
Wielka Brytania mierzy się z jednym z najpoważniejszych kryzysów w historii współczesnej monarchii. Andrzej Mountbatten-Windsor, młodszy brat króla Karola III, został zatrzymany w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa określanego w brytyjskim prawie jako misconduct in public office, czyli nadużycia urzędu publicznego. Sprawa łączy się z jego relacjami z Jeffreyem Epsteinem oraz z analizą dokumentów ujawnionych w ramach tzw. archiwów Epsteina. To pierwszy przypadek, gdy członek ścisłego kręgu rodziny królewskiej zostaje objęty formalną procedurą karną o tak poważnym charakterze.
Do zatrzymania doszło w czwartek rano. Policja pojawiła się w jednej z jego posiadłości, równolegle przeszukano Royal Lodge w Windsorze. Śledczy zabezpieczyli komputery, dokumenty, korespondencję i nośniki danych. Postępowanie jest na etapie gromadzenia materiału dowodowego. Władze wskazują, że chodzi o możliwe nieprawidłowości z początku lat 2000., kiedy Andrzej pełnił funkcję specjalnego wysłannika ds. handlu międzynarodowego. Analizowane są m.in. materiały dotyczące jego podróży służbowych do Hongkongu, Wietnamu i Singapuru oraz ewentualnego przekazywania poufnych informacji osobom trzecim.
Zarzut nadużycia urzędu publicznego należy do najcięższych w brytyjskim systemie prawnym. Obejmuje świadome działanie sprzeczne z obowiązkami funkcjonariusza publicznego albo rażące naruszenie zaufania publicznego bez uzasadnionej przyczyny. W skrajnych przypadkach grozi za niego kara dożywotniego pozbawienia wolności. Przepis ten w ostatnich latach stosowano głównie wobec policjantów czy funkcjonariuszy służb więziennych. Nigdy wcześniej nie dotyczył członka rodziny królewskiej.
W tle pozostają ujawnione w Stanach Zjednoczonych materiały związane z Jeffreyem Epsteinem, finansistą skazanym za przestępstwa seksualne wobec nieletnich, który zmarł w nowojorskim areszcie w 2019 r. W części dokumentów pojawia się nazwisko Andrzeja Mountbatten-Windsora. Wątek ten od lat budził oburzenie opinii publicznej, zwłaszcza po oskarżeniach wysuniętych przez Virginię Giuffre, która twierdziła, że jako nieletnia była wykorzystywana seksualnie przez Epsteina i zmuszana do kontaktów z wpływowymi mężczyznami, w tym z brytyjskim księciem. W 2022 r. sprawa cywilna zakończyła się ugodą pozasądową. W kwietniu 2025 r. Giuffre została znaleziona martwa w swoim domu w Australii; śledczy uznali jej śmierć za samobójstwo.
Kryzys wokół Andrzeja nie zaczął się jednak wczoraj. Już w 2019 r. jego wywiad w programie BBC Newsnight wywołał wstrząs. Zamiast rozwiać wątpliwości, rozmowa pogłębiła podejrzenia. Andrzej zaprzeczał, by żałował relacji z Epsteinem, twierdził, że nie pamięta spotkania z Giuffre, i sprawiał wrażenie, jakby sama konieczność tłumaczenia się była dla niego niestosowna. Wkrótce potem wycofał się z życia publicznego i utracił patronaty oraz wojskowe tytuły honorowe.
Przez lata budowano wokół niego wizerunek „bohatera wojny o Falklandy” i lojalnego członka establishmentu. Udział w konflikcie z Argentyną w 1982 r. miał wzmacniać narrację o służbie i obowiązku. Dziś te elementy biografii schodzą na dalszy plan. Na pierwszym miejscu pozostają pytania o odpowiedzialność i o to, czy pozycja w hierarchii państwa dawała realną ochronę przed konsekwencjami.
Kilka godzin po zatrzymaniu Pałac Buckingham opublikował oświadczenie króla Karola III. „Z głębokim niepokojem przyjąłem wiadomości dotyczące Andrzeja Mountbatten-Windsora oraz podejrzeń o nadużycie stanowiska publicznego. To, co teraz nastąpi, to pełny, rzetelny i właściwy proces, w ramach którego sprawa zostanie zbadana przez odpowiednie organy. W tym zakresie mogą one liczyć na nasze pełne i bezwarunkowe wsparcie oraz współpracę. Chcę jasno podkreślić: prawo musi działać. W trakcie trwania tego procesu nie byłoby właściwe, abym komentował tę sprawę szerzej. Tymczasem moja rodzina i ja będziemy nadal wypełniać nasze obowiązki i służyć wam wszystkim” – przekazał monarcha.
Według brytyjskiej agencji Press Association książę William i księżna Kate poparli stanowisko króla. W otoczeniu następcy tronu podkreśla się, że sprawa musi zostać rozstrzygnięta przez organy ścigania i sąd, bez politycznej ingerencji. Publiczne wsparcie dla „niezależności procesu” ma jednak również wymiar wizerunkowy – monarchia próbuje odciąć się od zarzutów wobec jednego z jej członków.
Zatrzymanie Andrzeja ma znaczenie nie tylko prawne, lecz także społeczne. Brytyjska monarchia od lat funkcjonuje jako kosztowna instytucja utrzymywana z pieniędzy podatników i otoczona szczególnym statusem symbolicznym. Skandale rodzinne i medialne konflikty nie podważały dotąd fundamentów systemu. Tym razem chodzi o podejrzenia o poważne przestępstwo związane z wykonywaniem funkcji publicznej oraz o relacje z osobą skazaną za wykorzystywanie nieletnich.
Jeśli śledztwo zakończy się aktem oskarżenia, Andrzej Mountbatten-Windsor stanie przed sądem jak każdy inny obywatel. Dla części opinii publicznej będzie to długo oczekiwany dowód, że tytuł i urodzenie nie gwarantują bezkarności. Dla samej monarchii to sygnał, że epoka automatycznej ochrony może się kończyć. W centrum pozostaje jednak pytanie zasadnicze: czy instytucja oparta na dziedziczonym przywileju jest w stanie przekonująco mówić o równości wobec prawa, gdy jej członkowie stają w obliczu tak poważnych zarzutów.









