
Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze ustanawiające „America First Arms Transfer Strategy”, które fundamentalnie zmienia amerykańską politykę eksportu uzbrojenia. Nowa strategia odchodzi od dotychczasowej logiki „kto pierwszy, ten lepszy” na rzecz selektywnego uprzywilejowania państw o wysokich wydatkach obronnych i kluczowym znaczeniu geostrategicznym. W praktyce oznacza to faworyzowanie wybranych sojuszników NATO, a wśród potencjalnych beneficjentów tej zmiany coraz częściej wskazywana jest Polska.
Rozporządzenie nakazuje Departamentom Obrony, Stanu i Handlu USA w ciągu 120 dni przygotować katalog „priorytetowych platform sprzedażowych” – systemów uzbrojenia, które Stany Zjednoczone będą aktywnie promować i pod które dostosują proces decyzyjny oraz zdolności produkcyjne. Administracja Trumpa wprost przyznaje, że dotychczasowy model pozwalał zagranicznemu popytowi kształtować amerykańskie decyzje produkcyjne, co prowadziło do opóźnień, kolejek i narastających zaległości w dostawach. Nowa strategia ma to odwrócić: sprzedaż zagraniczna ma wspierać planowanie produkcji, skracać terminy realizacji i wzmacniać amerykański przemysł obronny.
Biały Dom podkreśla, że chodzi o wykorzystanie ponad 300 miliardów dolarów rocznej sprzedaży broni jako narzędzia strategicznej reindustrializacji Stanów Zjednoczonych oraz szybkiego dozbrajania sojuszników. Rozporządzenie przewiduje powołanie specjalnej międzyresortowej grupy zadaniowej odpowiedzialnej za promocję amerykańskiej sprzedaży wojskowej i monitorowanie realizacji strategii, a także przegląd procedur kontroli użycia końcowego i zasad dalszego przekazywania amerykańskiego uzbrojenia, tak aby ograniczyć biurokrację bez utraty kontroli nad wrażliwymi technologiami.
Choć dokument nie wymienia żadnych państw z nazwy, kryteria są czytelne. Uprzywilejowane mają być kraje, które realnie inwestują we własną obronność i zajmują strategicznie ważne regiony. W tym kontekście Polska jawi się jako modelowy przykład. Według danych Sojuszu Północnoatlantyckiego wydaje ona obecnie około 4,5 proc. PKB na obronność – najwięcej w całym NATO – a rząd zapowiada dalszy wzrost tego wskaźnika do około 4,8 proc. w 2026 roku. Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że budżet obronny Polski w 2026 roku ma sięgnąć 200 miliardów złotych, co plasuje Warszawę w ścisłej czołówce europejskich wydatków wojskowych.
Równolegle Polska od lat należy do największych nabywców amerykańskiego uzbrojenia. W ostatnich latach zakontraktowała m.in. myśliwce F-35, czołgi M1A2 Abrams, systemy artylerii rakietowej HIMARS oraz baterie Patriot. W 2025 roku Departament Stanu USA zatwierdził także sprzedaż Polsce 400 rakiet powietrze–powietrze AIM-120D o wartości około 1,33 miliarda dolarów. W nowym modelu, który premiuje „dużych płatników” i państwa pierwszej linii, takie zakupy mogą być procedowane szybciej i z większym politycznym priorytetem.
Zmiana polityki eksportowej wpisuje się w szerszą strategię administracji Trumpa wobec sektora zbrojeniowego. Już w styczniu 2026 roku prezydent podpisał rozporządzenie nakazujące wykonawcom obronnym priorytetowe traktowanie inwestycji w moce produkcyjne kosztem wykupów akcji i działań czysto finansowych. Celem jest zwiększenie zdolności przemysłowych USA w sytuacji, gdy globalny popyt na uzbrojenie rośnie, a amerykańskie zapasy są nadwyrężone wieloletnim wsparciem dla Ukrainy i zobowiązaniami sojuszniczymi.
Całość dzieje się w kontekście utrzymujących się wysokich napięć na wschodniej flance NATO po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Dla Waszyngtonu nowa strategia oznacza próbę jednoczesnego rozwiązania kilku problemów: wzmocnienia własnej bazy przemysłowej, usprawnienia eksportu broni oraz nagradzania tych sojuszników, którzy – z perspektywy USA – rzeczywiście biorą na siebie ciężar bezpieczeństwa. Dla Polski może to oznaczać lepszą pozycję negocjacyjną i krótszą drogę do kolejnych dostaw, ale także jeszcze silniejsze wpisanie się w amerykańską architekturę bezpieczeństwa.









