Milik w poważnych tarapatach

Saga transferowa z Arkadiuszem Milikiem w roli głównej każdego dnia wydłuża się o kolejne odcinki. Jeszcze kilka dni temu było już niemal pewne, że reprezentant Polski tego lata przejdzie z SSC Napoli do AS Roma. Wedle doniesień włoskich mediów Polak już był nawet na rozmowach w rzymskim klubie, w którym miał zastąpić Bośniaka Edina Dzeko, ale transakcja nie wypaliła. Milikowi zostały już tylko dwa tygodnie na zmianę pracodawcy. Jeśli zostanie w Neapolu, czeka go prawdopodobnie najgorszy rok w piłkarskiej karierze.

Teoretycznie zarówno Milikowi, jak i szefom SSC Napoli zależy na tym, by transfer sfinalizować jeszcze w tym okienku transferowym, bowiem kontrakt reprezentanta Polski wygasa po tym sezonie. A zatem dla klubu z Neapolu to ostatni moment, żeby jeszcze na Miliku zarobić. Problem w tym, że znany z autorytarnych skłonności właściciel SSC Napoli Aurelio de Lautentiis nie cierpi niepokornych piłkarzy, a już zwłaszcza takich, którzy przeciwstawiają się jego woli. Polski napastnik podpadł mu już kilka miesięcy temu, gdy odmówił przedłużenia kontraktu z klauzulą odstępnego wywindowaną do niebotycznej kwoty 100 mln euro. Ale to nie jedyna przyczyna niesnasek. Wedle włoskich mediów Milik twardo upomina się o wypłatę dwóch zaległych pensji, które de Laurentiis pod koniec ubiegłego roku odebrał mu, jak wszystkim zawodnikom Napoli, jako karę za odmowę udziału w karnym zgrupowaniu po przegranym meczu, spiera się też z klubem o prawa wizerunkowe.
Rozzłoszczony krnąbrnością Milika de Laurentiis wyznaczył za niego zaporową kwotę transferową, żądając 50 mln euro. To było stanowczo za dużo nawet dla takich potentatów, jak Atletico Madryt i Juventus Turyn, ale trener hiszpańskiego klubu Diego Simeone dość długo nie tracił nadziei, że Napoli w końcu zejdzie z ceny o połowę, bo za polskiego napastnika był skłonny zapłacić góra 25 mln euro. Ale Milik chyba nie chciał opuszczać włoskiej ligi, zwłaszcza że zainteresował się jego pozyskaniem wielki Juventus. Transakcja, której mocno sprzeciwiał się de Laurentiis, spaliła jednak na panewce po zmianie trenera w turyńskim klubie. Nowy szkoleniowiec, Andrea Pirlo, Milika w zespole już jednak nie chciał, ale ponieważ rozmowy były już dalece zaawansowane, Juventus postanowił wykorzystać polskiego piłkarza w misternej transferowej układance, oferując go szefom AS Roma w zamian za Edina Dzeko. W ostatnim momencie w ekipie mistrza Włoch doszło jednak do „zmiany koncepcji”, bo Pirlo nagle zapragnął ściągnąć z Atletico Madryt swojego dawnego kumpla z boiska Alvaro Moratę. W madryckim klubie ten pomysł nie spotkał się z oporem, bo właśnie pojawiła się okazja do pozyskania za darmo uciekającego z FC Barcelona Urugwajczyka Luisa Suareza.
W tej sytuacji transfer Dzeko do Juve okazał się nieaktualny, więc Bośniak został w AS Roma, a działaczom rzymskiego klubu przestało zależeć na pozyskaniu Milika. Może nie całkowicie, ale postawili Polakowi nowe warunki – zaproponowali roczne wypożyczenie z obowiązkiem wykupu, tylko że w takim przypadku Milik musiałby, zgodnie z przepisami, przedłużyć o rok obowiązującą umowę z SSC Napoli, na co z podanych wyżej powodów zgodzić się nie chciał. Działacze rzymskiego klubu sprytnie więc wykpili z tego zamieszania, ale reprezentant Polski wpędził się w nieliche tarapaty. Wiadomo, że pozostanie w Napoli do końca kontraktu będzie dla niego rokiem bez regularnej gry, chyba że ukorzy się przed właścicielem klubu i zgodzi na wszystkie jego warunki.
Wedle włoskich mediów zainteresowane pozyskaniem Milika są jeszcze Valencia i Tottenham, ale londyński klub oferuje mu jedynie rolę zmiennika dla Harry’ego Kane’a. Z kolei przejście do Valencii byłoby sporą sportową degradacją, ale być może będzie to jedyna opcja dla Milika. W przeciwnym przypadku czeka go rok na marginesie wielkiego futbolu i przekreślenie marzeń o występie z reprezentacją Polski w mistrzostwach Europy.
W niewiele lepszej sytuacji znalazł się inny z reprezentantów Polski, Kamil Grosicki. Po awansie zespołu West Bromwich Albion do Premier League trener tej drużyny Slaven Bilić przestał w ogóle zauważać naszego piłkarza. W ostatniej kolejce ligowej „Grosik” nie znalazł sie nawet w szerokiej kadrze meczowej. I łatwiej mu już nie będzie, bo jego rywalami o miejsce w podstawowej jedenastce są Matheus Pereira, Diangana, Matt Phillips, Kyle Edwards, Callum Robinson oraz Hale Robson-Kanu. A Bilić wszystkich ceni wyżej. Nic dziwnego, że w angielskich mediach pojawiły się spekulacje, że WBA chce się Grosickiego pozbyć.

AS Roma chce zatrudnić Milika

Włoskie media w ostatnich dniach pisały z przekonaniem, że transferowa saga z Arkadiuszem Milikiem w roli głównej zakończy się przejściem napastnika reprezentacji Polski z SSC Napoli do AS Roma. Wedle dziennika „Corriere della Sera” rzymski klub zgodził się zapłacić za Milika kwotę żądaną przez właściciela klubu z Neapolu Aurelio de Laurentiisa.

Milik ma z SSC Napoli kontrakt ważny jeszcze przez rok i nie zgodził się na jego przedłużenie, bo jeszcze kilka tygodni temu chciał go pozyskać Juventus Turyn. Ale 14 goli strzelonych przez Polaka w poprzednim sezonie okazało się za słabym atutem dla nowego trenera Juve Andrei Pirlo i pomysł ściągnięcia polskiego piłkarza do ekipy mistrza Włoch upadł. Dla Milika to poważny kłopot, bo Napoli latem kupiło już dwóch graczy na jego miejsce i trener Gennaro Gattuso wprost przyznał, że nowym sezonie nie widzi go w składzie. I wtedy do gry włączyła się AS Roma. Rzymski klub najwyraźniej ma lepsze kontakty z Di Laurentiisem, bo jeśli wierzyć włoskim mediom, szef SSC Napoli spuścił z ceny za polskiego napastnik o połowę, do 25 mln euro, na dodatek płatne w pięciu ratach. Milik też na tym skorzysta, bo AS Roma oferuje mu 5-letni kontrakt i zarobki na poziomie 4,5 mln euro rocznie.

Zieliński nadal będzie grał dla De Laurentiisa

Trwająca wiele miesięcy saga transferowa z Piotrem Zielińskim w roli głównej chyba w końcu dobiegła końca. Właściciel SSC Napoli Aurelio De Laurentiis potwierdził, że reprezentant Polski przedłużył kontrakt do 2024 roku.

Dotychczasowa umowa Zielińskiego z Napoli wygasała w czerwcu 2021 roku. Od kilku miesięcy pomocnik reprezentacji Polski negocjował nowy kontrakt. Główną przeszkodą w zawarciu porozumienia było żądanie De Laurentiis wpisania do umowy z Zielińskim tzw. klauzuli odstępnego w wysokości 100 mln euro. Zgodę na wpisanie takiej samej kwoty właściciel Napoli chciał też wymusić na Arkadiuszu Miliku, ale z jego strony napotkał zdecydowanie mocniejszy opór.
Zieliński też znajdował się na liście życzeń kilku klubów, ale on, w odróżnieniu od Milika, chyba nie chciał opuszczać Neapolu. Ostatecznie zgodził się na owe 100 mln euro odstępnego, lecz w zamian wynegocjował dla siebie znaczną podwyżkę wynagrodzenia. Wedle różnych źródeł nowy kontrakt zapewni mu roczną gażę w wysokości 5,5 mln euro brutto do 2024 roku. Aurelio De Laurentiis podczas poniedziałkowej konferencji prasowej dotyczącej aktualnej sytuacji w zespole potwierdził, że Zieliński przedłużył umowę i nadal będzie reprezentować barwy SSC Napoli.
Tego dnia pojawiła się też informacja, że ten piłkarz przedłużył też umowę z reprezentującą jego interesy agencją BMG Sport. Zieliński będzie teraz jednym z najlepiej zarabiających polskich piłkarzy. Wśród nich rekordzistą jest oczywiście Robert Lewandowski, który w Bayernie zarabia ponoć ponad 20 mln euro rocznie. Ale w Serie A z polskich zawodników więcej od Zielińskiego zarabiać będzie tylko bramkarz Juventusu Wojciech Szczęsny, któremu niedawno przedłużony kontrakt gwarantuje rocznie ponad siedem milionów euro.
Dla SSC Napoli zatrzymanie Zielińskiego to duża korzyć. 26-letni Polak trafił do tego klubu z Udinese Calcio w 2016 roku za 16 mln euro. Przez cztery sezony zagrał w 192 meczach, w których zdobył 22 gole i zanotował 15 asyst. Ale w poprzednim sezonie w 49 rozegranych spotkaniach zdobył zaledwie dwie bramki i zaliczył sześć asyst. Kibice SSC Napoli liczą, że teraz, gdy już będzie miał głowę wolną od myśli o transferze do innego klubu i skupi się tylko na treningach i grze, w pełni ujawni swój wielki talent i jeszcze większe możliwości. „Rozmawialiśmy o przedłużeniu umowy od jakiegoś czasu. Z mojej strony mogę tylko powiedzieć, że czuję się dobrze w Napoli i chcę tu nadal grać. Także dlatego, że świetnie układa mi się w współpraca z trenerem Gattuso. On jest bardzo charyzmatyczny, ale jego rady są pomocne i mam nadzieję, że dzięki nim będę coraz lepszym i skuteczniejszym piłkarzem” – powiedział Zieliński w rozmowie z włoskim oddziałem Sky Sports.
Na taki happy end nie ma natomiast szans drugi z Polaków w Napoli, Arkadiusz Milik. De Laurentiis jest ostatnio na niego bardzo cięty i wręcz wypowiedział mu prywatną wojnę.

Zieliński nie chce do Barcelony?

Włoskie media obwieściły koniec negocjacyjnej sagi z Piotrem Zielińskim w roli głównej. Wedle nich reprezentant Polski po wielu miesiącach targów doszedł w końcu do porozumienia z SSC Napoli i zgodził się przedłużyć kontrakt na kolejne pięć sezonów. Szefowie klubu z Neapolu przystali ponoć na stawiane przez polskiego piłkarza warunki, ponieważ zainteresowała się nim Barcelona.

Zieliński jest zawodnikiem SSC Napoli od lata 2016 roku i dzisiaj bez wątpienia należy do kluczowych graczy tego zespołu. Stawiali na niego wszyscy trenerzy, którzy w ostatnich sezonach prowadzili ekipę „Azzuri” – Maurizio Sarri (obecnie prowadzi Juventus), Carlo Ancelotti (dziś Everton) i teraz robi to Gennaro Gattuso. Dowodzi tego liczba minut spędzonych przez Polaka na boisku – w meczach Serie A z zespołu Napoli jedynie Giovanni Di Lorenzo rozegrał więcej minut od naszego reprezentacyjnego pomocnika – Włoch zaliczył ich 2250, a Zieliński 2153, a ponadto strzelił dwa gole i miał trzy asysty.
Ale drużyna z Neapolu w tym sezonie zawodzi oczekiwania swojego ambitnego właściciela, znanego producenta filmowego Aurelio de Laurentiisa. Po 26. kolejkach zajmuje dopiero szóstą lokatę, które w Serie A jest premiowane jedynie udziałem w mniej prestiżowej Lidze Europy. A de Laurentiis żąda od swoich piłkarzy walki o mistrzostwo Włoch, bo zdobycie scudetto jest jego wielkim marzeniem, a jego plan minimum dopuszcza zajęcie miejsca gwarantującego grę w Lidze Mistrzów.
Jego relacje z zawodnikami nie są w tym sezonie najlepsze, do czego przyczyniły się głównie nerwowe reakcje bossa po przegranych bataliach, gdy próbował karnie koszarować zespół w klubowym ośrodku treningowym. Nic dziwnego, że wielu kluczowych graczy planowało tego lata odejść z Napoli. Wśród nich także dwaj występujący w tym klubie reprezentanci Polski – wspomniany Zieliński oraz Arkadiusz Milik. Obu kończą się kontrakty, obaj byli jednak skłonni je przedłużyć i zaakceptowali nawet oferowane im wynagrodzenia. Kością niezgody stała się tzw. klauzula odstępnego, a dokładniej kwota, za jaką inne kluby mogłyby ich w przyszłości wykupić. De Laurentiis żądał wpisania w klauzuli 100 mln euro, co ewidentnie byłoby ceną zaporową. Milik się na to nie zgodził i w tej chwili jest już niemal przesądzone, że latem opuści Neapol. Zwłaszcza po tym, gdy działaczom udało się namówić do pozostania w klubie belgijskiego snajpera Driesa Mertensa.
Jeśli chodzi o Zielińskiego determinacja szefów SSC Napoli była zdecydowanie większa, bo na zatrzymanie tego gracza mocno naciskał trener Gattuso, ale sfinalizowanie negocjacji utrudniało nieprzejednane stanowisko właściciela klubu, który nie zamierzał się zgodzić ani na podwojenie zarobków (do 5 mln euro), czego żądał polski piłkarz, ani też zrezygnować ze stu milionów w klauzuli odstępnego, na co nie zgadzał się Zieliński. Pat w negocjacjach przerwały dopiero wieści, że reprezentantem Polski na serio zainteresowała się wielka Barcelona, umieszczając go na liście swoich transferowych życzeń. De Laurentiisa natychmiast poinformowano, że przedstawiciele katalońskiego klubu podjęli już rozmowy z reprezentującą interesy Polaka agencją BMG Sport.
Pogłoski o zainteresowaniu Barcelony Zielińskim mają mocne podstawy, bo nasz reprezentacyjny piłkarz wyrobił sobie dobrą markę, którą ugruntowały opinie wygłaszane o jego talencie przez uznanych trenerów, takich jak Juergen Klopp, który swego czasu chciał go ściągnąć do Liverpoolu, czy Maurizio Sarri, autor takiej oto opinii o polskim piłkarzu: „To zawodnik o niepodważalnych umiejętnościach. Może stać się jednym z najważniejszych piłkarzy w Europie. To niebywały talent, biorąc pod uwagę jego poziom techniczny, a do tego ma dobre cechy fizyczne. To będzie nowy Kevin De Bruyne”. Trudno o lepszą rekomendację.
Zainteresowanie działaczy „Dumy Katalonii” akurat Zielińskim też ma mocne uzasadnienie, bo 26-letni Polak znajduje się w najlepszym piłkarsko okresie swojej kariery, pod względem stylu gry i umiejętności operowania piłką spełnia wygórowane wymogi obowiązujące w FC Barcelona, a poza tym kataloński klub przymierza się po tym sezonie do przebudowy środkowej linii. Z klubem mają się pożegnać Ivan Rakitić, Arthur Melo i Arturo Vidal.
Tak więc z punktu widzenia polskiego kibica wieści, że Zieliński przedłużył kontrakt z SSC Napoli, wcale nie są dobre, bo to oznaczałoby, że nie podejmie on wyzwania i nie spróbuje sił w ekipie „Dumy Katalonii” u boku Leo Messiego. Byłby pierwszym Polakiem w FC Barcelona. Przyjemnie byłoby widzieć przy jego nazwisku w składzie reprezentacji Polski, że na co dzień jest graczem jednego z najsłynniejszych klubów na świecie.

Kary dla graczy Napoli

Właściciel SSC Napoli Aurelio De Laurentiis nie odpuszcza swoim piłkarzom. Za odmowę wykonania jego polecenia wyjazdu na tygodniowe zgrupowanie, nałożył na cały zespół karę finansową na kwotę 2,5 mln euro.

Ekipa SSC Napoli przeżywa trudne chwile, bo po znakomitym początku sezonu dopadł ją regres formy i od jakiegoś czasu notuje słabsze wyniki. Niezadowolony z postawy piłkarzy Aurelio De Laurentiis w końcu nie zdzierżył i po zremisowanym przez jego zespół 1:1 spotkaniu Ligi Mistrzów z RB Salzburg nakazał trenerowi Carlo Ancelottiemu zabrać całą kadrę na tygodniowe zgrupowanie. Zawodnicy po konsultacjach ze swoimi prawnikami jednak odmówili wyjazdu i ostentacyjnie po meczu z RB Salzburg rozjechali się do domów. Doprowadzili tym właściciela klubu do furii, ale De Laurentiis nie od razu ich ukarał. On też wezwał swoich prawników i dopiero po konsultacji z nimi oraz analizie obowiązujących przepisów nałożył na zawodników finansowe kary.

Najmocniej po kieszeni dostał Brazylijczyk Allan, którego ukarano grzywną w wysokości 200 tys. euro. Taka kwota to połowa miesięcznych zarobków tego piłkarza, ale on podpadł szefowi najbardziej, bo jak wieść niesie zwymyślał syna De Laurentiisa, gdy ten przekazał drużynie decyzję o ojca o przymusowym zgrupowaniu.

Inni gracze SSC Napoli, w tym także Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński, zostali ukarani obcięciem pensji o jedną czwartą ich wysokości. W sumie, jak donoszą włoskie media, właściciel klubu obciął swoim zawodnikom wypłaty w sumie o 2,5 mln euro. I na tym zapewne sprawa się zakończy, bo na eskalacji konfliktu żadna ze stron nic już nie zyska. Ekipa SSC Napoli przed sezonem zapowiadała walkę o mistrzostwo Włoch, ale ostatnio wiedzie jej się słabo. Na zwycięstwo jej kibice czekają już od ponad miesiąca, a w tym czasie rozegrali sześć spotkań. Po wspomnianym meczu z RB Salzburg, najpierw zremisowali z Genoą 0:0, a w miniony weekend w 13. kolejce Serie A znów tylko wywalczyli remis (1:1) z AC Milan i z 20 punktami na koncie zajmują dopiero siódmą lokatę, tracąc do prowadzącego Juventusu już 15 „oczek”.