Fikcja rządowych działań antymonopolowych

UOKiK od ponad trzech lat pokazuje, jak to stara się zapobiec budowie gazociągu Nord Stream 2. W praktyce jednak, strona polska nic nie robi w tym celu.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył karę w postępowaniu przeciw Gazpromowi i pięciu międzynarodowym podmiotom, odpowiedzialnym za finansowanie i budowę gazociągu Nord Stream 2.
172 mln zł – tyle ma zapłacić spółka Engie Energy za nieudzielenie informacji. Oczywiście wiadomo, że nie zapłaci, ale UOKiK chce pokazać, że coś jednak robi w sprawie zwalczania Nord Stream 2. Szkoda, że to, co robi, robi tak powoli.
Wymierzona kara jest wynikiem braku współpracy w postępowaniu prowadzonym przez polski urząd antymonopolowego – Marka Niechciała. Postępowanie to UOKiK prowadzi już od dawna i bez żadnych efektów.

Udawać, że coś się robi

Sprawa budowy Nord Stream 2 była analizowana przez UOKiK w sierpniu 2016 roku. Wówczas prezes urzędu uznał, że planowana koncentracja między rosyjskim Gazpromem oraz pięcioma spółkami międzynarodowymi mogłaby doprowadzić do ograniczenia konkurencji – i przedstawił zastrzeżenia.
Uczestnicy konsorcjum dla pozoru wycofali więc wniosek w sprawie koncentracji spółek, ale w praktyce, robili to samo co dotychczas.
Ówczesna decyzja UOKiK w praktyce oznaczała zakaz połączenia. Formalnie nikt więc się z nikim nie połączył, ciężar budowy gazociągu wziął na siebie Gazprom – a budowa Nord Stream 2 postępowała bez przeszkód. Nasz UOKiK podchodził do tej sprawy jak pies do jeża, bo jest to wszak urząd rządowy, zaś polityka rządu PiS jest taka, że różni prominentni działacze obecnej ekipy gardłują przeciwko temu gazociągowi. Robią to jednak tylko na użytek krajowej publiczności, dla zwiększenia poparcia w sondażach. W praktyce jednak, rząd boi się zdecydowanie postawić stronie niemieckiej oraz rosyjskiej i nie chce jednoznacznie stwierdzić, że sprzeciwia się tej inwestycji. UOKiK niby więc zajmuje się próbami opóźnienia budowy Nord Stream 2, ale są to działania pozbawione jakiegokolwiek realnego znaczenia.

Urząd pokazuje, jak pręży muskuły

Gdy jednak wszem i wobec stało się wiadome, że nic nie dały zastrzeżenia urzędu zgłoszone wobec koncentracji spółek, UOKiK, chcąc nie chcąc, musiał znowu zająć się rosyjsko-niemieckim gazociagiem.
Od kwietnia 2018 roku UOKiK zatem ponownie analizuje sprawę tej inwestycji. Oczywiście trwa to długo i nie daje rezultatów, co szefowie UOKiK wyjaśniają tym, iż jest to precedensowe postępowanie antymonopolowe.
– Prowadzimy bardzo ważne postępowanie antymonopolowe w sprawie Nord Stream 2, którego skutki mogą mieć charakter międzynarodowy. Ustalając wysokość kary na Engie Energy braliśmy pod uwagę znaczenie tych informacji dla prowadzonego postępowania, a także umyślność działania tej spółki. Decyzja o ukaraniu to tylko jeden z etapów tego projektu – dodaje Marek Niechciał.
Jak informuje urząd, prezes UOKiK postawił zarzuty sześciu spółkom, które podejrzane są przezeń o sfinalizowanie transakcji mimo braku zgody polskiego urzędu antymonopolowego. Są to przedsiębiorcy należący do międzynarodowych grup: Gazprom z Federacji Rosyjskiej, Engie ze Szwajcarii, a także czterech pochodzących z Holandii: Uniper, OMV, Shell oraz Wintershall.
Zdaniem urzędu, działania uczestników konsorcjum mogą być próbą obejścia przepisów poprzez utworzenie spółki finansującej budowę gazociągu bez zgody organu antymonopolowego. Zarówno bowiem wycofane zgłoszenie utworzenia joint venture, jak i zawarcie późniejszych umów – które zawarto nie przejmując się zastrzeżeniami UOKiK – miało ten sam cel: sfinansowanie budowy Nord Stream 2.
Obecna decyzja UOKiK dotyczyła jednej z sześciu spółek – Engie Energy. Tyle, że UOKiK nałożył na nią karę nie za to, za co ją podejrzewa, czyli za udział w nielegalnym konsorcjum. lecz za …niedostarczenie dokumentów.
– Prosiliśmy spółkę o dokumenty i dane dotyczące umów zawartych z Gazpromem. Interesują nas informacje o paliwach gazowych, w szczególności dotyczące umów przesyłu, dystrybucji, sprzedaży, dostaw czy magazynowania. Dane te są niezbędne w prowadzonym postępowaniu antymonopolowym, w którym sprawdzamy czy Engie Energy oraz pięciu innych podmiotów utworzyły wspólnego przedsiębiorcę bez naszej zgody – tłumaczy Marek Niechciał prezes UOKiK.
Za nieudzielenie informacji podczas prowadzonego postępowania urząd może nałożyć na przedsiębiorcę maksymalnie karę do 50 mln euro. Korzystając z tego prawa, prezes UOKiK ukarał Engie Energy Management Holding Switzerland sankcją w wysokości 172 mln zł (równowartość 40 mln euro).
Uzasadniając tę decyzję UOKiK
wyjaśnia, iż spółka „uporczywie i bezpodstawnie” odmawiała przekazania UOKiK-owi żądanych dokumentów i materiałów.
– Spowodowało to istotne opóźnienie w prowadzeniu naszych działań dotyczących finansowania budowy gazociągu Nord Stream 2 – dodaje Michał Holeksa wiceprezes UOKiK.

Na święty nigdy

Te tłumaczenia pokazują, jaką linię argumentacji przyjmuje UOKiK, pragnąc usprawiedliwić swoją – czyli rządową – bezczynność. Okazuje się zatem, że ponad półtora roku cennego czasu UOKiK poświęcił tylko na to, aby dojść do wniosku, że wspomniana spółka nie dostarczyła mu w terminie wymaganych informacji. A jest tych spółek aż sześć! Zapewne UOKiK przeznaczy po półtora roku na ustalenie, że każda z pięciu pozostałych spółek także nie przekazuje wymaganych informacji.

Widać, że te wszystkie działania „antymonopolowe” są zwykła fikcją. Nord Stream 2 już dawno zostanie oddany do użytku, a UOKiK wciąż jeszcze będzie wyjaśniać, że nic nie może zrobić, bo firmy uczestniczące w budowie gazociągu nie chciały mu udostępnić oczekiwanych informacji. I o to właśnie chodzi rządowi PiS: pokazywać elektoratowi, że walczy o polskie interesy, ale żeby jednocześnie nic nie zrobić w celu wstrzymania budowy Nord Stream 2.

 

Zmowa goni zmowę

Podobno przez zmowy cenowe płacimy drożej za różne usługi. Trudno jednak wyeliminować zmowy, a poza tym nie ma gwarancji, że gdy zostaną zwalczone, będziemy płacić mniej.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął właśnie dwa postępowania o dużym zasięgu, mające na celu walkę z nielegalnymi zmowami cenowymi.
Pierwsze z nich to postępowanie w sprawie zmowy, przez którą mieszkańcy Warszawy i okolic mogą płacić więcej za ogrzewanie mieszkań. Drugie – to zbieranie dowodów na podejrzane działania mogące mieć wpływ na ograniczenie konkurencji w sektorach informatycznym i farmaceutycznym, a w konsekwencji na ceny niektórych leków.

Ręka rękę myje

UOKiK podejrzewa, że doszło do nielegalnego podziału rynku energii cieplnej w Warszawie, a także zmowy cenowej i przetargowej. Urząd postawił zarzuty czterem podmiotom. Są to: Veolia Energia Polska, Veolia Energia Warszawa, PGNiG Termika oraz PGNiG.
Te warszawskie przedsiębiorstwa prowadzą działalność na rynku sprzedaży energii cieplnej do odbiorców końcowych, czyli spółdzielni mieszkaniowych, wspólnot, zakładów przemysłowych, szkół, urzędów itp. Veolia Energia Warszawa korzysta przy tym z energii wyprodukowanej przez PGNiG Termika, która z kolei dostarcza ciepło poprzez system należący do Veolia Energia Warszawa.
Z informacji zebranych przez UOKiK wynika, że podejrzane działania zaczęły się około 2014 roku. Żeby zrozumieć, dlaczego mogło do nich dojść, należy cofnąć się jeszcze o rok. Otóż, w 2013 r. Veolia Energia Warszawa zaczęła planować budowę elektrociepłowni w warszawskiej dzielnicy Ursus, a PGNiG Termika postanowiła aktywniej podziałać na rynku sprzedaży ciepła do odbiorców końcowych. Spółki rozpoczęły walkę o klientów, która jeszcze bardziej zaczęła się nasilać po podjęciu budowy elektrociepłowni przez Veolię. Wkrótce jednak, zamiast konkurowania, przedsiębiorcy nawiązali współpracę, która zdaniem urzędu może naruszać zasady wolnej konkurencję. Doszło do wkroczenia do siedzib obu firm i dokonania przeszukań.
– Podczas przeszukania w siedzibach tych firm zdobyliśmy dowody na to, że spółki wspólnie ustaliły, że nie będą ze sobą rywalizować i skupią się na swojej podstawowej działalności, czyli PGNiG Termika na wytwarzaniu ciepła, a Veolia Energia Warszawa na jego sprzedaży. Jeżeli takie działania zostały uzgodnione wspólnie przez rywalizujące ze sobą pierwotnie podmioty, to może to być naruszenie reguł konkurencji poprzez podział rynku – mówi wiceprezes UOKiK Michał Holeksa.
Zgodnie z ustaleniami Veolia Energia Warszawa zrezygnowała z budowy elektrociepłowni, natomiast PGNiG Termika ograniczyła – i zamierzała zaprzestać sprzedaży – energii cieplnej. Ponadto, są podejrzenia, iż spółki wspólnie mogły ustalać swoje taryfy, które przedstawiały do akceptacji prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki.
– Budowa nowego źródła ciepła zwiększyłaby bezpieczeństwo energetyczne aglomeracji warszawskiej. Badane przez nas spółki miały tego świadomość, mimo to zgodnie z ustaleniami między sobą zrezygnowały z tej inwestycji. Zaniechanie budowy elektrociepłowni może mieć konsekwencje w przyszłości i wpłynąć bezpośrednio na mieszkańców Warszawy i okolic podczas rozległych awarii – dodaje prezes UOKiK Marek Niechciał.
Przedsiębiorcom grozi kara do 10 proc. ich, niemałego obrotu. Zarzuty postawiono również dwóm menadżerom, którzy pełnią lub pełnili wysokie funkcje w Veolia Energia Warszawa i PGNiG Termika. Urząd ma dowody, że brali aktywny udział w zakwestionowanych uzgodnieniach. Maksymalna sankcja w tym przypadku to 2 mln zł.

Apteki pod specjalną opieką

Jeżeli chodzi o przemysł farmaceutyczny i sektor ochrony zdrowia, to pod koniec lutego UOKiK rozpoczął przeszukania w siedzibach trzech przedsiębiorców: Kamsoft i OSOZ z Katowic oraz PEX PharmaSequence z Warszawy.
Sprawa ta ma związek z licznymi skargami, które wpływały do urzędu. Wynika z nich między innymi to, że apteki, które chciały uczestniczyć w promocjach niektórych leków, mogły być zmuszone do korzystania tylko z określonego systemu informatycznego lub zintegrowanych z nim systemów innych firm. Jednocześnie, integracja tych systemów mogła przebiegać z problemami.
Skarżący podkreślali również, że niektóre z promocyjnych leków są trudno dostępne, przez co te apteki, które bez problemu mają je w swej ofercie i proponują korzystne ceny, są bardziej atrakcyjne dla klientów.
Te podejrzane działania mogą mieć dwojakie konsekwencje. Prawdopodobne jest, iż ograniczają konkurencję pomiędzy aptekami i są niekorzystne dla tych placówek, które nie posiadały wymaganego oprogramowania i nie mogły w związku z tym sprzedawać wybranych leków w promocyjnych cenach. Po drugie zaś, może to niekorzystnie wpływać na sytuację rynkową producentów systemów informatycznych innych, niż wskazywane aptekom. Ich oferta stawała się bowiem mniej atrakcyjna dla farmaceutów.
– Zdobyliśmy informacje, że przedsiębiorcy mogą posiadać ważne dowody w sprawie i wszczęliśmy postępowanie wyjaśniające. Dlatego zwróciliśmy się do sądu i uzyskaliśmy zgodę na przeszukanie – mówi wiceprezes UOKiK Michał Holeksa.
– Zebraliśmy materiał w formie elektronicznej, jak i papierowej. Te dokumenty szczegółowo sprawdzimy i zdecydujemy, czy i komu mogą zostać postawione konkretne zarzuty – dodaje prezes UOKiK Marek Niechciał.
Przeszukanie w siedzibie przedsiębiorcy prowadzone jest wyłącznie po uzyskaniu przez UOKiK zgody sądu i najczęściej w asyście policji. Przedsiębiorca ma wówczas obowiązek wpuścić przeszukujących do budynków i lokali, a także udostępnić dokumenty oraz nośniki danych.

Będą donosić?

Gdyby UOKiK chciał ukarać oszukańcze firmy, to mogą one skorzystać z programu łagodzenia kar, który daje przedsiębiorcy uczestniczącemu w nielegalnym porozumieniu szansę uniknięcia kary pieniężnej lub jej obniżenia.
Można z niego skorzystać pod warunkiem podjęcia współpracy z UOKiK oraz dostarczenia informacji dotyczących istnienia niedozwolonego porozumienia.
Chętnych do pójścia na współpracę nie brakuje, ale nawet i ci oporni dosyć łatwo mogą się wymigać. Od decyzji UOKiK służy bowiem odwołanie do sądu. Takie sprawy są bardzo skomplikowane i toczą się latami. Często też jest tak, że firmy podejrzewane o różne nielegalne zmowy zmieniają nazwy i siedziby, tworzą spółki córki – i dalej robią to samo. Wtedy trzeba je po raz kolejny od początku ścigać, co kosztuje i daje niewielkie szanse na sukces.

Któż jak PIP

Państwowa Inspekcja Pracy zbadała sytuację w pralni w Luboniu, gdzie w ubiegłym roku ukraińska pracownica miała przerażający wypadek. Raport nie zostawia suchej nitki na właścicielu firmy.

 

29-letnia Alona Romanenko pracowała w Polsce przy maszynie do maglowania. 15 grudnia ubiegłego roku próbowała wyjąć z maszyny prześcieradło.
Urządzenie wciągnęło i zmasakrowało jej rękę.
– Walec wciągał rękę po kawałku. Wciąż krzyczałam, a maszyna wciągała, miażdżyła i gotowała – mówiła poszkodowana poznańskiej „Gazecie Wyborczej”.
Żeby uratować kobietę, niezbędna była interwencja straży pożarnej, a potem amputacja ręki.
Sprawę właśnie skończyła badać Państwowa Inspekcja Pracy i prokuratura. Inspektorzy strzegący warunków pracy sformułowali pod adresem właściciela pralni cały szereg zarzutów. Doszli do wniosku, że główną przyczyną tragicznego wypadku był brak zabezpieczenia przed dostępem do strefy niebezpiecznej oraz fakt, iż urządzenie ochronne (awaryjne wyłączanie magla) nie działało.
Inspektorzy zwrócili również uwagę, że maszyna była eksploatowana niezgodnie z przeznaczeniem – do magla wkładano pościel ze zgrubieniami; poszkodowana pracownica musiała następnie szybko zabierać ją, jeśli zrobiły się supły.
Pracując w tak wymuszonym tempie, bez wcześniejszego szkolenia BHP, Alona Romanenko każdego dnia ryzykowała zdrowiem, a być może i życiem.
Do końca lipca będzie jasne, czy Prokuratura Rejonowa Poznań-Wilda postawi właścicielowi pralni zarzuty. Za taką decyzją przemawia końcowa decyzja PIP, która po zakończonej kontroli zawnioskowała do sądu rejonowego o ukaranie przedsiębiorcy.

Obalamy prawicowe mity

Czy komunizm jest w Polsce zabroniony?

Tak jak nasz kraj długi i szeroki, każdy polski komunista musi się mierzyć z argumentem antykomunistów, jakoby w Polsce ustrój komunistyczny był zakazany. Potwierdzeniem tego argumentu ma być rzekomo sama konstytucja Rzeczpospolitej, która mówi o zakazie propagowania ustrojów totalitarnych. Niestety dla samych antykomunistów, sprawa jest o wiele bardziej złożona. A dowodem tego niech będzie Komunistyczna Partia Polski, która mimo jawnego odwoływania się do komunistycznej ideologii, po dziś dzień legalnie funkcjonuje, mimo usilnych dążeń do jej zdelegalizowania przez obecny aparat rządowy. KPP jednak istnieje i nic nie zapowiada tego by w najbliższym czasie miało się to zmienić. Dlaczego?
By móc przejść do rozważań na temat legalności komunizmu w Polsce, należy poznać interesujące nas artykuły konstytucji III Rzeczpospolitej Polskiej. Są one następujące:

ART. 13

„Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.”
Z treści tego artykułu wynika, że zakazane jest jakiekolwiek istnienie partii politycznej, której program odwołuje się do totalitarnych praktyk i działań nazizmu, faszyzmu oraz komunizmu. Z pozoru wszystko wydaje się być jasne. Różnice stanowią jednak drobne słowa oraz elementarna wiedza historyczno-politologiczna. Artykuł ten zabrania działalności partii, które w swoich programach odwołują się do praktyk totalitarnych – to już wiemy. Nie mamy również wątpliwości co do tego, że nazizm jest ustrojem totalitarnym. Mówimy w końcu o najbardziej krwawym systemie w historii świata, który był istną maszyną do mordowania ludzi i który tylko w ciągu 12 lat istnienia, wymordował więcej ludzkich istnień niż potrafimy to sobie wyobrazić.
Nie mamy też wątpliwości, że faszyzm jest ustrojem totalitarnym. System bliźniaczo podobny do nazizmu, wykreowany przez Benito Mussoliniego, będącego poplecznikiem Adolfa Hitlera.
Ale czy komunizm jest ustrojem totalitarnym? Tutaj mamy wszelkie prawo by mieć wątpliwości. Komunizm w swej pierwotnej postaci, wykreowanej przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa w 1848 roku, nie był systemem totalitarnym. Stawiał on na równość, solidarność społeczną, przeciwstawienie się wyzyskowi i katorżniczemu trybowi pracy. Nie było mowy o nienawiści, rasizmie, przemocy czy nienawiści rasowej i narodowościowej. Te cechy były natomiast od początku przypisane do nazizmu i faszyzmu. Oba te systemy od początku były nastawione na zawiść, wrogość, nienawiść i pogardę. Innymi słowy – na stworzenie machiny permanentnego terroru i strachu. I systemy te pozostały takie do końca swojego funkcjonowania.
Z komunizmem sprawa jest bardziej skomplikowana i wielowątkowa, co już na samym wstępie poddaje w wątpliwość czy w ogóle możemy porównywać sytuację np. nazizmu z komunizmem. Trzeba wiedzieć, że demokratyczne poglądy zawarte w „Manifeście Komunistycznym” Marksa i Engelsa, zostały z czasem wypaczone przez ludzi, którzy nie mieli wiele wspólnego z tym prawdziwym komunizmem. Co do totalitaryzmu Józefa Stalina nikt nie ma wątpliwości. Sami komuniści pod tym względem są podzieleni i wielu z nich uważa, że Stalina nie można nawet nazwać komunistą. I fakt! Gdyby powstała partia polityczna, czy jakiekolwiek inne ugrupowanie, które jawnie odwoływałoby się do stalinizmu, najprawdopodobniej równie szybko jakby powstało, zostałoby zdelegalizowane.
Komunizm jednak, to system, który sięga o wiele dalej niż wyłącznie do postaci Józefa Stalina. Nie sposób wymienić wszystkie osiągnięcia komunizmu, które po dziś dzień mają pozytywny wpływ na życie ludzi w wielu zakątkach świata. Do dzisiaj mieszkamy w blokach, korzystamy ze szkół, przychodni czy całych szpitali wybudowanych w okresie Polski Ludowej. Na Kubie kocha się Fidela Castro za wyswobodzenie kraju z rąk amerykańskiego imperializmu. Che Guevara stał się ogólnoświatowym symbolem walki o wolność. W Burkina Faso rehabilituje się postać Thomasa Sankary, którego wybitne osiągnięcia zostały opisane w jednym z moich poprzednich artykułów. Z okazji 200. rocznicy urodzin Karola Marksa, zaczęto wydawać banknoty o nominale 0 euro w rodzinnym mieście tego niemieckiego filozofa – Trewirze. Pamięć o Włodzimierzu Leninie nadal jest żywa w Rosji i innych krajach poradzieckich.
Zasadniczą kwestią jest to, że komunizm dzieli się na wiele odłamów i zupełnie różnych obozów, z których tylko jeden jest uznawany za totalitarny. Jest nim stalinizm. Jednak poza stalinizmem jeszcze są: marksizm, leninizm, trockim, luksemburgizm, maoizm, guevaryzm i wiele, wiele innych mniej lub bardziej popularnych, z czego każdy z nich występuje w wielu mutacjach i pod różnymi postaciami. Zatem do jakiego odłamu zalicza się Komunistyczna Partia Polski? Zgodnie z ich statutem, który możliwy jest do zobaczenia na ich stronie, KPP jest partią o profilu marksistowsko-leninowskim, a więc nie jest to partia totalitarna. Natomiast sam komunizm, jako ustrój, nie jest zakazany w Polsce, o ile nie wiąże się on z totalitarnym stalinizmem.
W ten sposób został obalony jeden z czołowych argumentów wszystkich antykomunistów. Pozostaje jednak jeszcze jedna kwestia do omówienia. Jest nią temat tzw. symboli totalitarnych. Nim jednak przejdziemy do kolejnych rozważań, wzorem poprzedniej analizy, należałoby wpierw zapoznać się z interesującym nas artykułem konstytucji.

ART. 256

„§1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”
„§2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.”
Po raz kolejny wydawać by się mogło, że sprawa jest prosta i przejrzysta. I w istocie tak jest. Słynna swastyka, tak ochoczo stosowana przez środowiska skrajnie narodowe, jest w polskim prawie zakazana i stosowanie jej grozi pozbawieniem wolności do dwóch lat. Na nic zdadzą się argumentowania, że jest to starohinduski symbol szczęścia czy rodzimowiercza, słowiańska swarga. Swastyka jest obecnie symbolem zepsutym, kojarzącym się jednoznacznie z nazizmem i z tego powodu noszenie, powielanie jej i ogólne prezentowanie jej (w celach innych niż historyczne), jest nielegalne.
Ostatnia część tego artykułu utraciła jednak ważność z dniem 3 sierpnia 2011 roku. Było to spowodowane zbyt dużymi niejasnościami kryjącymi się pod wyrażeniem takim jak np. „symbolika komunistyczna”. Stwierdzono, że to określenie ma zbyt wiele niejasności i nie może być brane pod uwagę jeśli chodzi o konstytucyjność tego artykułu. Uznano, że może to godzić w wolność słowa. Jest wiele symboli (jak np. sierp i młot czy komunistyczna gwiazda) które mają wiele znaczeń i ich określenie wcale nie jest tak jednoznaczne jak w przypadku np. swastyki. Sierp i młot jako symbol sojuszu robotniczo-chłopskiego czy czerwona gwiazda jako symbol walki o wolność same w sobie nie są i nie muszą być wcale symbolami totalitaryzmu i stalinizmu.
Stwierdzono również, że samo posiadanie czy też nawet rozpowszechnianie symboliki o której mowa w ostatnim zdaniu omawianego artykułu, nie musi jeszcze wcale być równoznaczne z popieraniem czy promowaniem ustrojów totalitarnych. Z tego powodu oficjalnie Trybunał Konstytucyjny wycofał ostatnią część analizowanego paragrafu. Wiąże się to również z tym, że zakazana jest produkcja, promotorstwo czy rozpowszechnianie symboli, które spełniają paragraf pierwszy, artykułu 256, czyli… Symboli faszystowskich.

Reasumując,

choć publiczna nagonka na komunistów, socjalistów i marksizm jest coraz większa i przybiera na sile, to póki co możemy spać spokojnie… Z przeświadczeniem, że nie łamiemy polskiego prawa w przeciwieństwie do niektórych środowisk, które tak miłują Polskę, że na każdym niemal kroku posługują się symboliką związaną z faszyzmem. Pozostaje mieć też nadzieję, że polski aparat państwowy w przyszłości będzie z dużo większą ochotą łapał wszystkich przestępców odwołujących się w jakikolwiek sposób do nazizmu zamiast brnąć w walkę z demokratycznym socjalizmem i komunizmem.