademicką stolicą, z nieznośnym wynikiem 17 studentów na jedno miejsce w akademiku. Miejsca kurczą się, a czynsze rosną – w stolicy nawet do 5,4 tys. zł za trzypokojowe mieszkanie. Prywatne akademiki, droższe, ale kuszące luksusem i wygodą, teraz stają w szranki z rynkiem wynajmu. Wydaje się, że drogo i rzadko – ale nadzieja na poprawę tli się w modernizacjach i nowych inwestycjach.

Sprawdź również

Bogactwo a wysiłek: mit czy rzeczywistość?

Bogactwo a wysiłek: mit czy rzeczywistość?

„Pracuj więcej, ucz się, nie narzekaj, a osiągniesz sukces” — to jedno z najwygodniejszych haseł współczesnej gospodarki. Wygodnych przede wszystkim dla tych, którzy już są na górze. Bo dane pokazują coś znacznie mniej romantycznego: wysiłek ma znaczenie, ale punkt...

Komputery kwantowe i AI. Co zmieni technologiczny przełom?

Komputery kwantowe i AI. Co zmieni technologiczny przełom?

Komputery kwantowe przedstawia się najczęściej jako zagrożenie dla szyfrowania. To jednak tylko jedna strona nadchodzącej zmiany. Jeśli technologia osiągnie odpowiednią skalę, może wpłynąć także na rozwój sztucznej inteligencji, badania naukowe, projektowanie leków,...

Rosyjskie działania hybrydowe w Europie: analizy incydentów

Rosyjskie działania hybrydowe w Europie: analizy incydentów

Rosja nie musi wysyłać czołgów przez granicę, żeby uderzyć w europejskie państwo. Wystarczy podpalony magazyn, uszkodzony tor kolejowy, zakłócony sygnał GPS, cyberatak albo człowiek zwerbowany przez internet za stosunkowo niewielkie pieniądze. To właśnie jest jedna z...