Pieniądze papieża

Proces, który rozpoczął się 27 lipca 2020 r. w Watykanie, nie będzie tylko postępowaniem dotyczącym inwestycji finansowych Sekretariatu Stanu w Londynie. To „kapelusz”, pod którym kryje się szersze, międzynarodowe dochodzenie antykorupcyjne. Już dziś jest nazywany „procesem stulecia”.

W stan oskarżenia postawiono 10 osób. Po raz pierwszy wśród nich znajduje się były kardynał, Giovanni Angelo Becciu, któremu zarzuca się przestępstwa sprzeniewierzenia, nadużycia urzędu oraz próbę zmylenia śledztwa. Na watykańskiej ławie oskarżonych, zasiądą postacie dużego kalibru, duchowni i świeccy pracownicy watykańskiego Sekretariatu Stanu, osoby z najwyższego szczebla w Urzędzie Informacji Finansowej, a także postacie z zewnątrz, które odegrały kluczową rolę w tej międzynarodowej aferze. Są nimi: były szef biura informacji i dokumentacji Sekretariatu Stanu oraz sekretarz byłego kardynała Angelo Becciu, prałat Mauro Carlino; manager i prawa ręka kard. Becciu, Fabrizio Tirabassi; były prezes UIF René Brülhart; dyrektor UIF Tommaso Di Ruzza; bankowiec i finansista Enrico Crasso; finansista i broker Raffaele Mincione; broker Gianluigi Torzi; adwokat Nicola Squillace oraz rzekoma analityczka wywiadu Cecilia Marogna. Zarzuty postawione przez watykańską prokuraturę – czyli Biuro Promotora Sprawiedliwości, na którego czele stoi Gian Piero Milano, a jego zastępcą jest Alessandro Diddi – wahają się od nadużycia stanowiska, poprzez malwersację, korupcję, sprzeniewierzenie, oszustwa, wymuszenia, po pranie brudnych pieniędzy oraz własnego kapitału. Wachlarz przestępstw, który sam mówi za siebie o randze przeprowadzonego dochodzenia i rozpoczynającego się procesu.
Białe kołnierzyki i koloratki
Kim są bohaterowie tej skomplikowanej historii, w której białe kołnierzyki mieszają się z koloratkami i gdzie purpura kardynalska robi za tło? O co w tym wszystkim chodzi?
O nieszczęsnym zakupie budynku przy Sloane Avenue 60 w Londynie, światowe media piszą już od dwóch lat. Cała sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. Jej protagonistą jest Angelo Becciu, kardynał zdymisjonowany przez Franciszka we wrześniu 2020 r., który jako prałat przez lata pełnił bardzo delikatną i odpowiedzialną funkcję substytuta do spraw ogólnych w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej. Na stanowisko to mianował go jeszcze Benedykt XVI w 2011 r., jako „wybrańca” kard. Tarcisio Bertone, który w okresie poprzedniego pontyfikatu de facto zarządzał Watykanem jako Sekretarz Stanu. Prawą ręką Becciu był prałat Alberto Perlasca, znany jako kierownik watykańskiego „sejfu” i dziś uważany przez niektóre włoskie media za świadka koronnego, który jako pierwszy zdecydował się współpracować z prokuraturą watykańską, wyjawiając cały mechanizm niejasnych inwestycji finansowych, za czym przemawiałby fakt, że jego nazwisko nie pojawia się wśród oskarżonych. Perlasca stał na czele tak zwanego „trzeciego banku watykańskiego”, całkowicie autonomicznego od IOR – Instytutu Dzieł Religijnych, finansowego serca Watykanu i od APSA – Administracji Dóbr Stolicy Apostolskiej, odpowiedzialnej za sprawy ekonomiczne. Ta watykańska „poduszka finansowa” została utworzona już w latach 70-tych ubiegłego wieku, za pontyfikatu Pawła VI i składały się na nią głównie pieniądze pochodzące ze Świętopietrza oraz z podatków jakie Włosi dobrowolnie przekazują na Kościół. Na przykład, z tego właśnie funduszu przekazano 250 mln dolarów, jako dobrowolną kontrybucję dla ofiar bankructwa Banku Ambrosiano, szacowanego na 1,2 mld. dolarów i mającego miejsce w czasach Jana Pawła II, gdy na czele IOR stał kard. Paul Marcinkus. Watykan jest teokratyczną monarchią elekcyjną, absolutystyczną i o charakterze patrymonialnym. Wszystko więc jest własnością papieża. „Trzeci bank” to jednak pieniądze należące tylko do Ojca Świętego, które podarowali mu wierni na działalność charytatywną.
Od 2011 r., Becciu jako substytut w I sekcji Sekretariatu Stanu miał wpływ na to, jak inwestować papieskie pieniądze, aby je pomnożyć. Enrico Crasso, bankowiec i finansista, który najpierw był referentem Sekretariatu Stanu w Credit Suisse, a następnie stał się najbardziej zaufanym doradcą finansowym menedżerów w koloratkach, to druga najważniejsza postać w tej aferze. Przez dwadzieścia lat trzymał w ręku sejf Stolicy Apostolskiej, przekonał Becciu do lekkomyślnych i ryzykownych inwestycji, i jak wynika z przeprowadzonych dochodzeń, przekierował pieniądze papieża także w podejrzane ręce. To jemu Biuro Promotora Sprawiedliwości stawia najcięższe zarzuty: malwersacja, korupcja, wymuszenie, pranie brudnych pieniędzy i własnego kapitału, oszustwo, nadużycie stanowiska, fałszowanie aktów publicznych przez osobę prywatną i fałszowania aktów prywatnych. Becciu na początku swojej kariery dominusa papieskich pieniędzy, chciał zainwestować w angolską ropę, dzięki osobistym znajomościom, które zdobył jako nuncjusz Apostolski w Angoli i na Kubie. Biznes był jednak niepewny. Crasso odradził mu go i zaproponował coś innego. Poprzez jego spółki w Lugano, watykańskie pieniądze kierowano do funduszy spekulacyjnych w rajach podatkowych, a te – po przebyciu ogromnej drogi – wracały z powrotem do kas watykańskich. Operacje przynosiły jednak zbyt niskie profity.
Afera londyńska i nie tylko
Kiedy Bergoglio został papieżem, pozostawił Becciu na swoim miejscu, najprawdopodobniej nie zdając sobie sprawy z delikatności jego funkcji. Wtedy Crasso zaproponował prałatowi inwestycję londyńską w nieruchomość należącą dawniej do sklepów Harrods. Zapadała decyzja o zakupie 45 proc. udziałów w luksemburskim funduszu Athena Global, którego pozostałe 55 proc. należało do finansisty Raffaele Mincione. Z Credit Suisse w Lugano wysłano 200 milionów dolarów na zakup budynku przy Sloane Avenue 60. Pieniądze, jak piłeczka pingpongowa odbijały się pomiędzy różnymi spółkami w rajach podatkowych: Luksemburg, Jersey, Malta, Mauritius i częściowo skończyły na kontach włoskiego finansisty, rezydującego w Szwajcarii i prowadzącego biuro w Londynie.
W 2018 r., Franciszek nadał Becciu godność kardynalską i mianował go prefektem Kongregacji ds. Kanonizacyjnych. Może już wtedy czuł, że lepiej byłoby, gdyby duchowny z Sardynii zajmował się kandydatami na świętych, a nie papieskimi pieniędzmi. Na jego miejsce powołał wenezuelskiego prałata Edgara Peña Parra. Nowy substytut zorientował się, że watykańskie inwestycje w luksemburski fundusz Athena oraz w inne fundusze (Retelit, Banca Carige, Sorgente), przynoszą milionowe straty. Ponadto zaciągnięto hipotekę z wysokim oprocentowaniem na nieruchomość w Londynie, która jeszcze wtedy była zarejestrowana na spółkę offshore z Jersey i nie stanowiła nawet własności Watykanu. Lekkomyślna inwestycja Becciu okazała się czarną dziurą, która wysysała sejf Sekretariatu Stanu. Peña Parra opuścił fundusz Athena i pożegnał się z Mincione. Niestety Watykan wpadł z deszczu pod rynnę… Nowy substytut zlecił sfinalizowanie zakupu londyńskiej nieruchomości innemu włoskiemu finansiście, Gianluigiemu Torziemu. Torzi miał zostać jej zarządcą przez 5 lat. Za swoje usługi zażądał 30 mln euro i otrzymał tylko połowę. Broker okazał się osobą jeszcze mniej godną zaufania. W stosunku do Torziego, włoskie prokuratury już prowadziły dochodzenie w sprawie oszustwa i bankructwa. Nowy pośrednik miał jednak dość szerokie kontakty. We Włoszech reprezentowała go znana kancelaria mediolańska, adwokata Nicola Squillace, który też zasiądzie na watykańskiej ławie oskarżonych z zarzutami o oszustwo, sprzeniewierzenie, pranie brudnych pieniędzy i własnego kapitału.
Aby sfinansować operację londyńską, Sekretariat Stanu zwrócił się do watykańskiego banku IOR o „zaliczkę” w wysokości 150 mln. euro. W tych okolicznościach, zgodnie z nowymi normami wprowadzonymi przez Franciszka, rozpoczęto wewnętrzne dochodzenie i poinformowano papieża. Jednak już w tym samym czasie prokuratury w Rzymie i Mediolanie, oraz w Szwajcarii prowadziły dochodzenie dotyczące Enrico Crasso i łapówek dla wenezuelskich oligarchów, zapłaconych pieniędzmi Watykanu.
W sierpniu 2019 r., prałat Peña Parra został przeniesiony. Dwa miesiące później doszło do bezprecedensowego przeszukania żandarmerii watykańskiej w biurach Sekretariatu Stanu i Urzędu Informacji Finansowej. Następnie zostali odwołani ze stanowisk prałat Mauro Carlino (świeżo mianowany szef biura informacji i dokumentacji Sekretariatu Stanu, a wcześniej długoletni sekretarz kard. Becciu), Tommaso Di Ruzza (dyrektor UIF) oraz Fabrizio Tirabassi, protokolant z biura administracyjnego Sekretariatu Stanu. Tirabassi był jednym z najbardziej wpływowych świeckich pracowników najpotężniejszej dykasterii kurii rzymskiej, kierował i zarządzał inwestycjami finansowymi, które z czasem przekroczyły 600 mln euro. W czerwcu 2020 r., zajęto szwajcarskie konta należące do Enrico Crasso, przez które tranzytowały pieniądze watykańskie, a do Watykanu wezwano na przesłuchanie pośrednika Gianluigiego Torzi i aresztowano go na kilka dni. Miesiąc później dokonano przeszukania w pokoju jednego z rzymskich hoteli, w którym zatrzymał się Raffaele Mincione, demiurg „afery londyńskiej”. Później, jak grom z jasnego nieba, spadła dymisja kard. Angela Becciu.
Na liście nazwisk oskarżonych w procesie watykańskim najbardziej zaskakują te byłego prezesa i dyrektora Urzędu Informacji Finansowej. UIF został powołany w 2010 r. przez Benedykta XVI, aby zagwarantować pełną transparencję i wiarygodność watykańskiego systemu finansowego, i walczyć z procederem „prania brudnych pieniędzy”. René Brüelhart stał na jego czele od 2012 do 2019 r. Przystojny adwokat szwajcarski był nazywany „watykańskim 007”. Biuro Promotora Sprawiedliwości zarzuca mu przestępstwo nadużycia stanowiska. Byłemu dyrektorowi UIF, Tommasowi Di Ruzza, postawiono zarzuty defraudacji, nadużycia stanowiska oraz naruszenia tajemnicy zawodowej.
Dama kardynała i rodzina na swoim
Wśród oskarżonych jest jedna kobieta – 39-letnia Cecilia Marogna, sardyńska menadżerka, która podaje się za rzekomą ekspertkę od stosunków międzynarodowych i analityka wywiadu. Już przyległy do niej dwa pseudonimy: „dama kardynała” i „Lady Watykan”. Marogna jest oskarżona o malwersacje pieniędzy watykańskich. Włoska Gwardia Finansowa, wykonując międzynarodowy nakaz Interpolu, aresztowała ją w Mediolanie w październiku 2020 r. i przekazała w ręce Watykanu. Kobieta otrzymała rzekomo 500 tys. euro z Sekretariatu Stanu i miała list polecający od kard. Becciu. Pieniądze miały być przeznaczone na tajne operacje związane z porwaniami terrorystycznymi duchownych oraz na akcje charytatywne. Przeszły przez konta jej spółek założonych w Lublanie, nie pozostawiając śladu i częściowo zostały wydane na luksusowe torebki, buty i inne przedmioty. Marogna tłumaczyła się, że były to prezenty dla żon dyplomatów i dyktatorów, aby chronić nuncjatury.
Kobieta zaprzeczyła, jakoby łączyła ją relacja intymna z Becciu. Cała historia przypomina sprawę Franceski Immacolaty Chaouqui, która zasiadła na watykańskiej ławie oskarżonych, w procesie Vatileaks 2, wraz z prałatem Lucio Angelo Vallejo Balda (jej kochankiem), jego współpracownikiem Nicola Maio oraz dziennikarzami Gianluigim Nuzzi i Emiliano Fittipaldim.
Ponadto, nad byłym kardynałem wiszą inne zarzuty, będące bezpośrednią przyczyną jego zdymisjonowania i postawione mu przez tygodnik „L’Espresso”. Wysokiej rangi duchowny miał faworyzować finansowo trzech swoich barci, przekierowując je do ich spółdzielni lub firm watykańskie pieniądze.
Z przecieków do włoskiej prasy wynika również, że Becciu próbował zmylić śledztwo. Wywierał presję na prałata Alberto Perlasca, terroryzował go psychologicznie i pouczał, co ma mówić na przesłuchaniach. Były kardynał tę samą presję wywierał na wielu członków kurii, a nawet był w stanie „pokierować” niektórymi mediami watykańskimi, z którymi łączyły go stosunki ze względu na zajmowane wcześniej stanowisko. Becciu był przekonany, że nigdy nie dojdzie do procesu…