
Netanjahu ma w nosie ostrzeżenia. Państwa mogą grozić uznaniem Palestyny, apelować i wyrażać „głębokie zaniepokojenie” – ale Izrael robi, co chce i pozostaje bezkarny. Dziś wieczorem premier Izraela ma podjąć decyzję, która może otworzyć nowy, jeszcze bardziej krwawy rozdział wojny – a właściwie czystki etnicznej – w Strefie Gazy. Chodzi o plan pełnej militarnej okupacji ostatnich fragmentów terytorium – miasta Gaza, okolice Deir al-Balah i południowa „strefa humanitarna” w Al-Mawasi. To tam brutalnie zepchnięto ponad 2,1 miliona ludzi – niemal całą ocalałą ludność enklawy.
Wszystko oczywiście za pełną aprobatą USA. Prezydent Trump jasno stwierdził, że decyzja należy do Izraela i nie zamierza się wtrącać — jakoby mówiąc: „to zależy tylko od was”.
Według przecieków operacja ma potrwać od czterech do pięciu miesięcy i zaangażować nawet pięć dywizji izraelskiej armii. Oficjalnie jej celem ma być wywarcie presji na Hamas. W praktyce – wygląda to na próbę ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej. Bo jak inaczej opisać to, co wyprawia dziś Izrael?
Tel Awiw planuje również kolejne masowe przesiedlenia – tym razem około miliona Palestyńczyków – mimo że już wcześniej 90% mieszkańców zostało przymusowo wypędzonych, często wielokrotnie. Większość żyje w prowizorycznych obozach namiotowych, pozbawiona wody, jedzenia, leków i jakiejkolwiek nadziei. Izraelska propaganda mówi o „ewakuacji” i „tworzeniu infrastruktury cywilnej”. W rzeczywistości mamy do czynienia z planową operacją czystki etnicznej.
Generał Eyal Zamir, szef sztabu IDF, miał ostrzec premiera, że taki krok grozi katastrofą – humanitarną, polityczną i wojskową.
Ale premier Izraela nie tylko zignorował te ostrzeżenia – według źródeł z jego otoczenia, miał odpowiedzieć krótko i brutalnie: jeśli Zamir nie zgadza się z polityką rządu, „to powinien złożyć dymisję”.
Ludzkie życie nie ma dla nich żadnego znaczenia
Dla izraelskiego rządu priorytetem stało się dziś utrzymanie się przy władzy. W perspektywie wyborów parlamentarnych zaplanowanych na 2026 rok, notowania premiera spadają, koalicja chwieje się pod naporem społecznego niezadowolenia, rosnącej presji międzynarodowej i kosztów niekończącej się kampanii wojennej.
Objawem gniewu zwykłych obywateli jest zorganizowany protest rodzin osób przetrzymywanych w Gazie. Dwadzieścia łodzi wypłynęło na morze z transparentami i zdjęciami porwanych. „Mayday, mayday. Potrzebujemy pomocy międzynarodowej” – apelował Yehuda Cohen, którego syn Nimrod został uprowadzony przez Hamas. Spośród 251 zakładników porwanych 7 października 2023 roku, 49 nadal przebywa w niewoli. Izraelska armia uznała 27 z nich za zmarłych.
Bliscy uprowadzonych nie mają już złudzeń. Oskarżają Netanjahu o cynizm i bierność. „Nie składajcie naszych rodzin w ofierze tej bez końca przedłużanej wojny” – napisali w liście skierowanym do premiera, negocjatora Rona Dermera i dowództwa armii. Nastroje w społeczeństwie są coraz bardziej podzielone – między presją skrajnej prawicy domagającej się odbudowy żydowskich osiedli w Gazie a narastającym zmęczeniem wojną i rozpaczą rodzin zakładników.
61 tysięcy ofiar ludobójstwa
W samej Gazie trwa humanitarna apokalipsa. Lokalne ministerstwo zdrowia szacuje, że od początku wojny zginęło ponad 61 tysięcy Palestyńczyków. ONZ alarmuje, że zdatnych do uprawy pozostało zaledwie 1,5% gruntów rolnych, a głód zbiera coraz większe żniwo – udokumentowano już śmierć ponad 200 osób z niedożywienia, połowa z nich to dzieci. W obliczu całkowitego zniszczenia infrastruktury, szalejących chorób i braku schronienia, każda próba zdobycia żywności czy wody staje się walką o życie. Nawet konwoje humanitarne są atakowane, a tłumy cywilów giną w kolejkach do worków z mąką lub pod gruzami zbombardowanych punktów pomocy.
Na tym tle izraelski plan przesiedlenia miliona ludzi brzmi jak kpina z prawa i człowieczeństwa. Tel Awiw ogłasza, że potrzebuje „kilku tygodni” na stworzenie nowej infrastruktury w „strefie humanitarnej”. W rzeczywistości będzie to kolejne pole namiotowe – miejsce upokorzenia, głodu i śmierci. Przesiedlenia przedstawia się jako zabieg tymczasowy, ale nikt nie ma złudzeń: chodzi o trwałe oczyszczenie terytorium z jego rdzennych mieszkańców.
Cytowana przez „The Guardian” Aya Mohammad, 30-letnia Palestynka, która po jednym z wcześniejszych nakazów ewakuacji wróciła do miasta Gaza, mówi wprost: „Czy świat wie, co to znaczy wysiedlenie? To znaczy, że twoja godność zostaje zniszczona. Stajesz się żebrakiem”. Jej słowa nie są metaforą – to dosłowny opis rzeczywistości dwóch milionów ludzi, którzy pośród ruin walczą o chleb, wodę i prawo do istnienia. Bo w tej wojnie nie chodzi o walkę z Hamasem. Chodzi o całkowite unicestwienie palestyńskiej egzystencji.









