Wybory prezydenckie (cz. II)

Wybory prezydenckie coraz bliżej. W przyszłym roku, tak jak działo się to co pięć lat, wystartują wybitni, znani politycy, mniej wybitni politycy oraz osoby do tej pory wyborcom kompletnie nieznane, najczęściej bez żadnego doświadczenia politycznego i społecznego.

Dokończenie z poprzedniego numeru.

Miejsce trzecie daje w sporcie zasadny powód do radości i dumy, zawodnik staje na podium, otrzymuje medal, co prawda brązowy, ale jednak medal. W wyborach prezydenckich tylko miejsce drugie ma znaczenie, bo daje przepustkę do finałowej rundy, a nawet stwarza szansę na zwycięstwo co udało się Lechowi Kaczyńskiemu który przecież po I turze miał dopiero wynik drugi. Przypomnijmy tylko nazwiska tych którzy zajęli trzecie miejsce (ich wyniki były już podane) 1990 Tadeusz Mazowiecki, 1995 Jacek Kuroń, 2000 Marian Krzaklewski, 2005 Andrzej Lepper, 2010 Grzegorz Napieralski, 2015 Paweł Kukiz. Z tych kandydatów najlepszy wynik procentowo i ilościowo miał Paweł Kukiz, ale najbliżej do poprzedzającego go na liście miał Tadeusz Mazowiecki. Pierwsza trójka kandydatów zawsze zgarniała od ponad 77 proc. (w 1995), do prawie 92 proc. głosów (w 2010) zostawiając pozostałym do podziału skromne resztki. Dwukrotnie tylko czwarty wynik był na poziomie wartym odnotowania. W 1990 Włodzimierz Cimoszewicz zdobył 9,21 proc. (1 514 025 głosów), a w 2005 (pod nieobecność – pamiętajmy – Cimoszewicza) Marek Borowski 10,33 proc. (1 544 642 głosy).
Od lat, przysłowiowym „języczkiem u wagi” jest PSL, tak po wyborach parlamentarnych jak i samorządowych. Warto więc ludowcom poświęcić nieco miejsca. Wyniki parlamentarne PSL nigdy nie były zbieżne z osiągnięciami ich kandydata w wyborach prezydenckich. Zawsze otrzymywał on mniej, a nawet znacznie mniej, niż jego partia w najbliższych kalendarzowo wyborach. Pierwszym kandydatem PSL-u (1990 rok) był wywodzący się z rolniczej Solidarności Roman Bartoszcze. Zajął co prawda miejsce przedostatnie, ale wobec niewielkiej stosunkowo liczby kandydatów było ono zarazem piąte, a więc to które zazwyczaj (cztery razy na sześć) kandydaci PSL zajmowali. Zdobył jednak najlepszy w wyborach prezydenckich jak dotąd wynik dla tej partii tak procentowo (7,15) jak i pod względem ilości głosów (1 176 175). Raz tylko lepsze miejsce, czwarte, zajął w 2000 Jarosław Kalinowski, lekko przekraczając milion głosów poparcia (1 047 949) co dało mu 5,95 proc. głosów. Najgorzej wypadł (w 2015) Adam Jarubas zajmując szóste miejsce i osiągając najniższy wynik z dotychczasowych to jest 1,60 proc. i 238 761 głosów. Kiedy wyborcy oddawali głosy na całą partię ludową wyniki zarówno procentowo i ilościowo były znacznie wyższe. Najlepszy wynik PSL osiągnęło w 1993 zajmując drugie miejsce (15,40 proc. i 2 124 367 głosów). Poza tą sytuacją zazwyczaj zajmowali oni czwarte lub piąte miejsce osiągając od 8,98 proc. do 5,13 proc. i od 1 805 598 do 779 875 głosów. Nieco inaczej oceniać trzeba rok 2019 z powodu powołania koalicji z resztkami ruchu Kukiz15, czego PSL (koalicji) nigdy wcześniej nie robił. Sumując – zawsze lepiej wypadała partia niż jej nominant w wyborach prezydenckich.
Czy przedstawiona analiza i zestawienia mogą mieć znaczenie dla aktualnych kalkulacji przedwyborczych? Czy mogą prowadzić do jakichkolwiek uogólnień lub formułowania reguł? Trudno powiedzieć, bo przecież każde wybory prezydenckie przynosiły różnego rodzaju zaskoczenia, niespodzianki, nieprzewidziane zdarzenia. Przypomnijmy casus Tymińskiego z 1990, przegraną będącego pewniakiem Wałęsy w 1995, druzgocący przeciwników, acz radosny nie tylko dla mnie, triumf Kwaśniewskiego w 2000, znaczącą porażkę Tuska w 2005 w II turze, gdy po pierwszej wyprzedzał o 3 proc. rywala, smoleński dramat z 2010 kładący się cieniem na listę kandydatów, czy zaskakujące zwycięstwo w obu turach „Pana Nikt” w roku 2015. Ale może właśnie dlatego warto zastanowić się jak podobnych niemiłych zdarzeń uniknąć. Radość z wywalczonego poletka normalności w Senacie nie ma zbyt mocnego fundamentu. Każdy dzień przynieść może złowrogą informację o kimś, kto w ślad za przekupnym śląskim radnym Kałużą, za nic mając swój honor i zaufanie wyborców, przejdzie na stronę „złej mocy” zadowalając się rzuconym mu ochłapkiem władzy czy suto opłaconą posadką. Chwała senatorowi Grodzkiemu, chwała innym, którzy odrzucili takie pokusy. Wybory prezydenckie albo wzmocnią i poszerzą owo senackie pole demokracji, albo niestety przedłużą na kolejne kilka lat jeszcze sejmową samo władzę prezesa, co mu pozwoli bez skrępowania i coraz głośniej podpowiadać marszałek Witek jak ta prowadzić winna obrady parlamentu.
Dość dawno już Andrzej Duda przestał mieć obawy czy prezes wystawi go do ponownej walki o urząd prezydenta. Od dawna jest pewnym i jedynym kandydatem prawicy. Od dawna, także w tej roli, objeżdża Polskę powiatową gromadząc na spotkaniach wzruszoną publiczność, której w zasadzie jest obojętne czy przyjechał do niej prezydent kraju, znany piosenkarz disco polo, ktoś prowadzący popularny teleturniej, czy prezenter telesprzedaży w regionalnej kablówce; ważne że daje to zgromadzonym pozór znalezienia się przez nich przez chwilę w wielkim świecie. A jeśli towarzyszy mu małżonka, w nie najgorzej skrojonej garsonce, wrażenie jest jeszcze większe. Raduje się więc suweren z tych wizyt, podobnie jak raduje się z otrzymywanych prezentów, które fundowane mu są z jego pieniędzy cichaczem wyciąganych z jego przecież portfela, uszczuplając jego oszczędności. Kiedy się zorientuje, że tak właśnie jest? Od początku Andrzej Duda wykazuje samodzielność adekwatną do poziomu, na jakim prezes mu ją koncesjonuje. Nikt rozsądny nie zakłada, iż może on w obszarze swych decyzji zrobić coś bez aprobaty swego szefa. Urząd prezydenta przestał kojarzyć się z samodzielnością, powagą, czy godnością. Przykre. Ale do odwrócenia możliwe.
Nie chcę wchodzić w dywagacje personalne, w oceny pojawiających się już i możliwych nowych kandydatur. Doświadczenie wskazuje, że mogą się objawić różne zaskakujące, mniej lub bardziej znane nazwiska, mniej lub bardziej nieprawdopodobne ambicje, tak że lista kandydatów niebezpiecznie się rozrośnie mącąc w głowach wyborcom i krusząc tak potrzebny wspólny front. Ktoś już forsuje publicystę i telewizyjnego celebrytę, któremu usłużne sondażownie podbijają ego, ktoś inny optuje za szefem ludowców, nie bacząc w jakie alianse był zdolny w wyborach parlamentarnych wchodzić. Na personalia za wcześnie, tym bardziej że nie o personalia mi teraz chodzi, a o ideę. Na pewno kontrkandydat urzędującego prezydenta musi zasadniczo się od niego różnić: powagą, poczuciem humoru, samodzielnością, obiektywnym poczuciem praworządności, odpowiedzialnością, a nawet wyglądem. W relacjach międzynarodowych kierować się musi racją stanu, a nie umacnianiem chwilowego i złudnego poczucia własnej wartości. Czy musi być profesorem, jak niedawno apelował na łamach Trybuny dr Gabriel Zmarzliński? Nie sądzę. Stary Bismarck miał na ten temat swoją teorię, co tytuł doktorski obecnego prezydenta może w części potwierdzać. Wystarczy że będzie od Andrzeja Dudy lepszy, a o to dość łatwo. Ale musi być ponadto skuteczniejszy i posiadać już teraz świetne zaplecze.
Wybory 2020 tym będą różniły się od poprzednich, że albo utrwalą nigdy wcześniej nie występującą, niebezpieczną dla demokracji i konstytucyjnych wolności obywatelskich, dla niezależności instytucji demokratycznych, hegemonię jednej partii; albo pozwolą na przywracanie ładu prawnego w naszym państwie. Sam wybór prezydenta z grona kandydatów opozycji i tak od razu tego nie załatwi, a jedynie proces ten pozwoli mozolnie rozpocząć, nie można bowiem złamanego prawa naprawiać kolejnym jego złamaniem. Dlatego uważam, że jedność opozycji powinna rozpocząć się już od pierwszej tury, wyrażając się we wspieraniu jednego kandydata. Rozproszenie głosów na wielu kandydatów po stronie opozycji grozi tym, że do drugiej tury może nie dojść. Walka (także programowa) między kandydatami Platformy, Lewicy czy PSL, nie dość że kosztowna, to nie osłabiać, a wzmacniać będzie Andrzeja Dudę. A na pewno pozwoli mu przejść do drugiej tury (o ile taka będzie) na pełnym rozbiegu, gdy jego rywal (rywalka!) zacznie dopiero łączyć siły i szukać wsparcia wśród partii, których kandydat do finału nie dotarł. Dziwią mnie i drażnią publicznie organizowane prawybory. Takie coś raczej toczyć się powinno w zaciszu gabinetów, gdy przedkładając argumenty i ważąc walory osobiste i spokojnie oceniając sondaże, wypracowywany powinien być konsensus w sprawie jednego kandydata (jednej kandydatki). Przy czym oczywiście rozumiem i popieram pogląd, iż własny kandydat na prezydenta każdą partię konsoliduje i umacnia jej elektorat. Ale ma to przede wszystkim sens wtedy, gdy wybory prezydenckie rozpoczynają, lub są na samym początku wyborczego maratonu. Te w 2020 zamykają zaś wyborczy kalendarz i stanowić będą albo o powrocie do normalności albo o utrwaleniu patologii. Czas na chwilę zapomnieć o oczywistych, ważnych różnicach, czas zjednoczyć się wokół jednego celu nadrzędnego i niespornego. O jednego kandydata więc apeluję, o jedną kandydatkę, o mądrość i skuteczność opozycji.

Przyszły Prezydent Polski

„1. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej.
2. Prezydent czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium.” Konstrukcja RP, art. 126
„Zwracam się do Narodu Polskiego – do wszystkich obywateli, którzy swą myślą i pracą tworzą nasz wspólny, społeczny i państwowy byt…
Musimy przebudować gospodarkę. Musimy ukształtować nowy, demokratyczny ład. Pragnę być prezydentem porozumienia, reprezentantem wszystkich Polaków.”gen. Wojciech Jaruzelski

Przed nami kolejne wybory, tym razem prezydenckie. Mamy w pamięci-jeszcze na świeżo wrażenia, „gorące refleksje” po wyborach parlamentarnych 13 października. O czym świadczą-ciśnie się pytanie. Po pierwsze-o nas, wyborcach. Że poparliśmy partię, która 500+ zrealizowała jako swoją obietnicę i wzmocniła ją 13 emeryturą, czym uzyskała wyborczą siłę, nie tylko w miastach ale i na wsiach. Odrzuciliśmy informacje medialne, że w 2018 r. mimo właśnie 500+ przybyło prawie 100 tys. dzieci żyjących w skrajnej biedzie. Ubóstwo wzrosło z 4,7% do 6%, do czego przyczynił się wzrost inflacji i brak waloryzacji świadczeń socjalnych. Zapomnieliśmy, nie słuchaliśmy racji ekonomistów, np. prof. Grzegorza Kołodko, proszę przypomnieć sobie rozmowy w TVP i przeczytać rozmowę z Profesorem w Przeglądzie nr 28 z 8-14.7.2019) oraz kilku polityków Lewicy, publikacje w Trybunie. Ponadto, uwierzyliśmy że koszty te pokrywa partia rządząca z własnej kasy, co jest wierutnym kłamstwem. Też nie chcemy wiedzieć, że dotacje otrzymuje ze skarbu państwa, ok.18, 5 mln zł rocznie, więc są to nasze, wyborców pieniądze. Po drugie-przywódcy, przynajmniej dwóch partii opozycyjnych, mówiąc wprost PSL i PO mieli do szkoły „pod górkę” i nie mogli pojąć podstawowych reguł z takiego przedmiotu jak matematyka. Że ma wpływ na liczenie głosów, o czym w Polsce wiadomo od 2001 r. gdy obowiązuje metoda d’Hondta. Ale nie ma się co dziwić, to zaledwie albo aż 18 lat, choć powiedzenie „Polak przed szkodą i po szkodzie głupi”, znane jest od 2 wieków (może przed najbliższymi wyborami politycy dowiedzą się, kto i kiedy tę mądrość powiedział). W tej matematyce, szło o zatrzymanie dalszego procesu niszczenia demokracji i gospodarki poprzez populistyczne obietnice. Bo zmiana układu sił w Sejmie skłoniłaby rząd do rozsądku i korekty. Kilka milionów wyborców nie chce zrozumieć skutków swej decyzji. Za „głupotę” zapłaci każdy z nas, gdy budżet państwa będzie musiał szukać oszczędności, by „bronić” przed inflacją, m.in. przez podwyżki podatków, różnych dostaw, usług itp. Wtedy będziemy usprawiedliwiać to „ogólną sytuacją”, wskazując na UE, nie pamiętając już swoich pozornie „trafnych wyborów” Może zastanowimy się co zrobić by ta maksyma do bólu dosadnie, nie opisywała nas po kolejnych wyborach. Spodziewam się na łamach Trybuny publikacji naukowych i publicystycznych autorytetów, dokonujących wnikliwej, wyważonej i mądrej oceny kampanii. Liczę głównie na wnioski adresowane do wyborców i politycznych partii, z myślą o wyborach prezydenckich.

Kim jest Prezydent?

Nie idzie tu o personalia, ale o kompetencje, którym zgodnie z Konstytucją powinien sprostać. Ta odpowiedź – proszę raz jeszcze przeczytać cytowany na wstępie zapis art. 126, musi, dosłownie musi opierać się na wieloaspektowej ocenie stanu dzisiejszego Polski oraz na przewidywaniu przyszłości. I to „zadanie” musi, powinien wykonać każdy z nas wyborców. Po wyborach parlamentarnych, w których wzięło udział ponad 61% Polaków uprawnionych, jest iskierka nadziei, że zaczynamy odpowiedzialnie myśleć o sobie i Polsce. Co to znaczy, ktoś zapyta. Najprostsza odpowiedź jest taka. Wybrany przez nas Sejm czy Senat podejmuje ustawy, których część nie wymaga – z mocy prawa – zgodności z prawem UE. Możemy je dowolną ilość razy zmieniać i poprawiać. Dla przykładu – przez ostatnie 4 lata rządów 70 razy zmieniano ustawę o podatku dochodowym od osób fizycznych; 36 razy prawo energetyczne; 24 razy prawo telekomunikacyjne. I co, komu z tego powodu wstyd? Przecież wielu spośród tych posłów wybraliśmy kolejny raz, warto się zastanowić, kto nas ośmiesza. A jeśli zdarzyło się, że złamaliśmy prawo UE np. w kwestii „reformy” sądownictwa, to mamy proces sądowy przed trybunałem Unii, co niektórzy politycy i publicyści bagatelizują, obłudnie tłumacząc „naszym prawem do wolności”, czyniąc z kilku milionów Polaków, po prostu ciemniaków. Czy choćby pod tym względem Prezydent nie powinien znać reguł, prawodawstwa UE, być – wręcz nieustępliwym strażnikiem Konstytucji? Dlaczego tak nie było – pomyślcie Państwo. Ponadto, ma Polaków, reprezentować poza granicami kraju. Na czym to „przedstawicielstwo” ma polegać, wyrażać się? Właśnie wiedzą polityczno – gospodarczą, poziomem kultury i wyobraźnią cywilizacyjną. Każdy z nas potrafi zdefiniować te pojęcia i oczekiwania.
Właśnie myślenie, refleksje – wsparte zawodową i polityczną wiedzą, życiowym doświadczeniem i wyobraźnią – w tych wyborach będą szczególnie potrzebne. Jeśli Państwo Czytelnicy zechcą zapytać o tę „szczególność potrzeby” – proszę, zwróćcie uwagę na zapis art. 126 Konstytucji, cały V rozdział. Po przeczytaniu i chwili namysłu spróbujcie – odpowiedzieć na pytanie – jakie przymioty charakteru, wiedzę i doświadczenie w zakresie teorii i praktyki funkcjonowania władzy państwowej powinien posiadać kandydat, by mógł być „gwarantem ciągłości” tej władzy. Zastanówmy się na czym umiejętność realizacji tej „gwarancji” ma polegać? Czy na posłuszeństwie wobec „szefa partii sprawującej kierowniczą rolę”, czy na toczeniu „wojenek na górze” (wielu już zapomniało), czy całkowicie innym, koncyliacyjnym modelu pełnienia roli właśnie gwaranta trójpodziału władzy i demokratycznego ładu wewnętrznego. Czy nadal o stanowisku sędziego prokuratora ma decydować „życiorys”, czyli do „robił” w PRL, stanie wojennym. Jeśli tak – obyśmy się nie zdziwili, gdy za kilka lat nowe pokolenie zapyta „co pan robił w III RP, bo teraz mamy IV RP”. Jeśli był pan sędzią, prokuratorem z nadania „tamtej władzy” – to „czas na zmiany”. Jak długo będziemy „potępiać ludzi żyjących, uczących się i pracujących w PRL”, kto wreszcie temu położy stanowczy kres? Czy blisko 20 lat życia w 3 tysiącleciu nie nauczyło nas, że na polskiej ziemi jest i powinno być miejsce dla każdego, kto tu chce uczciwie żyć i pracować? Inaczej mówiąc-„pracą tworzyć nasz wspólny, społeczny i państwowy byt”, a nowy prezydent powinien „być prezydentem porozumienia, reprezentantem wszystkich Polaków”. Sięgnijcie Państwo do Autora tych słów, gen. Wojciecha Jaruzelskiego, tamtego czasu, wyciągnijmy wnioski.

Prezydent z Lewicy

Szczególnie liczę na Lewicę – SLD i PPS, ich wyborców. Dlaczego tylko na nich, ktoś z przekąsem zapyta, mając na myśli „ogórkowy” eksperyment. Oczywiście, każda partia polityczna, obywatele mają prawo zgłaszać kandydata, zgodnie ze wspomnianym rozdziałem V Konstytucji. Bo poprzedniczki obu tych partii dowiodły, mają historyczne doświadczenia w odpowiedzialności za Polskę. Tak, nie pomylili się Państwo Czytelnicy – odpowiedzialność za Polskę i to najczęściej w ważnych historycznie, wręcz przełomowych momentach. Nie czas i miejsce by je opisywać. Dość wspomnieć – ostatni Prezydent PRL i pierwszy Prezydent III RP, gen. Wojciech Jaruzelski, po decyzjach ratujących głównie Solidarność przed „bratnią pomocą” w zrozumieniu przez nią ówczesnej sytuacji politycznej w Europie i pozycji Polski, co powinno być a nie było, głównie dla jej kręgów kierowniczych oczywiste i zrozumiałe. Wraz z gronem reformatorów czynił usilne starania poprzez PRON, Radę Konsultacyjną, wprowadzanie demokratycznych mechanizmów sprawowania władzy, np. trybunały, reformę gospodarczą – wreszcie Okrągły Stół, do przygotowania obywateli na konieczność dalszych reform i zmian. Do uświadomienia im tej konieczności i możliwości jej sprostania bez rozlewu krwi, metodą pokojową. Dziś dla wielu, szczególnie młodych może się to wydawać i dziwne i anachroniczne, bo przecież Polska, nasza państwowość istnieje, bez ofiar. Właśnie o tę „państwowość” szeroko, wieloaspektowo rozumianą na „dziś i jutro” idzie. Jak należy ją rozumieć w praktyce, w europejskiej i światowej rzeczywistości, dowiódł swoją 10. letnią prezydenturą Pan Aleksander Kwaśniewski, wprowadzając Polskę do polityczno-militarnego systemu bezpieczeństwa oraz systemu społeczno-gospodarczego i demokracji w krajach UE. Nam, wszystkim Polakom powinno, musi zależeć aby Polska korzystała z tych osiągnięć racjonalnie na dziś i wyobrażalnie możliwe na jutro. Tu celowo kładę akcent na wyobrażenie – jak zahamować dalszą dewastację by nie powiedzieć niszczenie już uzyskanych i wdrożonych reguł demokracji? Jeśli ktoś w tym miejscu zechce ocenić te moje wywody jako„górnolotne pustosłowie”, proszę bardzo. Tylko niech się zastanowi nad znanym już kilka razy w różnej tonacji wypowiadanym ostrzeżeniem Niemiec. Sprowadza się ono do wiązania przestrzegania zasad demokracji, prawa i praworządności przez dane państwo UE z wysokością finansowych dotacji właśnie z UE, które mogą na różne sposoby mocno uderzyć po kieszeni każdego z nas. Kto temu ostrzeżeniu nie daje wiary, niech zechce„pouczyć” się na przykładzie Wielkiej Brytanii – nie mogą doliczyć się zysków i strat z członkostwa w UE, „chcieliby zjeść ciastko i mieć ciastko”, choć nie idzie o łamanie zasad demokracji a zyski. My pamiętajmy, że Polsce daleko do potencjału ekonomicznego Anglików i pozycji w UE, a ich „kombinacje” mogą finansowo odbić się na naszych zasobach finansowych.

Profesor-Prezydent

Analiza obecnej sytuacji polityczno-gospodarczej i społecznej w Polsce i Europie daje liczne sygnały do przyjęcia kilku podstawowych kryteriów wobec prezydenta Polski:
– po pierwsze: powinien być profesorem. Tak, profesorem, człowiekiem nauki o dość bogatym dorobku naukowym i zawodowym w swojej profesji. Byłaby też dobrze widziana praktyka na stanowisku państwowym, ministerialnym;
– po drugie: jednocześnie być znanym ekspertem, wprost specjalistą w „dziedzinie UE”. Właśnie Unia, z nią przecież Polska powinna wiązać swoją przyszłość, pisałem wyżej co jej zawdzięczamy. A czego oczekujemy? Obok wdrożenia obowiązujących zasad prawa i ładu demokratycznego, także zapewnienia bezpieczeństwa polityczno-militarnego. Ta sfera odpowiedzialności spoczywająca na członkostwie w NATO, wymaga innego spojrzenia. Nasze położenie geograficzne i doświadczenia przeszłości niezbicie wskazują, iż przyjaciół powinniśmy szukać blisko siebie. Po prostu być „sąsiadem potrzebnym” dla innych Warto spojrzeć na potencjały militarne i powiedzieć sobie jasno – przyszłość Polski to POKÓJ!;
– po trzecie: jest nam nieodzowny strategiczny plan przyszłości. Jeśli chcemy być krajem rozwijającym się wieloaspektowo, taki „plan” jest palącą potrzebą. Mam przekonanie, iż człowiek nauki, o szerokich horyzontach potrafi dobrać, skupić ekspertów i wskazać cele naukowych prognoz, np. w sferze: nauki i szkolnictwa, służby zdrowia, gospodarki i spraw socjalnych, praworządności, obrony i bezpieczeństwa (pokojowej współpracy).Taki przykład. Na użytek wyborczy eksponowano sprawę służby zdrowia, pokazując jakie są zaniedbania. Zapytam – czy brak lekarzy pojawił się dopiero 1-2 lata temu i nikt nie był w stanie tego przewidzieć? Proszę pokazać dziś, po wyborach jaki to program ochrony zdrowia miała i realizowała koalicja PSL – PO, co przez 4 lata zostało zmarnowane? A obecna władza – jakim to „programem zdrowia” i sukcesami w realizacji może się poszczycić? Dlaczego wyborcy są traktowani jak „bezmyślna masa”, a oczekuje się nich poparcia. Stanisław Cat-Mackiewicz jest autorem sentencji – „Polacy są jak piękna kobieta kochająca się w durniach. Człowiek inteligentny jest u nas z reguły nie lubiany i nie budzi zaufania. Natomiast iluż ludzi zupełnie niemądrych korzystało w Polsce z ogromnego autorytetu osobistego…Ponieważ mówili to, czego wszyscy chcieli, więc Polacy mieli do nich zaufanie jako do wielkich polityków. Zjawisko stale dające się obserwować w naszym narodzie”.
Państwa Czytelników zachęcam do poszukania odpowiedzi na pytanie – czy Lewica ma profesorów dających rękojmię spełnienia oczekiwań i wyzwań wobec Urzędu Prezydenta RP, trzeciej dekady XXI wieku?

Reflektor OPZZ

OPZZ i Centrum Daszyńskiego odpytują komitety wyborcze. Tym razem będzie odpowiadał Piotr Gadzinowski.

Dobrym zwyczajem kampanii wyborczej jest sprawdzenie na ile poszczególne komitety wyborcze reprezentują nasze interesy. Organizacje związkowe reprezentujące świat ludzi pracy posiadają precyzyjnie określone poglądy na kwestie płacy minimalnej, warunków pracy, prawa do zrzeszania się w związki, podatków oraz usług publicznych. Centrum im. Ignacego Daszyńskiego w ścisłej współpracy z Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych przeprowadziło badanie dotyczące zbieżności programów wyborczych pięciu ogólnopolskich komitetów wyborczych z priorytetami programowymi OPZZ. Dodatkowo analiza wspomnianych dokumentów została uzupełniona o pogłębioną ankietę odnoszącą się do najważniejszych pro-pracowniczych i pro-związkowych kwestii.
W najbliższy poniedziałek 30 września o godz. 10:00 w siedzibie OPZZ przy ulicy Kopernika 36/40 w Warszawie dr Karolina Zioło-Pużuk oraz dr Bartosz Rydliński z Centrum im. Ignacego Daszyńskiego zaprezentują wyniki badań oraz odpowiedzą na pytanie, który z komitetów (Lewica – Sojusz Lewicy Demokratycznej, Koalicja Obywatelska, Konfederacja, Polskie Stronnictwo Ludowe, Prawo i Sprawiedliwość) jest najbardziej zbieżny z postulatami największej centrali związkowej w Polsce.
Po przedstawieniu wyników badania wiceprzewodniczący OPZZ dr Piotr Ostrowski poprowadzi dyskusję z kandydatami do Sejmu, którzy reprezentują ogólnopolskie komitety wyborcze.

Wynik Sojuszu na piątkę

W wyborach, jak w sporcie, najważniejszy jest wynik. SLD wprowadziło do Parlamentu Europejskiego pięciu swych reprezentantów.
Patrząc na rezultat liczbowy, to trzeci wynik w skali kraju.
I dlatego trzeba gromko pogratulować kierownictwu SLD takiego rezultatu.
Ten dobry, lecz jednocyfrowy, wynik pokazuje jednocześnie wielką różnicę poparcia społecznego pomiędzy wygranym PiS i trzecim SLD. Jedyną polską partią lewicową, która będzie miała swych reprezentantów w Parlamencie Europejskim.
Porównując tegorocznym wynik z uzyskanym podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego z 2014 roku można rzec, że SLD osiągnęła nieco lepszy rezultat.
Wtedy koalicja SLD- UP zdobyła też pięć mandatów, lecz barwy SLD reprezentowała czwórka euro deputowanych, bo Adam Gierek był z Unii Pracy.
Do końca kadencji w SLD wytrwała trójka euro deputowanych: Krystyna Łybacka, Bogusław Liberadzki i Janusz Zemke. Dziękujemy im i Adamowi Gierkowi z UP.
Ten dobry wynik kandydatów SLD został osiągnięty dzięki wspólnej wyborczej liście Koalicji Europejskiej.
Decyzja o kandydowaniu na wspólnej liście z PO i PSL była żywiołowo krytykowana przez przeróżnych „patriotów SLD”. W Internecie przewodniczący Czarzasty był regularnie obrzucany najgorszymi obelgami przez domorosłych speców od wygrywania wyborów. Zarzucano mu, że „SLD straci swą tożsamość” w efekcie mariażu wyborczego z PO.
Wynik wyborczy przeczy tym obawom.
Czy teraz ci „patrioci SLD” chociaż przeproszą przewodniczącego SLD za tamte obelgi?
Ten dobry wynik został osiągnięty dzięki dobrym, wyrazistym i popularnym wśród lewicowych wyborców kandydatom wystawionym przez SLD.
To nauczka i wskazówka na jesienne wybory parlamentarne.
Warto też pamiętać, że kilku pozostałym kandydatom SLD, Januszowi Zemke, Małgorzacie Szmajdzińskiej-Sekule, Andrzejowi Szejnie do zdobycia mandatów niewiele zabrakło.
I pewnie ten dobry wynik wyborczy został też osiągnięty, bo kandydaci SLD często i wyczerpująco prezentowali swe poglądy i programy wyborcze. Wszyscy wygrani wypowiadali się też w czasie kampanii na łamach „Trybuny”.
I obiecali naszym Czytelnikom stałą obecność na naszych łamach już jako posłowie Parlamentu Europesjkiego.

Wygranym: Markowi Baltowi, Markowi Belce, Włodzimierzowi Cimoszewiczowi, Bogusławowi Liberadzkiemu i Leszkowi Millerowi serdecznie gratulujemy sukcesu wyborczego.
Dziękujemy pozostałym kandydującym. Zapewne wielu z nich wystartuje w jesiennych wyborach parlamentarnych.
Nasze łamy są dla nich otwarte.

Lewica nie zniknęła

Aktywność, wrażliwość i wiara w wyznawane wartości jest ważniejsza niż ramy organizacyjne.

 

Mimo, że na Bielanach i Żoliborzu nie funkcjonują formalnie struktury Sojuszu Lewicy Demokratycznej, to ludzie o lewicowych poglądach nie przestali tam działać – i wierzą, że mogą zmieniać na lepsze rzeczywistość swoich „małych ojczyzn”.
Na Bielanach skrzyknęła się grupa inicjatywna – Marek Keller, Halina Szerszeń, i Krzysztof Rolf – rozumiejąca, że aby dokonywać zmian, trzeba być tam, gdzie podejmowane są decyzje ważne dla mieszkańców. Dołączyli do niej inni, pragnący działać dla dobra swych społeczności. Okazało się, że jest ich wielu.

 

Skąd przychodzimy

W ten sposób powstał komitet wyborczy i we wszystkich pięciu okręgach Bielan utworzono listy wyborcze, grupujące aktywistów startujących w wyborach samorządowych pod znakiem SLD-Lewica Razem.
Powstała też lista kandydatów do Rady Warszawy z okręgu skupiającego dzielnice Bielany i Żoliborz. Można zatem powiedzieć – a jednak jesteśmy, lewica nie zniknęła, chce rozwiązywać problemy społeczne i załatwiać lokalne, acz ważne dla wszystkich sprawy.
Wśród naszych działaczy z Bielan i Żoliborza jest tylko czterech członków SLD. Wszyscy kandydaci są przeciwni upolitycznianiu samorządów, a ten pogląd podziela i SLD, wiedząc, że to nie daje nic dobrego.
Nie obowiązuje więc żadna „linia partyjna”, a programem są problemy mieszkańców – którzy powinni mieć jak największy wpływ na to, co się dzieje w naszym mieście. SLD wspiera zaś ludzi aktywnych, nieobojętnych na sprawy społeczne i los innych.

 

Kim jesteśmy

Właśnie ci ludzie – działacze z Bielan i Żoliborza, zaproszeni na listy wyborcze SLD-Lewica Razem – reprezentują cały przekrój lokalnej społeczności. Od uczniów i studentów, po fachowców z tytułem doktora.
Są wśród nas ludzie najrozmaitszych zawodów: specjaliści od spraw socjalnych, pracownicy fizyczni, architekci, handlowcy, dziennikarze, psychologowie, emerytowani policjanci, przedstawiciele służby zdrowia, byli pracownicy administracji państwowej.
Tym, co łączy wszystkich kandydatów, jest wrażliwość na sprawy społeczne i aktywność. A istnieje wiele ważnych dla mieszkańców Bielan i Żoliborza problemów, które chcemy rozwiązywać.

 

O co walczymy

Zacznijmy od poprawy dostępu do szeroko pojętej opieki medycznej, zwłaszcza lekarzy. Ułatwienie tego dostępu to zadanie samorządu, w tym przypadku Rady Warszawy, bo miasto w większości, jest organem założycielskim dla placówek służby zdrowia. Należy to robić w sposób przemyślany, wydając racjonalnie pieniądze publiczne – w oparciu o konkretne potrzeby społeczne, które dziś nie są dobrze rozpoznane przez władze samorządowe.
Tymczasem my już wiemy, że na Bielanach i Żoliborzu jest ogromne zapotrzebowanie na opiekę nad osobami w podeszłym wieku i usługi rehabilitacyjne (drastycznie niedofinansowane) oraz opiekę nad ludźmi niepełnosprawnymi, zwłaszcza intelektualnie, którzy, pozbawieni wsparcia rodziny, często nie otrzymują właściwej pomocy.
Dlatego podejmiemy wszelkie działania w celu utworzenia tzw. mieszkań chronionych będących formą pomocy społecznej, przygotowującą osoby tam przebywające, pod opieką specjalistów, do prowadzenia samodzielnego życia.
Druga sprawa to smród. Walczymy z nim nie od dziś, a działając w samorządzie będziemy robić to skuteczniej. Wprawdzie została zamknięta kompostownia MPO na Radiowie, ale okazało się, że firma „Byś” wystąpiła o zezwolenie na 1 etap rozbudowy swego, położonego jeszcze bliżej osiedli mieszkaniowych, zakładu przetwarzania odpadów – czyli właśnie kompostowni. Ma ona działać w podobny sposób jak ta zamknięta na Radiowie tylko wydajniej – w tzw. systemie dynamicznym, zapewniającym szybsze wyrzucanie odoru na zewnątrz (mimo, że można zbudować kompostownię hermetyczną). Zatem i smród – już dziś docierający aż do Słodowca – będzie jeszcze mocniejszy. Chcemy zablokować tę inwestycję. Niestety, władze wyraziły już zgodę na uruchomienie przez firmę wielkiej kruszarki betonu, która hałasuje i nadmiernie pyli. Nie można pozwolić na nieprzestrzeganie wymogów technologicznych i zanieczyszczanie środowiska! Samorząd musi temu zapobiec, zwłaszcza, że działa już u nas, także uciążliwa, asfaltownia.

 

Skończyć z samowolą

Doprowadzimy również do szybszego sporządzania szczegółowych planów zagospodarowania przestrzennego. Ich powstawanie dziś się ślimaczy, niewykluczone, że ze względu na interes tych, którzy chcą w niekontrolowany sposób zabudowywać Warszawę.
Plany zagospodarowania przestrzennego ograniczają samowolę urzędników i inwestorów. Brak planów pozwala niemal bez ograniczeń stawiać co się chce i gdzie się chce – na przykład zabudować ostatnie korytarze świeżego powietrza dla Warszawy, ze szkodą dla społeczności lokalnych oraz środowiska.
Jest to szczególnie ważne teraz, gdy uchwalono przepisy ułatwiające rozpoczynanie wszelkich inwestycji gdy nie ma planu zagospodarowania przestrzennego.
Potrzebujemy też planów budowy miejsc parkingowych, zwłaszcza w okolicach stacji metra, których mamy sześć na terenie obu naszych dzielnic.
Przykładem dotychczasowej bezradności jest choćby parking pod Placem Wilsona, którego nie można wykorzystywać, gdyż dotychczas nie zaplanowano wjazdów do niego.
Prosimy Państwa o poparcie dla naszych zamierzeń.

 

Pragniemy się Państwu przedstawić.

 

Do RADY WARSZAWY z listy nr 5 SLD-Lewica Razem kandydują:

1. Kozłowska Krystyna
2. Dryszel Andrzej
3. Żurawski Cezary
4. Cymerman Wanda
5. Szymańska Dobromiła

 

Kandydaci do RADY BIELAN z listy nr 5 SLD-Lewica Razem:

okręg nr 1
1. Keller Marek
2. Brych-Wolska Kinga
3. Walczak Hanna
4. Łukomska Dominika
5. Mroczek Grzegorz

okręg nr 2
1. Łukomska-Rostecka Jolanta
2. Wolska Aleksandra
3. Rolf Krzysztof
4. Keller Marta
5. Kuczyński Igor

okręg nr 3
1. Szerszeń Halina
2. Sąsiadek Andrzej
3. Święconek Jadwiga
4. Rostecki Krzysztof
5. Brzeska-Malik Zofia

okręg nr 4
1. Jankowska Jolanta
2. Grzelakowski Wojciech
3. Szulecka-Popowicz Elżbieta
4. Mierzwińska Ewa
5. Kowalski Andrzej

okręg nr 5
1. Antoniewicz Barbara
2. Zychowicz Milena
3. Aniołkowska Elżbieta
4. Sałata Adam
5. Rostecki Filip

 

Silny samorząd, demokratyczna Polska WYBORY SAMORZĄDOWE

Ponad 24 tys. kandydatów i kandydatek SLD Lewica Razem. Program „Silny samorząd, demokratyczna Polska” to równe szanse w dostępie do usług publicznych: żłobków, przedszkoli, opieki medycznej.

 

– Zgodnie z ostatnimi badaniami preferencji wyborczych w ośmiu sejmikach bez SLD nie będzie można stworzyć koalicji, jeżeli te wyniki się potwierdzą to my będziemy tymi koalicjami zainteresowani. Oczywiście wykluczamy koalicję z PiS-em – oświadczył Włodzimierz Czarzasty podczas konferencji prasowej, która odbyła się w trakcie Forum Ekonomicznej w Krynicy. – Na jedynkach list koalicji SLD Lewica Razem w bardzo wielu miejscach będą tak znane nazwiska jak Jerzego Wendelicha, Tadeusza Iwińskiego, czy też Joanny Senyszyn – poinformował przewodniczący Sojuszu. – Zapowiadałem, że w tych wyborach samorządowych nasza koalicja wystawi 16 000 kandydatek i kandydatów. Myliłem się, do tej pory na naszych listach jest już ponad 24 000 osób – stwierdził Czarzasty i podkreślił, iż jedynie komitety tworzone przez PiS, PSL oraz Platformę Obywatelską będą w stanie dokonać podobnej mobilizacji.
Lider SLD podczas spotkania z dziennikarzami 5 września 2018 r. przypomniał, iż Sojusz współpracuje z Koalicją Obywatelską, ale wyłącznie tam gdzie odbywa się to na zasadach partnerskich. – Robimy to, np. w komitecie wyborczym pani Hanny Zdanowskiej w Łodzi, czy też w komitecie wyborczym pana Krzysztofa Żuka w Lublinie. Zaprosiliśmy do poparcia przez Koalicję Obywatelską pana Jacka Sutryka, który jest naszym oraz pana Rafała Dutkiewicza kandydatem na prezydenta Wrocławia. Zaprosiliśmy do poparcia członka SLD, prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca. Zaprosiliśmy naszego od zawsze kandydata na prezydenta Krakowa pana Jacka Majchrowskiego. Udało nam się stworzyć bardzo przyszłościową koalicję w Poznaniu i popieramy tam pana Tomasza Lewandowskiego i robimy to razem z partią Razem, partią Zielonych i z tym co zostanie z Inicjatywy Polskiej – zarysował polityczną mapę Czarzasty. – Idziemy do tych wyborów w dobrych nastrojach, z chęcią do pracy ponad 24 000 kandydatek i kandydatów – podsumował.
Wiceprzewodniczący SLD Krzysztof Gawkowski w Krynicy zachęcał do zapoznania się z ofertą programową koalicji SLD Lewica Razem, która została zawarta pod tytułem „Silny Samorząd, Demokratyczna Polska”. – Pragniemy go adresować do wszystkich grup społecznych, ale musimy podkreślić, iż został on napisany z wyborcami i dla wyborców – obwieścił polityk lewicy. – Jako jedyna partia w Polsce przygotowaliśmy program, gdzie w każdym powiecie naszego kraju rozmawialiśmy z ludźmi i dzięki temu unikamy tematów, które funkcjonują w polityce krajowej – poinformował Gawkowski. – W naszym programie zwracamy uwagę na chodniki, kwestie kultury, elementy związane z życiem seniorów, chcemy mówić o sporcie i edukacji, wskazujemy rozwiązania w kwestiach zdrowia, nie boimy się problemów powiązanych ze smogiem i oczyszczaniem środowiska. Pokazujemy co jest najważniejsze z perspektywy lewicowej i socjaldemokratycznej, takiej, która jest blisko ludzi. W tym programie znajdują się takie elementy jak bezpłatne żłobki i przedszkola dla wszystkich. My nie chcemy dzielić społeczeństwa, uważamy, że wszyscy powinni mieć równe szanse umieścić swoje dziecko w żłobku, czy też w przedszkolu. Jasno mówimy, iż potrzebne jest oddłużenie szpitali. Nieodzowna jest polityka senioralna, pragniemy, aby każdy mógł wykonywać swoje aktywności na emeryturze tak samo, jak czynił to podczas swojej pracy zawodowej. Oferujemy srebrną rewolucję seniorom oraz ich rodzinom. W polityce ochrony środowiska chcemy czytelnych i jasnych zasad, co będzie możliwe poprzez podjęcie uchwał antysmogowych we wszystkich województwach. Proponujemy termomodernizacje wszystkich budynków, które tego potrzebują – wyliczał wiceprzewodniczący Sojuszu. – W naszym programie mówimy o wolnej i demokratycznej Polsce, a samorząd to nie miejsce na politykę – oświadczył.
Krzysztof Gawkowski przypomniał również, iż Sojusz wskazał w Polsce ponad 500 miejsc, które nie powinny były podlegać dekomunizacji. – W każdym województwie, każdym mieście, powiecie, czy też gminie zmienimy nazwy ulic, które zostały poddane dekomunizacji. Przywrócimy również tablice lub też pomniki, które były likwidowane – zapowiedział. – W samorządzie będziemy blisko ludzi, w przeciągu najbliższych 5 tygodni kampanii będzie ten program prezentować w każdej gminie w naszym kraju – zaanonsował.
Pełen werwy szef sztabu wyborczego Marcin Kulasek zachęcał do wyborczej walki. – Już dziś zapraszam 8 września do Zagłębia, do Dąbrowy Górniczej, gdzie odbędzie się inauguracja kampanii SLD Lewica Razem, tam zaprezentujemy nasz program oraz naszych kandydatów do sejmików, jak i na prezydentów, burmistrzów i wójtów – poinformował Kulasek.
Jako kolejna podczas konferencji prasowej głos zabrała Katarzyna Kądziela z Inicjatywy Feministycznej, która to organizacja jest częścią koalicji SLD Lewica Razem. – Nasz program ujawniamy już dziś i nikomu nie każemy czekać. Nasze propozycje uwzględniają perspektywę zarówno kobiet, jak i mężczyzn – stwierdziła polityczka lewicy. – Wpływa ma na to również biologia, kobiety żyją dłużej zatem mamy więcej seniorek, niż seniorów. Kobiety żyją dłużej, a feminizacja ubóstwa to od lat polski problem, a my to w naszych projektach i politykach uwzględniamy – podsumowała Kądziela.

Wybierzmy godność

To będą niezwykle ważne wybory dla polskiej lewicy. Będziemy mieć szanse wyboru nie tylko dobrych i bardzo dobrych lewicowych samorządowców. Tych zarządzających województwami, miastami, powiatami i gminami. I tych kontrolujących nowo wybraną władzę.

 

Wybierzmy ludzi kompetentnych, wiernych składanym obietnicom i nieprzekupnych. Nie warto obdarzać zaufaniem politycznych „Jasiów wędrowniczków” – cynicznie zmieniających barwy partyjne i klubowe, jeśli u konkurencji konfitury są słodsze.
Te wybory mogą wreszcie zakończyć polityczny duopol PiS kontra PO. I pseudoliberalne polityki wieszczące, że jeśli bogaci szybko się wzbogacą, to i biednym coś z sutego stołu skapnie. Teraz kandydaci z „SLD – Lewica Razem” mają szansę uspołecznić działania samorządów. Spróbujemy tego w Warszawie, aby to stołeczne miasto było też miastem społecznym.
Te wybory ważne będą dla polskiej lewicy. Dla milionów Polaków, którzy nie wyparli się przeszłości i nie wstydzą się swojej pracy w czasach Polski Ludowej. Te wybory mogą przywrócić im godność. Zastopować nagonkę hałaśliwych „elit PiS” na weteranów pracy z Polski Ludowej. Haniebną „dekomunizację” polskich miast, „degradację” polskich seniorów, odbierania im wypracowanych, należnych im emerytur.
Samorządowcy nie tworzą polityki państwowej, ale sprawni i kompetentni samorządowcy mogą na szczeblach lokalnych zablokować te kaczystowskie ekscesy. Zjednoczyć lewicowych Wyborców w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.
Kandydaci „SLD – Lewica Razem” nie będą oszukiwać swych Wyborców nierealnymi obietnicami. Rozdawaniem nie swoich pieniędzy z deficytów budżetowych. Wizjami gigantycznych inwestycji na kredyty pozostawiane do spłaty przyszłym pokoleniom. W Polsce jest wystarczająco dużo majątku źle zarządzanego, niesprawiedliwie dzielonego i marnotrawionego. Jest zbyt dużo świętych krów, zwłaszcza tych „rasy toruńskiej”, zwolnionych od podatków i danin na rzecz rozwoju Polski. My to zmienimy i uporządkujemy.
Kandydaci „SLD-Lewica Razem” nie będą gonić za medialnymi modami. Wdzięczyć się do kreowanych przez komercyjne media idoli. Ja chcę być reprezentantem starszego pokolenia Polaków. Weteranów pracy Polski Ludowej. Pogardzanych przez te media „komuchów”.
Głowa do góry „komuchy”! Nie dajmy sobie odebrać przez prawicowych kłamców naszej godności. Naszych zasług w czasie wieloletniej pracy dla Polski. Prawdy o naszej historii.
Nasz Komitet Wyborczy „SLD – Lewica Razem” przygotował program dla seniorów. Życia aktywnego społecznie i zawodowo. Życia godnego.
Bo emerytury mogą nam odebrać. Chwilowo rzecz jasna.
Ale naszej „komuszej” godności odebrać sobie nie damy.

 

PS. Będę kandydował do Rady Warszawy z Ursynowa i Wilanowa. Domyślacie się z jakiej listy, bo „Czy wygrywasz czy nie, ja i tak kocham cię”.

Ster na lewą burtę

Podobno kapitan Schetyna wydał taką komendę i zardzewiały ster steranej łajby ma dokonać jej zwrotu w trakcie wyborów samorządowych. Kilwater zostawiony przez pordzewiały statek PO wygląda jakby go prowadził początkujący chłopak okrętowy. Raz na prawo, raz na lewo, ale generalnie ciągle na prawo. Na lewo tylko wtedy jak trzeba zabrać naiwnych wyborców na pokład. Potem można ich wyrzucić do morza. Niech naiwniaków ratują inne statki, albo niech toną. Kapitan Schetyna traktuje wyborców jak mięso armatnie. Jak ich wykorzysta stają się nawozem historii. Tak przerobił już wielu wyborców lewicy, ale nadal chętnych naiwnych nie brakuje.
Jakiś rok temu, a może więcej – już dokładnie nie pamiętam, tyle tych rozkazów kapitan wydał – padła komenda o zarzuceniu konserwatywnej kotwicy. Kotwica chyba dna nie sięgnęła, bo łajba dryfowała siła rozpędu lub napędzana nienawiścią do PiS i tęsknotą za utraconą władzą
Że był to dryf świadczy wystawienie raczej centrolewicowej prof. Chybickiej do walki o fotel prezydenta Wrocławia. Władze usilnie namawiały SLD (sam miałem okazję brać udział w rozmowach) o poparcie tej kandydatury i budowanie wspólnych list. Liderzy PO zaklinali się, że prof. Chybicka ma serce po lewej stronie, co sugerowało, że i w PO ono (serce) chwilowo też tam się znajduje. Kiedy SLD nie poparł kandydatki i w PO policzono, że bez poparcia lewicy kandydatka nie ma szans, kapitan Schetyna rzucił komendę – ster na prawą burtę. Wynajęty z PiS Kazimierz Ujazdowski miał wyprowadzić dychawiczną łajbę na szerokie wody i potem doprowadzić do portu pełnego rozentuzjazmowanych wyborców. Tym razem serce PO przemieściło się na prawą stronę, z czego wynika że serce partii przemieszcza się od prawa do lewa. Miejsce jego bicia jest przypadkowe. Ale statek z Ujazdowskim na pokładzie zaczął nabierać wody i Ujazdowskiego kapitan Schetyna wyrzucił za burtę. Załodze generalnie bardzo to się spodobało. Niech sobie radzi sam skoro nam nie potrafił pomóc.
Sytuację dodatkowo komplikuje zdziesiątkowana ekipa Nowoczesnej. Zaproszona na pokład PO raczej grupuje się przy lewej burcie i siłą rzeczy taki balast utrudnia manewry w prawo. Dlatego właśnie kapitan Schetyna musi skręcać w lewo, bo taki manewr daje jakąś nadzieję, choć na razie nie wiadomo na co. Wyrzucenie Ujazdowskiego za burtę i poparcie kandydata Jacka Sutryka na prezydenta Wrocławia, wcześniej już popartego przez prezydenta Dutkiewicza, SLD i Nowoczesną to ratunek dla PO. To nie jest sukces kapitana Schetyny, ale chwycenie się ratunkowej cumy. Osłabiony miotaniem się na bezideowym morzu kapitan Schetyna i jego statek nadali sygnał SOS, ale to może być z korzyścią dla Wrocławia.
Ale jak korzystny wiatr zawieje z prawa w PO żadnych sentymentów nie będzie. Ostatecznie każdy głos jest taki sam. A potem znowu: ster na lewo, ster na prawo. Na kogo wypadnie na tego bęc. Tylko czy to serce raz po lewej stronie, raz po prawe zniesie to nienaturalne przemieszczane.

Cuda, cuda

Ogłaszają!

 

Przecieram oczy ze zdumienia i zastanawiam się, na jaki etap wkroczy na jesieni kampania wyborcza w Warszawie, skoro jest koniec lipca, a:
– kandydat Platformy Obywatelskiej chwali si znajomością dzieł Morina (chapeau bas, tylko w jaki sposób miałoby si to okazać pomocne na stanowisku prezydenta stolicy?), jadąc metrem, którego istnienie jak sugeruje ciężko przerażona mina dopiero niedawno odnotował;
– kandydat PiS z kolei całą Warszawę chce opasać metrem bez ładu i składu: podpowiadam – nie da się budować na czterech krańcach jednocześnie dwóch linii w ciągu dwóch kadencji. Nie w Warszawie, która i tak jest dostatecznie zakorkowana. Czy Patryk Jaki zamiast tego uruchomi zastępczą komunikację śmigłowcami?
– kandydat Wygra Warszawa zapowiada tysiące mieszkań socjalnych, ale przy okazji puszcza w eter oskarżenia rzucane na zasadzie „może się przyklei”. Powiązanie Andrzeja Celińskiego z generałem Robełkiem wykazało w zasadzie tyle, że obaj panowie mieli kiedyś robotę w tej samej firmie. Dlaczego miałoby to obciążać polityka SLD w kontekście reprywatyzacji, nie wykazano. Zatem wygląda to na brudny chwyt oparty jedynie na niesprawdzonych sugestiach.
– Z kolei kandydat SLD jak się odwinął „chujem” to na całego. Rzecznicy partii muszą teraz pluć sobie w brodę, że reklamowali go jako kandydata o wysokiej kulturze osobistej, unikajacego uwikływania się w dziecinne spory.
Czekam, aż zaczną rozdawa ćmieszkania, a co najmniej bilety miesięczne. Najlepiej na to metro, co w ciągu 8 lat opasze całą Warszawę.
Czym przebije pozostaych Piotr Ikonowicz? Strach si bać…