48 godzin sport

Diamentowa Liga się sypie
Organizatorzy mityngu Diamentowej Ligi w Gateshead odwołali zaplanowane na 12 września zawody z powodu pandemii koronawirusa, przez którą znacznie opóźniły się prace przy modernizacji stadionu. W tej sytuacji brytyjska federacja lekkoatletyczna postanowiła zrezygnować z przeprowadzenia tam mityngu zaliczanego do Diamentowej Ligi. To kolejna impreza tego cyklu, która w tym roku się nie odbędzie. Wcześniej odwołano zawody w Londynie, Rabacie, Zurychu, Paryżu oraz Eugene. Zmagania w Diamentowej Lidze mają się rozpocząć 14 sierpnia mityngiem w Monako.

Glik wraca do Serie A
Kamil Glik odchodzi z AS Monaco i po czterech sezonach przerwy ponownie będzie występował we włoskiej ekstraklasie. Obrońca reprezentacji Polski w poniedziałek ma przejść testy medyczne w ekipie beniaminka Serie A Benevento. Włoski klub za transfer Glika ma zapłacić AS Monaco 3,5 mln euro, zaś polski piłkarz ma zarabiać 3 mln euro rocznie. Glik we Włoszech grał wcześniej w zespołach Barii, Palermo i Torino. W przerwanym przez pandemię minionym sezonie ligi francuskiej zagrał w barwach AS Monaco w 23 meczach i zdobył jedną bramkę.

Wirus dopadł J-League
Władze japońskiej ekstraklasy piłkarskiej (J-League) poinformowały w minioną niedzielę, że zaplanowany w poniedziałek mecz pomiędzy zespołami Nagoya Grampus a Sanfrecce Hiroshima nie odbędzie się z powodu pozytywnych wyników testów na koronawirusa. Okazało się, że dwóch piłkarzy zespołu Nagoya Grampus oraz jeden z członków sztabu szkoleniowego są zakażeni Covid-19. Liga japońska wznowiła rozgrywki na początku lipca, po czterech miesiącach przerwy spowodowanej wybuchem pandemii.

Zbojkotowały hymn USA
W miniona sobotę w ośrodku w Bradenton na Florydzie kobieca liga koszykówki WNBA rozpoczęła opóźniony z powodu pandemii o ponad dwa miesiące nowy sezon. Koszykarki zespołów New York Liberty i Seattle Storm w czasie odgrywania hymnu USA udały się do szatni, protestując w ten sposób przeciwko nierówności rasowej w USA. W IMG Academy, gdzie rozgrywany będzie ten sezon WNBA, zespół Storm pokonał Liberty 87:71. Rozgrywki WNBA miały się rozpocząć 15 maja, a w obecnej wersji każdy z zespołów rozegra 22 spotkania, po czym nastąpi faza play off.

Sobota ponownie w Śląsku
Po siedmiu latach gry w zagranicznych klubach były reprezentant Polski Waldemar Sobota (zaliczył w biało-czerwonych barwach 18 występów) będzie ponownie zawodnikiem Śląska Wrocław. 33-letni napastnik od 1 lipca tego roku jest wolnym zawodnikiem, bo wygasł jego kontrakt z niemieckim II-ligowym klubem St. Pauli. We wrocławskim zespole Sobota grał w latach 2010-2013, strzelając w 120 meczach 19 goli i notując 21 asyst. Latem 2013 roku odszedł za milion euro do belgijskiego FC Brugge, skąd dwa lata później trafił do St. Pauli.

Koronawirus w Treflu Gdańsk
Ergo Arena została zamknięta po decyzji Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku. To skutek pozytywnych wyników testów na Covid-19 u dwóch siatkarzy Trefla Gdańsk. W konsekwencji wszystkie zajęcia zaplanowane w dniach 24-27 lipca w Ergo Arenie i na terenach zewnętrznych wokół obiektu zostały odwołane. To pierwszy przypadki koronawirusa w męskiej siatkówce ligowej w Polsce. Kilka dni temu obecność wirusa wykryto natomiast u siatkarki ŁKS Commercecon Łódź Aleksandry Wójcik, w efekcie cała drużyna została poddana kwarantannie, a halę Arena Łódź zamknięto na czas całościowej dezynfekcji.

W chińskiej lidze znów grają
W sobotę, z pięciomiesięcznym opóźnieniem (rywalizacja miała się rozpocząć 22 lutego) spowodowanym wybuchem epidemii koronawirusa, rozpoczął się sezon w chińskiej ekstraklasie piłkarskiej. Mecz broniącego tytułu Evergrande Kanton z Shanghai Shenhua (2:0) poprzedziła minuta ciszy w hołdzie ofiarom Covid-19. Zespół z Kantonu, prowadzony przez włoskiego trenera Fabia Cannavaro, wygrał po dwóch bramkach zdobytych w 7. i 66. minucie przez Wei Shihao. Spotkanie rozegrano w Dalian, jednym z dwóch miast, które wyznaczono na dokończenie rozgrywek ligowych. Drugim jest Suzou, a w każdym rywalizuje po osiem drużyn. Testy na obecność Covid-19 będą przeprowadzane co tydzień.

Ural bez Kucharczyka i Wilusza
Dwaj polscy piłkarze, Michał Kucharczyk i Maciej Wilusz, latem odejdą z występującego w rosyjskiej ekstraklasie piłkarskiej zespołu Ural Jekaterynburg. W jedenastej drużynie minionego sezonu pozostanie natomiast trzeci Polaków – Rafał Augustyniak (w minionym sezonie były zawodnik Miedzi Legnica rozegrał 32 spotkania, strzelił dwa gole i zaliczył dwie asysty). Kucharczyk trafił do Uralu latem 2019 roku po odejściu z Legii Warszawa. Łącznie rozegrał w tym zespole 19 meczów, w których strzelił jednego gola i zaliczył jedną asystę. Z kolei Wilusz, były zawodnik m.in. Lecha Poznań, który w Rosji gra od trzech lat, zawodnikiem Urala był od stycznia 2020 roku (wcześniej grał w FK Rostów) i zdążył wystąpić w 11 meczach. Obaj nasi piłkarze od 1 sierpnia będą mieli status wolnych graczy, co oznacza, że ich nowy pracodawca nie musi za nich nic płacić.

Kylian Mbappe kontuzjowany
Piłkarze Paris Saint-Germain zdobyli Puchar Francji pokonując w rozegranym w miniony piątek finałowym meczu Saint-Etienne 1:0. Zwycięską bramkę dla paryskiej drużyny zdobył Neymar. Spotkania nie dokończył francuski gwiazdor ekipy PSG Kylian Mbappe, którego w 31. minucie brutalnie sfaulował obrońca rywali Loica Perrina. Badania wykazały poważne uszkodzenia kostki, ale na razie nie wiadomo jak długo reprezentant Francji będzie wyłączony z gry. Wiadomo, że nie zagra w najbliższy weekend z Olympique Lyon w finale Pucharu Ligi Francuskiej, ale może zdąży się wykurować do 12 sierpnia na mecz z Atalantą Bergamo w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

Ośmiu w rosyjskiej lidze

Liczba polskich piłkarzy w rosyjskiej Priemjer Lidze systematycznie rośnie. Po letnich transferach w nowym sezonie będzie ich w sumie ośmiu: Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus, Sebastian Szymański, Damian Szymański, Konrad Michalak, Maciej Wilusz, Michał Kucharczyk i Rafał Augustyniak. Więcej graczy z naszego kraju występuje jedynie we włoskiej Serie A.

Trójka naszych graczy występuje w klubach ze stolicy Rosji. 29-letni Grzegorz Krychowiak i jego rówieśnik Maciej Rybus od dawna są już filarami Lokomotiwu Moskwa, a 20-letni Sebastian Szymański tego lata przeszedł z Legii Warszawa do Dynamo Moskwa. Dwóch Polaków, 24-letni Damian Szymański i 21-letni Konrad Michalak, znalazło przystań w Czeczeni, w klubie Achmat Grozny, wcześniej znanym pod nazwą Terek. Z kolei 30-letni Maciej Wilusz w drużynie FK Rostów gra od lata 2017 roku, a trafił do tego zespołu z Lecha Poznań. Jako ostatni z wymienionej grupy piłkarzy do Priemjer Ligi trafili 28-letni Michał Kucharczyk i 25-letni Rafał Augustyniak. Pierwszy przeszedł za darmo po rozwiązaniu kontraktu z Legią, za drugiego do Urala Jekaterynburg zapłacił spadkowiczowi z ekstraklasy Miedzi Legnica pół miliona euro.

Po czterech kolejkach spotkań najwyżej w tabeli rosyjskiej najwyższej ligi plasuje się Zenit Petersburg, za nim jest CSKA Moskwa, a trzecią pozycję zajmuje zespół Wilusza, FK Rostów. Polak nie ma jednak w tym wielkiego udziału. Do stycznia tego roku był podstawowym graczem Rostowa i stoperem często wyróżnianym w ligowych rankingach. Grał na lewej stronie w trzyosobowym bloku obronnym, ale zimą zerwał więzadła krzyżowe i chociaż już wrócił do zespołu, póki co jego mecze ogląda z ławki rezerwowych. Czwartą lokatę zajmuje Lokomotiw, w którym znaczące role odgrywają Krychowiak i Rybus. Trzy miejsca niżej jest Ural, w którym na razie regularnie gra tylko Augustyniak, dziewiątą lokatę zajmuje Achmar z Michalakiem i Damianem Szymańskim, a najniżej z klubów z polskimi piłkarzami znajduje się stołeczne Dynamo, które zajmuje aktualnie 10. pozycję. Poza Wiluszem i Kucharczykiem pozostała szóstka naszych piłkarzy regularnie pojawia się na boisku.

Polskim weteranem w rosyjskiej ekstraklasie jest Rybus, który trafił tu z Legii Warszawa przechodząc w 2012 roku wraz z Marcinem Komorowskim do Tereka Groznego. Po czterech sezonach chciał spróbować sił na Zachodzie i podpisał kontrakt z Olympique Lyon, ale we Francji nie czuł się najlepiej i nie grał dobrze. Wytrzymał rok i wrócił do Rosji, lecz już nie do czeczeńskiego klubu, lecz do Lokomotiwu Moskwa. Agent Rybusa, Mariusz Piekarski, stoi też za transferami z Wisły Płock Damiana Szymańskiego i Konrada Michalaka oraz z Legii Sebastiana Szymańskiego. Michała Kucharczyka, Rafała Augustyniaka i Macieja Wilusza w lidze rosyjskiej ulokowała agencja INNfootball Daniela Webera . Za swoich dwóch graczy Wisła Płock zarobiła w sumie trzy miliony euro, za Szymańskiego Legia dostała 5,5 mln euro. Augustyniak kosztował pół miliona euro.

Najdroższym i najbardziej znanym z polskich piłkarzy jest rzecz jasna Krychowiak, który w Lokomotiwie wraca do piłkarskiego życia po upokorzeniach jakich doświadczył w Paris Saint-Germain. Poprzedni sezon spędził w moskiewskim zespole na zasadzie wypożyczenia, a ponieważ grał znakomicie i został nawet wyróżniony tytułem najlepszego pomocnika ligi, działacze Lokomotiwu zdecydowali się wyłożyć za transfer definitywny reprezentanta Polski 12 mln euro. Paris Saint-Germain stracił na tej transakcji grube miliony, bo wykupując Krychowiaka z FC Sevilla zapłacili za niego około 26 mln euro, ale to problem francuskiego potentata. Lokomotiw zrobił dobry interes, bowiem polski piłkarz już od początku sezonu gra fantastycznie i nawet strzelił zwycięskiego gola, a we wrześniu będzie miał okazję przypomnieć się kibicom w Europie w fazie grupowej Ligi Mistrzów i w meczach reprezentacji Polski w eliminacjach Euro 2020.

Selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek powinien teraz uważniej śledzić poczynania grupy polskich piłkarzy w rosyjskiej lidze. Krychowiak i Rybus to przecież podstawowi gracze reprezentacji, Damiana Szymańskiego Brzęczek zna jeszcze z czasów gdy był trenerem Wisły Płock, a już wysyłał mu powołania na zgrupowania kadry. W kręgu jego zainteresowania juz wcześniej znaleźli się też błyskotliwy rozgrywający Sebastian Szymański, który po przeprowadzce do Dynama Moskwa gra regularnie w podstawowym składzie i zbiera dobre recenzje, a także i szybki jak wiatr skrzydłowy Konrad Michalak, który w Achmacie Grozny dzięki temu atutowi ma duże szanse wypłynąć na szersze wody. Ten piłkarz może już wkrótce rozwiązać selekcjonerowi kadry problem z obsadą prawego skrzydła.

Wilusz, Kucharczyk i Augustyniak z różnych powodów na powołania do reprezentacji Polski nie mają co liczyć. Wilusz ich nie dostawał nawet wtedy, gdy grał w Rosji na wysokim poziomie, a zespole biało-czerwonych Kamil Glik nie miał na stoperze równego mu partnera. Tym bardziej nie dostanie teraz, gdy walczy o powrót do formy po kontuzji, a Glik ma u swego boku w środku obrony Jana Bednarka. Kucharczyk też nie cieszył się uznaniem selekcjonerów kadry nawet jako kluczowy zawodnik Legii, a Augustyniak gra na pozycji defensywnego pomocnika, na której Brzęczek ma kłopot bogactwa jak z bramkarzami czy napastnikami. Obserwować go jednak nie zawadzi.

 

Legia wietrzy szatnię

Zespoły naszej ekstraklasy, oczywiście za wyjątkiem rozpadającej się Wisły Kraków, rozpoczęły przygotowania do rundy wiosennej. Piłkarze broniącej tytułu Legii Warszawa pojechali wykuwać formę do Portugalii, czyli ojczyzny obecnego trenera „Wojskowych” Ricardo Sa Pinto. Jego pozycja na Łazienkowskiej staje się coraz mocniejsza.

Na Łazienkowskiej w przerwie zimowej też sporo się działo, ale były to normalne kadrowe ruchy jakie zwykle odbywają się w klubach w przerwach między rozgrywkami. Ponieważ trener Sa Pinto skutecznie opanował kryzys formy, jaki dopadł legionistów pod niezbyt udolnymi rządami chorwackiego trenera Deana Klafuricia, zaskarbił sobie zaufanie właściciela stołecznego klubu Dariusza Mioduskiego i ustawia teraz zespół wedle swojego uznania.

Bez litości dla zawodzących

Pinto przejął drużynę tuż przed rewanżowym meczem z luksemburskim F91 Dudelange i po nim natychmiast skreślił piłkarzy, którzy go zawiedli. Blisko połowa drużyny, która pojawiła się na boisku w tamtym spotkaniu, dzisiaj wypadła na margines – Arkadiusz Malarz, Michał Pazdan, Chris Philipps, Krzysztof Mączyński i Jose Kante. Malarz został odsunięty od gry w trakcie sezonu, gdy jego pozycję najpierw zajął Radosław Cierzniak, a potem Radosław Majecki. 38-letni golkiper był rozgoryczony degradacją w klubowej hierarchii, bowiem w poprzednich sezonach uznawano go za jednego z najlepszych graczy Legii, ale praw biologii nie zmieni.

Pazdan po słabym meczu z Dudelange dostał szansę w ligowym meczu z Cracovią, gdzie już po 12 minutach zarobił czerwoną kartkę, czym tak poirytował Sa Pinto, że Portugalczyk od tamtej pory wystawił go jedynie w dwóch meczach Pucharu Polski. Pazdan dostał zgodę na odejście z Legii, miał nawet jakieś oferty z powiatowych tureckich klubików, ostatecznie je odrzucił i pojechał na zgrupowanie do Portugalii. Philipps w meczu z Dudelange został zmieniony już po 45 minutach i kolejny raz na boisku pojawił się dopiero po czterech miesiącach, a Mączyński po przyjściu Andre Martinsa został przesunięty do drużyny rezerw.

Z kolei Kante spadł w hierarchii napastników nie tylko za Carlitosa, lecz także Sandro Kulenovicia oraz wracającego do zdrowia Jarosława Niezgody. W Legii nie ma już natomiast Chorwata Eduardo da Silvy, który przeciwko Dudelange wszedł z ławki rezerwowych i nic nie pokazał.

Odstrzał reprezentantów Polski

Wśród 26 zawodników, których zabrał na zgrupowanie w Portugalii, nie znalazł się też Tomasz Jodłowiec, którego wypożyczenie do Piasta Gliwice dobiegło końca i wrócił do „Wojskowych”, z którymi wiąże go jeszcze półtoraroczny kontrakt. To kolejny niedawny reprezentant Polski, którego nie chce w Legii Sa Pinto, a przecież Jodłowiec był podstawowym graczem biało-czerwonych podczas Euro 2016, ale portugalski trener chyba nie ma uprzedzeń, skoro przywrócił do łask pomiatanego wcześniej Artura Jędrzejczyka.

Nowych graczy szuka jednak na razie głównie wśród rodaków, więc jakoś specjalnie nie różni się od innych cudzoziemskich trenerów w Legii. Do sprowadzonego jeszcze latem Aandre Martinsa oraz grającego w warszawskim klubie już wcześniej Cafu, dołączyli niedawno Luis Rocha i Salvador Agra. Niestety, są to piłkarza nieznani i o umiejętnościach póki co nierozpoznanych. Ale portugalska kolonia w Legii liczy już czterech zawodników i niewykluczone, że jeszcze się powiększy.

Zobaczmy jak wygląda wybrana przez Sa Pinto kadra Legii: bramkarze – Radosław Majecki, Radosław Cierzniak, Cezary Miszta; obrońcy: Michał Pazdan, Inaki Astiz, Mateusz Wieteska, Adam Hlousek, Paweł Stolarski, William Remy, Artur Jędrzejczyk, Luis Rocha; pomocnicy – Domagoj Antolić, Michał Kucharczyk, Marko Vesović, Dominik Nagy, Kasper Hamalainen, Andre Martins, Cafu, Miroslav Radović, Sebastian Szymański, Salvador Agra, Mateusz Praszelik, Michał Karbownik; napastnicy – Carlitos, Jarosław Niezgoda, Sandro Kulenović.

Zwycięzcy się nie osądza

Stołeczny klub szuka też wzmocnień wśród polskich piłkarzy. Jak podał katowicki „Sport”, jego działacze zaproponowali Górnikowi Zabrze transakcję wymienną, oferując za 21-letniego Szymona Żurkowskiego czterech „odstrzelonych graczy” (Malarz, Kante, Jodłowiec, Mączyński) oraz pewną kwotę na dokładkę. Szefowie zabrzańskiego klubu jednak tę ofertę odrzucili, chociaż zespołowi grozi spadek i wsparcie czterech doświadczonych graczy byłoby bezcenne, może nawet cenniejsze, niż spodziewane cztery miliony euro z zagranicznego transferu Żurkowskiego.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że polityka transferowa Legii w ostatnich latach to więcej niż loteria. Jak ustalił portal Legionisci.com aż 15 z 26 pozyskanych w ostatnich dwóch latach piłkarzy okazało się nieprzydatnych. Na liście transferowych niewypałów znaleźli się: Daniel Chima Chukwu, Tomasz Necid, Hildeberto, Armando Sadiku, Krzysztof Mączyński, Cristian Pasquato, Eduardo da Silva, Chris Philipps, Mauricio, Vjaczeslavs Kudrjavcevs, Jose Kante, Łukasz Moneta, Vamara Sanogo, Brian Iloski, Mikołaj Kwietniewski. Trenera Sa Pinto trudno teraz krytykować za podejmowane decyzje personalne, bo odkąd przejął drużynę Legia przegrała zaledwie dwa spotkania.

 

Rekord Kucharczyka

Napastnik Legii Michał Kucharczyk został rekordzistą pod względem występów w rozgrywkach UEFA w barwach polskich klubów. Występ w meczu I rundy el. Ligi Mistrzów z Cork City był jego 64. w europejskich pucharach.

 

Kucharczyk pobił najlepsze jak dotąd osiągnięcie dawnego kolegi z Łazienkowskiej Tomasza Jodłowca, który dzierżył rekord od 23 lutego 2017 roku, kiedy to w rewanżowym meczu 1/16 finału Ligi Europy z Ajaksem Amsterdam odebrał z kolei rekord Jakubowi Rzeźniczakowi. Warto odnotować, że wszystkie 64. mecze w europejskich pucharach Kucharczyk rozegrał w barwach Legii. Zadebiutował 28 lipca 2011 roku w spotkaniu eliminacji Ligi Europy z tureckim Gaziantepsporem. Na jego rekordowy dorobek złożyły się 43 występy w Lidze Europy i 21 w Lidze Mistrzów. W tych spotkaniach skrzydłowy Legii zdobył 15 bramek i pod tym względem jest na piątym miejscu listy najskuteczniejszym zawodników polskich klubów w europejskich pucharach.

 

Arka wydarła Legii Superpuchar

Piłkarze Legii Warszawa chyba nie uważają Superpucharu Polski za cenną zdobycz, bo w sobotę po raz szósty przegrali mecz o to trofeum, ulegając Arce Gdynia na własnym stadionie 2:3. Po raz ostatni legioniści zdobyli Superpuchar w 2008 roku.

 

Broniąca trofeum Arka Gdynia po raz drugi z rzędu w meczu o Superpuchar pokonała Legię. Porażkę mistrzów Polski i zdobywców krajowego pucharu w poprzednim sezonie oglądał Jerzy Brzęczek, niedoszły trener warszawskiego zespołu, a obecnie selekcjoner reprezentacji Polski. W loży honorowej stadionu przy Łazienkowskiej towarzyszyli mu jego nowi koledzy z pracy – Stefan Majewski, Marek Koźmiński, Paweł Wojtala i Tomasz Iwan oraz Zbigniew Boniek, który oglądał jednak mecz w towarzystwie prezesów obu walczących klubów – Dariusza Mioduskiego z Legii i Wojciecha Pertkiewicza z Arki.

Ponieważ do czasu oficjalnej prezentacji połączonej z konferencja prasową nowy trener kadry ma założony knebel, nie wiadomo których piłkarzy z biegających w sobotni wieczór po boisku obserwował pod kątem reprezentacji. Z wybrańców jego poprzednika, Adama Nawałki,  o Superpuchar zagrali Sebastian Szymański i Krzysztof Mączyński, żaden z nich jednak niczym nie zachwycił. Potencjalny kadrowicz, Michał Kucharczyk, wypadł jeszcze gorzej. W gdyńskiej drużynie, chociaż wygrała, także ani jeden z polskich graczy nie dał swoją grą żadnego powodu, żeby wysłać mu powołanie na czekający naszą reprezentację wrześniowy mecz z Włochami.

Arka w finale Pucharu Polski przegrała z Legią, zaś w lidze zajęła dopiero 12. miejsce, zatem w tym sezonie nie zagra w europejskich pucharach i jej forma nie jest taka ważna. Co innego dyspozycja graczy Legii, bo oni przecież walczą w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Nie ma się jednak co łudzić, z taką grą, jaką zaprezentowali w spotkaniu z Arką to legioniści może przejdą irlandzki Cork City (na wyjeździe wygrali 1:0, rewanż we wtorek 17 lipca o 21:00), ale na mocniejszego przeciwnika z pewnością to nie wystarczy.

Nie pomógł im nawet król strzelców ekstraklasy z poprzedniego sezonu Carlitos, dla którego występ przeciwko Arce był debiutem w barwach warszawskiego klubu. Owszem, strzelił gola, ale ze spalonego i sędzia go nie uznał, a potem hiszpański snajper tylko miotał się bezradnie po murawie w oczekiwaniu na jakieś sensowne zagrania swoich nowych kolegów. Nie doczekał się jednak, a lepsze recenzje od niego zebrał inny z nowych nabytków Legii Jose Kante.

Wygrana Arki to pierwszy poważny sukces nowego trenera gdyńskiego klubu Zbigniewa Smółki, który wcześniej pracował w I-ligowej Stali Mielec. Warto śledzić pracę tego szkoleniowca, bo zdaje się że ma on nie tylko wyszukane jak na trenerski fach maniery, ale przede wszystkim talent. Kibice warszawskiej drużyny, których stawiło się ponad siedemnaście tysięcy, tuż po ostatnim gwizdku sędziego gremialnie opuścili stadion, przez co ceremonia nagradzania zwycięskiej drużyny odbyła się w scenerii pustych trybun.