Izraelscy żołnierze zatrzymali dziecko. Wróciło z ranami po papierosach

Dziecko z Gazy rany po papierosach – screen z materiału Sky News
Screen z materiału Sky News.

21-miesięczny Jawad Abu Nassar został zatrzymany wraz z ojcem w rejonie Al-Maghazi w środkowej Gazie. Po około dziesięciu godzinach został przekazany rodzinie za pośrednictwem Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, z ranami na nogach. Sky News podało, że lekarka badająca chłopca uznała obrażenia za klinicznie zgodne z celowymi oparzeniami papierosami, a „The Independent” opisał także relacje o ranie zadanej ostrym narzędziem. Ojciec dziecka, Osama Abu Nassar, nie wrócił do domu.

Nie jest to historia, którą obrońcy Izraela — a tych wciąż, o dziwo, nie brakuje — mogą łatwo zbyć jako fake albo zwykłą pogłoskę z internetu, rzekomo rozsiewaną przez „propalestyńską propagandę”. To sprawa opisana przez duże redakcje, oparta na nagraniu, relacjach rodziny i ocenie medycznej. Najważniejszy fakt jest prosty — małe dziecko wróciło z izraelskiego zatrzymania z obrażeniami, które lekarz powiązał z torturami.

Dziecko, którego ciało — według tych relacji — stało się narzędziem terroru podczas zatrzymania i przesłuchania dorosłego. Ojca rozebrano, upokorzono i przesłuchiwano, a jego mały syn miał być torturowany po to, by go złamać, zastraszyć i wymusić uległość. Właśnie to nadaje tej sprawie tak potworny wymiar. Jeśli państwowy aparat używa cierpienia dziecka jako metody przesłuchania ojca, nie mówimy już o nadużyciu. Mówimy o zbrodniarskim odczłowieczeniu.

I nie ma żadnych podstaw, by udawać, że to całkowicie odosobniony przypadek. Defense for Children International – Palestine podało, że według danych Israeli Prison Service na koniec 2025 roku w izraelskich więzieniach przetrzymywano 351 palestyńskich dzieci, z czego 180, czyli 51 procent, w areszcie administracyjnym, bez zarzutów i bez procesu. Organizacja od dawna opisuje też relacje o pobiciach, głodzeniu, odmawianiu wody, izolacji i odcinaniu dzieci od prawników oraz rodzin.

Ten obraz potwierdza również Save the Children. Organizacja informowała, że wśród przebadanych palestyńskich dzieci wcześniej zatrzymywanych przez Izrael 86 procent było bitych, 69 procent rozbierano do kontroli, a wiele opisywało groźby, pozbawianie snu, brak jedzenia, wody i dostępu do pomocy prawnej. W kolejnym komunikacie wskazywano, że dzieci wypuszczane z izraelskich zatrzymań wracały z obrażeniami, silnym stresem i oznakami głębokiej traumy.

Kilka dni temu AP opisała sprawę 17-letniego Walida Ahmada, który zmarł w izraelskim więzieniu. Z odtajnionego orzeczenia wynikało, że głodzenie było prawdopodobnie główną przyczyną śmierci, a mimo to śledztwo zamknięto. AP przypomniała przy tym relacje o pobiciach, przeludnieniu, świerzbie, fatalnych warunkach sanitarnych i niedoborach żywności. To nie jest seria niefortunnych wyjątków. To system, który uznał palestyńskie życie za coś bezwartościowego i pozbawionego ochrony.

Historia przypalanego papierosami dziecka nie jest więc makabrycznym wyjątkiem. Specjalna sprawozdawczyni ONZ Francesca Albanese ostrzegła, że systemowe tortury Palestyńczyków stały się w Izraelu narzędziem polityki państwowej, a więzienia przekształcają się w miejsca wyrachowanego okrucieństwa. To ważne nie dlatego, że ONZ odkryła coś nowego, lecz dlatego, że nawet na tym poziomie nie da się już udawać, iż problemem są wyłącznie pojedyncze przypadki, które są w jakikolwiek sposób później karane. Nie są.

Najbardziej kompromitujące jest jednak to, że znaczna część Zachodu nauczyła się z tym żyć, bo Izrael ma za sobą nie tylko siłę USA, ale też potężne lobby polityczne, medialne i biznesowe. Szczególnie odrażająco wygląda rola niemieckiej klasy politycznej, która własną historyczną winę od lat próbuje odpracować cudzą krwią. Olaf Scholz mówił wprost, że dla Niemiec jest tylko jedno miejsce — po stronie Izraela — a bezpieczeństwo tego państwa należy do niemieckiej racji stanu. Gdy świat patrzył na zgliszcza Gazy, niemieckie MSZ powtarzało jeszcze, że nie widzi oznak ludobójstwa. To nie jest żadna odpowiedzialność historyczna, tylko polityczna degeneracja pamięci. Kiedy ofiarą jest Palestyńczyk, niemieckie elity nagle tracą zdolność nazywania zbrodni po imieniu. I nie tylko one. W Polsce świetnie odnajduje się w tym wiceminister MSZ Władysław Teofil Bartoszewski, który odrzucał zarzut zbrodni przeciwko ludzkości po stronie Izraela i nie chciał nazwać Netanjahu zbrodniarzem wojennym.

Przypadek palestyńskiego dziecka przypalonego papierosami, jest zbrodnią nie tylko izraelskich sprawców, ale też całego systemu międzynarodowej ochrony, który przez lata pozwalał, by izraelska przemoc dojrzewała w poczuciu bezkarności. A wszystko to dzieje się w chwili, gdy izraelska prawica chce pójść jeszcze dalej i dopuścić karę śmierci wobec Palestyńczyków [O czym pisaliśmy tutaj].

Aleksander Radomski

Poprzedni

Skończmy z bałaganem prawnym w Polsce

Następny

Góralu czy ci nie żal?