Inter przerwał dominację Juventusu

Zespół Interu Mediolan przerwał trwającą dziewięć sezonów z rzędu dominację Juventusu Turyn i na cztery kolejki przed zakończeniem rozgrywek w Serie A zdobył mistrzostwo Włoch. To pierwszy triumf „Nerazzurrich” po jedenastu latach przerwy, a 19. w historii.

Żeby zdobyć scudetto już w miniony weekend, ekipa Interu Mediolan musiała wygrać na wyjeździe z Crotone, a druga w tabeli Atalanta Bergamo nie mogła zdobyć kompletu punktów w spotkaniu z Sassuolo. Ekipa trenera Antonio Conte warunek spełniła zwyciężając 2:0 po golach Christiana Eriksena o Achrafa Hakimiego. Był to ich jedenasty ligowy mecz w tym sezonie, w którym nie stracili bramki. Ale mistrzowski tytuł zapewnił im dopiero remis Atalanty 1:1 w niedzielnym meczu z Sassuolo 1:1, bo po stracie dwóch punktów drugą w tabeli ekipę z Bergamo na cztery kolejki przed zakończeniem rozgrywek od lidera dzieli już teraz trzynaście „oczek”. Inter prowadzi z dorobkiem 82 punktów, natomiast Atalanta, Juventus i AC Milan mają na koncie po 69 punktów, piąte SSC Napoli 67, a szóste Lazio 64. Rywalizacja między tymi pięcioma zespołami toczyć się będzie zapewne do ostatniej kolejki, a stawką są trzy miejsca gwarantujące start w nowym sezonie Ligi Mistrzów – włoska Serie A ma zagwarantowane w fazie grupowej Champions League cztery miejsca, a zespoły które zajmą miejsca 5. i 6. zagrają w Lidze Europy.
Drużyna prowadzona przez Antonio Conte na początku sezonu Serie A znajdowała się w cieniu lokalnego rywala, AC Milan, nie powiodło jej się także w Lidze Mistrzów, z której odpadła już w fazie grupowej zajmując ostatnie miejsce w grupie B za Realem Madryt, Borussią Moenchengladbach i Szachterem Donieck. Ale dzięki temu mogła skupić się całkowicie na krajowej rywalizacji i w znakomity stylu sięgnąć po mistrzowski tytuł. Inter wywalczył najwięcej ligowych punktów niż jakakolwiek inna drużyna w pięciu czołowych ligach europejskich.
Po raz ostatni kibice czarno-niebieskich cieszyli się ze scudetto w sezonie 2009/2010, za trenerskiej kadencji Jose Mourinho. W następnym sezonie mistrzowski tytuł wywalczył AC Milan, a potem dziewięć razy z rzędu triumfował Juventus Turyn. Warto przypomnieć, że trzy triumfy w Serie A ekipa „Starej Damy” osiągnęła pod wodzą Antonio Conte (2011/12, 2012/13, 2013/14).

Mocni rywale Bayernu

W miniony czwartek UEFA zatwierdziła wymuszone przez pandemię zmiany w europejskich pucharach. A w piątek dokonano losowania par ćwierćfinałowych Ligi Mistrzów. Bayern Monachium, jeśli przejdzie Chelsea Londyn, w tej fazie rozgrywek trafi prawdopodobnie na Barcelonę.

UEFA podjęła decyzję, że rewanżowe mecze 1/8 finału obecnej edycji Ligi Mistrzów, które nie mogły odbyć się w terminie z powodu pandemii, zostaną rozegrane na stadionach klubów, które miały być gospodarzami rewanżów. Czwartkowa decyzja UEFA dotyczy czterech meczów: Bayern Monachium – Chelsea (w Londynie było 3:0 dla Bayernu), FC Barcelona – SSC Napoli (w Neapolu padł remis 1:1), Manchester City – Real Madryt (w stolicy Hiszpanii „The Citizens” wygrali 2:1) oraz Juventus Turyn – Olympique Lyon (w Lyonie francuski zespół zwyciężył 1:0).
W Lidze Europy nie udało się przed zawieszeniem rozgrywek rozegrać żadnego spotkania rewanżowego, a w dwóch przypadkach nie udało się nawet zorganizować pierwszego meczu. Chodzi o pary Inter Mediolan – Getafe i FC Sevilla – AS Roma. Tym zespołom UEFA zaproponowała odejście od systemu „mecz i rewanż” i w zamian rozegranie jednego spotkania na neutralnym gruncie, konkretnie w Niemczech. Wszystkie te mecze mają się odbyć na początku sierpnia. Później rozpoczną się turnieje „Final Eight” z udziałem wszystkich ćwierćfinalistów. Uczestnicy Ligi Mistrzów grać będą w Lizbonie, zaś Ligi Europy – w Niemczech.
W miniony piątek w Lyonie dokonano natomiast ramowego losowania 1/4 i 1/2 finału Ligi Mistrzów. Do ćwierćfinałów zdołały się już zakwalifikować zespoły Atalanty Bergamo, Atletico Madryt, Paris-Saint Germain i RB Lipsk.
A tak wygląda zestaw par w tej fazie rywalizacji: Real Madryt lub Manchester City – Olympique Lyon lub Juventus Turyn; RB Lipsk – Atletico Madryt; SSC Napoli lub FC Barcelona – Chelsea Londyn lub Bayern Monachium; Atalanta Bergamo – Paris Saint-Germain.
W półfinale natomiast zagrają cztery najlepsze zespoły z takiego zestawu: Real Madryt/Manchester City/Juventus Turyn/Olympique Lyon – SSC Napoli/FC Barcelona/Chelsea Londyn/Bayern Monachium; RB Lipsk/Atletico Madryt – Atalanta Bergamo/Paris Saint-Germain.
Z polskich piłkarzy w tym momencie w grze o zwycięstwo w Lidze Mistrzów pozostało czterech – Robert Lewandowski (Bayern), Wojciech Szczęsny (Juventus) oraz Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik (SSC Napoli). W najlepszej sytuacji jest zdecydowanie Lewandowski, bo Bayern raczej na pewno nie roztrwoni na swoim stadionie trzybramkowej przewagi wywalczonej w marcu z Chelsea na Stamford Bridge. Znacznie trudniejsza przeprawa czeka SSC Napoli w rewanżowym meczu z Barceloną na Camp Nou. Mało kto daje ekipie z Neapolu szanse na wyeliminowanie „Dumy Katalonii”. Problemów z awansem nie powinien mieć natomiast Juventus, który podejmie wyłączoną z gry od marca ekipę Olympique Lyon tuż po zakończeniu zmagań w Serie A, więc oba zespoły będą na zupełnie odmiennych poziomach przygotowania do gry.
Wyniki losowania mocno skwasiły jednak nastroje w Monachium, bo na ścieżce prowadzącej do finału i wymarzonego triumfu w Champions League los przydzielił im naprawdę solidne przeszkody. W ćwierćfinale Bawarczycy prawdopodobnie trafią na Barcelonę prowadzoną do boju przez Leo Messiego, któremu Lewandowski ma szansę odebrać w tym sezonie „Złota Piłkę” i tytuł „Piłkarza Roku”. Argentyńczyk stanie na głowie, żeby mu w tym przeszkodzić. Ale gdyby jednak to Bayern okazał się lepszy, w półfinale przyjdzie mu zmierzyć się albo z grającym obecnie wyśmienicie Manchesterem City, który raczej na pewno nie zmarnuje przewagi wywalczonej z Realem Madryt na Santiago Bernabeu, albo z Juventusem napędzanym ambicją drugiego z gigantów – Cristiano Ronaldo. Nie będą to dla Bayernu przeciwnicy łatwi do pokonania, ale nawet jeśli Robert Lewandowski i spółka przebrną przez te trudne przeszkody, to w finale też lekko mieć nie będą, bo trafią tam prawdopodobnie na słynące z żelaznej defensywy Atletico Madryt, albo nieobliczalną Atalantę Bergamo lub ekipę Neymara i Kyliana Mbappe, czyli Paris Saint-Germain.

Trener Atalanty Bergamo zaraził graczy Valencii?

Wypowiedź trenera Atalanty Bergamo Gian Piero Gasperiniego wywołały burzę w Hiszpanii. Włoski szkoleniowiec w jednym z wywiadów wyjawił, że podczas rewanżowego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Valencią (4:3) najprawdopodobniej chorował na koronawirusa. Działacze hiszpańskiego klubu domagają się teraz od władz UEFA surowego ukarania włoskiego szkoleniowca.

Gasperini o swoich perypetiach z koronawirusem opowiedział w wywiadzie udzielonym dziennikowi „La Gazzetta dello Sport”. 62-letni szkoleniowiec szczerze się przyznał, że zlekceważył symptomy wirusa. „Wystarczy spojrzeć na moje zdjęcia z tego meczu. Widać na nich, że nie wygląda dobrze. To było 10 marca. Nie spałem przez kolejne dwie noce. Nie miałem gorączki, jednak czułem, jakbym miał. A nazajutrz po spotkaniu mieliśmy kolację z zespołem i dostaliśmy szampana Dom Perignon od szefa kuchni. Spróbowałem, ale smakował mi jak woda. Kompletnie straciłem smak i węch” – opowiadał Gasperini. Dzisiaj jest już powszechnie wiadomo, że są to objawy zakażenia Covid-19, ale trener Atalanty test na obecność koronawirusa przeszedł dopiero w połowie maja. Okazało się, że jego organizm wykształcił przeciwciała, co tylko potwierdza jego słowa.
Wypowiedź trenera Atalanty, który dopiero po blisko trzech miesiącach od brzemiennego w skutkach rewanżowego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Valencią przyznał się do zakażenia koronawirusem, wywołała ogromne wzburzenie w Hiszpanii. Władze Valencii najpierw opublikowały spokojny w treści komunikat, w którym wyraziły zaskoczenie nieodpowiedzialnym zachowaniem włoskiego szkoleniowca, przez które naraził na zakażenie wirusem wiele osób podczas swojej podróży i pobytu w Walencji, lecz jednocześnie wystąpiły do włoskiego ministerstwa zdrowia z żądaniem zajęcia stanowiska w tej bulwersującej sprawie. Zwróciły się także do UEFA z żądaniem wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec Gasperiniego, pisząc w uzasadnieniu, że „trener Atalanty zlekceważył wszelkie rekomendacje zdrowotne i to nawet mimo faktu, że już przed rewanżowym meczem obostrzenia były już solidne”.
Hiszpanie przekonują, że gdyby przed meczem Gasperini przeszedł test na obecność koronawirusa, jego wynik byłby z całą pewnością pozytywny, a w konsekwencji cała ekipa Atalanty trafiłaby na przymusową kwarantannę i mecz w Walencji by się nie odbył. A tak został rozegrany i potem się okazało, że Valencia został potężnie dotknięty pandemią, bo na Covid-19 zachorowało aż 35 procent kadry zespołu i sztabu szkoleniowego. Trenera Atalanty Bergamo ostro skrytykowała hiszpańska minister zdrowia Maria Luisa Carcedo. „Zachował się nieodpowiedzialnie. Wiedział, że przyjeżdża do Hiszpanii z regionu, gdzie liczba zachorowań była wysoka. Nie powinien był wyjeżdżać z Włoch” – stwierdziła w wywiadzie dla hiszpańskich mediów.

W Serie A zaczną grać 20 czerwca

Przerwany z powodu pandemii koronawirusa sezon piłkarski we Włoszech zostanie wznowiony w drugiej połowie czerwca. Najpierw odbędą się jednak półfinałowe spotkania w Pucharze Italii (Juventusu z AC Milan i SSC Napoli z Interem Mediolan), następnie finał, który wyznaczono na środę 17 czerwca, a trzy dni potem nastąpi restart rozgrywek Serie A. Wbrew pozorom na Półwyspie Apenińskim nie ma przesadnej euforii z tego powodu.

Decyzję, żeby restart ligowych rozgrywek poprzedziły mecze o Puchar Włoch, podjęto w miniony piątek w trakcie wideokonferencji z udziałem wszystkich klubów Serie A. Nie podano terminów rewanżowych meczów półfinałowych, ale prawdopodobne daty to 13 i 14 czerwca. Przed wybuchem pandemii w lutym rozegrano tylko pierwsze spotkania 1/2 finału Pucharu Włoch. Inter przegrał wówczas u siebie z Napoli 0:1, a Milan zremisował z Juventusem 1:1. W czwartek, jak poinformował minister sportu Vincenzo Spadafora, włoska ekstraklasa piłkarska otrzymała zgodę na wznowienie rozgrywek 20 czerwca. Spotkania będą rozgrywane przy pustych trybunach, a drużyny będzie obowiązywał specjalny protokół medyczny. Do zakończenia rywalizacji o mistrzostwo Włoch pozostało 12 kolejek oraz cztery zaległe spotkania. W tabeli prowadzi z dorobkiem 63 punktów broniący tytułu Juventus, którego bramkarzem jest Wojciech Szczęsny, ale drugie Lazio Rzym wyprzedza tylko o jeden punkt.
W zespołów Serie A jak do tej pory najbardziej skutki pandemii odczuła ekipa Sampdorii Genua, w której odnotowano aż 17 przypadków zakażeń. Zawodnikami tego klubu jest dwóch reprezentantów Polski – Bartosz Bereszyński i Karol Linetty, ale koronawirusem zaraził się tylko pierwszy z wymienionych.
Oprócz niego z piłkarzy Sampdorii wynik pozytywny mieli także Antonito La Gumina, Morten Thorsby, Albin Ekdal, Fabio Deapoli. Obecność wirusa potwierdzono też u klubowego lekarza Amedeo Baldariego. Gdy niedawno kluby Serie A przeprowadziły testy przed wznowieniem treningów, w Sampdorii aż trzy próbki dały wynik pozytywny, ale w tej chwili wszyscy gracze „Dorii” są już zdrowi. Prezydent klubu Massimo Ferrero długo był przeciwny restartowi rozgrywek, ale ostatecznie zmienił zdanie po zapoznaniu się z opracowanym planem powrotu do gry.
Sampdoria po wznowieniu rozgrywek czeka zaległy mecz z Interem Mediolan. Zespół Bereszyńskiego i Linettego zajmuje obecnie 16. miejsce w tabeli, ale ma tylko jeden punkt przewagi nad 18. w stawce drużyną Lecce, a to już jest lokata zagrożona degradacją do Serie B.
We Włoszech nie ma przesadnego entuzjazmu wokół projektu restartu rozgrywek. Wciąż świeża jest pamięć tragicznych doświadczeń Bergamo i regionu Lombardii, najmocniej dotkniętych skutkami pandemii Covid-19, która wybuchła po meczu Atalanty z Valencią w Lidze Mistrzów.

Śmiertelne żniwo meczu Atalanty

Włoscy lekarze postawili tezę, że do dramatycznego wzrostu zachorowań i liczby śmiertelnych ofiar koronawirusa w Bergamo przyczynił się rozegrany 19 lutego z udziałem kibiców mecz 1/8 finału Ligi Mistrzów pomiędzy Atalantą a Valencią.

Atalanta Bergamo podejmowała ekipę Valencii co prawda na stadionie San Siro w Mediolanie, na który przeniesiono mecz z powodu remontu własnego stadionu, ale na trybunach zasiadło aż 40 tysięcy fanów przybyłych z Bergamo, a wedle oficjalnej informacji podczas tego spotkania na widowni zasiadło 44 236 widzów.
Zgromadzenie tak wielu ludzi w jednym miejscu miało zadziałać jak bomba biologiczna z opóźnionym zapłonem. Taką tezę postawił immunolog Francesco Le Foche na łamach dziennika „Corriere dello Sport”, tłumacząc przyczyny, z jakich akurat Bergamo stało się miastem szczególnie dotkniętym skutkami pandemii koronawirusa. Światem wstrząsnęło nagranie, na którym konwój wojskowych ciężarówek wywozi trumny z ciałami do innych miast. Miejscowe krematorium, mimo że pracuje 24 godziny na dobę, nie jest w stanie przyjąć wszystkich zwłok. Czas oczekiwania na kremację wynosi już ponad tydzień. W Bergamo z powodu koronawirusa umiera kilkadziesiąt osób dziennie, a liczba ofiar przekroczyła pół tysiąca. Pochówek na miejscowym cmentarzu odbywa się co 30 minut.
Amerykański Uniwersytet Johna Hopkinsa w Maryland podał na podstawie analizy dostępnych informacji, że do soboty na świecie było już ponad 300 tysięcy zakażonych koronawirusem oraz ponad 12,5 tysiąca ofiar śmiertelnych. W sobotę po raz kolejny gwałtownie wzrosła liczba osób, które zmarły we Włoszech. W ciągu doby władze odnotowały niemal 800 przypadków śmiertelnych, a od wybuchu epidemii jest ich ponad 4800. To oznacza, że zanotowano tu więcej zgonów niż w Chinach, gdzie zachorowań było znacznie więcej. Italia stanowi w Europie epicentrum kryzysu sanitarnego. A Bergamo stało się przestrogą przed zbyt pospiesznym wznowieniem rozgrywek piłkarskich z udziałem kibiców. Tamten fatalny w skutkach mecz drużyna Atalanty wygrała 4:1, a w rewanżu dwa tygodnie później, już na szczęście bez udziału publiczności, pokonała Valencię na jej stadionie 4:3 i wywalczył awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Zdumiewające jest to, że jak do tej pory u żadnego zawodnika ekipy z Bergamo nie wykryto koronawirusa, natomiast w kadrze Valencii zachorowało prawie 40 procent graczy.
O dramacie jaki przeżywają dzisiaj mieszkańcy Bergamo w wywiadzie udzielonym dziennikowi „La Repubblica” opowiedziała mistrzyni olimpijska w snowcrossie Michela Moioli. 24-letnia włoska snowboardzistka pochodzi z okolic Bergamo z powodu koronawirusa straciła babcię, a jej dziadek znajduje się w ciężkim stanie. „Tego słowami nie da się opisać. Pewnie nikt z nas nie przypuszczał, że będzie świadkiem takich sytuacji. Mieliśmy pięć minut, by pożegnać się z babcią. A i tak mieliśmy szczęście, bo niektórzy nie dostają nawet tyle. Czasami o śmierci dowiadują się zbyt późno, gdy zwłok nie ma już nawet w szpitalu. Zastanawiam się, dlaczego akurat nasz region został tak straszliwie dotknięty pandemią. W okolicach Bergamo znajduje się mnóstwo firm, które swoje towary sprzedają na cały świat. Mamy w pobliżu dwa duże lotniska, Malpensa i Orio al Serio. Przepływ ludzi i towarów jest tu znacznie większy niż w innych częściach Włoch, ale nigdy nie przypuszczałam, że może to przyczynić się do epidemii” – stwierdziła Michela Moioli.
Dziennik „Corriere della Sera”.w niedzielę w swoim wydaniu internetowym zauważył, że wciąż nie zostało wyjaśnione dlaczego akurat Lombardia została tak gwałtownie zaatakowana przez wirusa i z jakiego powodu wskaźnik śmiertelności zarażonych wirusem Covid-19 jest tam wyjątkowo wysoki. Najnowszy bilans z tego regionu to 3095 zmarłych osób zakażonych i 25 tysięcy oficjalnie potwierdzonych przypadków. Gazeta analizując dane zwraca uwagę na ogromne różnice między przebiegiem epidemii w tym regionie i pobliskiej Wenecji Euganejskiej, również dotkniętej jednocześnie przez falę zachorowań i zgonów. Podczas gdy w Wenecji Euganejskiej wskaźnik osób zakażonych wynosi 36 na 100 tysięcy mieszkańców, a odsetek hospitalizowanych prawie 10, w Lombardii jest 90 zakażonych na 100 tysięcy mieszkańców, zaś wskaźnik osób w szpitalach wynosi 56. Jeszcze większe wrażenie robi porównanie wskaźnika śmiertelności na 100 tys. osób – 9,6 w Lombardii i 1,1 w Wenecji Euganejskiej. Zdaniem dyrektor laboratorium mikrobiologii klinicznej i wirusologii mediolańskiego szpitala Sacco Marii Rity Gismondo wirus mógł ulec mutacji i w regionie tym „dzieje się coś, czego nie rozumiemy”.

Sensacyjne rozstrzygnięcia w Liverpoolu i Walencji

Aż 17 goli strzelili piłkarze w rozegranych we wtorek i środę pierwszych czterech meczach 1/4 finału Ligi Mistrzów. Sensacją jest odpadnięcie już w tej fazie rozgrywek Liverpoolu i Tottenhamu – finalistów poprzedniej edycji Champions League. Wydarzeniem był też awans Atalanty Bergamo kosztem Valencii i cztery gole strzelone hiszpańskiej drużynie przez Słoweńca Josipa Ilcicia.

Broniącą tytułu ekipę „The Reds” wyeliminowało Atletico Madryt. Liverpool w pierwszym meczu przegrał 0:1, ale na swoim boisku zdominował drużynę trenera Diego Simeone kompletnie. Przewaga podopiecznych Juergena Klopa była tak przytłaczająca, że doprawdy trudno pojąć jakim cudem hiszpańskiej drużynie udało się ten mecz wygrać. Gospodarze mieli sytuację pod kontrolą, bo po wielu próbach w końcu objęli prowadzenie 1:0 i doprowadzili do dogrywki, w której szybko, bo w 93 minucie strzelili gola na 2:0. Potem jednak bramkarz Liverpoolu Adrian, zastępujący kontuzjowanego Alissona Beckera, popełnił koszmarny błąd i w 97. minucie Atletico wróciło do gry o awans. Atakujący wściekle gracze Liverpoolu w 105. minucie dogrywki po raz drugi zapomnieli o pilnowaniu dostępu do własnej bramki i Marcos Lorente po raz drugi pokonał Adriana. W tym momencie z ekipy „The Reds” uszło powietrze i rozbity psychicznie zespół obrońców tytułu „dobił” w ostatniej minucie dogrywki Alvaro Morata, strzelając gola na 3:2. Klopp po meczu narzekała na skrajnie defensywny styl gry Atletico i pochwalił swoich zawodników „Jestem bardzo dumny z moich chłopców, ponieważ przez 95 minut grali rewelacyjnie w piłkę. Wszyscy widzieli, że aby nas pokonać, trzeba mieć mnóstwo szczęścia” – podsumował niemiecki szkoleniowiec. Los Liverpoolu podzielił też Tottenham Hotspur, który w pierwszym meczu u siebie przegrał z RB Lipsk 0:1, a w rewanżu dostał od niemieckiej drużyny lanie 0:3. Trener „Spurs” Jose Mourinho przyjął porażkę ze spokojem i nawet zdobył się na kilka komplementów pod adresem rywali.
Mniej szczęścia miał inny z niemieckich zespołów, Borussia Dortmund, której los w ćwierćfinale wyznaczył za przeciwnika Paris Saint-Germain. U siebie dortmundczycy wygrali 2:1 po bramkach 19-letniego Erlinga Haalanda, ale w rewanżu niebywale skuteczny w tym roku norweski napastnik swojego bramkowego konta nie poprawił i zakończył występy w Lidze Mistrzów z 10 golami. A był najgroźniejszym konkurentem Roberta Lewandowskiego, który z 11 trafieniami jest liderem klasyfikacji strzelców tych rozgrywek. Paryską drużynę do zwycięstwa poprowadził Neymar, który po raz pierwszy odkąd jest graczem PSG w wiosennej części sezonu jest zdolny do gry i mógł pomóc drużynie w wymarzonym awansie do półfinału Ligi Mistrzów. Neymar po meczu nawet zakpił lekko z Haalanda parodiując piłkarską „cieszynkę” Norwega. „Lewemu” Brazylijczyk w walce o koronę raczej nie zagrozi, bo ma na koncie tylko trzy gole.
Nie ma na to większych szans także autor największego strzeleckiego wyczynu w rozegranych w tym tygodniu czterech spotkaniach ćwierćfinałowych – grający w Atalancie Bergamo Josip Ilcic, który w spotkaniu rewanżowym z Valencią zdobył cztery bramki. Słoweniec ma jednak teraz na koncie w sumie pięć trafień, a jego zespół, chociaż jest rewelacją rozgrywek (w dwumeczu z Valencią strzelił osiem goli i stracił cztery), może w półfinale w związku z szalejącą w tym kraju epidemią koronawirusa w ogóle nie zagrać.
Wyniki 1/4 finału Ligi Mistrzów:
FC Liverpool – Atletico Madryt 0:1, 2:3; Atalanta Bergamo – Valencia CF 4:1, 4:3; Paris Saint-Germain – Borussia Dortmund 1:2, 2:0; RB Lipsk – Tottenham Hotspur 1:0, 3:0.
W przyszłym tygodniu odbędą się cztery pozostałe spotkania rewanżowe: Bayern Monachium – Chelsea Londyn (3:0), FC Barcelona – SSC Napoli (1:1), Juventus Turyn – Olympique Lyon (0:1) i Manchester City – Real Madryt (2:1).

Hat-trick Milika

Zakończyły się rozgrywki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Do 1/8 finału awansowały Paris Saint-Germain, Realu Madryt, Bayernu Monachium, Tottenhamu Hotspur, Manchesteru City, Atalanty Bergamo, Juventusu Turyn, Atletico Madryt, Liverpoolu, Napoli, Barcelony, Borussii Dortmund, RB Lipsk, Olympique Lyon, Valencii i Chelsea Londyn. W grze o zwycięstwo w Lidze Mistrzów pozostał 16 zespołów: po cztery z hiszpańskiej Primera Division i angielskiej Premier League, po trzy z niemieckiej Bundesligi i włoskiej Serie A oraz dwa z francuskiej La Ligi.

Jedynym niepokonanym zespołem w fazie grupowej był Bayern Monachium, który zakończył zmagania w grupie B z kompletem punktów i najlepszym bilansem bramkowym (24:5). To dopiero siódmy zespół w historii tych rozgrywek, który dokonał tej sztuki, a pierwszy z ligi niemieckiej. Wcześniej wszystkie mecze w fazie grupowej wygrały ekipy AC Milan (1992/1993), Paris Saint-Germain (1994/1995), Spartak Moskwa (1995/1996), FC Barcelona (2002/2003) i dwukrotnie Real Madryt (2011/2012 i 2014/2015).

Bawarski zespół zdobył najwięcej bramek w stawce 32 drużyn, a 10 z 24 goli było autorstwa Roberta Lewandowskiego, który w fazie grupowej okazał się najskuteczniejszym graczem. Kapitan reprezentacji Polski w ostatniej kolejce w spotkaniu z Tottenhamem nie wystąpił, przez co stracił okazję do wyrównania osiągnięcia Cristiano Ronaldo. Portugalczyk wciąż jest jedynym piłkarzem, któremu udało się strzelić gola w każdym z sześciu spotkań grupowych. „Lewy” w tym sezonie trafiał w pięciu wcześniejszych meczach.

Osiem zespołów, które uplasowały sie w grupach na trzecich pozycjach, wiosną przeniosą się do Ligi Europy. On ten puchar powalczą: Ajax Amsterdam, Benfica Lizbona, Inter Mediolan, RB Salzburg, Bayer Leverkusen, Olympiacos Pireus, Szachtar Donieck i Club Brugge.

Z polskich piłkarzy występujących w klubach walczących w tym sezonie w Lidze Mistrzów, w szóstej kolejce na boisku nie pojawili się tylko wspomniany już Lewandowski oraz Wojciech Szczęsny, którego w bramce Juventusu zastąpił Gianluigi Buffon. Łukasz Piszczek zaczął spotkanie Borussii Dortmund ze Slavią Praga (2:1) jako rezerwowy i wszedł do gry w 82. minucie, zatem nie zdążył się niczym wyróżnić. Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus rozegrali cały mecz w przegranej przez ich Lokomotiw Moskwa 0:2 wyjazdowej potyczce z Atletico Madryt, ale obaj nasi piłkarze, podobnie jak reszta ich zespołu, byli tylko tłem dla świetnie grających rywali.

Zdecydowanie najlepiej z naszych piłkarzy wypadli Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński, którzy walnie przyczynili się do wysokiego zwycięstwa SSC Napoli w meczu z belgijskim KRC Genk (4:0). W rolę bohatera fanów zespołu z Neapolu tym razem wcielił się Milik, który do przerwy ustrzelił hat-tricka. Pierwszego gola belgijskiej drużynie strzelił już w trzeciej minucie po fatalnym błędzie bramkarza Maartena Vandevoordta. Drugie trafienie zaliczył finalizując znakomite podanie Di Lorenzo, a siedem minut przed końcem pierwszej odsłony spotkania Milik trzecią bramkę zdobył z rzutu karnego. Wielka szkoda, że trener Napoli Carlo Ancelotti, który po zwycięskim meczu został zdymisjonowany (w środę jego miejsce zajął Gennaro Gattuso), nie pozwolił naszemu piłkarzowi egzekwować drugiej „jedenastki”, którą w drugiej połowie w 75. minucie na gola zamienił Dries Mertens. Tak więc zamiast pierwszym w karierze „czteropakiem” w Lidze Mistrzów, Milik musiał zadowolić się hat-trickiem, też zresztą pierwszym. Polak został w 78. minucie przez Ancelottiego zmieniony, a gdy schodził z boiska fani Napoli urządzili mu owację na stojąco.

Milik wrócił do gry po prawie miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją. Hat-tricka w spotkaniu z KRC Genk skompletował w 38. minut i były to najszybciej zdobyte trzy bramki w Lidze Mistrzów od 2013 roku, kiedy to Zlatan Ibrahimović zaliczył trzy trafienia w 36 minut w meczu Paris Saint-Germain z Anderlechtem. Dla 25-letniego reprezentanta Polski były to pierwsze gole w tej edycji Ligi Mistrzów, ale w barwach SSC Napoli dorównał już skutecznością wielkiemu Diego Maradonie. Argentyńczyk to legenda klubu z Neapolu, ale on i Milik legitymują się identyczną średnią bramek na mecz – 0,44. Ale to wszystko, co ich na razie łączy.

Maradona był graczem Napoli w latach 1984-1991. Rozegrał 259 meczów, w których strzelił 115 goli. Dwa razy wywalczył z zespołem mistrzem Włoch (1987, 1990), zdobył Puchar Italii (19870 i Superpuchar (1990), a w 1989 roku osiągnął z Napoli największy sukces zdobywając Puchar UEFA (1989). Dokonania naszego piłkarza w barwach Napoli są nieporównanie skromniejsze. Gra w tym zespole od połowy 2016 roku. Rozegrał w tym czasie 96 meczów i strzelił w nich 42 gole, w tym 32 w Serie A. Milik jest najskuteczniejszym polskim piłkarzem w historii włoskiej ekstraklasy.

 

Znów bez polskich drużyn

UEFA dokonała losowania fazy grupowej europejskich pucharów. Finał Ligi Mistrzów zostanie rozegrany 30 maja w Stambule, natomiast finał Ligi Europy odbędzie się 27 maja w Gdańsku. W kwalifikacjach wzięły udział cztery polskie zespoły (Piast, Cracovia, Lechia i Legia), ale wszystkie odpadły.

Już trzeci sezon z rzędu nie ma polskiej drużyny w fazie grupowej europejskich pucharów. W obecnej edycji oprócz Polski swoich zespołów nie zobaczą też kibice w Albanii, Andorze, Armenii, Białorusi, Bośni i Hercegowinie, Czarnogórze, Estonii, Finlandii, Gibraltarze, Gruzji, Irlandii, Irlandii Północnej, Islandii, Izraela, Kosowa, Liechtensteinu, Litwy, Łotwy, Macedonii Północnej, Malty, Mołdawii, San Marino, Walii i Wysp Owczych. Polska ekstraklasa w rankingu UEFA znajduje się obecnie na 25. miejscu w rankingu UEFA.

Liga Mistrzów 2019/2020

Grupa A: Paris Saint-Germain (Marcin Bułka), Real Madryt, Club Brugge, Galatasaray Stambuł. Grupa B: Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Tottenham Hotspur, Olympiakos Pireus, Crvena Zvezda Belgrad. Grupa C: Manchester City, Szachtar Donieck, Dinamo Zagrzeb (Damian Kądzior), Atalanta Bergamo. Grupa D: Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Atletico Madryt, Bayer Leverkusen (Adrian Stanilewicz), Lokomotiw Moskwa (Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus). Grupa E: FC Liverpool, SSC Napoli (Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik), FC Salzburg, KRC Genk (Jakub Piotrowski). Grupa F: FC Barcelona, Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek), Inter Mediolan, Slavia Praga. Grupa G: Zenit Petersburg, Benfica Lizbona, Olympique Lyon, RB Lipsk. Grupa H: Chelsea Londyn, Ajax Amsterdam, Valencia CF, OSC Lille.

Liga Europy 2019/2020

Grupa A: FC Sevilla, APOEL Nikozja, Karabach Agdam, Football 1991 Dudelange. Grupa B: Dynamo Kijów (Tomasz Kędziora), FC Kopenhaga, Malmoe FF, FC Lugano. Grupa C: FC Basel, FK Krasnodar, Getafe, Trabzonspor. Grupa D: Sporting Lizbona, PSV Eindhoven, Rosenborg Trondheim, LASK Linz. Grupa E: Lazio Rzym, Celtic Glasgow, Stade Rennes, CFR Cluj. Grupa F: Arsenal Londyn, Eintracht Frankfurt, Standard Liege, Vitoria Guimaraes. Grupa G: FC Porto, Young Boys Berno, Feyenoord Rotterdam, Glasgow Rangers. Grupa H: CSKA Moskwa, Łudogorec Razgrad (Jacek Góralski, Jakub Świerczok), Espanyol Barcelona, Ferencvaros Budapeszt. Grupa I: VfL Wolfsburg, KAA Gent, Saint-Etienne, FK Ołeksandria. Grupa J: AS Roma, Borussia M’gladbach, Basaksehir Stambuł, Wolfsberger AC. Grupa K: Besiktas Stambuł, SC Braga, Wolverhampton, Slovan Bratysława. Grupa L: Manchester United, FK Astana, Partizan Belgrad, AZ Alkmaar.

 

Liga Mistrzów 2019/2020: Koszyki już wypełnione

Podczas minionego weekendu bezpośredni awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów wywalczyły trzecia w Serie A Atalanta Bergamo i czwarty Inter Mediolan, oraz drugi w rosyjskiej ekstraklasie Lokomotiw Moskwa.

Właśnie te trzy ekipy dołączyły do zespołów, które wcześniej zapewniły sobie awans. Stawkę może jeszcze uzupełnić Arsenal Londyn jeśli wygra w finale Ligi Europy z Chelsea Londyn, lub Olympique Lyon jeśli górą będzie Chelsea, która zakwalifikowała się już do Champions League jako trzecie drużyna Premier League. Pozostałe sześć miejsce przypadną zespołom wyłonionym w eliminacjach (m.in. z udziałem mistrza Polski Piasta Gliwice). Losowanie pierwszej rundy eliminacji odbędzie się w połowie czerwca, a pierwsze mecze zaplanowano na 9 i 10 lipca. Natomiast losowanie fazy grupowej zostanie przeprowadzone 29 sierpnia.

W pierwszym koszyku, który daje przywilej rozstawienia, znaleźli się tegoroczni triumfatorzy obu europejskich pucharów (FC Liverpool lub Tottenham i Arsenal bądź Chelsea Londyn) oraz sześciu mistrzów najsilniejszych europejskich lig według rankingu UEFA: hiszpańskiej (FC Barcelona), niemieckiej (Bayern Monachium), włoskiej (Juventus Turyn), angielskiej (Manchester City), francuskiej (Paris Saint-Germain) i rosyjskiej (Zenit Petersburg).

W pozostałych koszykach znajdą się: Real Madryt, Atletico Madryt, Borussia Dortmund, SSC Napoli, Szachtar Donieck, Arsenal Londyn lub Chelsea Londyn, Tottenham Hotspur lub FC Liverpool, Benfica Lizbona, Bayer Leverkusen, Red Bull Salzburg, Valencia CF, Inter Mediolan, Lokomotiw Moskwa, KRC Genk, Galatasaray Stambuł, RB Lipsk, Atalanta Bergamo i OSC Lille. Losowanie grup odbędzie się 29 sierpnia, rozgrywki zaczną się 17 września, a finał odbędzie się 30 maja 2020 roku w Stambule.

 

Wyścig polskich snajperów

W klasyfikacji „Złotego Buta” Leo Messi jest już poza zasięgiem konkurentów, w tym Roberta Lewandowskiego, Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika. W tej sytuacji pozostaje im rywalizacja o miano najskuteczniejszego polskiego napastnika.

Lewandowski w miniony weekend strzelił 19. gola w obecnym sezonie i w klasyfikacji „Złotego Buta” dogonił Krzysztofa Piątka. Obaj polscy snajperzy zajmują w zestawieniu czwarte miejsce z takim samym dorobkiem 19 trafień i 38 punktów (w pięciu najsilniejszych ligach europejskich w klasyfikacji Złotego Buta przyznaje się dwa punkty za każdą zdobytą bramkę). Oprócz nich tyle samo goli i punktów mają na koncie jeszcze Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn), Duvan Zapata (Atalanta Bergamo) i Sergio Aguero (Manchester City).

Na czele zestawienia znajduje się Leo Messi (FC Barcelona), który w ostatniej ligowej kolejce w derbowym meczu z Espanyolem strzelił dwa gole i powiększył swój dorobek w tym sezonie do 31 trafień i 62 punktów. Jedynym graczem, który dotrzymuje jeszcze kroku genialnemu Argentyńczykowi, jest wschodząca gwiazda światowego futbolu Francuz Kylian Mbappe, który w tym sezonie zdobył w barwach Paris Saint-Germain 27 bramek (w miniony weekend zapewnił paryskiej jedenastce zwycięstwo 1:0 w spotkaniu Tuluzą), co daje mu 54 pkt w klasyfikacji „Złotego Buta”. Trzeci w zestawieniu Włoch Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua ma na koncie 21 goli i 42 pkt, a zatem bliżej mu do grupy pościgowej z Lewandowskim i Milikiem w składzie, niż do dwójki liderów.

Jeszcze do niedawna można było sądzić, że najskuteczniejszy od lat wśród polskich piłkarzy grających w ligach zagranicznych Lewandowski w końcu zostanie zdetronizowany przez Krzysztofa Piątka, który w barwach Genoi i AC Milan w tym sezonie nazbierał 19 goli. Ale „Lewy” nadrobił w ostatnich tygodniach stratę do Piątka i w miniony weekend zdobywając w meczu w Freiburgiem 19. gola w obecnych rozgrywkach zrównał się z napastnikiem AC Milan pod względem liczby trafień. Obaj zatem przewodzą w wewnętrznej, polskiej rywalizacji o tytuł najskuteczniejszego napastnika, ale mają za plecami silną konkurencję. Tylko jedno trafienie mniej na koncie ma szalejący w tym sezonie w duńskiej ekstraklasie Kamil Wilczek. Na wysokie miejsce w klasyfikacji „Złotego Buta” ten piłkarz nie ma szans, bo duńska liga ma niższy współczynnik od włoskiej i niemieckiej, dlatego w punktacji jest niżej od Arkadiusza Milika, który w wygranym przez jego SSC Napoli 4:1 na wyjeździe niedzielnym meczu z AS Roma zdobył 16. bramkę w tym sezonie. Poza tym, że była wyjątkowej urody, była też najszybciej strzelonym golem przez Milika w lidze włoskiej.

Piąty na liście najskuteczniejszych polskich piłkarzy za granicą jest grający w chorwackim NK Gorica Łukasz Zwoliński, który zdobył dotąd 10 bramek. Ale nie ulega wątpliwości, że rywalizacja o tytuł najskuteczniejszego rozegra się między tercetem Lewandowski – Piątek – Milik. Faworytem jest „Lewy”, ale w tym roku najbardziej regularnie z nich trafia… Milik.