Chwalą nas

W najbardziej poczytnej rubryce „Obserwator” jednego najbardziej prawicowych tygodników „Do rzeczy”, pisanej przez duet gwiazd prawicowej żurnalistyki Piotr Gociek i Cezary Gmyz, czytamy:
„Uwaga, pora zmienić ksywę Grzegorza Schetyny. Już nie Ludojad ani Szablozęby, ani Zniszczę Cię. Nową ksywę wymyślił Włodek Czarzasty i my się z nim pierwszy raz w życiu zgadzamy. Nawet pierwszy raz w życiu widzieliśmy dobrą pierwszą stronę „Trybuny”: zdjęcie Grzegorza i tytuł „Król skorpion”.”
Cieszymy się, że prawica czyta to co pisze lewica. I nawet chwali nas.
Apelujemy przy okazji do duetu Gociek – Gmyz.
Trzy razy w tygodniu publikujemy „dobre strony” „Trybuny”.
Na pewno spodobała wam się ta z panem prezesem Kaczyńskim, ta z panią euro deputowaną Szydło, czy aktualna z panem marszałkiem Kuchcińskim.
Tylko boicie się o tym napisać.
Nie lękajcie się redaktorzy Gociek- Gmyz !
Bierzcie przykład z redaktorów „Trybuny”.
My nie boimy się napisać, że „Trybuna” podoba wam się.

Od rzeczy w „Do Rzeczy”

O tym, że obywatele naszego kraju często mylą Zgromadzenie Rady Europy z Parlamentem Europejskim, przekonałem się nie raz. Edukacja, zwłaszcza polityczna, w Polsce kuleje. Ale w tym przypadku mamy do czynienia z elitą intelektualną „Dobrej Zmiany”.
Z publicystami prawicowego tygodnika „Do rzeczy”. Z kreującym się na eksperta Witoldem Gadowskim i dyskutującym z nim, równie eksperckim, Maciejem Pieczyńskim.
I oto w rozmowie zatytułowanej „Gdyby Putin nie zajął Krymu, być może już by nie żył”, opublikowanej w 29 numerze tego tygodnika, redaktor Pieczyński pyta:
„W sprawie miejsca Rosji w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy Polska zachowała się „po Wałęsowsku”. Czyli była „za , a nawet przeciw”.
Na co Gadowski odpowiada:
„Najpierw Jacek Czaputowicz faktycznie poparł Rosję, a potem europosłowie PiS zagłosowali przeciwko”.
Wszystko niby prawda, tyle, że przeciwko nie głosowali „europosłowie PiS” lecz pluralistyczna delegacja polskiego Sejmu i Senatu do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.
Europosłowie PiS i innych frakcji głosują w Parlamencie Europejskim . W Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy głosują parlamentarzyści z polskiego Sejmu i Senatu.
Parlament Europejski i Zgromadzenie Parlamentarnej Rady Europy to dwie, zupełnie różne instytucje, choć obie są europejskie.
Jak widać polskie narodowo-katolickie elity lekcji europejskich nadal nie odrobiły.

Głos prawicy

Liroya „droga do ścieku” według Skiby

„Do Rzeczy” opisuje wojnę dwóch raperów będących dziś po przeciwnych stronach politycznej barykady. Chodzi o Skibę i Liroya.
Dawno temu byłem kumplem Liroya, a ostatnio widzieliśmy się ze dwa lata temu w studiu TVN, wkrótce po tym jak wywalił go z partii Kukiz. Żartował z lidera swej byłej już partii i mówił, że teraz pójdzie swoją drogą. Nie przypuszczałem, że będzie to droga z tak nieciekawym towarzystwem. Droga do ścieku – napisał na jednym z portali społecznościowych Krzysztof Skiba.
Swój wpis na Facebooku lider grupy Big Cyc zatytułował „Od rapera do zera”. Zaczyna go od wspomnień. „To ja zrobiłem z nim pierwszy wywiad dla telewizji. Nazywał się wówczas PM Cool Lee. Dotarł do nas do programu „Lalamido”, który w latach 90. realizowaliśmy dla TVP 2. Wydał się na tyle ciekawy i inny od wszystkich, że reżyser Beata Dunajewska postanowiła zrobić mu kilka clipów, a potem krótki program o nim samym. Pomogliśmy mu zaistnieć, bo wydał się nam oryginalny. Jeszcze hip hop nie był w Polsce modny. Ale wkrótce (w dużej mierze za sprawą programu MTV „Yo! Raps”) stał się muzyczną bombą, która zmieniła polską scenę muzyczną” – pisze o Piotrze Liroyu-Marcu Skiba.
W dalszej części wpisu muzyk wskazuje, że obecny prezes stowarzyszenia Skuteczni „pochodził raczej z rodziny dysfunkcyjnej” i „zdarzało mu się bywać na bakier z prawem i dokonywać drobnych kradzieży”. Później Skiba przechodzi do kariery muzycznej Liroya. „Gdy trafił do Francji spotkał się z muzyka hip hop i postanowił zostać wykonawcą tego gatunku. Już jako Liroy wydał słynny pierwszy album z hitem o scyzoryku. Nagle pojawiły się duże pieniądze i sława. A wraz z nimi zazdrość i niechęć sporej części środowiska. Liroy mimo konfliktów z innymi raperami, potrafił pokazać na co go stać. Wyjechał do USA. Tam nagrał numery z raperami z „Lordz of Brooklyn”. Legendarny czarnoskóry raper Ice T nazwał go „OG” czyli przyznał mu tytuł „orginal gangster” będący w świecie hip hopu czymś w rodzaju wyjątkowego wyróżnienia i potwierdzenia klasy. Na późniejszych jego nagraniach pojawili się nawet tacy wykonawcy jak Lionel Richie czy…Mietek Szczęśniak” – pisze.
Zdaniem Skiby, jeśli chodzi o poglądy polityczne Liroya, to był od zawsze „kontrowersyjnym połączeniem anarchisty z liberałem”. „Walczył o legalizację marihuany w Polsce i popierał partie Janusza Palikota (nagrał numer, który wspierał jego kampanię wyborczą)” – przypomina. Jak podkreśla, wszystko się zmieniło, kiedy „dzięki Kukizowi” został posłem.
Kończąc swój wpis Skiba wspomina swoje ostatnie spotkanie z Liroyem-Marcem. Było to dwa lata temu w studiu TVN – wkrótce po tym – pisze muzyk – jak wywalił go z partii Kukiz.

Święty klaps

Jeżeli dzisiaj coś jest dzisiaj heroizmem na prawicy to zaprzeczanie temu, że klaps wymierzony dziecku jest przemocą.

 

W najnowszym „Do Rzeczy” redaktor Łukasz Warzecha reklamuje swój tekst pt. „Klaps z ideologią” jako „mocny”. Rzeczywiście należy odnotować i nagrodzić medalem z kapusty jego 4-stronicowe zaangażowanie (godne większej sprawy) w tłumaczenie, że klaps jest ostatnim bastionem tradycyjnej rodziny, na którą zasadzają się libertyn Michalak z kolegami z lewicy.
W zasadzie spodziewałam się po redaktorze „Do Rzeczy” większej inwencji, wydając 4,99 za elektroniczne wydanie prorządowej w 90 procentach tuby. Tymczasem zostałam uraczona zestawem wyświechtanych, lecz oburzających (przez autentyczny ogień, z którymi autor je wygłaszał) stwierdzeń. Otóż okazuje się, że ban na klapsa to epidemia, którą przynieśli do nas lewicowy Skandynawowie, których rodziny znajdują się teraz w rozsypce (nie bardziej niż wszystkie inne rodziny we wszystkich krajach Starego Kontynentu), mają więc za swoje lewaki jedne. Bo przecież zapisu o klapsie nie znają w Stanach Zjednoczonych – a to jak wiadomo wyznacznik wszystkiego, co cywilizowane.
Prócz tego następowało nieśmiertelne „nie da się wyeliminować rozwiązań siłowych…”, bo przecież mocne uchwycenie czy wyniesienie histeryzującego dziecka wbrew jego woli ze sklepu czy restauracji, jak również chwycenie za malutką rączkę, aby uchronić przed rozjechaniem przez pędzący przez jezdnię samochód. Redaktor dwoi się i troi, aby udowodnić, że zakaz klapsa jest pokłosiem lewackiego spisku, wykwitem poprawnych politycznie umysłów, co chciałyby skatalogować rzeczywistość łącznie z odruchami gastrycznymi.
„To zamach na zdrowy rozsądek!” – piekli się redaktor Warzecha. I zadaje kłam wszystkim pseudoprzypuszczeniom pseudospecjalistów: co, pewnie wam się wydaje, że za klapsem opowiadają się wszyscy, których w dzieciństwie niemożebnie lano?!
Sęk w tym, że nie. Za klapsem zwykle opowiadają się ci, którzy dostali w tyłek albo po głowie na tyle często, żeby to pamiętać, a na tyle rzadko, że dzięki losowi nie zdążyła się w nich zrodzić żadna trauma. Czy wyszli na ludzi? Najpewniej tak. Zupełnie bystrych w dodatku, bo dostrzegają, że siła jest cennym i skutecznym argumentem, zwłaszcza kiedy ma się przewagę – i nie życzą sobie na własne życzenie, w celu wyłącznie dmuchania na zimne, z takiej cennej karty w talii rezygnować. Tylko że dziś (niespodzianka!) teoretycy wychowania odchodzą już od prymitywnej tresury.
Nie chodzi o proste czynienie życia małych ludzi kompletnie bezstresowym. Wiadomo, że dzieci buntują się przed wszystkim, co nieprzyjemnie się kojarzy, łącznie z jedzeniem na obiad gotowanej marchewki zamiast lodów z bitą śmietaną. Stresującym jest również konieczność brania odpowiedzialności za własne wybory. Jeżeli nie wywrócisz ubrań na lewą stronę, twoja matka ma prawo ich nie uprać, tak jak wcześniej zapowiadała. Jeżeli wpakujesz się w długi, twoi rodzice mają prawo odmówić wyciągnięcia cię z nich za uszy. To jednak co innego – to sytuacja dyskomfortu, która służy poprawie jakości życia. Klaps natomiast bardziej niż zapobiegać złym wyborom – otwiera pole do nadużyć, musztry, podbudowywania ego rodzica przez delektowanie się sytuacją podległości.
Różnicę między klapsem a biciem wbrew temu, co sugeruje redaktor Warzecha, widzi każdy. Tylko niektórzy nie chcą stwarzać precedensu. „Rodzic nie jest zagrożeniem” – oburza się autor. Kiedyś jednak myślano, że czarnoskóry człowiek albo kobieta nie powinni mieć praw wyborczych, albo zgoła, że ich mózgi pracują w odmienny sposób. Świat, który sobie stworzyliśmy i do którego przywiązany jest autor – konserwatywny świat tradycji, nie jest najdoskonalszym ze światów. To myśl trudna do przyjęcia, jednak do przyjęcia możliwa. Bo rodzic bywa zagrożeniem, homoseksualizm to nie choroba, podchmielone dowcipasy o Żydach są rasistowskie, a niechciane podteksty seksualne są molestowaniem.
No i wreszcie wisienka na torcie: „nie ma przemocy w rodzinie, jest przemoc domowa”! O co chodzi w tym wywodzie? Cóż, o typowe „a u was biją Murzynów”. Znaczy: biją nie tylko mężowie, co przysięgali przed Bogiem w kościele pod wezwaniem wiecznej dziewicy, ale i konkubenci. No i cóż? Nikt nie wprowadza rozróżnienia na klapsa świętego i świeckiego, małżeńskiego i na kocią łapę. U nas też biją Murzynów. Istotnie, bardzo źle to o nas świadczy.

Głos prawicy

Polska to frajer!

Wpolityce.pl oburza się na wypowiedź Piotra Ikonowicza w TVP:
– Słuchając tej uprawy słownej, poczułem się, jakbym słuchał dziennika telewizyjnego z lat 80. to takie prosowieckie postawy o imperializmie. Pan, który się wywodzi i ma czerwone korzenie u dołu, ma najmniejsze prawo, żeby tak mówić. Obrażanie prezydenta i Polski, jak pan zrobił, jest nie do przyjęcia! – — mówił Dominik Tarczyński (PiS) do Piotra Ikonowicza podczas gorącej dyskusji w programie „Woronicza 17” na TVP Info.
Politycy komentowali sprawę ostatniego szczytu NATO w Brukseli. W materiale przypomniano wypowiedź lidera PO Grzegorza Schetyny, który politykę PiS podczas szczytu nazwał wręcz porażką! Wiceszef MON stwierdził, że czuje się „porażony”, słuchając takich słów.
W trakcie dyskusji doszło do mocnego starcia między Piotrem Ikonowiczem a Dominikiem Tarczyńskim! Przewodniczący Ruchu Sprawiedliwości Społecznej wypowiedział naprawdę kuriozalne słowa.
– Ja też na miejscu Trumpa, który jest biznesmenem, chwaliłbym frajera, który jest skłonny kupować gaz trzy razy drożej — stwierdził.
Poseł PiS zareagował pytaniem: „O kim pan mówi?!”.
– O Polsce – odparł Ikonowicz.
– Niech pan uważa na słowa. Jak pan może obrażać Polaków i Polskę? – powiedział stanowczo Tarczyński, lecz Ikonowicz mówił dalej:
– Czy w wojnie handlowej między USA a Europą jesteśmy V kolumną Stanów Zjednoczonych, czy też jesteśmy solidarni z naszymi sąsiadami? Zwiększanie wydatków na zbrojenia, gdy nie mamy na tak podstawowe rzeczy, jak opieka nad niepełnosprawnymi, jest skandalem. A znaczenie wojsk amerykańskich jest śmieszne, bo nie będą umierać za Gdańsk. To jest tylko symboliczne.
Poseł PiS odparł w mocnych słowach:
– Słuchając tej uprawy słownej, poczułem się, jakbym słuchał dziennika telewizyjnego z lat 80. to takie prosowieckie postawy o imperializmie. Pan, który się wywodzi i ma czerwone korzenie u dołu, ma najmniejsze prawo, żeby tak mówić. Obrażanie prezydenta i Polski, jak pan zrobił, jest nie do przyjęcia!
Ikonowicz nie dawał za wygraną:
– Po to, żeby pan mógł tak gardłować, to ja siedziałem w więzieniu. Proszę o trochę szacunku.
Dominik Tarczyński zwrócił więc uwagę, że połowa PO i Wałęsa też byli internowani…

 

Politycy powinni przechodzić na emerytury

Co sądzą Polacy o obowiązkowym przejściu na emeryturę posłów i senatorów, którzy ukończą 65. rok życia? – zastanawia się „Do Rzeczy”:
Nowa ustawa o Sądzie Najwyższym zakłada, że sędziowie w wieku 65. lat przechodzą w stan spoczynku (chyba, że złożą wniosek ws. dalszego orzekania, który zaakceptuje prezydent). Pojawiają się pomysły, aby podobną zasadę zastosować w stosunku do parlamentarzystów. Z taką propozycją wystąpił ruch Kukiz’15..
Badania dotyczące zdania Polaków na ten temat na zlecenie serwisu Rp.pl przeprowadziła agencja SW Research. 59,1 proc. badanych uważa, że należy wygasić mandaty i przenieść w stan spoczynku parlamentarzystów, którzy przekroczyli 65. rok życia. Przeciwnego zdania jest 26,4 proc., a 14,5 proc. respondentów nie ma zdania.
– Częściej ten pomysł popierają kobiety (63 proc.) oraz badani powyżej 50 lat (62 proc.). Tego zdania są również częściej ankietowani o wykształceniu średnim (64 proc.), dochodzie netto poniżej 1000 zł (59 proc.) oraz badani z miast od 20 do 99 tys. mieszkańców (66 proc.) –zwraca uwagę Piotr Zimolzak z agencji badawczej SW Research.

Głos prawicy

Wylatujesz!

„Do Rzeczy” potwierdza wyrzucenie senatora Bonkowskiego z PiS:
Europoseł Karol Karski potwierdził w rozmowie z Onetem, że złożył wniosek o wykluczenie senatora Waldemara Bonkowskiego z Prawa i Sprawiedliwości.
W lutym Bonkowski udostępnił na swoim profilu na Facebooku nagranie zatytułowane „Jak Żyd Żyda gonił na śmierć…”. Film ten został przygotowany na potrzeby propagandy III Rzeszy. Prezes PiS Jarosław Kaczyński podjął decyzję o zawieszeniu senatora w prawach członka partii i klubu.
Karol Karski, rzecznik partyjnej dyscypliny, powiedział Onetowi, że decyzja w sprawie wyrzucenia Bonkowskiego z PiS nie zapadnie „z dnia na dzień”, lecz „w najbliższej przyszłości”. – Młyny sprawiedliwości mielą powoli, ale dokładnie – ocenił polityk.
Waldemar Bonkowski jest senatorem od 2015 roku.

Głos prawicy

Ciemne chmury nad Kwaśniewskimi

– Śledczy mają informacje o transakcjach finansowych z kilkunastu rachunków bankowych oraz szczegółową analizę połączeń telefonicznych. Czy będzie przełom w postępowaniu dotyczącym byłego prezydenta i jego małżonki? – pyta Wojciech Wybranowski w artykule „Rachunki pogrążą Kwaśniewskich?” na łamach „Do Rzeczy”.

 

Komu kojarzy się z seksem, a komu z kościołem?

Ten sam tytuł zżyma się na wypowiedź Piotra Ikonowicza w TVP:

Dyskusja toczyła się wokół niepełnosprawnych i ich opiekunów, którzy od 40 dni protestują w Sejmie. W „Studio Polska” europoseł PiS Karol Karski nawiązał do wizyty byłego prezydenta Lecha Wałęsy, który odwiedził protestujących w parlamencie w ostatni poniedziałek.
– Przypomniałem sobie te 100 mln, które Lech Wałęsa obiecał w czasie wyborów. Wspiera kogokolwiek w jakiejkolwiek akcji, a sam nie potrafił wywiązać się ze swoich obietnic. W przeciwieństwo do PO i PSL oraz Wałęsy, my realizujemy swoje zobowiązania – mówił Karski.
Na słowa europosła PiS zareagował Piotr Ikonowicz, który – jak podaje wPolityce – zaczął wykrzykiwać antyklerykalne hasła i obrażać ojca Tadeusza Rydzyka. – Niech tłusty się pofatyguje na kolanach – powiedział. Po tej wypowiedzi w studio doszło do awantury.
– Ludzie mają dziwne skojarzenia. Niektórym wszystko kojarzy się z seksem, a panu z Kościołem – zwrócił się do Ikonowicza europoseł PiS. Nawiązując do protestu niepełnosprawnych polityk stwierdził: – To, co mogliśmy, daliśmy. To skok jakościowy w porównaniu do tego, co było.
Ikonowicz jednak nie odpuszczał, dalej głosząc swoje antyklerykalne poglądy. – Znam Jana Pawła II i teorie społeczne Kościoła. Kościół w Polsce jest Kościołem schizmatycznym.