Brzęczek nawet nie wysłał powołań

Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek miał w miniony poniedziałek rozesłać powołania dla kadrowiczów na marcowe mecze towarzyskie z Finlandią we Wrocławiu i Ukrainą w Chorzowie. Z oczywistego powodu, jakim jest epidemia koronawirusa, już od dawna było wiadome, że oba spotkania się nie odbędą.

Zakaz rozgrywania imprez masowych, nakaz unikania skupisk ludzkich – to tylko niektóre przeszkody w zorganizowaniu marcowego zgrupowania kadry. Wirus COVID-19 dotknął także reprezentantów Polski, bo zaraził się nim występujący na co dzień w Sampdorii Genua Bartosz Bereszyński. Ale nie tylko on nie mógłby przyjechać na zgrupowanie kadry. Także inni gracze grający w lidze włoskiej nie mogliby tego zrobić, a bez Wojciecha Szczęsnego, Piotra Zielińskiego, Arkadiusza Milika, Thiago Cionka, Karola Linettego, Arkadiusza Recy i wspomnianego Bereszyńskiego, trener Brzęczek raczej nie miałby po co organizować sparing reprezentacji. Decyzja o rezygnacji z marcowych meczów była więc jedynie formalnością.
Spotkania z Ukrainą i Finlandią na razie przełożono na czerwiec, lecz szansa na ich rozegranie jest iluzoryczna. Po prostu nie będzie na nie wolnych terminów.

Przypomniał się Zieliński

Wydarzeniem piłkarskiego weekendu we Włoszech był kończący 21. kolejkę niedzielny mecz Napoli z Juventusem. Wystąpiło w nim trzech reprezentantów Polski – Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik i Wojciech Szczęsny.

Juventus Turyn to lider Serie A i aktualny mistrz kraju, a zespół SSC Napoli poprzedni sezon zakończył na drugim miejscu. W obecnych rozgrywkach ekipa z Neapolu spisuje się jednak znacznie gorzej i zajmuje dopiero 12. miejsce ze stratą 24 punktów do prowadzącego Juventusu. To oczywiście jest poniżej aspiracji tego klubu, ale zespół dopadł wyraźny regres formy, którego nie potrafił przełamać poprzedni trener, Carlo Ancelotti, a i jego następca, Gennaro Gattuso, ma z tym poważny problem. W niedzielę kibice wybaczyli mu jednak wszystkie wcześniejsze potknięcia, bo chociaż zespół Napoli nie zagrał tak efektownie, jak oczekują jego fani oraz właściciel klubu Aurelio De Laurentis, to jednak zdołał wygrać z liderem 2:1.
Wszystkie trzy bramki padły w drugiej połowie spotkania, a prowadzenie dla ekipy gospodarzy uzyskał Piotr Zieliński, który dopadł w polu karnym wybitą przez Wojciecha Szczęsnego piłkę po strzale Lorenzo Insigne. Trzeci z naszych reprezentantów, Arkadiusz Milik, zagrał nawet lepiej od Zielińskiego, ale znalazł się w jego cieniu, bo nie zdołał pokonać Szczęsnego (drugiego gola dla Napoli strzelił Insigne, a honorowego dla Juve Cristiano Ronaldo). Milik i Szczęsny zagrali cały mecz, natomiast Zieliński został w 81. minucie zmieniony, ale gdy schodził z boiska, kibice żegnali go brawami.
Porażka w Neapolu nie zmieniła układu sił w czołówce Serie A. Ekipa „Starej Damy” utrzymała pozycję lidera z przewagą trzech punktów nad drugim Interem Mediolan i pięciu nad trzecim Lazio Rzym. W następnej kolejce Juventus zagra u siebie z Fiorentiną, co dla Szczęsnego będzie okazją do konfrontacji ze zbierającym coraz lepsze noty bramkarzem Bartłomiejem Drągowskim. Natomiast Napoli zmierzy się z Sampdorią Genua, w której także występuje dwóch polskich piłkarzy – Bartosz Bereszyński oraz Karol Linetty.

Tłum Polaków w Serie A

W rozegranej w miniony weekend 18. kolejce włoskiej serie A wystąpiła spora grupa polskich piłkarzy. Największe powody do zadowolenia z nich miał Wojciech Szczęsny. Bramkarz reprezentacji Polski zagrał w podstawowym składzie Juventusu Turyn w wygranym przez jego zespół 4:0 meczu z Cagliarii.

Szczęsny nie miał wiele pracy w tym spotkaniu, ale utrzymał koncentrację i był zawsze na posterunku w chwilach potrzeby. Włoskie media podały, że Polak na początku roku parafował nowy kontrakt z turyńskim klubem do konca czerwca 2024 roku, wedle którego będzie zarabiał 7 mln euro rocznie, co daje mu miejsce w pierwszej dziesiątce najlepiej opłacanych graczy w Serie A. Bohaterem meczu z Cagliari był jednak numer 1 na tej liście Cristiano Ronaldo, który sam strzelił trzy gole, a przy czwartym zanotował asystę. W przegranym zespole debiut we włoskiej ekstraklasie zaliczył pozyskany z Pogoni Szczecin 19-letni Sebastian Walukiewicz. Nasz młody środkowy obrońca wypadł przyzwoicie i nie zawinił przy żadnej ze straconych bramek, a w kilku sytuacjach popisał się znakomitymi interwencjami.

Z kolei mecz Bologny z Fiorentiną był pojedynkiem dwóch innych polskich bramkarzy – Łukasza Skorupskiego i Bartłomieja Drągowskiego. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, ale gorzej wypadł Drągowski, bo to po jego błędzie w 94. minucie zespół z Florencji stracił prowadzenie.

Kolejne polsko-polskie starcie miało miejsce w potyczce Hellas Verony ze SPAL 2013. Mariusz Stępiński strzelił gola dla Hellas Verona, ale była to dopiero jego druga ligowa bramka w tym sezonie. Stępiński wszedł na boisko w 73. minucie w miejsce Giampaolo Pazziniego, a w barwach Verony zagrał jeszcze Paweł Dawidowicz, który pojawił się na boisku w 90. minucie za Valerio Verre. Natomiast w zespole SPAL cały mecz rozegrał reprezentant Polski Thiago Cionek, a inny z naszych piłkarzy, Bartosz Salamon, spotkanie spędził na ławce rezerwowych. W składzie ekipy gospodarzy zabrakło leczącego kontuzję regularnie powoływanego ostatnio do kadry Arkadiusza Recy.

Na ławce rezerwowych Udinese całe wyjazdowe spotkanie z Lecce spędził natomiast zapomniany już nieco w Polsce Łukasz Teodorczyk. Jego zespół wygrał 1:0, a we włoskich mediach coraz częściej pojawiają się głosy, że ocierający się jeszcze kilka lat temu o kadrę Polski Teodorczyk nie ma żadnej przyszłości w Udinese i szykuje się do zmiany klubu.

Podobne opinie krążą w przypadku Krzysztofa Piątka. Przeżywający kryzys formy napastnik reprezentacji Polski zaczął wprawdzie spotkanie AC Milan z Sampdorią Genua w wyjściowej jedenastce, ale już w 55. minucie został zmieniony przez Zlatana Ibrahimovicia. Był to powrót szwedzkiego napastnika do mediolańskiego zespołu po wielu latach przerwy, więc fani zgotowali mu owację na stojąco. 38-letni weteran nie zdołał jednak poprawić miernego poziomu gry ekipy Milanu i mecz zakończył się wynikiem 0:0. W drugiej połowie sezonu to jednak on będzie podstawowym napastnikiem rossonerich, a Piątek co najwyżej jego zmiennikiem. Chyba, że znów zacznie strzelać gole jak w poprzednim sezonie, na co raczej się nie zanosi. Wypada odnotować, że w zespole Sampdorii w pełnym wymiarze czasowym wystąpiło dwóch polskich piłkarzy – Karol Linetty i Bartosz Bereszyński.

Kolejnych dwóch – Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński, rozegrało natomiast pełne spotkania w barwach SSC Napoli w kończącym 18. kolejkę meczu z Interem Mediolan. Drużyna z Neapolu nie wykorzystała atutu własnego boiska i przegrała 1:3, a honorowe trafienie dla gospodarzy uzyskał Milik. Dla reprezentanta Polski było to siódme ligowe trafienie w obecnych rozgrywkach. W klasyfikacji strzelców nasz piłkarz zajmuje odległe 11. miejsce. Prowadzi z dorobkiem 19 goli Ciro Immobile z Lazio Rzym.
Liderem rozgrywek jest Juventus z 45. golami na koncie, tyle samo ma drugi Inter, a trzecia lokatę z 39. punktami i zaległym meczem do rozegrania zajmuje Lazio. Z pozostałych zespołów z Polakami w składzie najwyżej plasuje się Cagliari (6. miejsce), Napoli zajmuje ósmą lokatę, Bologna 10., Milan 11., Hellas Verona 12., Udinese 13., Fiorentina 15., Sampdoria 16., a SPAL jest na ostatnim 18. miejscu.

 

Szczęsny bronił, Piątek nie strzelił, Milik trafił

Juventus wygrał u siebie z Empoli 1:0 w 29. kolejce Serie A i umocnił się na prowadzeniu. Był to mecz polskich bramkarzy, bo w zespole „Starej Damy” cały mecz rozegrał Wojciech Szczęsny, zaś w bramce rywali Bartłomiej Drągowski.

Wypożyczony z Fiorentiny do Empoli 22-letni Drągowski został pokonany w 72. minucie przez 19-letniego włoskiego napastnika Moise Keana. Nastolatek zagrał w tym sezonie dopiero po raz piąty, z czego czterokrotnie wchodził z ławki rezerwowych, a mimo to zdobył już trzy bramki. W barwach Juventusu tym razem zabrakło Cristiano Ronaldo. Portugalczyk doznał kontuzji w meczu Portugalii z Serbią (1:1), a ponieważ w lidze włoskiej Juventus na pięć kolejek przed końcem sezonu ma już mistrzostwo w kieszeni, gwiazdor mógł odpocząć. Szczęsny wolnego nie dostał, ale spisał się bez zarzutu i zanotował kolejny w tym sezonie występ bez straty gola.

Kibice „Starej Damy” mogli być zadowoleni, że półtora roku temu szefowie klubie zdecydowali się zatrudnić Polaka, a nie Gianluigiego Donnarummę. Bramkarz reprezentacji Włoch popełnił kompromitujący błąd już w 1. minucie meczu AC Milan z Sampdorią Genua, wykopując piłkę wprost pod nogi nadbiegającego napastnika rywali Gregoire Defrela. Krzysztof Piątek tym razem był w cieniu i niczego ważnego nie dokonał, zaliczając kolejny mecz z rzędu bez gola. Jego licznik zatrzymał się na 19. trafieniach. Tyle samo goli ma na koncie Cristiano Ronaldo, ale liderem klasyfikacji strzelców jest napastnik Sampdorii 36-letni Fabio Quagliarella, zdobywca 21 bramek. W ekipie z Genui przeciwko AC Milan z Polaków zagrał tylko Karol Linetty, bo Bartosz Bereszyński po kontuzji jeszcze nie wrócił do swojej optymalnej dyspozycji. W niedzielę błysnął natomiast Arkadiusz Milik, który kapitalnym golem otworzył wynik wygranego przez SSC Napoli 4:1 wyjazdowego spotkania z AS Roma.

 

Piątek dogania CR7

Krzysztof Piątek znów zadziwił. „El Pistolero” w 24. kolejce Serie A strzelił dwa gole dla AC Milan w wygranym na wyjeździe 3:1 meczu z Atalantą Bergamo i z 17 golami na koncie awansował na drugie miejsce w klasyfikacji strzelców włoskiej ekstraklasy. Jej liderem Portugalczyk Cristiano Ronaldo, który dla Juventusu zdobył 19 bramek.

Od debiutu w barwach „Rossonerich” Piątek zdobył już sześć bramek (jedną w Pucharze Włoch), zaś z dorobkiem uzbieranym w zespole Genoi ma na koncie już 17 ligowych trafień. Trener AC Milan Gennaro Gattuso nieoczekiwanie w 68. minucie zdjął polskiego napastnika z boiska i w jego miejsce wystawił Patricka Cutrone, ale wynik spotkania już nie uległ zmianie. AC Milanobecnie zajmuje czwarte miejsce z dorobkiem 42 punktów, zaś Atalanta z 38 punktami jest na piątej pozycji. W tabeli Serie A AC Milan wyprzedzają – o jedno „oczko” lokalny rywal Inter, o 10 pkt SSC Napoli, a na czele stawki znajduje się Juventus Turyn, który po wygranej 3:0 z Frosione (cały mecz w bramce turyńczyków rozegrał Wojciech Szczęsny) ma w dorobku 66 pkt. Inter i Napoli swoje mecze rozegrały w niedzielę wieczorem – mediolańczycy z Sampdorią Genua (Bartosz Bereszyński i Karol Linetty), a neapolitańczycy (Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński) z AC Torino. Piątek po sobotnim występie zajmował drugie miejsce w klasyfikacji strzelców. Za jego plecami byli Fabio Quagliarella z Sampdorii (16 goli), Duvan Zapata z Atalanty (16 goli), Arkadiusz Milik (12 goli) oraz Francesco Caputo z Empoli (11 goli) i Ciro Immobile z Lazio (11 goli).

Kibice AC Milan powoli dostają bzika na punkcie Piątka, a włoskie media poświęcają polskiemu napastnikowi coraz więcej miejsca. Ostatnio wzięły na tapetę jego zarobki. Okazuje się, że wysokość kontraktu Piątka z mediolańskim klubem jest uzależniona od liczby strzelonych przez niego goli. Bonusy zaczynają się jednak dopiero od pięciu bramek. Ten wymóg Polak już spełnił w spotkaniu z Atalantą, ale maksymalny pułap zarobków osiągnie dopiero po strzeleniu 25 goli.

W Genoi Piątek miał kontrakt gwarantujący mu rocznie 400 tys. euro. W mediolańskim klubie zaoferowano mu gażę w wysokości 1,8 mln euro plus wspomniane bonusy. „Jego kontrakt jest pełen nagród, z wieloma pośrednimi szczeblami. Jeśli Piątek w takim tempie będzie trafiał do siatki, to bez problemu zgarnie najwyższy bonus za 25 goli” – przekonuje „La Gazzetta delo Sport”. Włosi są pod wrażeniem wyczynów Piątka, który w pięciu meczach zdobył już sześć goli i z marszu stał się gwiazdą mediolańskiego zespołu. Podkreślają też to, że Polak został bardzo dobrze przyjęty przez zespół i kibiców, a nawet z podziwem zauważają, że jak na gwiazdę przystało zamieszkał w Piazza Gae Aulenti, najnowocześniejszy części miasta w centrum Mediolanu.

Krzysztof Piątek, 24. kolejka Serie A, AC Milan – Atalanta Bergamo 3:1,  Cristiano Ronaldo, Juventus Turyn, AC Milan, Wojciech Szczęsny, Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński, Ciro Immobile, Francesco Caputo, Bartosz Bereszyński, Karol Linetty, Fabio Quagliarella

Milik chce być lepszy od Piątka

SSC Napoli pokonało Sampdorię Genua 3:0 w meczu 22. kolejki Serie A. W wyjściowych składach obu zespołów znalazło się aż czterech reprezentantów Polski. Lepsza była dwójka z Neapolu – Arkadiusz Milik zdobył bramkę, a Piotr Zieliński wywalczył rzut karny. W ekipie z Genui zagrali Bartosz Bereszyński i Karol Linetty.

Trener Carlo Ancelotti nie traci zaufania do obu polskich graczy i w spotkaniu z Sampdorią wystawił ich do gry w podstawowym składzie. Szkoleniowiec rywali Marco Giampaolo zrobił to samo w przypadku Bereszyńskiego i Linettego. Na boisku mieliśmy zatem czterech Polaków, ale pierwsze skrzypce w tym kwartecie grał tym razem Milik. Już w 25. minucie wykorzystał znakomite dośrodkowanie Jose Callejona i strzelił gola na 1:0. Było to jego 12. trafienie w Serie A w obecnych rozgrywkach. Dosłownie minutę później było już 2:0 dla Napoli po strzale Lorenzo Insigne, dla którego z kolei był to ósmy gol w obecnych rozgrywkach, ale pierwszy od listopada ubiegłego roku.

Milik miał szansę na drugie trafienie, gdy w 89. minucie sędzia podyktował „jedenastkę” po zagraniu piłki ręka w polu karnym przez gracza Sampdorii. Nasz piłkarz od razu zabrał się za egzekwowanie „jedenastki”, lecz koledzy powstrzymali go i skłonili do oddania piłki wyznaczonemu do karnych Simona Verdiego.

Włoch nie zmarnował okazji i podwyższył wynik na 3:0, ale Milik był wyraźnie rozczarowany odebraniem mu szansy na zdobycie 13. gola. Dogoniłby wówczas w klasyfikacji strzelców Serie A Krzysztofa Piątka, z którym najwyraźniej zamierza rywalizować o miano najskuteczniejszego polskiego gracza we włoskiej lidze. Na tytuł króla strzelców obaj nasi piłkarze raczej nie mają szans, bo ich konkurentem jest Cristiano Ronaldo. Portugalczyk właśnie podczas tego weekendu wrócił na pozycję lidera klasyfikacji, zdobywając dwie bramki w zremisowanym przez Juventus 3:3 meczu z Parmą.

Gwiazdor turyńskiego zespołu ma teraz na koncie 17 trafień. Drugi w zestawieniu z 16 golami jest napastnik Sampdorii Fabio Quagliarella, a trzecią lokatę z 15 bramkami zajmuje Kolumbijczyk Duvan Zapata z Atalanty Bergamo. Dwie kolejne pozycje na liście zajmują Polacy – Piątek, obecnie gracz AC Milan, jest czwarty z dorobkiem 13 trafień (wszystkie uzyskał jeszcze w barwach Genoi), a Milik z 12 bramkami jest piąty. W zespole Napoli jest jednak najskuteczniejszym strzelcem w Serie A. Wspomniany już Insigne ma osiem goli, tyle samo co Belg Dries Mertens.

W rywalizacji snajperów uczestniczy jeszcze jeden Polak, występujący w Chievo Werona Mariusz Stępiński. 23-letni napastnik, mający już na koncie występy w reprezentacji Polski, w 22. kolejce zdobył swoja szóstą bramkę w tym sezonie w zremisowanym na wyjeździe 2:2 spotkaniu z Empoli. Oba gole dla gospodarzy strzelił Francesco Caputo, który z 11 trafieniami zajmuje szóste miejsce w klasyfikacji strzelców, na spółkę z Ciro Immobile z Lazio Rzym. Za nimi z 9 bramkami plasuje się Mauro Icardi z Interu Mediolan, a w grupie graczy z 8 trafieniami, oprócz dwójki napastników Napoli, są jeszcze dwaj gracze AC Parma Roberto Inglese i Gervinho oraz Mario Mandzukić z Juventusu.

 

To był najgorszy rok od 18 lat

Fot. Z polskich piłkarzy największą cenę za nieudany występ na mundialu zapłacił Robert Lewandowski

 

 

W 2018 roku biało-czerwony balonik pękł z wielkim hukiem – najpierw nasza narodowa drużyna pod wodzą Adama Nawałki skompromitowała się na mundialu, a potem pod rządami Jerzego Brzęczka nie wygrała żadnego z sześciu rozegranych meczów, spadając w rankingu FIFA na 21. miejsce.

 

W rankingu FIFA z 18 stycznia 2018 roku reprezentacja Polski zajmowała siódmą lokatę, wyprzedzając m.in. późniejszych mistrzów świata Francuzów i wicemistrzów świata Chorwatów. W Polsce panowała napędzana przez media euforia, której nie zdołały przytłumić nawet słabe występy biało-czerwonych w marcowych meczach towarzyskich. Porażkę z Nigerią 0:1 zrównoważyła wygrana z Koreą Południową 3:2, ale w obu spotkaniach nasz zespół zagrał fatalnie. Trener Nawałka uspokajał jednak fanów, że drużyna potrzebuje więcej czasu na opanowanie ustawienia systemem 1-3-5-2 robi, ale robi szybkie postępy i niebawem będzie w tym elemencie groźna dla każdego rywala. Czerwcowe sparingi z Chile (2:2) i Litwą (4:0) także nie zapowiadały mundialowej klęski, chociaż do stylu gry zespołu wciąż zgłaszano mnóstwo zastrzeżeń.

W przededniu wyjazdu do Rosji kontuzji barku doznał Kamil Glik i chyba to był kluczowy moment w dramacie, w jaki zamienił się występ biało-czerwonych w mistrzostwach świata. W spotkaniu z Senegalem Nawałka nagle wycofał się w ćwiczonego wcześniej ustawienia 3-5-2 i wrócił do starego schematu 4-4-2. Rywale bezlitośnie wykorzystali powstały bałagan w szeregach polskiej drużyny.

W tym momencie kolejny mecz z Kolumbią nabrał rangi „spotkania o wszystko”, ale pogubiony już wyraźnie w swoich kadrowych decyzjach Nawałka w tym najważniejszym meczu w roku wystawił do gry m.in. Jacka Góralskiego i Dawida Kownackiego, którzy wcześniej nie grali w meczach o punkty, a na ławce posadził Kamila Grosickiego, ale gdy nasz zespół potrzebował pilnie wzmocnienia linii ataku, selekcjoner zmienił… Michała Pazdana i w jego miejsce posłał na boisko rekonwalescenta Kamila Glika.

O żenującej potyczce z Japonią lepiej nie wspominać, bo chociaż biało-czerwoni ją wygrali, to swoim zachowaniem w końcówce na spółkę z Japończykami stali się pośmiewiskiem kibiców. Nasz zespół w niesławie wrócił do kraju na tarczy, a piłkarze w krótkim czasie zaliczyli bolesny upadek z piedestału.

Straty wizerunkowe ponieśli wszyscy – trener Nawałka, jego pryncypał Zbigniew Boniek a wraz z nimi cały PZPN. Stracili też rzecz jasna kadrowicze, lecz bez wątpienia najwięcej stracił najlepszy z nich, Robert Lewandowski. Nie ulega wątpliwości, że to głównie przez słaby występ biało-czerwonych na rosyjskim mundialu „Lewy” doznał upokarzających degradacji w najważniejszych plebiscytach organizowanych przez FIFA, UEFA i „France Football”.

 

To nie była dobra zmiana

Trener Nawałka nie utrzymał posady i w sierpniu został zastąpiony przez Jerzego Brzęczka. Nie była to jednak dobra zmiana. Pod wodzą nowego selekcjonera reprezentacja rozegrała sześć meczów. Trzy porażki i trzy remisy to bilans Brzęczka, który na dodatek zaliczył też spadek z Dywizji A Ligi Narodów. Nic dziwnego, że stracił zaufanie kibiców, także za to, że wbrew zasadom powoływał na zgrupowania kadry niegrającego w VfL Wolfsburg siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego. W mediach krytykowano go też za forowanie w kadrze zawodników, których znał z pracy w zespołach klubowych – Damiana Szymańskiego, Adama Dźwigałę i Arkadiusz Reca w Wiśle Płock, Rafała Pietrzaka w GKS Katowice. Żaden z nich nie potwierdził reprezentacyjnych kwalifikacji.

Ani Nawałka ani Brzęczek nie odważyli się na „odstrzelenie” graczy stanowiących od lat trzon reprezentacji – Roberta Lewandowskiego, Grzegorza Krychowiaka, Piotra Zielińskiego, Kamila Glika, Jakuba Błaszczykowskiego, Kamila Grosickiego, Arkadiusza Milika, Piotra Zielińskiego czy… Jana Bednarka. Ten młody środkowy obrońca w 2018 roku rozegrał 847 minut, podczas gdy w klubowej drużynie Southamptonu 1126, z czego w Premier League 778. Krychowiak w reprezentacji zaliczył 960 minut, Zieliński 948 minut, Lewandowski 862 minuty. Za tą czwórką graczy jest próżnia, za którą wyłania się grupa zawodników z gorszymi wynikami – Grosicki miał przerwy z powodu perturbacji w klubie, Glik pauzował sporo przez kontuzję, a bramkarze Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański musieli dzielić się występami – pierwszy zaliczył 585 minut, drugi 405. Na absencjach kluczowych graczy skorzystali m.in. Bartosz Bereszyński (piąty pod względem rozegranych minut), Jacek Góralski (dziesiąty), czy Rafał Kurzawa (piętnasty).

Najmniej minut w reprezentacji zaliczyli Bartosz Białkowski (45), Rafał Pietrzak (27), Jakub Świerczok (23) i Sławomir Peszko (10). Tak przy okazji, te 10 minut Peszko zaliczył na mundialu, bo we wcześniejszych meczach sparingowych Nawałka nie skorzystał z jego usług ani razu. To jedyny gracz, który grając o punkty jednocześnie nie zaliczył ani minuty w sparingu. Odwrotnie niż Marcin Kamiński, który zaliczył najwięcej minut w spotkaniach sparingowych (270), ale ani jednej w spotkaniu o punkty. Ten dziwaczny sposób selekcji stosuje niestety także Brzęczek, który nie wygrał sześciu spotkań z rzędu i jest bliski dogonienia pod tym względem rekordzisty Jerzego Engela. W 2000 roku nasze reprezentacja pod wodzą tego selekcjonera nie wygrał siedmiu meczów z rzędu: zaczęła od porażek z Hiszpanią 0:3 i Francją 0:1, potem były bezbramkowe remisy z Węgrami i Finlandią oraz porażka z Holandią (1:3) oraz remis z Rumunią (1:1) tuż przed rozpoczęciem eliminacji MŚ 2002.

 

Brzęczek goni rekord Engela

Mimo fatalnego startu Engel utrzymał posadę i doczekał przełomu w pamiętnym spotkaniu z Ukrainą w Kijowie, wygranym przez biało-czerwonych 3:1, po którym nasz zespół rozpoczął marsz po pierwszy od 1986 roku awans na mundial. Ale w 2000 roku z 10 meczów pod jego komendą reprezentacja Polski wygrała tylko trzy, cztery zremisowała i trzy przegrała. Tak słaby wynik pod względem wygranych spotkań powtórzyły dopiero 18 lat później ekipy prowadzone przez Nawałkę i Brzęczka.
Obaj wspólnie zapracowali na ten bilans, ale wszystkie trzy zwycięstwa wywalczył Nawałka – z Koreą Południową (3:2), Litwą (4:0) i Japonią (1:0). Brzęczek jeszcze nie poznał smaku wygranej i jeśli będzie miał dalej taki niefart, już wiosną może wyrównać niechlubny rekord Engela siedmiu spotkań bez wygranej.

 

Ile grali kadrowicze w 2018 roku:

1. Grzegorz Krychowiak – 960 minut (w tym 540 minut w meczach o punkty); 2. Piotr Zieliński – 948 (595); 3. Robert Lewandowski – 862 (540); 4. Jan Bednarek – 847 (585); 5. Bartosz Bereszyński – 673 (485); 6. Kamil Grosicki – 598 (363); 7. Kamil Glik – 588 (370); 8. Wojciech Szczęsny – 585 (360); 9. Arkadiusz Milik – 537 (253); 10. Jacek Góralski – 470 (285); 11. Maciej Rybus – 416 (180); 12. Jakub Błaszczykowski – 415 (197); 13. Łukasz Fabiański – 405 (270); 14. Michał Pazdan – 387 (170); 15. Rafał Kurzawa – 375 (234); 16. Thiago Cionek – 360 (180); 17. Łukasz Piszczek – 353 (173); 18. Artur Jędrzejczyk – 343 (183); 19. Tomasz Kędziora – 342 (135); 20. Mateusz Klich – 312 (193); 21. Marcin Kamiński – 270 (0); 22. Arkadiusz Reca – 250 (177); 23. Przemysław Frankowski – 248 (90); 24. Dawid Kownacki – 232 (74); 25. Karol Linetty – 222 (69); 26. Krzysztof Piątek – 151 (90); 27. Łukasz Skorupski – 135 (0); 28. Łukasz Teodorczyk – 132 (27); 29. Damian Szymański – 98 (81); 30. Krzysztof Mączyński – 90 (0); 31. Damian Kądzior – 77 (11); 32. Taras Romanczuk – 61 (0); 33. Bartosz Białkowski – 45 (0); 34. Rafał Pietrzak – 27 (10); 35. Jakub Świerczok – 23 (0); 36. Sławomir Peszko – 10 (10).

 

Polacy w Serie A

W minioną środę włoska ekstraklasa rozegrała 18 kolejkę spotkań. Lider Juventus Turyn tylko zremisował z Atalantą Bergamo, ale goniące go SSC Napoli nie wykorzystało okazji do odrobienia strat ulegając 0:1 Interowi.

 

Juventus Turyn po ośmiu zwycięstwach z rzędu zremisował w 18. kolejce Serie A z Atalantą Bergamo 2:2. W bramce turyńczyków stał Wojciech Szczęsny, ale nasz reprezentacyjny bramkarz nie miał szans na obronę strzałów rywali. Remis uratował Juventusowi Cristiano Ronaldo, który wszedł na boisko dopiero w drugiej połowie i potrzebował ledwie kwadransa, żeby ocalić swój zespół przed porażką. Portugalski gwiazdor w tabeli strzelców Serie A zmniejszył do jednego trafienia dystans dzielący go od prowadzącego z dorobkiem 13 goli Krzysztofa Piątka. Nasz piłkarz tym razem bramki nie zdobył, a jego Genoa przegrała z Cagliari 0:1. Druga drużyna z Genui, Sampdoria, w „polskim” meczu z Chievo Werona wygrała 2:0. W jej barwach zagrał jednak tylko Karol Linetty. Dawid Kownacki grzał ławę, a Bartosz Bereszyński leczy kontuzję. W Chievo Mariusz Stępiński rozegrał cały mecz, a Paweł Jaroszyński został zmieniony w 66. minucie.

W spotkaniu Bologny z Lazio (0:2) w zespole gospodarzy cały mecz rozegrał bramkarz Łukasz Skorupski. Inny z polskich golkiperów w Serie A, Bartłomiej Drągowski, przesiedział na ławce rezerwowych Fiorentiny przegrany 0:1 mecz z Parmą. W spotkaniu Frosinone z AC Milan (0:0) w zespole gospodarzy w 76. minucie na boisku pojawił się kolejny polski piłkarz, Bartosz Salamon. Na zakończenie środowej kolejki Napoli z Piotrem Zielińskim (zagrał cały mecz) i Arkadiuszem Milikiem (grał do 71. minuty) przegrało z Interem Mediolan O:1. Juventus dzięki temu, mimo remisu z Atalantą, powiększył przewagę nad Napoli do 9 punktów.

 

 

Popisy polskich piłkarzy w Serie A

Wojciech Szczęsny zachował czyste konto w wygranym przez Juventus 1:0 meczu z Interem, a Arkadiusz Milik i Potr Zieliński strzelali gole dla Napoli w starciu z Frosinone.

 

W 15. kolejce Serie A Juventus pokonał na własnym stadionie Inter Mediolan 1:0. Ekipa „Starej Damy” zrobiła kolejny krok w obronie mistrzostwa Włoch. Gospodarze potrafili wykorzystać jedną okazję w 66. minucie, którą na zwycięską bramkę zamienił Mario Mandzukic. To pierwszy gol chorwackiego napastnika w historii jego występów przeciwko Interowi. Wojciech Szczęsny zachował czyste konto po raz szósty w tym ligowym sezonie. Juventus po 15 kolejkach ma na koncie 43 punkty i pewnie prowadzi w tabeli, utrzymując przewagę 11 punktów nad drugim Napoli.
Neapolitańczycy grali u siebie z Frosinone, przedostatnią drużyną w Serie A. Trener Carlo Ancelotti wystawił do gry w tym spotkaniu obu polskich piłkarzy i mógł sobie potem pogratulować wyczucia. Jako pierwszy z naszych reprezentantów błysnął Piotr Zieliński, który zdobył bramkę już w 7. minucie spotkania. Po zmianie stron Ancelotti aż do 73. minuty nie dokonywał żadnych zmian, a gdy w końcu zdecydował się na dokonanie trzech roszad, nie odesłał do szatni żadnego z reprezentantów Polski. Nie miał powodów, bo w drugiej połowie Zieliński nadal grał koncertowo, a do kolegi dostroił się też Milik, który najpierw w 68., a potem jeszcze w 84. minucie zaliczył dwa trafienia. Napoli wygrało 4:0 i utrzymało pozycję wicelidera.
Jeszcze więcej, bo trzech polskich piłkarzy pojawiło się w składzie Sampdorii Genua w wyjazdowym spotkaniu z Lazio Rzym (2:2). Bartosz Bereszyński w końcówce został ukarany czerwoną kartką, Karol Linetty rozegrał całe spotkanie, a Dawid Kownacki wszedł w 66. minucie i zdążył zaliczy asystę przy drugiej bramce dla Sampdorii. Był to udany weekend naszych piłkarzy w Serie A.

 

Cristiano Ronaldo dał lekcję Piątkowi

W 9. kolejce Serie A doszło do bezpośredniego pojedynku najskuteczniejszego strzelca rozgrywek Krzysztof Piątka z największą gwiazdą włoskiej ligi Cristiano Ronaldo. Z tego snajperskiego pojedynku zwycięsko wyszedł Portugalczyk.

 

Tym spotkaniem Italia żyła przez cały miniony tydzień. Włoskie media podkręcały jeszcze to zainteresowanie strasząc turyńczyków porażką, choć to aktualni mistrzowie kraju i liderzy obecnych rozgrywek, a Genoa to ligowy średniak bez szans na miejsce w czołówce. Ale genueńczycy latem pozyskali z Cracovii za cztery miliony euro 23-letniego polskiego napastnika, który okazał się prawdziwą rewelacją początku sezonu, bo po ośmiu kolejkach z dziewięcioma trafieniami prowadził w klasyfikacji strzelców. Piątka coraz częściej porównywano do Roberta Lewandowskiego i wróżono mu równie wspaniałą karierę.

 

Stratosferyczne zainteresowanie

Prezes Genoi Enrico Preziosi przyznał, że zainteresowanie polskim napastnikiem ze strony silniejszych klubów jest „stratosferyczne”. I już nie zapewniał, jak jeszcze tydzień czy dwa wcześniej, że Piątek na razie nie jest na sprzedaż. „Długo jestem w futbolu i dlatego wiem, że nam go zabiorą, ale wszyscy na tym zarobimy. Jeszcze nie wiem, ile, bo to zależy kto będzie chciał ze mną rozmawiać, nie wykluczam jednak i tego, że odejdzie za kwotę dziesięć razy wiekszą niż my na niego wydaliśmy. Jesteśmy bombardowani telefonami, z Włoch i Europy, ale nie padła jeszcze żadna formalna oferta” – zapewniał Preziosi w rozmowie z „La Gazzetta dello Sport”, a jego słowa potwierdził agent polskiego piłkarza Szymon Pacanowski. Na konkretne oferty dla Piątka jest jeszcze za wcześnie, bo potencjalni kupcy wolą poczekać jak Polak spisze się w najbliższych tygodniach, bowiem w tym czasie Genoa rozegra serię spotkań z ligową czołówką. Mecz z Juventusem był otwarciem serialu i wszyscy zainteresowani z ciekawością czekali na wynik snajperskiego pojedynku Piątka z Cristiano Ronaldo.

Portugalski gwiazdor nie ma teraz najlepszego czasu w swojej karierze, bo jego spokój mącą docierające zza oceanu groźby ekstradycji w sprawie posądzenia o gwałt do jakiego miał sie dopuścić osiem lat temu w Los Angeles, a na boisku wciąż jeszcze nie osiągnął formy jaką imponował w barwach Realu Madryt. W 18. minucie meczu z Genoą to jednak on zdobył bramkę dla „Starej Damy”, posyłając na dodatek piłkę między nogami próbującego zablokować jego strzał Piątka. Nie było to na pewno zamierzone z jego strony, ale chcąc nie chcąc słynny CR7 pokazał, że to on wciąż jest królem, a tak fetowany w mediach polski „Bombardier” na razie co najwyżej giermkiem.

 

Koszulka na pocieszenie

Piątek przyjął lekcję od mistrza z pokorą, a zaraz po meczu poleciał do niego wymienić się koszulkami, na co Portugalczyk bez zbędnych ceregieli przystał, ale pewnie nawet nie wiedział, że spełnia w ten sposób jedno z największych marzeń polskiego piłkarza. Dla Piątek portugalski wirtuoz od dziecka był idolem, dlatego na swoim profilu na Instagramie zamieścił zdjęcie trykotu CR7 i oddał mu należny hołd podpisem: „Dziękuję, królu”.
Tak skończyła się nadmuchana przez media wielka konfrontacja starego mistrza z młodym, choć z cała pewnością jest to określenie jeszcze mocno na wyrost. Oczywiście wyłącznie w odniesieniu do polskiego napastnika, któremu do klasy CR7 jeszcze bardzo daleko.

Prawdę mówiąc na tym etapie kariery nie da się jeszcze stwierdzić, czy Piątek kiedykolwiek choćby zbliży się do niego poziomem piłkarskich umiejętności. Juventusowi gola jednak nie strzelił, chociaż nie było to zadanie niewykonalne dla graczy Genoi, skoro zremisowali 1:1. Ale to niepowodzenie nie przekreśla szans Piątka na lukratywny transfer do silnego klubu. Musi tylko w kolejnych meczach znów strzelać gole, a kupcy się pojawią. Może nie z Barcelony, Chelsea czy Juventusu, ale też gotowych zapłacić grubo więcej, niż Genoa zapłaciła Cracovii.

 

Milik oferowany w rozliczeniu?

Wielki zgiełk wokół Piątka dotarł też do Neapolu, bo jeśli wierzyć doniesieniom tamtejszych mediów, szefowie SSC Napoli także zapragnęli pozyskać kolejnego Polaka do swojej drużyny. Pojawiły się nawet plotki, że są ponoć są nawet gotowi w ramach rozliczeń oddać do Genui Arkadiusza Milika.

Ile w tym prawdy, nie wiadomo, a póki co obaj reprezentanci Polski występujący obecnie w klubie z Neapolu, czyli Zieliński i Milik, wyszli w podstawowym składzie na sobotni wyjazdowym mecz z Udinese. Na ławce w ekipie gospodarzy zasiadł natomiast Łukasz Teodorczyk, który w Serie A póki co sobie nie radzi i pewnie coraz bardziej żałuje przeprowadzki z Anderlechtu Bruksela, gdzie mimo różnych wyskoków grał w miarę regularnie i strzelał sporo goli. W Udinese grzeje ławę i w najlepszym przypadku wchodzi na zmiany w końcówkach spotkań. W meczu z SSC Napoli trener nie dał mu szansy, bo jego zespół został stłamszony i musiał rozpaczliwie bronić się przed pogromem. Skończyło się na 0:3, ale do bramkowego dorobku gości nie dorzucił się żadne z naszych piłkarzy.

Milik został zmieniony w 74. minucie, a Zieliński jedenaście minut później. Dzięki wygranej Napoli zmniejszyło stratę do Juventusu do czterech punktów i utrzymało dystans nad ścigającymi ten tandem ekipami Interu Mediolan, Lazio Rzym i Sampdorii Genua, w której występują Bartosz Bereszyński, Karol Linetty, Dawid Kownacki.