Pan Niebieski, który gapił się na kozy Ważny tunajt

Nie wiem jak Państwo, ale ja uwielbiam Monthy Pythona. Kiedyś już chyba nawet o tym pisałem. Ostatnio zasłyszałem piękną historię, która spokojnie mogłaby posłużyć za montypajtonowski scenariusz do jednego ze skeczy. Napisało ją jednak samo życia, a wyreżyserował pech. I to nie w Londynie, tylko w Warszawie. Założę się, że cześć z Was o niej słyszała. Jest jednak, ta historia, na tyle zabawna, że warto poświęcić jej dodatkowy tekst. Przeżyjmy to jeszcze raz.

Trzy lata temu miasto stołeczne podpisało umowę z czeczeńskim uchodźcą z Dagestanu. Umowa opiewała na niecałe 100 tysięcy rocznie. Za tę sumę Czeczen z Dagestanu obstalował miastu stado 60 kóz, które miały sobie żyć w zaroślach przy Wiśle, po praskiej stronie Mostu Gdańskiego; zwierzęta miały wyżerać trawę, aby nad rzekę powróciło ptactwo i miało gdzie uwić gniazda. Jak brzeg zachwaszczony, to ptak nie przyleci, bo się boi, że w krzakach siedzi kuna albo szczur i wyżre mu jaja. A jak kozy trawę zjedzą, zrobi się czyściej i przestrzenniej, to się piórowate zlecą i miluśki trel powróci nad brzeg, aby cieszyć ucho mieszkańców metropolii. Parę dni temu, smutny finał historii, który zapewne Państwo znacie, przyniosły ogólnopolskie media. Zdziesiątkowane stado kóz. Bezdomny, który miał je doglądać za 50 zł i parówki. Truchło kozie gnijące w rzece. Muzułmański właściciel, który ma wszystko gdzieś. No i na końcu biedny, stołeczny Ratusz, który tylko rozkłada ręce i mówi, że nic nie wiedział o procederze. Kozy miały żreć trawę, tymczasem wyzdychały. Kontrole z miasta były, ale nie stwierdziły żadnych zastrzeżeń. Uchodźca czeczeński zapadł się pod ziemię, a pod adresem, pod którym figurował, nikt o nim nie słyszał. 96 tysięcy złotych rok w rok brał. I tych pieniędzy też już nikt raczej nie zobaczy. Tyle, Szanowni Państwo, mogliście obejrzeć i usłyszeć sami w mediach prawego i lewego nasłuchu. Gdy się jednak pójdzie nad Wisłę, pod Most Gdański, można się dowiedzieć od tłuszczy paru dodatkowych, równie ciekawych, jeśli nie ciekawszych niusów, a jako że nie każdy z Państwa/Was ma możliwość chodzenia pod most, macie od tego mnie.
Uchodźca-Czeczen z Dagestanu wygląda osobliwie. Nosi brodę do pasa i jest zadowolony z życia. Tak przynajmniej opisują go lokalsi. Ma mieć trzy żony z którymi żyje i jedenaścioro dzieci, na które pobiera 500 plus. Jak łatwo policzyć, niemały grosz. Oczywiście, do tego kasa z miasta za kozy i Bóg wie jeszcze co od pomocy społecznej, aktywistów, zielonych płuc Polski etc. Można podejrzewać, że nie krzywduje. Mieszkać miał uchodźca czeczeński z Dagestanu pod Warszawą, w Piasecznie czy Józefowie, ale tylko z pozoru, bo ostatnio przebywał na wciąż w stolicy. O przeszłości jegomościa niewiele wiadomo. Adresu stałego zamieszkania brak. Z kimś takim miasto podpisuje umowę za państwowe pieniądze. I do tego w szczytnym celu. Tymczasem koleś bierze kasę do kieszeni, kozy grodzi elektrycznym pastuchem, żeby się nie rozlazły po Warszawie. Do pilnowania najmuje jednego z miejscowych niebieskich ptaków, bo któż, jak nie ptak niebieski zrozumie kozy. I tu się zaczyna, Szanowni Państwo, opowieść iście montypajtonowska.
Miejscowi powiadają, że Pan Niebieski, kiedy znudziło mu się siedzenie nad rzeką z kozami, zaczął nadużywać alkoholu. To zupełnie zrozumiałe w takiej sytuacji. Tylko On, rzeka i kozy. Jak tu się nie napić? Któregoś dnia zabrał podobno ze sobą jedną czy dwie podopieczne do tramwaju i pojechał z kozami do miasta. Prowadzał je na postronku. Wszedł nawet do sklepu, żeby uzupełnić zapasy. Kozy zaczęły wyżerać ludziom zakupy z koszyków i wtedy podniósł się raban. Jak to, menel w mieście łazi z kozami po ulicy. Ktoś zrobił doniesienie, no i się zaczęło. Znawcy problemu powiadają, że pod koniec swojej kariery w charakterze opiekuna kóz, Pan Niebieski robił sobie coraz częstsze wycieczki do miasta. Wyłączał elektrycznego pastucha, żeby samemu się nań nie nadziać. Kozy szły w szkodę. Część z nich zagryzły bezpańskie, miejskie psy. Część opiła się wody z rzeki i padła. Reszta przeżyła i poczekała na przyjazd chłopców z Animal Patrol. Jak w skeczu Monthy Pythona, kiedy para przychodzi na imprezę z kozłem. Tyle że u nas, imprezę za publiczną kasę ufundowało miasto.
W tym zamieszaniu z kozami najbardziej oczywiście szkoda samych kóz, bo co bydlęta winne, że mają takich opiekunów, ale cała ta sytuacja pokazuje, jak to Państwo jest rzeczywiście nijaki i tekturowe na wciąż. Podpisali umowy, wypłacili pieniądze, gazety napisały, odtrąbiono sukces i zamknięto teczkę z napisem „Zielona i ekologiczna Warszawa”. Że walka polityczna i haki na Platformę? Poszło się na wojnę, to i trzeba się liczyć, że przeciwnik będzie strzelał. Nikt pod karabinem nie trzymał…

Za co PiS płaci Amerykanom?

Beata Szydło, gdy jeszcze była premierem, tak mówiła o Polskiej Fundacji Narodowej (PFN) – „wykorzystując siłę i energię spółek skarbu państwa, będzie budowała polską markę”. Cóż, niezupełnie tak to wygląda.

Dziennikarze portalu Onet dotarli do informacji, z których wynika, że organizacja ta powołana przez luminarzy IV RP do sławienia jej dobrego imienia zagranicą w szaleńczym tempie drenuje polską publiczną kiesę. I jak przystało na porządki wprowadzone przez Kaczyńskiego, beneficjentami muszą być oczywiście jankesi.
Polska Fundacja Narodowa w ciągu nieco ponad roku wydała ponad 5,5 mln dol. — czyli ponad 20 mln zł — na promowanie Polski kraju w USA. Forsę przytuliła amerykańska firma PR-owa. W ramach usługi było m.in. za utworzenie w mediach społecznościowych viralowych profili o Polsce. Na całym świecie obserwuje jednak po kilkanaście, czy kilkadziesiąt osób. Anglojęzyczny serwis @Polish_Fndtn obserwuje na Twitterze niespełna 6 tys. osób, czyli mniej niż profil PFN po polsku. A to bodaj najlepszy wynik!
„W korespondencji z Polską Fundacją Narodową, Amerykanie nazywają swe serwisy internetowe hubem informacyjnym dla Polski. Przekonują też, że współtworzą strategiczną infrastrukturę informacyjną, którą Polska będzie mogła wykorzystywać przez lata” – czytamy w artykule w portalu Onet.
Chodzi o firmę White House Writers Group (WHWG). To właśnie ją kierownictwo PFN wybrało jako partnera do kreowania i poprawy wizerunku Polski w Stanach Zjednoczonych. Kontrakt został zawarty niemal dwa lata temu, ale PFN utajnia jego ustalenia i rozliczenia z Amerykanami. Dziennikarze Onetu poznali je dzięki dostępności do tego rodzaju informacji, którą gwarantuje prawo w USA.
„Robienie przez PFN tajemnicy z kontraktu z WHWG jest jednak nieroztropne z bardzo prostego powodu. Amerykańska ustawa o lobbingu FARA, uchwalona jeszcze przed II wojną światową, nakłada bowiem na wszystkie amerykańskie firmy, organizacje, a nawet na osoby prywatne obowiązek składania rozliczeń z pieniędzy otrzymywanych od zagranicznych rządów” – piszą m.in. dziennikarze portalu Onet.
WHWG oraz jej współpracownicy zobowiązani się do szczegółowych spowiedzi z działalności Departamentowi Sprawiedliwości, w tym także o kolejnych rozliczeniach z Polską Fundacją Narodową. Transakcje te są więc w USA dostępne publicznie. Nietrudno więc prześledzić współpracę tej firmy z PFN. Dziennikarze Onetu twierdzą, że z informacji tych wynika jasno, że White House Writers Group zarabiają krocie z pieniędzy polskiego podatnika za działania przynoszące zerowe lub nadzwyczaj znikome korzyści dla Polski.
Firma WHWG początkowo otrzymywała 45 tys. dol. miesięcznie, a dziś inkasuje dwa razy tyle. Do tego PFN wypłaca różne zwroty kosztów dla tej firmy (Najwięcej kosztował przyjazd trójki pracowników firmy do Polski: bilety lotnicze – 5 tys. USD i hotele – 3,5 tys. USD, pomoc prawna – 6 tys. USD), które są bardzo wysokie i sięgają milionów dolarów. Tymczasem strona amerykańska zarządza m.in. profilami o Polsce na Instagramie i YouTube. Pierwszy obserwuje 51 osób, drugi ma 13 subskrypcji!

PFN, na którą pieniądze wyłożyło 17 największych spółek skarbu państwa, dysponuje gigantycznym budżetem. W założeniu miała promować image Polski na świecie, ale szybko okazała się kolejną PiS-owską szczujnią. O Polskiej Fundacji Narodowej zrobiło się głośno przy okazji nagonkowej kampanii atakującej sędziów. A teraz okazuje się jeszcze, że jest to przepompownia polskich publicznych pieniędzy do amerykańskich korporacji.

Kłopoty prezesa FRKF Prawo i sport

Były prezes Fundacji Rozwoju Kultury Fizycznej Paweł O. został oskarżony o trzy przestępstwa, przez które skarb państwa miał stracić ponad dwa miliony złotych. Nie przyznaje się do winy.

Podstawowym zadaniem Fundacji Rozwoju Kultury Fizycznej miało być opłacanie animatorów zajęć na obiektach sportowych „Orlik” i realizacja konkretnych programów propagujących sport dzieci i młodzieży. Po wykryciu nieprawidłowości fundacja została rozwiązana. Prowadząca w tej sprawie śledztwo prokuratura postawiła jednak akt oskarżenia Pawłowi O., który został prezesem FRKF po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych w 2015 roku (w trakcie kampanii był pełnomocnikiem finansowym Komitetu Wyborczego Wyborców senatora Grzegorza Biereckiego). Paweł O. został oskarżony o spowodowania szkody majątkowej wielkich rozmiarów w fundacji, narażenia finansów publicznych na uszczuplenie w związku z wydatkowaniem pieniędzy niezgodnie z ich przeznaczeniem oraz nieprawidłowego prowadzenia ksiąg rachunkowych. Straty skarbu państwa obliczono na niemal 2,3 mln złotych. Te pieniądze pochodziły z dotacji ministerstwa sportu na łączną kwotę 24 mln złotych i miały być przeznaczone na programy „Lokalny Animator Sportu”, „Mały mistrz” i „Junior Sport”.
Jak poinformowało biuro prasowe Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, w oparciu o materiał dowodowy zostało ustalone, że w okresie od kwietnia 2016 roku do marca 2017 roku prezes fundacji nie dopełnił ciążących na nim obowiązków, wydając część dotacji w sposób niezgodny z jej przeznaczeniem. Paweł O. nie przyznaje się do winy. Grozi mu od roku do 10 lat więzienia.

Głos prawicy

Cwany gapa

„Do Rzeczy” cieszy się z faktu grillowania Donalda Tuska przez Pawła Kukiza:
Lider Kukiz’15 był dziś gościem Marka Kacprzaka w programie „Tłit” Wirtualnej Polski. Jednym z tematów rozmowy był ewentualny powrót byłego premiera Donalda Tuska do polityki krajowej i jego wczorajszy wywiad dla TVN24. Paweł Kukiz nie szczędził szefowi Rady Europejskiej słów krytyki.
– Moja mama warszawianka powiedziałaby w tym takim mokotowskim slangu – że Tusk, to taki cwany gapa – zaczął polityk. – Najpierw dopuścił, by Platforma się zdemoralizowała, doszło do rozmów u Sowy, gdzie widać było ewidentnie totalną demoralizacją, a kiedy pojawiło się zagrożenie konsekwencji karnych, prawnych w związku z tymi rozmowami, ewakuował się do Brukseli – tłumaczył. Paweł Kukiz podkreślił, że cokolwiek by o Grzegorzu Schetynie nie mówić, włożył mnóstwo pracy, by uratować strzępy jakie zostały z Platformy Obywatelskiej po jego „wybitnych” rządach. – Nagle Tusk widzi, że poukładane, więc teraz będzie wracał – dodał.
– Jestem przekonany, że Schetyna darzy – powiem to bardzo delikatnie – jeszcze mniejszą sympatią Tuska niż ja. Wątpię, żeby Schetyna był takim frajerem, żeby pozwolił Tuskowi ukraść to, nad czym pracował. (…) Tusk postępuje nieetycznie i niemoralnie, bo oni nie grają o Polskę, oni grają o kasę – wskazał Kukiz.

Milczący Jarek

Stanisław Janecki na łamach „Sieci” wychwala prezesa:
Jarosław Kaczyński nie reaguje na wezwania rozdygotanych, pobudzonych, podnieconych i rozsynchronizowanych i to jest najlepsza możliwa taktyka. Wywołuje bowiem jeszcze większe rozdygotanie, pobudzenie, podniecenie i rozsynchronizowanie. Szczególnie widoczne jest to u Jarosława Kurskiego. Wizualnie i dźwiękowo to bardzo zabawny spektakl, choć czasem można się zatroskać, czy aby pierwszy wiceMichnik nie zrobi sobie krzywdy, bowiem wiele już razy wyglądał jak ktoś na granicy implozji. O ile prezes PiS zachowuje podczas ostatnich awantur stoicki spokój, o tyle niektórzy politycy PiS niepotrzebnie dają satysfakcję rozdygotanym i rozsynchronizowanym. A przecież nic ich bardziej nie rozstraja niż obojętność, ignorowanie, a wręcz demonstracyjne znudzenie ich produkcjami. Wtedy wręcz wpadają w szał. I jest to oczywiście bardzo widowiskowe, choć troska o zdrowie delikwentów podpowiada obawy o wspomnianą już implozję.

Czy taśmy osłabią PiS?

Z Jakubem Majmurkiem, publicystą „Krytyki Politycznej” rozmawia Piotr Nowak (strajk.eu).

Chyba już od dawna nie mówiło się tak dużo o Jarosławie Kaczyńskim. Obóz liberalny twierdzi, że opadła maska szczerego patrioty i zobaczyliśmy bezdusznego biznesmena. Z kolei Prawo i Sprawiedliwość ustami swoich żołnierzy frontowych przekonuje, że prezes objawił się jako uczciwy polityk, Tadeusz Cymański posuwa się nawet do zadziwiającego stwierdzenia, że Kaczyński „jest bytem amaterialnym”. A czy tak naprawdę wraz z tymi taśmami dowiedzieliśmy się czegoś nowego o przywódcy PiS?
To zależy. Jeśli ktoś śledził uważnie historię Porozumienia Centrum, historię działalności Jarosława Kaczyńskiego i miał o niej wiedzę, którą czerpał z innych źródeł niż autobiografie Jarosława Kaczyńskiego, to nie dowiedział się niczego nowego. Znana była sprawa spółki Srebrna, znana była sprawa Fundacji Prasowej Solidarność, znaliśmy sprawę uwłaszczenia się środowiska Jarosława Kaczyńskiego na popeerelowskim majątku RSW Prasa Ruch, czyli głównego peerelowskiego koncernu, który skupiał większość wydawnictw prasowych w czasach PRL i który później został sprywatyzowany pomiędzy różne podmioty i Porozumienie Centrum było jednym z beneficjentów tego procesu. Wiedzieliśmy też, że były plany, aby spółka Srebrna postawiła w Warszawie wieżowiec i na tym zarabiała. Nie dowiadujemy się niczego zasadniczo nowego, jeśli śledziliśmy to, kim był Jarosław Kaczyński, jak prowadził politykę na zapleczu PiS-u i w jaki sposób dbał o to, by dla swoich przedsięwzięć politycznych budować finansowe zaplecze. Spółka Srebrna była przechowalnią dla polityków PiS w czasach, gdy ta partia nie miała władzy, albo kiedy w ogóle PiS-u jeszcze nie było.

Zapleczem w stylu Victora Orbana. Czy wybuch tej afery nie był właśnie świadectwem niepowodzenia implementacji modelu orbanowskiego nad Wisłą?
Tak. To, co się stało dowodzi, że istnieją media, które są w stanie iść na wojnę z tą władzą. To jest coś, co na Węgrzech już nie jest wyobrażalne. Być może było jeszcze realne na początku nowego cyklu władzy Orbana, powiedzmy do 2012 roku, ale dzisiaj już nie. Pokazuje to również, że PiS nie ma władzy w miastach, nie udało się jej zdobyć w wyborach w ubiegłym roku, co blokuje proces budowy pełnego finansowo-oligarchicznego zaplecza dla partii politycznej, jak sam Kaczyński mówi, konieczne do zbudowania tego wieżowca jest wygranie wyborów. Wybory nie zostały wygrane, a więc inwestycja nie powstanie.
Kto wygrał te kluczowe pierwsze 24 godziny po opublikowaniu taśm przez „Gazetę Wyborczą”? Obóz liberalny czy PiS?
Na razie jest remis. Po prawie 48 godzinach z bardzo delikatnym wskazaniem na stronę liberalną. Niepotrzebnie trochę nadmuchano atmosferę. Robienie na Twitterze zamieszania, że pojawi się materiał, która wysadzi PiS, zaszkodziło tej publikacji. Ludzie spodziewali się nie wiadomo czego – że pojawi się nagranie, na którym Jarosław Kaczyński zleca mord polityczny, albo coś w tym stylu.

Być może miało to narzucić pewną percepcję tego materiału?
To jednak przyczyniło się do pewnych oczekiwań, a okazało się, że to nie była bomba atomowa, jak to zapowiadano. Warto jednak zauważyć, że sporo osób związanych z prawicą, a nie związanych bezpośrednio z PiSem, jak np. Bartłomiej Radziejewski z Nowej Konfederacji, przyznaje, że może nie jest to bomba, ale na pewno nie jest to kapiszon. Podobało mi się określenie, które użył Tomasz Sawczuk w Kulturze Liberalnej, że jest to bomba, która jeszcze nie wybuchła, ale wybuchnąć jeszcze może. Ona sobie tyka cały czas. Ma ustawiony zapalnik czasowy i chociaż nie wiemy dokładnie kiedy ona wybuchnie, ale wysadzić PIS wciąż może.
Z pewnością to nie wydarzenie, które wywołało wielki szok społeczny, po którym od PiSu mogliby się zacząć odwracać wyborcy. Reakcja partii była taka, że doszło do zwarcia szeregów. Z programów programów telewizyjnych zaczęto wycofywać polityków. Sam Kaczyński do tej pory milczy. Ale faktycznie, politycy drugiego szeregu, dziennikarze, publicyści próbowali narzucić na Twitterze taką interpretację, że na tych taśmach nic nie ma, że to jest kapiszon. Wydaje mi się, że jednak, że do opinii publicznej zaczyna przenikać to, co jest w tym wszystkim w porządku. To są rzeczy, które nie sprawią, że pęknie nagle poparcie dla PiSu, że doprowadzi to do implozji, ale biorąc pod uwagę, że będą wyciekać kolejne informacje…

Mieliśmy aferę KNF, aferę Misiewicza.
Tych afer jest faktycznie bardzo dużo. Afera lekowa, afera KGHM z udziałem chrześniaka Adama Lipińskiego. Mamy kilka afer pisowskich, a jeżeli będą wyciekać kolejne informacje, a słyszeliśmy, że sejf z nagraniami prezesa Kaczyńskiego jest pełny i to nie jest jedyna taśma, jaką dysponuje Roman Giertych. Wydaje mi się, na co zwrócił uwagę Piotr Zaremba, a to może być bardzo ważny trop, że Kaczyński może czuć się osaczony osobiście. W tej sprawie został w zasadzie zdradzony przez rodzinę. Austriacki biznesmen, który ujawnił to nagranie, udał się po pomoc do Giertycha, to jest mąż córki kuzyna, tego słynnego pana Tomaszewskiego, powinowatego prezesa. Kaczyński dał się nagrać, a wydawało się, że jest politykiem nietykalnym, ponad wszystkim, do którego nic nie dociera, którego nie można uderzyć. Ale okazało się, że jednak można i ten cios przyszedł od rodziny.
Jarosław Kaczyński poczuje się teraz osaczony, będzie podejmował nieprzemyślane decyzje i będzie popełniał błędy?
Wydaje mi się, że prezesa łatwo jest sprowokować. Pamiętamy, jak krzyczał do posłów opozycji w Sejmie: jesteście kanaliami, zabiliście mojego brata. Nie wykluczam, że partia go w tej chwili pilnuje, aby nie pojawił się w mediach i nie zareagował nierozsądnie. Będzie jednak musiał prędzej czy później pojawić się w Sejmie. Opozycji łatwo będzie go sprowokować do gwałtownych ruchów. To jest bardzo ciekawe – tak się teraz czuje Jarosław Kaczyński. Wydaje mi się, że intuicja Piotra Zaremby może być celna.

Ale może taka była intencja obozu liberalnego. Na osobie prezesa skupił się też Jarosław Kurski, wicenaczelny „Wyborczej” w komentarzu do taśm. Może właśnie w ten sposób chce działać teraz opozycja – uderzać w Kaczyńskiego. Ale czy to może realnie osłabić PiS?
Wydaje mi się, że Jarosław Kaczyński jest tutaj postacią kluczową. To, że PiS jest partią, której lider skupia więcej władzy niż przywódcy innych ugrupowań jest faktem. Związki z biznesowym zapleczem, tutaj akurat ze spółką Srebrna, skupia się przede wszystkim w postaci Jarosława Kaczyńskiego. Myślę więc, że do uderzenie jest celne. PiS jest partią bardzo skłóconą i podzieloną wewnętrznie. Prezes trzyma to wszystko, stojąc ponad frakcjami, ponad szarpiącymi się buldogami, rozdziela ich stawiając siebie w roli autorytetu. Te nagrania mogą osłabić pozycje Kaczyńskiego w PiS. Afera pokazała, że prezes nie jest nieomylny, nie jest wszechwładny, że dał się rozegrać.

Czy PiS odstawi Kaczyńskiego na tylne siedzenie na dłuższy czas, uznając, że prezes jest kłopotem Prawa i Sprawiedliwości?
Na pewno w PiS są takie głosy, ale one są bardzo cicho artykułowane. Sam prezes to teraz zrobił. W roku wyborczym Kaczyński zostanie wycofany, jak jak to było w poprzednich wyborach. Front kampanii poprowadzi pewnie Morawiecki i kilka innych osób z kierownictwa rządu, niekoniecznie partii. Pytanie czy to będzie taktyczny manewr, który podmiotowo będzie robiony przez Kaczyńskiego, czy zbierze się grupa mocnych politycznie osób z partii, którzy powiedzą: no nie, panie prezesie, pan musi trochę ustąpić. Wydaje mi się, że dynamika wewnętrzna w PiSie jest taka, że wiele osób o tym myśli, ale chyba nikt nie ma odwagi tego zrobić. Pamiętajmy, że Kaczyński miał już bunty przeciwko sobie. PiS mu się kilka razy rozpadł. Powstała Polska Jest Najważniejsza, Solidarna Polska. I nikt o tych partiach dzisiaj nie pamięta. Ci ludzie albo wrócili do Kaczyńskiego i w ramach tego powrotu dostali gorsze warunki niż w sytuacji, gdyby zostali, np. Zbigniew Ziobro. Albo poszli do PO, albo ich nie na w polityce. To się każe zastanowić potencjalnym buntownikom.

Czy ta afera spowoduje, że Polacy zaczną postrzegać PiS jako partie aferałów? Może obywatele są już przyzwyczajeni do aferalnego charakteru każdego kolejnej władzy i będą nadal popierać partię Kaczyńskiego, bo ta przynajmniej dała im minimalną godzinową i 500 plus?

Na pewno wiele osób będzie w ten sposób myślało. Na pewno jest tak, że kolejne afery, taśmy uodporniły nas na szok spowodowany kolejną demaskacją. Takich afer było w ciągu ostatnich kilkunastu lat za dużo, by kolejna mogła spowodować gwałtowne tąpnięcie na scenie politycznej. Ale wydaje mi się, że istnieje też grupa wyborców PiS, którzy niekoniecznie głosowali na tę partią z przyczyn socjalnych, to nie jest dla nich decydująca kwestia, którzy niekoniecznie są też emocjonalnie zainwestowani w walkę z dżenderem i kwestię smoleńską. Dla nich kluczowa była obietnica sanacji życia publicznego. Zdawali sobie sprawę, że istnieje madrycka frakcja PiS z Hofmanem, są Misiewicze, ale jest też prezes, który jest ponad to i ma szanse stajnie Augiasza oczyścić, bo nawet jeśli trzeba czasami dać pokraść swoim kadrą, ale mimo wszystko PiS pracuje na rzecz tego, żeby się mniej dało kraść w przyszłości. Oni teraz mogą się zacząć zastanawiać, czy to była dobra diagnoza i czy powinni pozostać przy PiSie. Nie oznacza to jednak tego, że pójdą głosować na opozycję, którą uważają za ugrupowanie jeszcze bardziej skorumpowane, nie będzie też gwałtownego odpływu wyborców, ale to może do jesieni przełożyć się na taki odpływ, który może kosztować PiS samodzielną większość w przyszłym parlamencie.

Kto jest największym zwycięzcą tej rozgrywki? Roman Giertych?
Roman Giertych, ale też Jan Śpiewak, którego sprawa wyciągnęła z przedwczesnej emerytury, na którą się sam odesłał. Okazało się, że jest poważnym graczem, z którym liczy się człowiek posiadający największą władzę polityczną. I to właśnie Jan Śpiewak powstrzymał tę inwestycje. A Giertych rzeczywiście wyrasta na jednego z głównych wrogów PiS. Ta afera zrobiła mu na pewno ogromną reklamę jako adwokatowi.

Mówi się, że ma ochotę na ministra sprawiedliwości w przyszłym rządzie PO.
Pojawiają się takie plotki, ale nie wiadomo czy Giertych będzie chciał zaryzykować przekuć te ogromną popularność na rzecz kariery politycznej. Moim zdaniem on na ambicje aby do polityki wrócić i odgrywać w niej znaczącą rolę. Na pewno widzi dla siebie miejsce i wysoko ocenia swoje szanse. Duża część liberalnej opinii publicznej wybaczyła mu grzechy z dawnych lat. Nie wiadomo na ile szczera jest jego zmiana poglądów. Trudno powiedzieć czy zaryzykuje start w wyborach, ale jeśli Platforma wygra, to pewnie będzie starał zakręcić tak wokół rządu koalicyjnego by dostać w nim jakąś funkcje. A też ma w sobie osobistą chęć ukarania PiSu, a też potrafi budować PR skutecznego prawnika, to sporo osób w PO może myśleć: dajmy mu to ministerstwo, on ich pogoni i rozliczy.

SKOK: résumé na dzisiaj

Wczorajszą rozmowę red. Werner z Wojciechem Kwaśniakiem, byłym zastępcą przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego przed kamerami tvn24 uznać trzeba za jedno z najważniejszych wydarzeń politycznych ostatniego okresu. Ponieważ jest ono publicznie dostępne, oraz jest przedmiotem licznych komentarzy, ograniczę się do wypunktowania głównych moim zdaniem tez związanych z aferą SKOK.

 

SKOK-i są prywatnymi instytucjami finansowymi działającymi w formie spółdzielni i korzystającymi od 2013 r. z gwarancji wkładów swoich członków, wypłacanych ze środków publicznych, którymi dysponentem jest Bankowy Fundusz Gwarancyjny.
Aferą SKOK Wołomin nie można przykryć ogólnopolskiej afery SKOK. Koszty przestępczej działalności SKOK Wołomin, pokryte przez BFG stanowią około 1/3 wszystkich środków publicznych (około 4,5 mld zł), jakie do tej pory wypłacone zostały członkom upadłych SKOK w ramach systemu gwarancji bankowych.
Wyjaśnić należy społeczeństwu przyczyny upadku wielu Kas. Z wypowiedzi przewodniczącego Kwaśniaka wynika, że było nimi wycofywanie swoich udziałów w spółdzielniach przez ich udziałowców, prawdopodobnie wobec wiedzy o ich niewłaściwym funkcjonowaniu.
Wyjaśnić należy społeczeństwu scenariusz biegu wypadków, gdyby Kasy nie zostały objęte gwarancjami BFG. Wyjaśnić należy skutki finansowe, ekonomiczne i polityczne. Nieobjęcie SKOK gwarancjami BFG doprowadziłoby do mega afery, która prawdopodobnie pogrzebałaby PiS.
Wyjaśnić należy kto w strukturze SKOK, zwłaszcza w Krajowej Radzie i jaką miał wiedzę na temat rzeczywistych problemów poszczególnych kas. Czy Rada starała się te problemy rozwiązywać (jak?) czy też uczestniczyła w ich tuszowaniu.
Wyjaśnić należy, czy celem ustawowego objęcia gwarancjami BFG udziałów ich członków w 2012 r. nie było w istocie stworzenie mechanizmu ratunkowego dla tych udziałów wobec powszechnej już wówczas wiedzy o poważnych problemach wielu SKOK. Wyjaśnić należy, czy w ten sposób nie doszło do świadomego przerzucenia na dysponenta środków publicznych skutków niewłaściwego zarządzania lub/i przestępczej działalności kas?
Wyjaśnić należy rolę i znaczenie spółki SKOK Holding zarejestrowanej w Luksemburgu dla efektywności całego systemu finansowego SKOK.
Skoro dwóch niezależnych rewidentów finansowych nie dostrzegło w dokumentacji SKOK Wołomin nieprawidłowości, dociec należy przyczyn i skali tego zjawiska. Jest on o niezwykle groźne dla całego systemu niezależnej rewizji finansowej w Polsce.
Wyjaśnić należy rolę warszawskiej prokuratury w aferze SKOK Wołomin oraz sprawdzić reakcję prokuratury na ewentualne zawiadomienia o naruszaniu prawa przez inne SKOK.
Jeżeli, jak się okazuje, zawiadomienie do prokuratury kierował Główny Inspektor Informacji Finansowej to znaczy, że nabrał on uzasadnionego podejrzenia wykorzystywania SKOK Wołomin do prób legalizacji środków finansowych pochodzących z nielegalnych źródeł. Wyjaśnienia wymaga stanowisko prokuratury w tej sprawie.
Afera SKOK, chociaż dotyczy prywatnych podmiotów, negatywnie rzutuje na wiarygodność polskiego systemu finansowego i wielu instytucji państwowych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Uwikłani są w nią politycy głównie PiS, ale jak wynika z relacji przew. Kwaśniaka również z innych opcji. Dlatego musi być wyjaśniona całościowo, a jedynym forum na którym można tego dokonać jest sejmowa komisja śledcza sejmu następnej kadencji. Zadanie takie winno więc stać jednym z głównych publicznych zobowiązań ubiegających się o mandaty posłów i senatorów w kampanii wyborczej do parlamentu w 2019 r.
Jako ciekawostkę i bonus dla wytrwałych czytelników zamieszczam diagram powiązań kapitałowych i osobowych spółki SKOK Holding za raportem opracowanym przez Komisję Nadzoru Finansowego.

 

Tekst ukazał się na blogu Jacka Uczkiewicza „Wołania na puszczy”.

Głos lewicy

Upamiętnienie

 

Lewica uczciła pamięć Gabriela Narutowicza. Relacja portalu strajk.eu:

Kto poczuł się w obowiązku uczcić w Warszawie pamięć zamordowanego przez nacjonalistę prezydenta Gabriela Narutowicza? Prawie wyłącznie lewica. Na zgromadzeniu pod Zachętą nie było nikogo z największych organizacji tzw. demokratycznej opozycji. Także na stronie prezydenta Polski brak wspomnienia o zastrzelonym poprzedniku.
Podobnie jak w latach ubiegłych, zgromadzenie upamiętniające Gabriela Narutowicza zostało zorganizowane przez Fundację im. Kazimierza Łyszczyńskiego, upominającą się o świeckość państwa i prawa osób niewierzących. Do wydarzenia przyłączyły się głównie organizacje lewicowe i propracownicze: Razem, Zieloni, Inicjatywa Feministyczna, SLD, mazowiecka rada OPZZ.
Atmosferę, w jakiej dokonał się zamach na pierwszego prezydenta niepodległej Polski opisał krótko dla Portalu Strajk Piotr Ciszewski z Inicjatywy Historia Czerwona. Przypomniał, iż endecja nie mogła pogodzić się z tym, że wyborów głowy państwa nie wygrał Maurycy Zamoyski, wielki posiadacz ziemski i kandydat prawicy. Opowiedział o próbach zablokowania zaprzysiężenia Narutowicza przez narodowców i o tym, jak łamaniu zasad demokracji sprzeciwili się robotnicy, zwolennicy i członkowie PPS.
Występujący w imieniu Zielonych Igor Skórzyński przypomniał o zasługach Narutowicza jako ministra robót publicznych, zaangażowanego w odbudowę wiejskich szkół w całej Polsce, reprezentantka Inicjatywy Feministycznej Katarzyna Kądziela wskazywała na niepokojące podobieństwa między nagonką endeków przeciwko Narutowiczowi a mową nienawiści, jaką posługuje się we współczesnej Polsce nacjonalistyczna prawica. Podobnie Weronika Sarnowska z Razem wskazała na agresywny język, jakim prawicowy rząd i popierane przez niego organizacje mówią o swoich oponentach, w szczególności atakując i zohydzając wszelką lewicę. Piotr Szumlewicz, przewodniczący mazowieckiej rady OPZZ, nawiązał w swoim wystąpieniu do całej epoki międzywojennej, przypominając, że zabójstwo prezydenta nie było jedynym haniebnym wydarzeniem w tym czasie – II Rzeczpospolita, którą zachwycają się prawicowi historycy, to także państwo ogromnych nierówności społecznych, więzień politycznych czy gett ławkowych.
Związkowiec zauważył także, że pod Zachętą powinny 16 grudnia gromadzić się wszystkie siły polityczne. – To nie jest „lewacka rocznica” – powiedział.
Zgodził się z nim Maciej Bajkowski z ORD, podkreślając, że nie jest lewakiem. Również przedstawicielka organizatorów zauważyła, iż Narutowicz był człowiekiem o liberalnych przekonaniach. Najwyraźniej jednak osoby, które dziś hołdują podobnej linii politycznej, nie chcą brać udziału w uroczystościach ku czci ofiary nacjonalistów…

 

Czarzasty o odwołaniu Sokala

 

Zdzisław Sokal został odwołany z funkcji przedstawiciela prezydenta w KNF. Zastąpi go Cezary Kochalski.
Zdaniem Włodzimierza Czarzastego jest to działanie, które ma na celu jedynie przysporzenie PiS większego poparcia w sondażach.
– Na pewno nie w takich kategoriach, że rozsądek wraca, bo nie wierzę w rozsądek. To jest tak – jest duże skłócenie społeczeństwa, są w związku z tym wysokie frekwencje w wyborach. Na wysokiej frekwencje traci PiS. Żeby frekwencja była niższa trzeba leczyć snem. W związku z tym trzeba powiedzieć tak: Pani Gersdorf wraca, żeśmy się tutaj troszeczkę pomylili, przesadziliśmy; Unia Europejska – byliśmy za ostrzy, już będziemy fajni i grzeczni; pani profesor Pawłowicz już nie będzie kandydowała; pan Macierewicz – nie za bardzo go widzimy; pan Sokal – wycofamy go, bo to już nie jest fajna karta – mówił Włodzimierz Czarzasty w „Wydarzeniach i Opiniach” w Polsat News.
Info za: sld.org.pl

Czy mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą?

Janusz Kaczmarek (ur. 25 grudnia 1961 w Gdyni) – polski prawnik, prokurator i polityk, od 2005 do 2007 prokurator krajowy, w 2007 minister spraw wewnętrznych i administracji.
31 października 2005 objął stanowisko prokuratora krajowego w strukturach Ministerstwa Sprawiedliwości kierowanego wówczas przez Zbigniewa Ziobrę.
8 lutego 2007 premier Jarosław Kaczyński odwołał go ze stanowiska prokuratora krajowego, a prezydent Lech Kaczyński na jego wniosek powołał go na urząd ministra spraw wewnętrznych i administracji. 14 marca 2007 otrzymał nominację na członka Rady Bezpieczeństwa Narodowego. 8 sierpnia 2007 został odwołany z zajmowanego stanowiska. Bezpośrednią przyczyną były informacje o tym, jakoby był on źródłem przecieku w sprawie planowanej akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi (tzw. afera gruntowa). 13 sierpnia 2007 został kandydatem grupy posłów LPR i Samoobrony RP na prezesa Rady Ministrów w trybie konstruktywnego wotum nieufności. 7 września 2007 Janusz Kaczmarek wycofał jednak zgodę na kandydowanie[6], wobec czego wniosek poselski jako bezprzedmiotowy nie został poddany pod głosowanie.
30 sierpnia 2007 został zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW pod zarzutem utrudniania śledztwa i składania fałszywych zeznań. Zatrzymanie to zostało przez sąd uznane za bezzasadne i nieprawidłowe. Postępowanie przeciwko niemu w tym zakresie zostało umorzone w 2009.
W 2010 Janusz Kaczmarek uzyskał wpis na listę radców prawnych, a następnie na listę adwokatów, podejmując praktykę w zawodzie. Został też wykładowcą w Wyższej Szkole Administracji i Biznesu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Gdyni.

 

 

– Z punktu widzenia prawnokarnego sprawa jest bardzo poważna. Mówimy o styku polityki i biznesu, bardzo dużych pieniądzach i musimy zadać pytanie, czy w tle faktycznie nie mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą  – mówi były szef MSWiA Janusz Kaczmarek w rozmowie z Kamilą Terpiał (wiadomo.co).  – Wszystkie okoliczności sprawy dają jednoznaczną odpowiedź, że komisja śledcza powinna zostać powołana – dodaje.

 

KAMILA TERPIAŁ: Instytucje państwa w sprawie afery KNF zadziałały, jak twierdzą politycy PiS, szybko i sprawnie? Tak jak trzeba?

JANUSZ KACZMAREK: Na pewno szybko i sprawnie zadziałał prezes KNF, który błyskawicznie dostał się z Singapuru do Warszawy, a następnie do swojego gabinetu. Co tam robił? Nie wiemy. Mówię to oczywiście ironicznie. W tak poważnej sprawie należałoby oczekiwać, że czynności instytucji państwa, czyli prokuratury i CBA, które działało na jej polecenie, powinny nastąpić znacznie szybciej. Śledztwo wszczęto dopiero w oparciu o materiał prasowy, chociaż zawiadomienie do prokuratury zostało złożone przez mecenasa Romana Giertycha jeszcze przed upublicznieniem tej sprawy.
Po wszczęciu śledztwa należało w sposób bardzo szybki podjąć działania mające na celu zabezpieczenie materiału dowodowego, chociażby w postaci dokumentów czy urządzeń zagłuszających z gabinetu prezesa KNF-u. Na pewno należało to zrobić przed wizytą w tym miejscu Marka Chrzanowskiego.

 

Jak to możliwe, że CBA dociera do gabinetu dopiero po zdymisjonowanym prezesie, chociaż był na to czas wcześniej? Takie przeszukanie ma w ogóle jakieś znaczenie dla sprawy?

Znaczenie ma, ale nie wiemy, czy czegoś nie utracono, czy coś nie zaginęło lub nie zostało celowo zniszczone. Takie pytania już zawsze pozostaną bez odpowiedzi.

 

Sprawa trafia 7 listopada do Prokuratury Generalnej. Minister sprawiedliwości, prokurator generalny i premier dowiadują się dopiero tydzień później z przekazów medialnych. Jak to możliwe?

Pojawią się argumenty, że były to dni wolne od pracy. Ale to nie są satysfakcjonujące odpowiedzi i nie mogą uzasadniać twierdzenia, że wszystko zadziałało prawidłowo. Wręcz odwrotnie.
W sprawach tak poważnych nie ma świąt i wolnych dni. Jako prokurator krajowy o poważnych sprawach byłem informowany o każdej porze dnia i nocy, w soboty i w niedziele. Wydaje mi się, że taka praktyka powinna trwać do dzisiaj.

 

O czym świadczy taka zwłoka?

Świadczyć to może albo o lekkomyślnym podejściu do sprawy – to byłoby najbardziej pozytywne dla decydentów, ale może też powodować pytania, czy nie mamy do czynienia z celowym spowalnianiem tego postępowania i reakcją dopiero na doniesienia medialne. I to reakcją nie tak szybką i prawidłową, jak należałoby się spodziewać.

 

Zbigniew Ziobro na pierwszej konferencji prasowej w dniu opublikowania artykułu w „Gazecie Wyborczej” tłumaczył, że polecił wszczęcie śledztwa w tej sprawie i objął je „osobistym nadzorem”. Co to de facto może oznaczać?

Minister sprawiedliwości jest prokuratorem generalnym, ale także czynnie zaangażowanym politykiem obozu władzy, który ma określone polityczne cele i wizje. Dlatego taki nadzór może nie być obiektywny, ale skażony polityką. Obawy, że sprawa nie zostanie wyjaśniona tak jak trzeba, są uzasadnione.

 

Minister sprawiedliwości na antenie TVP publicznie domaga się złożenia w prokuraturze nośnika z oryginalnym nagraniem rozmowy Leszka Czarneckiego z szefem KNF, a pełnomocnik bankiera Roman Giertych odpowiada, że nośnik złożył już przecież w prokuraturze. Co się tam dzieje?

Świadczy to co najmniej o nieznajomości przez Zbigniewa Ziobrę tej sprawy, pomimo deklaracji osobistego nadzoru.
Roman Giertych w taki sposób obnażył brak podstawowej wiedzy, co uderza w powagę urzędu ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

 

Jak ta sprawa może się skończyć? PiS będzie robił wszystko, żeby ją rozmyć, czy będzie szukał kozła ofiarnego?

To jest bardzo poważna sprawa, w której nagle pojawiają się nie tylko wątki związane z Leszkiem Czarneckim, ale także udziałem tej samej osoby, czyli prawnika, który miał być zatrudniony w banku biznesmena, w innych bankach. Powtarzam, sprawa jest bardzo poważna i powinna być wyjaśniona w sposób dogłębny.
Czy tak będzie? Nie jestem pewien. Myślę, że to jest też taki rodzaj sprawy, w której media będą patrzyły politykom i prokuratorom na ręce.

 

W sprawie pojawiają się nowe wątki, także Grzegorza Biereckiego, czyli twórcy SKOK-ów. Opozycja mówi o zorganizowanym gangsterskim działaniu. Pan podpisałby się pod takim stwierdzeniem?

Nie chcę epatować takimi nazwami. Ale niezależnie od tego, jakimi określeniami emocjonalnymi i trafiającymi do społeczeństwa będziemy się posługiwać, to i tak z punktu widzenia prawnokarnego sprawa jest bardzo poważna.
Mówimy o styku polityki i biznesu, bardzo dużych pieniądzach i musimy zadać pytanie, czy w tle faktycznie nie mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą.
Przypomnę, że z punktu widzenia prawa karnego wystarczy, że to są trzy osoby, które łączy aspekt wspólnego działania i dążenia do popełnienia przestępstwa.

 

W tej sprawie takie warunki mogą być spełnione?

Należy to zakładać w analizach prawnych…

 

Ta afera uderzy w PiS?

Nie chcę wychodzić z roli prawnika. Analizy polityczne pozostawiam innym.

 

Może powinna powstać komisja śledcza? Co należy zrobić, żeby sprawę wyjaśnić?

Wszystkie okoliczności sprawy dają jednoznaczną odpowiedź, że komisja śledcza powinna zostać powołana. Czy będzie wola polityczna? To już jest inne pytanie. Na razie wszystko wskazuje na to, że takiej woli nie ma. A to też rodzi pytania.

Głos prawicy

Parkingowy już stoi

– Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do budowy Pomnika śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Śp. Lech Kaczyński dobrze zasłużył się Ojczyźnie. Bez niego nie byłoby dobrej zmiany, nie byłoby próby uczynienia polskiego państwa sprawiedliwym i podmiotowym – powiedział Prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas uroczystości odsłonięcia Pomnika śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Warszawie.
Dodał, że działalność Lecha Kaczyńskiego przyczyniła się decydująco do tego, iż można było przeciwstawić się temu, co zostało nazwane postkomunizmem.
– System ten był lepszy od poprzedniego, ale wciąż obciążony ogromnymi wadami – stwierdził.
Zwrócił uwagę, iż Lech Kaczyński pełnił wiele funkcji państwowych i samorządowych – był m.in. posłem, senatorem, ministrem sprawiedliwości, prezydentem Warszawy a wreszcie prezydentem Polski.
– Dzięki Lechowi Kaczyńskiemu powstało Porozumienie Centrum, a jako szef NIK pokazał, że potrafił być znakomitym szefem ważnej instytucji państwowej. Odbudował On jej znaczenie, odbudował jej działanie, odbudował jej prestiż. Był skutecznym politykiem, potrafił kierować się w swoim życiu dobrocią i względami moralnymi – oznajmił.
Przypomniał m.in., że jego Brat uczestniczył w wydarzeniach marcowych i w tym, co przyczyniło się do powołania Solidarności.
– Odsłonięcie Pomnika Śp. Prezydenta to dowód na nasze zwycięstwo, dowód na to, że chcieć to móc – powiedział Prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Info z pis.org.pl

 

Afera Rywina 2?

„GW” napisała, że szef KNF zaoferował przychylność dla Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego w zamian za ok. 40 mln zł. Miliarder nagrał Chrzanowskiego w marcu, a prokuraturę zawiadomił na początku listopada jego pełnomocnik, Roman Giertych. Jak informuje radio RMF FM, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego przebywa obecnie na konferencji w Singapurze, ale w związku z doniesieniami „Wyborczej” postanowił skrócić swój pobyt i wrócić jak najszybciej do Polski. Według ustaleń radia Chrzanowski ma się stawić w gabinecie premiera Mateusza Morawieckiego. Po publikacji gazety Komisja Nadzoru Finansowego wystosowała oświadczenie, informując, że uważa całą sprawę za szantaż ze strony Czarneckiego oraz próbę wywarcia wpływu na Komisję w momencie, w którym jego banki borykają się z poważnymi kłopotami, a ich wartość spada.

Info za dorzeczy.pl