Trump chce „Riviery” w Gazie

fot. MFA Slovakia / Flickr

Pierwsze posiedzenie powołanej przez Donalda Trumpa „Rady Pokoju” miało być pokazem nowego porządku międzynarodowego. W Waszyngtonie, w cieniu eskalacji wokół Gazy i napięć z Iranem, amerykański prezydent zaprezentował wizję odbudowy palestyńskiej enklawy jako „nowej Riviery na Morzu Śródziemnym”. Wśród uczestników znaleźli się m.in. Viktor Orbán, Javier Milei, szef FIFA Gianni Infantino, a Polskę – w charakterze obserwatora – reprezentował minister Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta.

Czerwona czapka z napisem USA czekała na każdym biurku. Ustawieni w rzędach goście – w konwencji „ubogiej ONZ” – zasiedli w Instytucie Trumpa na rzecz Pokoju w Waszyngtonie, gdzie w czwartek 19 lutego odbyło się inauguracyjne posiedzenie „Rady Pokoju”. Nowy organ dyplomatyczny, powołany kilka miesięcy temu z inicjatywy amerykańskiego prezydenta, ma – według jego twórcy – wdrażać plan pokojowy dla Strefy Gazy i szerzej „rozwiązywać konflikty na świecie”.

Spotkanie rozpoczęło się rodzinną fotografią przy dźwiękach Guns N’Roses. 79-letni miliarder zachęcał uczestników do uśmiechu. Na sali obecni byli przedstawiciele około 47 państw – nie wszystkie formalnie należą do „Rady” – a także przewodniczący FIFA Gianni Infantino i Unia Europejska w roli obserwatora.

W przemówieniu, w dużej mierze improwizowanym, Donald Trump wezwał Teheran do zawarcia „odpowiedniego” porozumienia, grożąc, że w przeciwnym razie „wydarzą się złe rzeczy”. Stany Zjednoczone, które w ostatnich tygodniach znacząco wzmocniły swoją obecność wojskową w regionie, dały Iranowi dziesięć dni na odpowiedź.

Amerykański prezydent nie szczędził pochwał swoim sojusznikom, w tym premierowi Węgier Viktorowi Orbánowi i argentyńskiemu prezydentowi Javierowi Mileiowi. Jednocześnie kpił z ONZ, która – jak stwierdził – „ma ogromny potencjał”, ale „nigdy go nie zrealizowała”. W przeciwieństwie do niego samego, który – jak przekonywał – od powrotu do władzy „samodzielnie rozwiązał osiem konfliktów”. „Rada Pokoju” ma teraz „niemal nadzorować” ONZ i „dopilnować, żeby funkcjonowała właściwie”.

„Pomożemy Gazie. Rozwiążemy to. Zrobimy z tego sukces. Zaprowadzimy tam pokój i zrobimy to samo w innych zapalnych miejscach, które się pojawią” – mówił Trump na zakończenie obrad. Tymczasem mimo ponad czterech miesięcy formalnego zawieszenia broni, w Strefie Gazy niemal codziennie dochodzi do ostrzałów i nalotów, a Izrael i Hamas oskarżają się wzajemnie o łamanie rozejmu.

Druga faza amerykańskiego planu zakłada stopniowe wycofywanie wojsk izraelskich, które kontrolują obecnie około połowę terytorium Gazy, oraz rozmieszczenie międzynarodowych sił stabilizacyjnych. Według Trumpa kilka państw, głównie z regionu Zatoki Perskiej, zadeklarowało „ponad 7 miliardów dolarów” na odbudowę zrujnowanej enklawy. Sam Waszyngton przeznaczy na „Radę Pokoju” 10 miliardów dolarów.

Biały Dom zaprezentował także „master plan” urbanistycznej odbudowy Gazy. Na wizualizacjach ruiny zastąpiły strefy mieszkaniowe, turystyczne i parki, a nadmorski krajobraz wypełniły futurystyczne wieżowce. Projekt, przygotowywany po 7 października przez dewelopera Yakira Gabaya, blisko związanego z Jaredem Kushnerem, przewiduje stworzenie „nowej Riviery na Morzu Śródziemnym z 200 hotelami i potencjalnie z wyspami”.

Za stronę wojskową przedsięwzięcia odpowiadać ma międzynarodowa siła stabilizacyjna pod dowództwem USA. Generał Jasper Jeffers poinformował, że pięć państw – Indonezja, Maroko, Kazachstan, Kosowo i Albania – zadeklarowało gotowość wysłania żołnierzy. Indonezja zapowiedziała możliwość wystawienia nawet 8 tysięcy wojskowych. Docelowo siły mogą liczyć do 20 tysięcy osób. Według części doniesień w Gazie miałaby powstać również amerykańska baza wojskowa dla około 5 tysięcy żołnierzy.

Nowy wysoki przedstawiciel ds. Gazy, bułgarski dyplomata Nickolay Mladenov, ogłosił rozpoczęcie rekrutacji do nowej palestyńskiej policji. Zgłosiło się już około 2 tysięcy ochotników. Egipt i Jordania zobowiązały się do szkolenia funkcjonariuszy.

W czasie obrad premier Izraela Benjamin Netanjahu podkreślał, że warunkiem jakiejkolwiek odbudowy jest całkowite rozbrojenie Hamasu. Palestyński ruch islamistyczny odpowiedział w komunikacie: „Każdy proces polityczny czy jakiekolwiek ustalenia dotyczące Strefy Gazy i przyszłości naszego narodu muszą opierać się na całkowitym zatrzymaniu [izraelskiej] agresji, zniesieniu blokady i zagwarantowaniu naszym ludziom ich uzasadnionych praw narodowych, w pierwszej kolejności prawa do wolności i samostanowienia”.

Wśród uczestników spotkania znalazła się także Polska. Prezydent Karol Nawrocki nie wziął udziału w obradach osobiście. Kancelarię Prezydenta reprezentował minister Marcin Przydacz, który uczestniczył w spotkaniu jako obserwator. Według jego relacji obecność miała służyć „byciu przy stole dyskusyjnym” i utrzymaniu bezpośrednich kanałów kontaktu z administracją USA. Polska nie zabierała głosu podczas sesji plenarnej; Przydacz prowadził natomiast rozmowy bilateralne na marginesie obrad.

Nie wszystkie państwa zachodnie zdecydowały się na pełne zaangażowanie w nową strukturę. „Dopóki istnieje niejasność co do jej zakresu, Francja nie może w niej po prostu uczestniczyć” – oświadczył rzecznik francuskiego MSZ Pascal Confavreux. Paryż skrytykował również obecność unijnej komisarz Dubravki Šuicy, wskazując, że nie posiadała ona mandatu państw członkowskich do udziału w spotkaniu.

„Rada Pokoju” ma w założeniu znacznie szerszą, choć nieprecyzyjnie określoną misję rozwiązywania konfliktów na świecie. W praktyce oznacza to wejście w kompetencje ONZ i budowę alternatywnego, opartego na amerykańskiej inicjatywie forum decyzyjnego. Pierwsze posiedzenie pokazało, że nowy projekt Trumpa ma ambicję nie tylko odbudować Gazę, ale także przedefiniować architekturę globalnego zarządzania kryzysami.

Redakcja

Poprzedni

Koniec książęcej nietykalności

Następny

USA szykują się na kolejną rozprawę z Iranem