Frontex na cenzurowanym

Frontex, agencja Unii Europejskiej, która ma pilnować jej zewnętrznych granic, została oskarżona przez kilka europejskich mediów śledczych o tolerowanie traktowania migrantów jak podludzi przez lokalnych funkcjonariuszy i o systematyczne łamanie praw człowieka podczas deportacji, która sama praktykuje. Siedzibą Frontexu jest Warszawa: padła stąd odpowiedź, że do tej pory nie było skarg, ale agencja zbada te zarzuty.

Wspólne śledztwo portalu śledczego Correctiv, brytyjskiego dziennika The Guardian i kanału niemieckiej telewizji ARD oparło się w znacznej części na setkach wewnętrznych dokumentów Frontexu: wszystkie doniesienia o przemocy wobec migrantów były regularnie odkładane na bok bez żadnych konsekwencji i śledztw. Dziennikarze zarzucają Frontexowi tolerowanie niegodnego postępowania szczególnie bułgarskiej, węgierskiej i greckiej straży granicznej, które ścigają osoby ubiegające się o azyl z użyciem psów, stosują gazy i brutalną przemoc przy odpychaniu ludzi od granicy.
Zdaniem oskarżycieli, Frontex mógłby wycofywać swój personel, a nie robiąc tego staje się wspólnikiem licznych przestępstw. Warszawska agencja odpowiedziała, że mogłaby się wycofywać, ale nie ma żadnej władzy nad lokalnymi strażami granicznymi ani możliwości prowadzenia śledztw. W Brukseli reakcja była nieco bardziej konkretna: rzeczniczka Komisji Europejskiej Mina Andreewa zapowiedziała, że śledztwo jednak będzie i że „zostaną wyciągnięte konsekwencje”, jeśli zarzuty mediów okażą się prawdziwe. „Nie zaakceptujemy żadnej formy przemocy, czy złego traktowania migrantów” – mówiła Andreewa.
Z dokumentów Frontexu wynika, że funkcjonariusze agencji deportowali samotnych nieletnich (co jest bezprawne), albo wstrzykiwali środki nasenne deportowanym dorosłym, których wydalano mimo, że złożyli prośby o azyl. Frontex dysponuje tysiącem agentów, razem z rezerwą to ok. 2,5 tys. ludzi. Od 2016 r. ich kompetencje są rozszerzone. Asystują głównie przy rejestracji i ustalaniu tożsamości migrantów, ale prowadzą też regionalne operacje mające na celu ograniczenie imigracji do Europy.

Przeciw antykomunistycznym represjom

Kostas Papadakis, eurodeputowany z Komunistycznej Partii Grecji (KKE) podczas debaty z komisarzem Vĕrą Jourovą poruszył sprawę represji spadających na komunistów w Polsce i na Ukrainie.

Debata odbywała się na forum Komisji Swobód Obywatelskich i Spraw Wewnętrznych Parlamentu Europejskiego. Poseł Papadakis określić w swoim wystąpieniu nazwał stanowisko Komisji Europejskiej hipokryzją. „Pani komisarz – stwierdził – odpowiadając na niedawno postawione pytanie w sprawie nieakceptowalnych działań przeciwko Komunistycznej Partii Polski i członków redakcji jej pisma, powiedziała pani, że Komisja przyjmuje do wiadomości, że pewne państwa członkowskie przyjęły ustawodawstwo zakazujące użycia symboli z czasów komunistycznej przeszłości i że Komisja zawsze była oddana sprawie pamięci o reżimach komunistycznych. Powiedziała pani, że każde państwo członkowskie znajduje swój własny sposób upamiętnienia swojej historii.”
Tymczasem zrównanie komunizmu z faszystowskim potworem jest ahistoryczne i bezpodstawne”. „Równocześnie, UE robi zamieszanie wokół sytuacji w wymiarze sprawiedliwości w Polsce (…) i przechodzi do porządku dziennego nad prześladowaniami antykomunistycznymi w tym kraju” – dodał. Europoseł Papadakis poruszył również sprawę wydania przez ukraiński Trybunał Konstytucyjny zakazu działania Komunistycznej Partii Ukrainy.
„Wychodzi na to, że Unia Europejska pamięta o prawach człowieka i politycznych wolnościach jako o użytecznych narzędziach do interweniowania w sytuacjach, gdy służy to ochronie konkretnych interesów. Wtedy może występować w roli zatroskanego nieproszonego adwokata praw człowieka, mieszając się w wewnętrzne sprawy państw z całego świata, a godzi się przymykać oczy na eskalację antykomunizmu w państwach członkowskich, któremu towarzyszy intensyfikacja antypracowniczej i antyludowej polityki. W tym samym czasie usiłuje się oczernić w świadomości robotników osiągnięcia socjalizmu. Osiągnięcia, które narody tych krajów pamiętają, pomimo całego błota i pomówień, jakimi się je obrzuca” – oświadczył.
KKE jest obecnie najsilniejszą legalnie działającą partią komunistyczną w Europie, posiadającą swoich przedstawicieli w PE i krajowym parlamencie. Greccy komuniści często zabierają głos w obronie partii komunistycznych innych państw, które nie mają możliwości wypowiadać się w swoim imieniu na forach instytucji Unii Europejskiej.

Grecki premier, wnuczka polskiego aptekarza i lekarstwa dla mojej Babci

„Nel doniósł mi, iż począwszy od stycznia wpłaca przez cały rok do apteki polskiej w Londynie (Grabowskiego) na moje conto po 5 dolarów miesięcznie, co mogę wybrać lekarstwami. Bardzo dobrze to obmyślił, cennik apteczny, wysłany na początku stycznia dobiegł mnie dopiero 27/II. Zamówiłam lekarstwa za 20 dolarów od razu za 4 miesiące.”
Te zdania napisała we wspomnieniach moja Babcia, Zofia Skąpska, w lutym 1954 roku. Nel to, urodzony w Łososinie Dolnej, brat mego Ojca Tadeusza, a Jej najmłodszy syn – Kornel; we wrześniu 1939 roku znalazł się w Rumunii, potem we Francji, wstąpił do podchorążówki dowodzonej przez ppłk. Bronisława Chruściela, nota bene urodzonego w Marcinkowicach, a więc tak jak ja teraz – Sądeczanina. Nauka trwała pół roku, stryj ukończył szkołę z drugą lokatą i pozostał w niej jako instruktor na drugi kurs.
Po klęsce Francji cała szkoła podchorążych ewakuowana została do Wielkiej Brytanii. Tam Kornel został przydzielony do sztabu 1 Samodzielnej Brygady Strzelców jako oficer „do przekazywań”. Był przygotowywany na powojennego wojskowego administratora rejonu olsztyńskiego. W roku 1944 awansował do sztabu Naczelnego Wodza, gdzie został usytuowany w Oddziale Operacyjnym podlegając znów Chruścielowi. W 1948 wraz z Violą, swą angielską żoną i trzema synami (Mieszko, Bolesław, Kazimierz), wyjechał do Paragwaju, skąd po kilku latach przeniósł się już na stałe do Kanady. Pisał do swej matki regularnie listy, a jak wynika z cytatu, od 1954 roku wspierał ją pozornie niewielką sumą pieniędzy. W rzeczywistości zarówno wobec jego ówczesnej sytuacji ekonomicznej jak i przelicznika dolara w Polsce kwota ta była dla obojga znacząca.
Istotne jednak w tym jest coś jeszcze. Styczeń 1954, mimo iż nie minął jeszcze nawet cały rok od śmierci Stalina, to apogeum stalinizmu w Polsce, to czasy bierutowskie. Dopiero co aresztowano prymasa Stefana Wyszyńskiego (25 września 1953); Władysława Gomułkę zatrzymano dwa i pół roku wcześniej (opuścił więzienie w grudniu 1954); Marian Spychalski siedział w więzieniu od 13 maja 1950 do marca 1956; generał Józef Kuropieska przez dwa lata, do 23 czerwca 1954, przebywał w celi śmierci „oczekując” na wykonanie kary; generał Wacław Komar od listopada 1952 poddawany był w śledztwie torturom, a więzienie opuścił dopiero w przeddzień Wigilii 1954. A jednak listy z Kanady trafiały do adresatki, co więcej „kanadyjski” syn mógł opłacać abonament w londyńskiej aptece, a jego matka mogła, mimo żelaznej kurtyny, dysponować z kraju, na jakie lekarstwa te dewizy mają być wydane, zaś medykamenty, choć poprzez urząd celny, to jednak do Niej docierały. Pieniądze z Kanady nie trafiały do Polski, zostawały w Londynie, a przecież takich klientów jak moja Babcia musiało być sporo. Zimna wojna miała jak widać cieplejsze obszary, a żelazna kurtyna bywała miejscami ażurowa.
Ale co to wszystko ma wspólnego z Grecją, z wyborami, ze zwycięstwem Nowej Demokracji – zapyta uważny i cierpliwy Czytelnik.
Okazuje się, że ma…
Przywódcą zwycięskiej Nowej Demokracji, nowym premierem Grecji jest Kiriakos Micotakis, Jego ojciec Konstantinos był w latach 1990-1993 premierem Grecji, wcześniej w latach 1963 i 1964-65 ministrem finansów w rządach Jeoriosa Papandreou. Tu warto wtrącić, że żoną Papandreu była Sophia, z domu Mineyko; córka Zygmunta, w powstaniu styczniowym najpierw podwładnego Langiewicza, potem naczelnika powiatu oszmiańskiego, czego konsekwencjami było zesłanie Mineyki na Syberię, a następnie los emigranta we Francji i Grecji. Syn Jeoriosa Papandreu i Zofii Mineykównej to Andreas, kolejny grecki premier w tej opowieści. Wnukiem Jeoriosa i panny Mineyko jest były minister spraw zagranicznych, ale też były premier Jorgos Papandreu. Polski, jakże ważny, wątek w trój-pokoleniowej rodzinie polityków Papandreu zręcznie i mądrze potrafili wykorzystać w swych kontaktach Pan Prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz Panowie Premierzy Włodzimierz Cimoszewicz i Leszek Miller.
Ale wróćmy do współczesności, nas interesuje żona nowego premiera Grecji Kiriakosa Micotakisa. Nosi ona bowiem, podobnie jak Sophia Mineyko Papandreu, polskie panieńskie nazwisko – Grabowski, gdyż jest wnuczką założyciela i właściciela londyńskiej apteki, w której ciężko zapracowane kanadyjskie dolary lokował dla swej matki (Zofii) mój stryj Kornel.
Dziadek nowej greckiej Pani Premierowej, Mateusz Grabowski (1904-1976) założył w Londynie, po II wojnie światowej, aptekę, a jako że był miłośnikiem i znawcą sztuk plastycznych to w 1959 r. otworzył także galerię sztuki nazwaną „Grabowski Gallery”, była ona mocno osadzona w brytyjskim środowisku artystycznym. Jego wcześniejsze wojenne losy były podobne do losów mego stryja Kornela; jako pracownik wojskowego szpitala, zmobilizowany, przez Rumunię i Francję dotarł do Szkocji, gdzie pracował w zakładach farmaceutycznych. Galerię swoją Pan Mateusz zamknął w 1975, na rok przed śmiercią.
Pan Grabowski wsparł wówczas darami (400 obrazów) Muzeum Narodowe w Warszawie i Muzeum Sztuki w Łodzi. Warszawa otrzymała głównie prace artystów polskiego pochodzenia, Łódź – plastyków angielskich. Cenny zbiór XVI i XVII wiecznych naczyń farmaceutycznych podarował krakowskiemu Muzeum Farmacji. Wszystko to czynił – uwaga panowie z IPN – za swego życia, a więc za mrocznych czasów PRL.
Po śmierci Mateusza Grabowskiego prowadzenie apteki przejął jego syn – Władysław. Odtworzył też galerię sztuki, promującą tym razem przede wszystkim polskich artystów – „Grabowski Gallery II”. Teść nowego premiera Grecji jest kolekcjonerem polskich znaczków pocztowych oraz monet i medali związanych z pontyfikatem Jana Pawła II. Zbiera exlibrisy, mapy, porcelanę i inne zagraniczne przedmioty mające związki z polskością. Idąc w ślady ojca, przekazał Zamkowi Królewskiemu w Warszawie kolekcję zabytkowej porcelany. W 1989 r. powrócił do Polski, zakładając sieć aptek. Najbardziej znana jest chyba ta na Dworcu Centralnym, zwanym od niedawna – niezbyt szczęśliwie dla patrona – Dworcem Moniuszki.
Premier Kiriakos Micotakis mając zaledwie kilka miesięcy wraz z rodzicami i starszą siostrą Dorą (byłą burmistrz Aten i byłą szefową greckiego MSZ – kolejna polityczna grecka rodzina) uciekł przed prześladowaniami junty wojskowej, na sześć lat, do Francji. Po studiach w USA (Harvard), pracował w Wielkiej Brytanii w amerykańskiej firmie doradczej McKinsley. To wówczas, zapewne, poznał swą przyszła żonę, wnuczkę i córkę londyńskich aptekarzy – Marzenę Ewę Grabowski. Pani Marewa, bo tak połączyła i skróciła swe dwa imiona, podobno nie utrzymuje żadnych kontaktów z grecką Polonią, powody nie są znane. Ale i wcześniej, a tym bardziej teraz polska dyplomacja powinna o to się postarać, dotrzeć do Pani Premierowej. Tylko czym Ją do siebie przekona i zachęci obecna klasa polityczna? Chowaniem unijnej flagi pod pulpit? Brakiem reakcji na hymn Unii Europejskiej?

Reparacji nie będzie

Jarosław Kaczyński z pewnością się tego spodziewał i zapewne wykorzysta stanowisko Niemiec do wzmocnienia swojej nagonkowej narracji na UE i RFN.

Serwis „Deutsche Welle” donosi, iż eksperci Bundestagu zakwestionowali wysunięte przez Polskę żądania dotyczące reparacji wojennych. Co ciekawe jednak, za uzasadnione uznano roszczenia Grecji w tej sprawie.
Opinia dotycząca reparacji została sporządzona na wniosek klubu parlamentarnego Lewicy. Jest to 15-stronicowy dokument zatytułowany „Greckie i polskie roszczenia reparacyjne wobec Niemiec” .Mówiąc o Grecji, zespół ekspertów proponuje, by dla uzyskania „jasności prawnej” sprawę rozpatrzył Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze. Konieczna jest do tego jednak dobra wola Berlina. Spór dotyczy bowiem zdarzeń sprzed ponad 70 lat, rząd federalny musiałby zdecydować się na taki krok dobrowolnie.
Na początku czerwca br. władze w Atenach oficjalnie zwróciły się do RFN z prośbą o wszczęcie rozmów ws. reparacji wojennych. Grecki parlament zobowiązał do tego rząd wówczas jeszcze przewodzony przez Aleksisa Ciprasa. Powołana przez parlament komisja ekspertów oszacowała straty wojenne Grecji na 290 mld euro.
Sprawa nie wygląda na rozwojową. Niemiecki rząd jest zdania, że „Traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec”, tzw. traktat zjednoczeniowy „2+4” z 1990 r. zawiera „ostateczną regulację kwestii prawnych powstałych w związku z II wojną światową”.
Strona grecka argumentuje, że w traktacie „2+4” zawartym między Republiką Federalną Niemiec, Niemiecką Republiką Demokratyczną oraz czterema byłymi mocarstwami okupacyjnymi: USA, Wielką Brytanią, ZSRR i Francją w ogóle nie ma zapisów dotyczących ewentualnych reparacji. Poza tym Grecja nie uczestniczyła w tych rozmowach, więc nie może być stroną porozumienia.
Polskie roszczenia również zostały odrzucone i nikt nie będzie ich traktował w Niemczech poważnie. Piszą o tym również dziennikarze agencji DPA. Warto zaznaczyć, że Polska jeszcze nie wystąpiła z oficjalnym żądaniem wypłaty reparacji. Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk, który przewodzi parlamentarnemu zespołowi prowadzącemu prace w tej sprawie, twierdzi, że wkrótce oficjalna nota zostanie wystosowana, a kierowany przez niego zespół szacuje, iż Polska może żądać nawet 800 mld euro.

Reelekcja komunisty

W trzecim co do wielkości mieście Grecji komunista został powtórnie wybrany na prezydenta miasta. Uzyskał niemal 71 proc. głosów.

W ostatnią niedzielę w Grecji odbywały się dogrywki wyborów samorządowych, których pierwsza tura miała miejsce równocześnie z wyborami do Parlamentu Europejskiego, w których Komunistyczna Partia Grecji (KKE) zdobyła dwa mandaty. Do drugiej tury wyborów na prezydentów miast i burmistrzów przeszło pięciu kandydatów komunistycznych. Spośród nich zwyciężył jeden – prezydent Patras Kostas Peletidis. Jego zwycięstwo było jednak spektakularne – w niedzielnym głosowaniu poparło go 70,91 proc. głosujących.
Peletidis, z wykształcenia lekarz, jest prezydentem Patras od 2014 r. W tym okresie dał się poznać jako wybitnie prospołeczny samorządowiec, co – jak widać – zostało docenione przez wyborców. Po jego rządami klasa pracująca Patras znalazła obronę przed bezlitosnym dyktatem burżuazji wymuszającej politykę skrajnych cięć i oszczędności narzucanej przez wierzycieli Grecji. Położone na Peloponezie, liczące ponad 260 tys. mieszkańców Patras to trzecie co do wielkości miasto Grecji, stolica Achai i regionu Zachodniej Grecji. Jest najważniejszym portem na zachodnim wybrzeżu kraju, istotnym zwłaszcza dla eksportu produktów rolnych.
Generalnie zwycięzcą wyborów samorządowych w Grecji została konserwatywna Nowa Demokracja, co w zasadniczej mierze odzwierciedla rozczarowanie Greków rządami nowej lewicowej partii Syriza, która obiecywała wiele, przede wszystkim zerwanie z uległością w stosunku do zagranicznych wierzycieli, a w rezultacie weszła w buty swoich poprzedników, uginając się pod ich naciskiem. W odróżnieniu od chwiejnej Syrizy czy trzeciodrogowego PASOK-u KKE miała w tej sprawie zawsze bardzo zdecydowane stanowisko.
Wyniki wyborów europejskich i samorządowych w Grecji są ważną wskazówką w stosunku do wyborów parlamentarnych w przyszłym miesiącu. Pomimo, że cieszą sukcesy KKE, należy jednak spodziewać się, że do władzy powróci prawica, a Syrizie pozostanie opłakiwanie swojej niewykorzystanej szansy.

Sukces greckich komunistów

W niedzielnych wyborach do Parlamentu Europejskiego Komunistyczna Partia Grecji (KKE) zdobyła około 260 tysięcy głosów, czyli 5,35 procent. W PE znajdzie
się dwóch komunistycznych eurodeputowanych.

Reelekcje zapewnił sobie Kostas Papadakis, który występował na arenie PE między innymi w obronie wolności działania KPP oraz przeciwko antykomunistycznym represjom w Polsce. Nowym europdeputowanym KKE będzie Lefteris Nokolaou.
KKE prowadziła kampanię do PE na bazie haseł walki klasowej. Sprzeciwiała się dominacji instytucji Unii Europejskiej i określała UE mianem sojuszu kapitału. Eurodeputowani KKE prawdopodobnie nie wejdą do żadnej frakcji w PE.
Wybory w Grecji wygrała neoliberalna Nowa Demokracja, zdobywając ponad 33 proc. głosów, z ponad 9 proc. przewagą nad rządzącą Syrizą. Trzeci wynik zdobyli socjaldemokraci z KINAL (7,61 proc.). Znaczny spadek poparcia zanotowali neofaszyści ze Złotego Świtu, którzy zdobyli 4,8 proc. głosów.
Równocześnie z wyborami do PE odbywały się w Grecji wybory do lokalnych samorządów. W wyborach do rad regionalnych kierowana przez KKE lista „Wiecu Ludowego” uzyskała ponad 371 tysięcy głosów, tj. 6,87 proc. Najwięcej, prawie 12 proc. na wyspach jońskich. Przekłada się to na 48 mandatów radnych. W wyborach do rad miejskich „Wiec Ludowy” zdobył 550 mandatów. Pięciu kandydatów KKE przeszło do drugiej tury w wyborach burmistrzów w Patras, Kesariani, Petroupoli, Haidari i Ikarii. W mieście Patra na dotychczasowego burmistrza komunistę Kostasa Peletidisa zagłosowało prawie 40 tysięcy wyborców, czyli ponad 40 proc. W Kesariani, mieście w granicach tzw. Wielkich Aten Ilias Stamelos z KKE otrzymał ponad 30 proc głosów, a Nikolaos Lardas prawie 34 proc. na wyspie Ikarii. Druga tura w tych wyborach odbędzie się 2 lipca.

Głos lewicy

Apel do belfrów

Włodzimierz Cimoszewicz radzi przygotowującym się do strajku nauczycielom, aby przeprowadzili egzaminy:
Kontrargumenty nie są takiej natury, że nauczycielom nie należy się 1000 złotych, tylko że nie ma pieniędzy w budżecie. Ale jak wiemy dokładnie w tym samym czasie dosyć lekką ręką i to bez liczenia na to, czy budżet stać, złożono obietnice sięgające czterdziestu kilku miliardów złotych, a to jest mniej więcej cztero-, pięciokrotnie więcej, niż wyniósłby koszt podwyżki dla nauczycieli.
Ja bym sugerował nauczycielom, jeśli mi wolno, żeby jednak egzaminy przeprowadzili. To oczywiście osłabi siłę presji na rząd, ale podniesie wartość moralną ich protestu i spotkają się z jeszcze silniejszym poparciem społecznym.
Rząd będzie myślał może nie tyle o samym zagrożeniu strajkiem nauczycielskim, co konsekwencjach społecznych i wyborczych. Jeśli nauczyciele wzmocnią sympatie i poparcie społeczne dla siebie i dla swoich żądań, to mogą na tym wygrać.

Grecja light

Marek Belka o wyborczych obietnicach PiS:
Ja nie będę teraz przesądzał, czy PiS zdoła te obietnice sfinansować, ale pewne jest, że ich spełnienie zadłuży nas tak potężnie, że skutki tego odczuwać będą jeszcze nasze dzieci. Żeby ten pakiet sfinansować, trzeba by podnieść podatki w takiej skali, że to nawet trudno sobie wyobrazić. I wszystkie te „dary” wyborcy mają dostać kosztem nas wszystkich. A skutki dotkną nas już za parę lat, jeszcze ja je odczuję.
Możemy wpaść w procedurę nadmiernego deficytu, ale to jeszcze nie największe nieszczęście. Jeśli nam się nie poszczęści, a koniunktura w światowej gospodarce się zmieni zasadniczo na gorsze, to wtedy możemy mieć problemy typu „Grecja light”, czyli trudności ze sfinansowaniem potrzeb pożyczkowych państwa.

Trudna koalicja

– Kontakty w Koalicji Europejskiej są bardzo dobre. To jest trudna koalicja. My jesteśmy różni. To jest pięć różnych partii o różnych programach – powiedział Włodzimierz Czarzasty w programie „Salon Polityczny Trójki”. – Jeżeli pan Kaczyński jest taki sam jak pan Ziobro czy pan Gowin, to dlaczego mają trzy partie, jeśli mogą być w jednej? – dopytywał przewodniczący SLD.
Info: sld.org.pl

Dzień Kobiet na świecie – w Atenach i w Madrycie

W Międzynarodowy Dzień Praw Kobiet grecki ruch feministyczny w porozumieniu ze związkami zawodowymi zorganizował dziś premierowy, trzygodzinny strajk administracji publicznej i sektora prywatnego na rzecz równości z mężczyznami, którzy zarabiają średnio ponad 220 euro więcej. W Hiszpanii, gdzie strajki kobiece 8 marca mają już swoją tradycję, oprócz przerwania pracy doszło do wielkich manifestacji w Madrycie i innych miastach.

„Ósmego marca występujemy ze wspólnym strajkiem kobiet i mężczyzn w budżetówce i sektorze prywatnym, by zaprotestować przeciw dyskryminacji i seksizmowi wobec kobiet“ – mówiła na wiecu w Atenach Argyri Erotokritou, działaczka feministyczna lewicowego „Ruchu 8 Marca“. Wiec zwołany przez to stowarzyszenie zgromadził oprócz tysięcy Greczynek kobiety-uchodźczynie przebywające w Grecji , czasem od wielu lat. Je również dotykają krzyczące nierówności płacowe, kiedy uda im się gdzieś zatrudnić. „To sprzeczne z prawami człowieka“ – argumentowały manifestantki.
O ile w Grecji strajk ósmego marca był precedensem, w Hiszpanii, gdzie ruch kobiecy jest silniejszy, a problemy podobne, strajk i manifestacje w licznych miastach odbyły się już drugi raz z rzędu. W zeszłym roku mobilizacja była masowa – w strajku i marszach protestacyjnych wzięły udział miliony Hiszpanek i Hiszpanów. Dziś było tak samo: manifestacja w Madrycie jest olbrzymia, na ulice wyszły setki tysięcy ludzi. Popierają ją liczni aktywiści lewicy – strajkują nawet kobiety-ministrowie socjaldemokratycznego rządu Pedro Sancheza, najbardziej zresztą kobiecego w historii kraju.
W Hiszpanii różnica między zarobkami mężczyzn i kobiet wynosi ponad 14 proc. (to o dwa procent mniej niż średnia europejska), a w ciągu ostatnich 10 lat mężczyźni zabili blisko 559 swych partnerek. Te sprawy dotyczą w różnym stopniu wszystkich krajów Unii Europejskiej, więc do kobiecych protestów i marszów doszło w kilku innych krajach, m.in. w Niemczech, Portugalii, we Włoszech i Francji. Nie strajkowano tam, lecz „kwestia kobieca“ pozostaje żywa – kobiety wiedzą, że czeka je jeszcze długa walka.

Mission impossible

11 stycznia tego roku Sobranie (Macedoński Parlament) większością 81 głosów ze 120 – osobowego składu przegłosowało poprawki konstytucyjne, zmieniając nazwę kraju z „Była Jugosłowiańska Republika Macedonii (Former Yugoslav Republic of Macedonia – FYROM) na „Republika Macedonii Północna” (Republika Severna Makedonija/Republic of North Macedonia).

Ta historyczna decyzja była poprzedzona wieloletnimi negocjacjami prowadzonymi pomiędzy Macedonią a Grecją z udziałem międzynarodowych negocjatorów, a jej podwaliny stworzyło porozumienie z 16 czerwca 2018 roku podpisane przez premierów Grecji Aleksisa Tsiprasa i Macedonii Zorana Zaewa nad granicznym jeziorem Prespa.
Decyzję tę zatwierdził w miniony piątek (25 stycznia) Parlament Grecji, ratyfikując kontrowersyjne dla Greków porozumienie z Prespy. Za głosowało 153 deputowanych z 300 osobowego składu parlamentu. Sprawa w Grecji budziła duże emocje i doprowadziła do rozpadu koalicji rządowej w tym kraju. Debata na temat zawartego w czerwcu 2018 r. porozumienia trwała 38 godzin, a głos zabrało w niej ponad 200 deputowanych.
W ten sposób kończy się 27 – letni spór pomiędzy tymi krajami. Skopje zgodziło się m.in. na zmianę konstytucyjnej nazwy państwa, a w zamian Ateny odstąpią od blokowania integracji tego państwa z NATO i UE.
Protoplaści Aleksandra Macedońskiego?
Po rozpadzie socjalistycznej Jugosławii we wrześniu 1991 roku ówczesne macedońskie władze postanowiły przyjąć nazwę Republika Macedonii. Zakwestionowała to jako pierwsza Bułgaria, zarzucając brak tożsamości narodowej i odrębnego języka. Grecy wyrazili oburzenie z powodu nazwy, twierdząc, że Macedonia jako kraina geograficzna należy do nich, a jej symbole, zwłaszcza flaga, są ich dziedzictwem narodowym. Serbia zarzuciła Macedonii brak tożsamości religijnej. Z kolei Albańczycy zamieszkujący te tereny zażądali, aby przyznać im jako narodowi równe prawa z Macedończykami. O ile konflikty z Bułgarami i Serbami zostały przygaszone, to problem z Grecją pozostawał nadal nierozwiązany. Stąd kraj ten przez lata funkcjonował pod oficjalną nazwą Former Yugoslav Republic of Macedonia (Była Jugosłowiańska Republika Macedonii), anawet częściej jako FYROM (skrót angielskiej nazwy), i pod taką nazwą został on przyjęty w 1993 roku do ONZ.
W 2001 roku, po trwających kilka miesięcy walkach zbrojnych sił macedońskich z albańską Armią Wyzwolenia Narodowego (NLA), w Ochrydzie doszło do podpisania porozumienia z mniejszością albańską. Na jego mocy Albańczycy są równorzędnym narodem z Macedończykami, język albański uzyskał status języka urzędowego w administracji państwowej oraz w tych gminach, w których ponad 20 proc. populacji stanowi ludność albańska, szkolnictwo albańskie jest finansowane z budżetu państwa, zaś w strukturach urzędów, administracji rządowej, wojska, policji przyjęto parytety odzwierciedlające skład etniczny Macedonii. Po przeprowadzonym w 2004 roku nowym podziale administracyjnym państwa powstało 81 gmin, z których 25 jest albańskojęzycznych. W tym prawie 2-milionowym kraju ponad 27 procent ludności stanowią Albańczycy, którzy posiadają swoich reprezentantów w parlamencie.
Były premier Nikola Gruevski z nacjonalistycznej Wewnętrznej Macedońskiej Rewolucyjnej Organizacji – Demokratycznej Partii Macedońskiej Jedności Narodowej (VMRO-DPMNE) rządzący Macedonią od 2006 roku – rozzłościł jeszcze bardziej Greków realizacją projektu pod nazwa „Skopje 2014”. Zakładał on wybudowanie w stolicy kraju około 20 monumentalnych budowli, nawiązujących do klasycznych greckich budowli, m.in. dla rządu i instytucji wymiaru sprawiedliwości, jak też 40 olbrzymich pomników. Wynikało to z potrzeby przekonania rodaków i świata, że to właśnie Była Jugosłowiańska Republika Macedonii jest spadkobiercą tradycji antycznych i spuścizny po Aleksandrze Macedońskim. Towarzyszyły temu również działania propagandowe polegające na emisji w prorządowych radiu i telewizji ultra nacjonalistycznych audycji przedstawiających Macedończyków jako „najstarszy naród świata „ i „protoplastów białej rasy”.
Zaew – reformator, Gruevski – kryminalista, uciekinier
Zoran Zaew, lider opozycyjnego Socjaldemokratycznego Związku Macedonii (Socjaldemokratski Sojuz na Macedoniji – SDSM) stanął na czele rządu Macedonii wiosną 2017 roku i zerwał z praktykami poprzedników z VMRO-DPMNE odwołujących się do haseł nacjonalistycznych, a przez to wzniecających konflikty wewnętrzne i z sąsiednimi krajami. Zaew kategorycznie opowiedział się za realizacją reform zaproponowanych przez UE, zakończeniem wieloletnich sporów bilateralnych oraz za polityką przyjazną mniejszościom narodowym,
w tym wobec najliczniejszej albańskiej mniejszości.
W sierpniu 2017 roku rząd Zaewa zawarł porozumienie „o przyjaźni, dobrym sąsiedztwie i współpracy” z Bułgarią, a w styczniu 2018 r. parlament przyjął korzystną dla mniejszości albańskiej ustawę językową, która stawia język albański jako urzędowy obok macedońskiego.
Niedługo później sąd w Skopje skazał członków rządu Gruevskiego na kary więzienia za podsłuchiwanie polityków, szefów służb bezpieczeństwa, dziennikarzy, polityków, dyplomatów, sędziów, prokuratorów oraz przywódców religijnych oraz za organizowanie w kwietniu 2017 roku demonstracji antyrządowych przed i w budynku parlamentu. Byłemu premierowi Gruevskiemu wymierzono karę 2 lata więzienia za przekroczenie uprawnień poprzez nakazanie byłej minister spraw wewnętrznych Gordanie Jankuloski zakupu bez przetargu za 600 tyś euro z publicznych pieniędzy mercedesa i potem jego użytkowanie do celów prywatnych. Gruevski 8 listopada ubr. miał stawić się do więzienia, by rozpocząć odsiadywanie wyroku. Jednak okazało się, że przy pomocy węgierskich dyplomatów z Tirany uciekł on przez Albanię i Czarnogórę do Budapesztu, gdzie otrzymał status uchodźcy zagwarantowany mu przez samego premiera Wiktora Orbana. Jednocześnie macedońska prokuratura wystosowała wniosek o jego ekstradycję w związku z nowymi oskarżeniami o „nielegalne finansowanie” w latach 2009-2015 swojej konserwatywnej partii VMRO-DPMNE. Chodzi tu o sumę 4,6 mln euro. Wobec tego polityka toczy się także pięć innych śledztw, m.in. w sprawie korupcji, nadużycia władzy, oszustw wyborczych i podsłuchiwania opozycji.
Referendum w imię porozumienia
Działania rządu Zaewa były i są blokowane przez opozycyjną dziś WMRO-DPMNE. Z tej partii wywodzi się też prezydent Macedonii Gjorge Iwanow. Nie podpisał on ustawy ratyfikującej porozumienie z Prespy. Mimo tego parlament Macedonii powtórnie zaakceptował porozumienie, odrzucając w ten sposób prezydenckie veto.
Prezydent Iwanow wraz z członkami swojej partii WMRO-DPMNE chciał doprowadzić do upadku rządu Zorana Zaewa, zakładając, że przedterminowe wybory umożliwią jej powrót do władzy. Szybkie przejęcie władzy było dla WMRO-DPMNE o tyle istotne, że umożliwiłoby zablokowanie śledztw prowadzonych przeciwko najważniejszym politykom tej partii, podejrzanym o korupcję i działanie na szkodę państwa.
30 września ubr. ogłoszono w Macedonii referendum, które miało przynieść odpowiedź na pytanie „Czy jesteś za członkostwem w UE i NATO, poprzez przyjęcie porozumienia między Republiką Macedonii i Republiką Grecji?”. Za integracją i przyjęciem porozumienia, które oznacza zmianę konstytucyjnej nazwy państwa na Republika Macedonii Północnej, głosowało 91,5 proc., a przeciwko 5,7 proc.. Frekwencja wyniosła jednak tylko 36,87 proc., tym samym nie przekroczyła progu 50 proc., wymaganego, aby referendum uznać za wiążące.
Premier Zoran Zaew zinterpretował ten wynik jako sukces i wezwał posłów opozycji VMRO-DPMNE do przyjęcia i głosowania nad zmianami konstytucyjnymi, co jest warunkiem wejścia w życie traktatu z Grecją. W przeciwnym razie, powiedział: „nie pozostaje nam nic, jak ogłosić przedterminowe wybory”.
Socjaldemokraci z otoczenia premiera Zaewa rozpoczęli wówczas mediacje wśród posłów opozycyjnej VMRO-DPMNE, by poparli oni zmiany w konstytucji w zamian za uchylenie kar za wtargnięcie 27 kwietnia 2017 roku do parlamentu nacjonalistycznych bojówek, co spowodowało obrażenia i rany wśród ponad 200 osób i miało zablokować powyborcze przejęcie władzy przez lewicowy rząd Zaewa. Efekt osiągnięto. 11 stycznia br. macedoński parlament większością dwóch trzecich głosów przyjął poprawki do konstytucji. Politycy opozycyjni, głosujący za zmianą konstytucji zostali wykluczeni z VMRO-DPMNE, ale zapewnili sobie bezkarność. Z kolei posłowie reprezentujący Albańczyków w zamian za poparcie zmian w konstytucji uzyskali nieznaczne wzmocnienie pozycji tej mniejszości.
Grecka niepewność zwieńczona sukcesem
Największa niewiadomą we wdrożeniu porozumienia z Prespy było zachowanie samej Grecji. I o ile premier Aleksis Tsipras dysponował poparciem 146 posłów w 300-osobowym parlamencie, to niezadowolenie ze zmiany nazwy Macedonii wyrażało według sondaży ok. 60 proc. Greków. Dodatkowo sytuację komplikowało wycofanie się z koalicyjnego rządu lidera ugrupowania Niezależnych Greków (ANEL) Panosa Kamenosa, który 11 stycznia br. wycofał się na znak protestu wobec porozumienia z Macedonią.
W mediacje w Grecji zaangażowali się czołowi politycy państw UE, zwłaszcza, że wcześniej Rosja próbowała jeszcze powstrzymać proces negocjacji w samej Macedonii i Grecji, wysyłając tam swoich emisariuszy. Jednak na próżno. Działania polityków UE okazały się skuteczniejsze. I chociaż w miniony piątek, w dniu głosowania, nadal protestowali liczni przeciwnicy porozumienia z Macedonią, to parlament Grecji zaakceptował 156 głosami deputowanych historyczną umowę z macedońskim sąsiadem.
„Mission impossible zakończona” – napisał na Twitterze tuż po głosowaniu szef Rady Europy Donald Tusk.
Porozumienie to nie tylko otwiera drzwi do UE i NATO dla Macedonii Północnej, ale też cementuje pokój tego kraju z Grecją.

Vendetta Erdoğana

Już od jakiegoś czasu Turcja straszyła, że wpuści imigrantów do Europy, jeżeli Grecja nie wyda jej ośmiu wojskowych, zaangażowanych w pucz z 2016 roku.

 

Grecja nie ugięła się: sąd postanowił uwolnić przebywających do tej pory w areszcie oficerów oraz rozpatrzyć ich wnioski o azyl. Doszedł do wniosku, że w Ankarze nie mogliby liczyć na sprawiedliwy proces, a ich życie byłoby zagrożone. Erdoğan nie zna litości: po nieudanym zamachu stanu do aresztów prewencyjnych trafiło 50 tys. osób, a 150 tys. pozwalniano z pracy. Za jakiekolwiek związki z Fethullahem Gulenem do dziś grozi więzienie. Ośmiu uciekinierów przedostało się do Grecji skradzionym śmigłowcem chwilę przed ostateczną klęską puczu.

Turcja kilkukrotnie zwracała się o ekstradycję puczystów – bez skutku. Obecnie Grecja zapewniła im ochronę policji. Przebywają w miejscu znanym tylko służbom.

Dlatego Erdoğan zdecydował się w akcie dyplomatycznej zemsty zawiesić umowę o readmisji (odsyłania) nielegalnych imigrantów.

Podpisano ją w 2001 roku i na jej podstawie tylko w ciągu ostatnich 2 lat odesłano z terenu Grecji ponad 1200 migrantów. O zawieszeniu umowy poinformował turecki minister spraw zagranicznych Mevlüt Çavuşoğlu.

Jednocześnie zapewnił, że Turcja utrzyma w mocy inne porozumienie dotyczące uchodźców, zawarte w 2016 roku z Unią Europejską. Szef tureckiej dyplomacji oznajmił, że „wierzy w to, iż Grecja chciała wydać oficerów, ale zapewne uległa wpływom Zachodu”.