Zatrzymywanie pociągu

Korea Północna i Południowa planują budowę trasy kolejowej łączącej oba kraje podzielone wojną w 1950 r. Problemem jest jednak międzynarodowe ciało ONZ, któremu przewodniczą USA. Organ ten hamuje postęp prac. Sprawa jest polityczna.

 

Od kwietnia, kiedy doszło do historycznego spotkania prezydentów Kim Dzong Una z Mun Dze Inem, panuje wyraźne ocieplenie stosunków Pjongjang-Seul. Oprócz zapowiedzi współpracy gospodarczej i programu łączenia rodzin, oba koreańskie kraje planują również realizację ambitnego projektu infrastrukturalnego. Ma to być linia kolejowa biegnąca z południa na północ aż do granicy z Chinami.

Ponieważ jednak wszystkie międzykoreańskie projekty pojednawcze z jednej strony napawają społeczność międzynarodową nadzieją, a z drugiej cały czas budzą obawę, plan “pociągu przyjaźni” musi zyskać akceptację Dowództwa Narodów Zjednoczonych. Jest to ciało powołane w 1953 r. przez ONZ i pełniące funkcję zwierzchnią nad międzynarodowymi siłami zbrojnymi stacjonującymi na Półwyspie Koreańskim, by pilnować, żeby Północ nie napadła na Południe (Seulowi to podobno nadal grozi, choć południowi Koreańczycy są innego zdania). W najbliższym czasie obie strony koreańskie miały rozpocząć wspólną pracę techniczną od wysłania pociągu z Seulu przez terytorium KRLD aż do miejscowości Senuidżu na granicy z Chinami. Nie wydało jednak na to zgody właśnie DNZ. Powód, który oficjalnie podano brzmi lakonicznie i enigmatycznie: Dowództwo oczekuje “większej wiarygodności w sprawie szczegółów planowanej wizyty”.

Przyczyna jest najprawdopodobniej polityczna. Przewodnictwo w DNZ należy do USA. Stany Zjednoczone zaś – mimo deklaracji złożonych w czerwcu na szczycie Trump-Kim w Singapurze – wygasiły swój wcześniejszy zapał wobec planów rozwoju przyjaźni międzykoreańskiej. Niedługo po szczycie prezydent Trump zgodził się na wprowadzenie nowych sankcji wobec Korei Płn. Może mieć to również związek z obawami USA przed rosnącą Chin w procesie stopniowego przełamywania międzynarodowej izolacji Seulu. Donald Trump, który prowadzi wojną handlową z Pekinem zgromił ostatnio ChRL za „udzielanie znacznej pomocy Korei Płn. Są to pieniądze, paliwo, nawozy i wiele innych produktów. To nie pomaga!” – ostrzegał na Twitterze prezydent USA.

Fakty wskazują na to, że Stany Zjednoczone nie zamierzają nic zrobić w kierunku wywiązania się ze swojej części deklaracji singapurskiej, która oprócz „pełnej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego” ze strony Pjongjangu zakładała też „współpracę obu stron na rzecz budowania trwałego pokoju na Półwyspie”. Oznaczało to szereg ustępstw, w tym militarnych, ze strony USA. Amerykanie na razie nie zamierzają podejmować żadnych znaczących działań w tym kierunku, co grozi odwróceniem procesu normalizacji stosunków między KRLD a USA, całą winę zrzucając na Pjongjang, który rozpoczął już likwidację części swojej infrastruktury nuklearnej. Strajk.eu pisał o tym miesiąc temu.

USA swoją postawą narażają się na ochłodzenie stosunków z Republiką Korei, czyli kluczowym partnerem na Półwyspie. Południe coraz bardziej liczy na udaną współpracę z Północą. Prezydent Mun wyrażał nadzieję na to, że połączenie kolejowe z północnym sąsiadem da się uruchomić do końca tego roku.