Chiny poprawiają notowania

Państwo Środka idzie w górę w rankingach dotyczących gospodarki i poziomu życia.

Spośród bardzo wielu międzynarodowych rankingów, w których klasyfikowane są Chiny, warto zwrócić szczególną uwagę na Indeks Celów Zrównoważonego Rozwoju (SDG-Index). Jest to najmłodszy z ważnych indeksów i także poniekąd wciąż najmniej dopracowany. Związany jest integralnie z Agendą ONZ 2030. Najmłodszy, gdyż sama Agenda będąca jego podstawą została przyjęta dopiero we wrześniu 2015 r. na szczycie ONZ, kiedy uchwalono 17 Celów Zrównoważonego Rozwoju na okres do 2030 r. Niedopracowany, gdyż wciąż nie zostały przyjęte wszystkie założone wcześniej wskaźniki pomiaru dla monitoringu realizacji celów. A tych wskaźników jest 259; żaden dotychczasowy Indeks nie liczył ich aż tyle.
Warto tu nadmienić, że SDG w odróżnieniu od Milenijnych Celów Rozwojowych uchwalonych przez ONZ piętnaście lat wcześniej, które obejmowały głównie kraje rozwijające się, dotyczy wszystkich krajów świata.
Indeks SDG z ubiegłego roku jest dopiero drugim , po indeksie 2017. Został opracowany przez Fundację Bertelsmanna i Sieć Rozwiązań SDG. Dyrektorem Sieci Rozwiązań SDG jest znany w Polsce prof. Jeffrey Sachs.
Indeks obejmuje formalnie wszystkie 193 kraje członkowskie ONZ. Nie wszystkie jednak kraje dostarczyły swoje dane, a niektóre z nich okazały się nie w pełni wiarygodne i zostały pominięte w edycji z 2018 r. Tak więc, ostatecznie tegoroczny indeks SDG obejmuje 156 krajów. Wszystkie dane służące do jego tworzenia najdują się na stronie www.sdgindex.org, a definicje wskaźników monitorujących także na stronie Głównego Urzędu Statystycznego www.stat.gov.pl w dziale SDG.
Chiny w indeksie SDG 2018 zajmują 54. miejsce, z wartością 70,1, przy średniej regionalnej 64,1. W indeksie 2017 – zajęły 71 miejsce.
Najwyższą ocenę (99,7) Chiny uzyskały w odniesieniu do Celu 1 (koniec z ubóstwem), a wysokie oceny (powyżej 80 pkt.) osiągnęły w realizacji Celów 3 (dobre zdrowia i jakość życia), 6 (czysta woda i warunki sanitarne) oraz 8 (wzrost gospodarczy i godna praca). Postęp w tych ważnych dziedzinach jest więc
Pierwsze miejsce w rankingu 2018 uzyskała Szwecja (85 pkt), ostatnie Republika Afryki Środkowej (37,7). Rosja zajmuje 63. miejsce, Indie 132. Japonia – 15 a USA – 35 (pokazano pierwsze i ostatnie miejsca w indeksie oraz wybrane kraje: Japonię, Stany Zjednoczone, a także Indie i Rosję, jako sąsiadujące z Chinami kraje wchodzące w skład BRICS, czyli grupy państw rozwijających się – Brazylii, Rosji, Indii, Chin i Republiki Południowej Afryki).
W innym znaczącym indeksie, Rozwoju E-Administracji (E-Governemt Development Indeks), w 2018 r. Państwo Środka zajęło 65 miejsce. Indeks ten jest opracowywany od 2001 r. przez departament do spraw Społeczno-Ekonomicznych ONZ i obejmuje 193 kraje członkowskie.
Indeks bazuje na trzech podstawowych członach: usługi online, infrastruktura telekomunikacyjna i kapitał społeczny (ludzki).
Chiny zostały zaliczone do grupy krajów rozwiniętych, zajmujących miejsca w przedziale wartości indeksu 0,50-0,75. Chiny osiągnęły go na poziomie 0,68. Wysokie notowania indeksu osiągnięto w usługach online (0,86) i kapitale społecznym (0,71), niskie natomiast w infrastrukturze telekomunikacyjnej (0,47).
Według indeksu z 2008 r. Chiny także zajmowały 65. miejsce lecz z dużo niższą wartością – tylko 0,5017.
W ubiegłym roku pierwsze miejsce zajęła Dania (0,9150), a ostatnie Somalia (0,0566). Japonia była na 10 pozycji, USA na 11, Rosja – 32 i Indie – 96.
W Indeksie Rozwoju Społecznego (HDI) w ubiegłym roku Chiny zajęły 86 miejsce.
Human Development Indices and Indicators to najstarszy indeks złożony, gdyż publikowany jest już od 1990 r. przez Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP). Od 2010 r. zweryfikowano częściowo metodologię jego liczenia, ale także i wprowadzono element nierówności, stąd często jego obecna nazwa to Indeks Nierówności Rozwoju Społecznego.
Indeks HDI składa się z czterech czynników: oczekiwana długość życia, lata spędzone w szkole, oczekiwana długość edukacji oraz produkt krajowy brutto na mieszkańca wg parytetu siły nabywczej (PPP).
Chiny w 2018 r. osiągnęły poziom indeksu 0,752. Pierwsze miejsce uzyskała Norwegia na poziomie 0,953 a ostatnie Niger: 0,354.
USA zajęły 13 pozycję, Japonia – 19, Rosja – 49, a Indie – 131.
Jeśli chodzi o lata spędzone w szkole to w Chinach jest to 7,8, gdy w Indiach tylko 6,4.
Z powodu nierówności występujących w poszczególnych częściach składowych indeksu, HDI obniża się w Chinach do 0,643, czyli o 14,5 proc. W skali świata ta strata wynosi 20 proc. W Indiach – aż 26,8 proc., w Rosji 9,5 proc., a w USA 13,8 proc. W Japonii tylko – 3,6 proc., a udział wydatków na ochronę zdrowia w PKB wynosi tam 5,3 proc.
Biorąc pod uwagę kwestię płci (co znajduje wyraz w Indeksie Rozwoju Płci), to w Chinach dla kobiet wartość indeksu HDI wynosi 0,735 a dla mężczyzn 0,769. Chiny według tego indeksu zajęły 36 miejsce w świecie.
Warte uwagi są jeszcze niektóre dane demograficzne. Mediana wieku w Chinach wynosi 37 lat, współczynnik dzietności 1,6, udział osób w wieku powyżej 65 lat w stosunku do liczby ludności w wieku produkcyjnym 14,8 proc, a udział ludności miejskiej to 58 proc.
Przedstawione tu indeksy obejmujące Chiny dotyczyły głównie gospodarki. Pominąłem indeksy klasycznie społeczne, między innymi ze względu na odmienne podejście Chin do spraw wolności obywatelskich, demokracji, wolności mediów itp. W tych indeksach Chiny zajmują zresztą odległe miejsca.
Natomiast w indeksach gospodarczych najwyższe miejsce zajmują w obszarze innowacji (14) – i jest to miejsce stale polepszające się. Wysoką pozycję zajmują także w obszarze konkurencyjności (28). Rokuje to pomyślne perspektywy rozwojowe.
Kontrastują z tym miejsca zajmowane przez Chiny w zakresie warunków prowadzenia działalności gospodarczej, gdyż w Indeksie Wolności Gospodarczej jest to miejsce zaledwie 100 a w Indeksie Prowadzenia Działalności Gospodarczej (Doing Business) – 46. Raczej ten drugi indeks jest bardziej miarodajny w tej dziedzinie.
Zbliżone miejsca zajmują Chiny w indeksie HDI oraz postrzegania korupcji: 86 i 87. W ineksie związanym z realizacją Celów Zrównoważonego Rozwoju zajmowane 54. miejsce należałoby traktować jako wynik bardzo wstępny.
W każdym indeksie Chiny wykazują w ostatnich 10 latach postęp, choć nie zawsze jednostajny. W każdym indeksie Chiny wyprzedzają też Indie, a w niektórych także Rosję. W poszczególnych, choć nielicznych, miernikach oceny, Chiny wyprzedzają nawet USA czy Japonię.

Coraz trudniejsze warunki dla biznesu

Przede wszystkim, u nas trudno rozpocząć działalność, a i jej prowadzenie jest pełne niebezpiecznych raf.

Tydzień temu został opublikowany raport na temat ułatwień dla prowadzenia działalności gospodarczej oraz Indeks Doing Business i Ranking 2020, w którym Polska gospodarka zajęła dopiero 40. miejsce.
Indeks publikowany jest od 2003 r. przez Bank Światowy, w tym roku dla 190 krajów. Indeks ma charakter złożony (agregatowy), składa się nań 10 filarów tematycznych (tworzących osobne subindeksy) i aż 51 wskaźników (mierników oceny), dotyczących różnych aspektów prowadzenia działalności. Badania dla Polski prowadzone są na podstawie warunków panujących w Warszawie.

Jak rząd dba o przedsiębiorców

W tych zróżnicowanych filarach i wskaźnikach nasza gospodarka i jej segmenty zajmują różne miejsca w rankingu światowym. Bardzo wysoko oceniane są warunki prowadzenia działalności w zakresie handlu zagranicznego (1. miejsce) oraz stosunkowo niskiego ryzyka niewypłacalności (25).
Bardzo nisko natomiast Bank Światowy ocenia warunki startu przedsiębiorstw w Polsce (dopiero 128 miejsce), czas zarejestrowania działalności (37 dni) oraz rejestracja zmiany własności (dopiero 92 miejsce, a średni czas wpisania zmiany własności w dokumenty to aż 135 dni). W 2009 r. w rankingu Doing Business zajmowaliśmy aż 72. miejsce, pięć lat później już 55. W indeksach z 2017 r. i 2018 r. – 24., postęp był więc wyraźny. W rankingu 2019 r. mamy jednak spadek na 33. miejsce. A już w kolejnym 2020 spadek aż na 40, czyli o 7 miejsc. Czołówka rankingu to: Nowa Zelandia, Singapur, Hong Kong, Dania i Republika Korea Południowa..
Wartość Indeksu dla Nowej Zelandii wynosi 86,8 a dla Polski jedynie 76,4. Taki jest obecnie dystans do najlepszych pod względem konkurencyjności gospodarczej.

Świat nas wyprzedza

Warto zauważyć, że Rosja zajmuje w rankingu Doing Business lepsze miejsce w aspekcie ułatwień dla prowadzenia działalności gospodarczej przez małe i średnie przedsiębiorstwa niż Polska – jest to 28. miejsce. Chiny awansowały zaś na 31 miejsce.
W Europie liderami w zakresie ułatwień dla prowadzenia działalności gospodarczej są Dania (4. miejsce) i Wielka Brytania (8 miejsce). Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są: Litwa (11), Estonia (18), Łotwa (19) i Słowenia (37). Za nami zaś Czechy (41), Słowacja (45), Chorwacja (51), Rumunia (55) i Bułgaria (61).
Indeks i pełny raport można znaleźć: www.doingbusiness.org

Rośnie turystyczna atrakcyjność Polski

Niedostatek odpowiedniej infrastruktury oraz walorów naturalnych i kulturowych naszego kraju, z powodzeniem nadrabiamy coraz lepszymi rozwiązaniami organizacyjnymi sprzyjającymi turystyce.

Niedawno został opublikowany, jak co roku od ponad 10 lat, raport Grupy Badawczej Światowego Forum Ekonomicznego poświęcony konkurencyjności w turystyce oraz związany z nim ranking 2019. W rankingu tym Polska zajęła 42. miejsce, z wartością indeksu wynoszącą 4,2.
Indeks ten służy jako kryterium do klasyfikowania krajów według ogólnego poziomu konkurencyjności warunków w turystyce (Tourism & Travel Competitiveness Index) w danym momencie.
Jest on obliczany obecnie dla 140 krajów. W opracowaniu indeksu i raportu brali udział przedstawiciele Narodowego Banku Polskiego z departamentu Analiz Ekonomicznych.
Indeks ma charakter złożony i składa się z czterech subindeksów, a każdy z nich z kilkunastu wskaźników. Łącznie jest to 90 szczegółowych wskaźników oceniających (proszę sobie wyobrazić tablicę z 140 krajami i 90 kolumnami wskaźników).
Te cztery subindeksy, które składają się na podstawowy Indeks TTCI to:
1. Środowisko (otoczenie)
sprzyjające turystyce.
2. Polityka na rzecz rozwoju
turystyki.
3. Infrastruktura turystyczna.
4. Zasoby naturalne i kulturalne turystyki.

Czołówka rankingu TTCI to: Hiszpania, Francja, Niemcy, Japonia i USA.
Wartość indeksu konkurencyjności warunków w turystyce dla Hiszpanii i pierwszych czterech krajów wynosi 5,4, a dla Polski (zajmujemy 42 miejsce): 4,2. Taki jest obecnie nasz dystans do najlepszych.
Średnia wartość indeksu dla Europy wynosi 4,3, czyli znajdujemy się lekko poniżej średniej i lokujemy się na 24. miejscu wśród krajów Starego Konstynentu.
Ostatnie – 140. miejsce zajmuje Jemen z wartością Indeksu 2,4. Spośród największych państw świata Chiny zajmują 13. miejsce a Rosja – 39, czyli przed nami.
Wśród nowych członków Unii Europejskiej przed nami są zaś: Chorwacja (27 miejsce z wartością indeksu 4,5), Słowenia (36) oraz Czechy (38).
Miejsca za nami zajmują m.in. pozostałe nowe kraje UE: Bułgaria (45), Estonia (46), Węgry (48), Łotwa (53), Rumunia (56), Litwa (59), Słowacja (60 z wartością indeksu 4,0).
Poprawa wartości ogólnego indeksu oraz pozycji Polski w rankingu 2019, w porównaniu z rokiem 2017 wystąpiła we wszystkich czterech subindeksach. W pierwszym z nich (otoczenie sprzyjające turystyce) oceny są znacznie powyżej poziomu ogólnego indeksu dla Polski, zaś w drugim (polityka sprzyjająca turystyce) także są wysokie. Słabsze są natomiast w pozostałych dwóch subindeksach (infrastruktura i zasoby turystyki).
Pokazując sytuację w przekroju czasowym warto stwierdzić, że w latach 2011-2018 Polska zajmowała odpowiednio: 49 miejsce w 2011 r., w 2015 r. – 47., w 2017 – 46. i wreszcie w 2019 r. – 42 miejsce. Tendencja jest zatem wyraźnie wzrostowa.
Indeks i pełny raport można znaleźć: www.reports.weforum.org//ttcr
W ubiegłym roku, według Światowej Organizacji Turystyki (UNWTO), w podróż wybrało się 1,4 mld osób. Prognoza do 2030 r. przewiduje, że liczba turystów osiągnie wtedy 1,8 mld.

Współczesne Chiny w świetle liczb

Państwo Środka to nie tylko sukces gospodarczy. Osiągnięto też postęp w wielu aspektach życia społecznego.

Chiny występują obecnie praktycznie we wszystkich indeksach międzynarodowych obejmujących, w zależności od tematyki od 130 do 194 krajów.
Indeksy te mają swoją długą historię, z reguły są wieloczynnikowe, a liczba tych czynników mieści się w przedziale od 3 do 110. Dobór tych czynników poprzedza wszechstronna analiza i nierzadko zdarza się ich zmiana lub modyfikacja w trakcie kolejnych edycji. Niemniej ich ciągłość jest co do zasady zachowana.
Na ogół indeks jest średnią arytmetyczną ważoną czynników. Wagi przypisywane poszczególnym czynnikom (wskaźnikom) są na ogół celowo zróżnicowane przy zespoły autorskie, choć bywają także o jednakowej wartości. Walorem i urokiem indeksów jest ich prezentacja w postaci jednoliczbowej (syntetycznej). Pozwala to na budowanie rankingów wg krajów, regionów i innych kryteriów
Indeksy opracowywane są z reguły przez instytucje pozarządowe, najczęściej ośrodki naukowo-badawcze, organizacje non-profit, think tanki, renomowane uniwersytety. Obok Chin Ludowych w indeksach tych wyodrębnia się także z reguły Hong Kong jako specjalną strefę administracyjną (choć nie ma pewności czy jest on ujęty także w zagregowanych wielkościach globalnych ChRL). Niektóre indeksy wyodrębniają również Makao. W licznych indeksach uwzględniany jest Taiwan, niekiedy z podkreśleniem w nawiasach, że chodzi o prowincję ChRL.
Według najnowszych publikacji Chiny liczą obecnie 1.415 mln mieszkańców, generują 25,3 biliona dolarów produktu krajowego brutto według siły nabywczej (PPP) i są pod tym względem od kilku lat pierwszą gospodarką świata. PKB na jednego mieszkańca wynosi wg siły nabywczej 18.109,8 dol. PKB Chin stanowi 18,23 proc. produktu światowego. Hong Kong liczy 7,4 mln mieszkańców i wytwarza 84 mld dol PKB (niecałe 2 proc. PKB Chin), a na mieszkańca 64.215,7 dol.
Długość trwania życia w Chinach to 76,4 lata (78 kobiety i 74,9 mężczyźni), a życia w zdrowiu wynosi 68,7 lat.
Zamierzam dokonać przeglądu głównych indeksów obrazujących miejsce Chin w gospodarce światowej i społeczności międzynarodowej – pokazując pierwsze i ostatnie miejsca w indeksie oraz wybrane kraje: Indie i Rosję (jako wchodzące razem z Chinami w skład BRICS), Japonię i Stany Zjednoczone.

Inwestycje i konkurencyjność

Na początku – Globalny Indeks innowacyjności 2019. Jest on opracowywany i publikowany po raz 12. przez Cornel Univeristy, uczelnię INSEAD i Światową Organizację Własności Intelektualnej ONZ. Obejmuje 129 krajów (Chiny wraz z Hong Kongiem).
Indeks ma charakter agregatowy, składa się z 7 bloków tematycznych i 80 szczegółowych wskaźników oceniających poszczególne aspekty innowacji; każdemu z tych bloków przypisano po 3 subindeksy a im dopiero wspomniane 80 wskaźników. Te bloki to (w nawiasie liczba czynników): instytucje (7), kapitał ludzki i badania (12), infrastruktura (10), zaawansowany rynek (9), zaawansowany biznes (15), wiedza i efekty technologiczne (14) oraz efekty kreatywności (13).
W tym indeksie Chiny zajęły w 2019 r. 14. miejsce (rok wcześniej – 17) a Hong Kong 13 (rok wcześniej 14). Wartość indeksu dla Chin wyniosła 54,82 pkt.(w skali 0-100) a dla Hong Kongu – 55,54. W 9 wskaźnikach Chiny zajęły pierwsze miejsce w świecie, w 4 – drugie lub czwarte. Ale w niektórych nawet 107.
W indeksie z 2011 r. Chiny zajmowały 29 miejsce, postęp jest więc bardzo wyraźny. Wyprzedzają one Japonię o jedno miejsce. USA zajęły trzecie miejsce, Rosja 46, a Indie 52. Pierwsze miejsce w omawianym rankingu zajęła Szwajcaria a ostatnie(129) Jemen.
Badaniami konkurencyjności w skali światowej i opracowywaniem Globalnego Indeksu Konkurencyjności (GCI) zajmuje się od ponad 30 lat Światowe Forum Ekonomiczne (WEF). Od 2005 r. WEF oblicza agregatowy indeks konkurencyjności dla 140 krajów (liczba ta corocznie wzrasta) przy współpracy ponad 13 tysięcy respondentów. Konkurencyjność wg Forum to zbiór instytucji, polityk i czynników determinujących poziom produktywności danego kraju.
GCI jest średnią ważoną wielu rozmaitych czynników, których każdy odzwierciedla danego aspekt całego kompleksu konkurencyjności.
Światowe Forum Ekonomiczne konstruując indeks zgrupowało te czynniki (jest ich 110) w 12 filarów konkurencyjności. Są one oceniane odrębnie ale z świadomości ich wzajemnych korelacji, w końcowej postaci tworząc agregatowy indeks.
Dla każdego z filarów oraz czynników tworzone są subindeksy. Te 12 filarów to (w nawiasie liczba czynników): instytucje (19), infrastruktura (8), środowisko makroekonomiczne (5), zdrowia i oświata podstawowa (11), szkolnictwo wyższe i średnie oraz szkolenia (8), efektywność rynku towarów (15), efektywność rynku pracy (9), zaawansowanie rynków finansowych (9), inicjatywy technologiczne (8), rozmiary rynku (2), zaawansowany biznes (8) oraz innowacje (7). Pierwsze cztery filary tworzą fundamenty gospodarki, kolejnych sześć zwiększa jej efektywność, a pozostałe dwa napędzają rozwój.
W światowym indeksie konkurencyjności 2018 Chiny zajmują 28. miejsce z wartością indeksu 72,6 (w skali 0-100), podczas gdy 10 lat wcześniej zajmowały 34. miejsce. Hong Kong zajmuje 8. miejsce, zaś Tajwan 13. W niektórych czynnikach Chiny zajmują pierwsze lub drugie miejsce, a w wielu są w pierwszej dziesiątce.
Pierwsze miejsce zajmują USA a ostatnie Czad (140). Japonia jest piąta, Rosja 43 a Indie 58.

Umiarkowana wolność

Indeks Wolności Gospodarczej opracowywany i publikowany jest od 1995 r. przez Institute for Economic Freedom. Obejmuje 180 krajów.
Indeks jest średnią arytmetyczną o jednakowych wagach, składa się z 4 bloków tematycznych i 12 subindeksów, zaś każdy subindeks zawiera od jednego do 12 cząstkowych mierników (czynników) w skali oceny 0-100.
Subindeksy dotyczą biznesu (10 mierników cząstkowych), handlu (7), polityki fiskalnej (3), rozmiarów wydatków rządowych (2), wolności monetarnej (2), inwestowania (1), finansów (1), własności (1), korupcji i pracy (6).
Warto odnotować znaczenie wolności gospodarczej. Współczynnik korelacji pomiędzy indeksem wolności gospodarczej a dynamizmem przedsiębiorczości wynosi 0,87. Jeśli chodzi o standard życia korelacja wynosi 0,64, korelacja z demokratyzacją kraju to 0,63, a z postępem społecznym 0,73.
Wartość indeksu w skali światowej wyniosła w 2019 r. – 60,8.
W indeksie wolności gospodarczej Chiny znalazły się dopiero na 100. pozycji, a w skali Azji na 20 (spośród 43). Hong Kong – na pierwszej pozycji w skali świata, Makao na 34 i Tajwan na 10.
Wśród 12 filarów najsłabsze oceny w Chinach uzyskała wolność w zakresie inwestowania (dotyczy to inwestorów zagranicznych) oraz wolność w zakresie finansów (20-25 pkt.). Najwyższe oceny dotyczyły wolności w zakresie handlu z zagranicą, zdrowia finansów publicznych ora efektywności stanowienia prawa (73-76 pkt.).
W 1995 r. indeks dla Chin wynosił 52,00. Od 2015 r. jego wartość wzrosła z 52,7 do 58,4 w 2019 r. Raport zalicza Chiny do krajów o umiarkowanej ingerencji w gospodarce.
USA zajęły w tym roku 12. miejsce, Rosja – 98, Indie – 129, a Japonia 30.

Warunki dla biznesu

Raporty na temat warunków prowadzenia działalności gospodarczej prowadzone są od 16 lat. Dotyczą one głównie regulacji biznesowych w obszarze małych i średnich przedsiębiorstw. Badania prowadzone są przez Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju oraz Bank Światowy. W Chinach dla opracowania raportu i indeksu zebrano 57 tysięcy danych jednostkowych.
Wskaźniki dotyczą takich obszarów jak: warunki startu do biznesu (4 mierniki), pozwolenia na budowę (4), dostęp do elektryczności (4), rejestracja własności (4), dostęp do kredytów (4), ochrona mniejszościowych inwestorów (6), płatność podatków (4), handel zagraniczny (12), zawierania kontraktów (3), ryzyko niewypłacalności (4) oraz regulacje rynku pracy. W sumie zatem ok. 50 mieriników.
Według raportu Doing Business 2019 Chiny zajęły 46. miejsce z wartością indeksu 73,64 i zostały zaliczone do 10 krajów, które w ostatnim roku dokonały największego postępu (zwiększenia wartości indeksu o 8,64). Hong Kong zajmuje 4 pozycję a Tajwan 13. Wg raportu za 2010 r. Chiny zajmowały 89 pozycję.
Bardzo wysokie pozycje zajęły Chiny w takich obszarach jak: zawieranie kontraktów (6. pozycja), dostęp do elektryczności (14), rejestracja własności (27) i warunki startu do biznesu (28). Odległe miejsca zajęły zaś obszary: płatności podatków (114) i pozwolenia na budowę (121).
Pierwsze miejsce w rankingu Doing Business zajęła Nowa Zelandia, a ostatnie Somalia. USA zajęły 8 pozycję, Rosja – 31, Japonia – 39, Indie – 77.

Korupcja wciąż się trzyma

Badania postrzegania korupcji prowadzi Transparency International w 180 krajach. Indeks mierzy postrzeganie poziomu korupcji w sektorze publicznym opierając się na 13 różnych badaniach eksperckich i biznesowych.
Skala indeksu wynosi od 0 (kraj wysoko skorumpowany) do 100 (kraj bez korupcji).
Średnia wartość indeksu w skali świata wynosi 43. Dwie trzecie krajów posiada indeks poniżej 50 pkt. i tylko 20 krajów odnotowało postęp. Z kolei w 16 notowano regres.
Chiny w indeksie 2018 uzyskały 87 pozycję (wartość indeksu 39). Hong Kong – 14, a Tajwan 31. W raporcie 2014 Chiny miały 100 pozycję, a więc mimo bardzo słabego wciąż miejsca, postęp jest wyraźny. Hong Kong i Tajwan także poprawiły swe notowania, choć tylko o kilka pozycji. Pierwsze miejsce zdobyła Dania z wartością indeksu 88, ostatnie Somalia – z wartością indeksu 10. Japonia jest na 18 miejscu, USA na 22, Indie na 78, a Rosja na 138 miejscu. Od 2014 r. USA spadły o 5 miejsc, Japonia o 3 miejsca. Indie poprawiły pozycję o 7 miejsc a Rosja pogorszyła o dwa.
W indeksie rozwoju społecznego (Human Development Index) publikowanym od 1990 r. przez United Nations Development Programme., Chiny w 2018 r. osiągnęły wartość 0,752 (od poziomu 0,8 kraj kwalifikowany jest do grupy wysoko rozwiniętych społecznie). Daje to 86. miejsce. Hong Kong osiąga już poziom 0,933 i jest 7. W 1990 r. HDI dla Chin wynosił 0,502, w 2000 r. – 0,592 i w 2010 r. – 0,706. Wzrost jest więc systematyczny i wyraźny. Średnia światowa HDI to 0,729.

Polnische Wirtschaft?

Umieliśmy tylko zburzyć. Niestety, okazuje się, że historia budynku naszej ambasady w Berlinie może potwierdzać prawdziwość powyższego antypolskiego stereotypu.

Liczące się na świecie, ważne państwa, mają swe ambasady w prestiżowych punktach stolicy Niemiec.
Stany Zjednoczone – na Placu Paryskim, tuż przy Bramie Brandenburskiej. Francja – też na Pariser Platz, po drugiej stronie Bramy Brandenburskiej. Wielka Brytania – zaraz przy Amerykanach. Rosja – nieco dalej, przy Unter den Linden.

W doborowym gronie

Była w tym doborowym gronie i Polska, również mając swą siedzibę dyplomatyczną przy Unter den Linden, nawet nieco bliżej Bramy Brandenburskiej niż Rosjanie. Najpierw urzędowali tam dyplomaci Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej a po 1989 r., Rzeczpospolitej Polskiej.
Symbolika tego miejsca jest oczywista. 2 maja 1945 r. na Bramie Brandenburskiej zawisła polska flaga, zatknięta przez żołnierzy Dywizji Kościuszkowskiej. W tym rejonie znajdują się wyłącznie ambasady najważniejszych państw, których wojska pokonały hitlerowskie Niemcy. Wsród tych państw jest także i Polska. Ale jako jedyna z „wielkiej piątki” liderów koalicji antyhitlerowskiej nie ma już swej ambasady przy Bramie Brandenburskiej.
W jej miejscu, przy Unter den Linden 70-72, widnieje od lat ogromna wyrwa z gruzami. To jedyna taka dziura w najściślejszym centrum Berlina.
Działka przy Unter den Linden 70-72 jest własnością Polski – i polskie gospodarowanie doprowadziło ją do obecnego stanu. Dwa słowa są tu chyba najtrafniejsze: wstyd i hańba. Bo też i mianem „hańby w środku miasta” określały tę dziurę niektóre berlińskie media.

Siła polskiej dumy

Wprawdzie, jak to się mówi, wstyd nie dym, oczu nie wykole, ale zrozumiałe, że ekipa „dobrej zmiany”, dla której tak ważna jest duma z Polski, nie mogła znosić widoku dziury i gruzów na polskiej ziemi przy Unter den Linden.
I dlatego właśnie płot ogradzający tę dziurę zasłonięto czarnym plastikiem, aby nie było widać gruzów. Na plastiku zawieszono zaś kilka zdjęć przedstawiających różne budynki znajdujące się w Polsce. To tak ku pokrzepieniu serc, żeby pokazać, iż Polacy umieją nie tylko burzyć i rozwalać, ale także budować. I nieważne, że niektóre z obiektów pokazanych na tych zdjęciach zostały zbudowane przez Niemców, jak np. Hala Stulecia we Wrocławiu, a inne powstały dzięki pieniądzom unijnym.
Ale to nie wszystko. Najważniejszym punktem naszej narodowej instalacji na Unter den Linden jest sterczący nad płotem duży baner reklamowy. Przedstawia on wizualizację jakiegoś budynku, przypominającego kolumbarium cmentarne. Na banerze, ozdobionym godłem orła i barwami naszej flagi, widnieje zaś dumny napis po polsku i po niemiecku: „Tu powstanie ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Berlinie”.
Oczywiście nie trzeba dodawać, że w miejscu ruiny po polskiej ambasadzie nie toczą się żadne prace budowlane, które mogłyby uprawdopodobnić ziszczenie się tej dumnej zapowiedzi.
Kilkanaście dni temu z wielką pompą otwarto w Berlinie pierwszy zagraniczny oddział Instytutu Pileckiego. PiS-owska propaganda z dumą podkreślała, w jak prestiżowym miejscu się on znajduje: obok Bramy Brandenburskiej, na Placu Paryskim, niedaleko ambasad Francji i USA. Obecnej ekipie jakoś nie zależy na tym, by i polska ambasada stała w prestiżowym miejscu.

Umieliśmy tylko zburzyć

Jaki był bieg wypadków – a raczej bieg naszej nieudolności i lenistwa – który doprowadził do tego, że tam gdzie była polska ambasada, dziś straszy dziura z gruzami?
Teren przy Unter den Linden 70-72 został przekazany Polsce przez władze Niemieckiej Republiki Demokratycznej w 1964 r. Zbudowano tam budynek biurowy, w którym znalazła się polska ambasada.
Budynek nie był piękny, ale miał niezaprzeczalne znaczenie architektoniczne. Został bowiem uznany za ciekawy przykład modernizmu lat sześćdziesiątych. Po ponad trzydziestu latach eksploatacji przyszedł jednak czas na jego remont.
Problemem były naturalnie pieniądze lecz nie tylko. Budynek ambasady miał bowiem elementy z rakotwórczego azbestu. Polski rząd zaczął się więc zastanawiać, czy go wyremontować – czy może jednak rozebrać i postawić w tym miejscu coś innego? Ale jeżeli coś innego, to co? Zastanawiano się, jak to u nas, długo, bo tam gdzie dwie osoby, to trzy zdania.
Postanowiono wreszcie, że budynek zostanie zburzony, a na jego miejscu stanie nowa siedziba ambasady. Elegantsza, ładniejsza, bardziej funkcjonalna itd.
Polska władza nie chciała jednak za dużo wydać na tę inwestycję. W 1997 r. rząd zdecydował się zatem na dziwaczny wariant kombinowany. Uzgodniono, że niemiecka firma zbuduje za swoje pieniądze dwa budynki na polskiej działce przy Unter den Linden. W pierwszym znajdzie się ambasada, a drugi będzie w ciągu 30 lat bezpłatnie dzierżawiony i użytkowany przez stronę niemiecką – po czym, w ramach rozliczenia, zostanie zwrócony Polsce.
Budynek został opróżniony, a pracownicy ambasady z całą infrastrukturą urzędową przenieśli się „tymczasowo” do jeszcze starszego budynku – niemieckiej willi w której kiedyś urzędowała Polska Misja Wojskowa, na zachodnich peryferiach Berlina. Tam jakoś nikomu nie przeszkadzała ewentualna obecność podsłuchów, tym bardziej, że przeprowadzka miała być przecież tymczasowa. Ta „tymczasowość” trwa prawie od ćwierćwiecza i nikt nie wie czy i kiedy się skończy.

Wyszło jak zawsze

Nie doszło do realizacji polsko-niemieckiego projektu budowy naszej ambasady. Pojawiły się bowiem obawy, że niemiecka firma, budując Polakom ambasadę, niechybnie zainstaluje w jej ścianach urządzenia podsłuchowe. Obawy te umiejętnie rozdmuchiwały media, zwłaszcza pismo „Wprost”. W rezultacie, zrezygnowano z współpracy z niemiecką firmą. Postanowiono, że sami sobie zbudujemy swoją ambasadę na swojej działce w Berlinie.
Określono więc warunki, jakie ma spełnić nowy budynek, rozpisano konkurs, rozstrzygnięto go. Nasi urzędnicy chętnie się zajęli tym wszystkim, bo za te czynności mogli liczyć na trochę dodatkowego grosza.
W międzyczasie rząd uznał jednak, że projekt trzeba trochę przerobić. Rozbudować go tu i tam, dodać nowe pomieszczenia, przystosować do dodatkowych funkcji, takich jak np. działalność wystawowa. Projekt został więc zmieniony, a koszty lawinowo wzrosły. Budowy wprawdzie nie rozpoczęto, ale firma wykonująca projekt zarobiła kilkanaście milionów złotych na wprowadzeniu poprawek. Kilka milionów kapnęło także firmie niemieckiej, wykonującej dodatkowe prace projektowe na miejscu.
W kolejnym międzyczasie rząd uznał, że projekt powinien uwzględniać też surowsze wymogi bezpieczeństwa. Projekt należało więc znowu przerobić, ale tym razem poprawki były na tyle znaczące, że wymagały napisania go na nowo. Koszty okazały się jednak tak wysokie, że w końcu w ogóle zrezygnowano z pomysłu budowy nowego budynku – i wrócono do koncepcji remontu oraz usunięcia elementów azbestowych.
Najpierw trzeba było jednak sprawdzić, czy remont będzie wykonalny technicznie. Budynki z azbestem traktowano bowiem rozmaicie. NRD-owski Pałac Republiki rozebrano po zjednoczeniu Niemiec aby zrobić miejsce dla odbudowy berlińskiego zamku (zadecydowała o tym nie tylko obecność azbestu lecz i względy ideologiczne). Modernistyczny gmach Berlaymont w Brukseli (siedziba Komisji Europejskiej) został zaś pozbawiony azbestu i gruntownie zmodernizowany.
Natomiast Polska zburzyła to co miała – ale niczego nowego nie była w stanie zbudować. Wyszło więc jak zawsze, choć przecież chęci były dobre.
W ramach tych dobrych chęci, rząd wynajął niemiecką firmę, która (za słoną opłatą) wykonała ekspertyzę wykonalności – i uznała, że modernizacja budynku jest możliwa. Zorganizowano zatem przetarg na projekt – już nie budowy nowego budynku, lecz modernizacji dotychczasowego.
Pierwszy przetarg rozstrzygnięto, lecz potem uznano, że był wadliwy, więc go anulowano. Rozpisano kolejny przetarg – ale i ten anulowano, tym razem dlatego, że rząd zaczął mieć wątpliwości, czy modernizacja dotychczasowego budynku nie będzie jednak zbyt kosztowna.

Nic się tam nie dzieje

Sprawa gmachu naszej ambasady w Berlinie zaczęła mieć posmak aferalny. Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła, że aneks, podnoszący wypłaty dla projektodawców, podpisano mimo braku realnych perspektyw na rozpoczęcie budowy. Nikomu to jednak nie przeszkadzało, bo ci, co decydowali o dodatkowych środkach płacili przecież państwowe pieniądze, a poza tym mogli mieć nadzieję na wdzięczność tych, którym je przyznawali.
Już w XXI wieku rząd powołał specjalny zespół, który miał ustalić, co zrobić z budynkiem ambasady. Zespół uznał, że jednak lepiej go nie remontować – lecz zburzyć i postawić nowy. Powrócono zatem do koncepcji budowy.
Po raz kolejny zorganizowano konkurs, rozstrzygnięto go, zaplanowano nawet, że budynek zostanie oddany do 2012 r. Rozpisano też kolejny przetarg, tym razem na wyłonienie generalnego wykonawcy. Oczywiście nic z tego nie wyszło, więc termin oddania nowego budynku ambasady przesunięto na rok bieżący. Te plany naturalnie również okazały się fikcją.
Rząd PiS postanowił oczywiście rozliczyć poprzedników, więc uznano, że doszło do rażącej niegospodarności i niedopełnienia obowiązków, rozpoczęło się śledztwo. Ale i śledztwo trwa latami, nie dając żadnego rezultatu.
Obecna władza zdecydowała jednak, że na Unter den Linden powinien powstać nowy budynek ambasady. Tym razem, w partnerstwie publiczno-prywatnym, do spółki z jakąś firmą polską bądź zagraniczną. Opracowano koncepcję – ale w międzyczasie rząd uznał, że partnerstwo nie jest jednak dobrym pomysłem. Po raz kolejny postanowiono więc, że Polska sama zbuduje swoją ambasadę. Ale oczywiście niczego się nie buduje.
Tak więc, nic się nie dzieje na ruinie przy Unter den Linden 70-72 – i nie wiadomo, czy kiedykolwiek coś zacznie się dziać. No cóż, Polnische Wirtschaft…

Jak władza czyni sobie ziemię poddaną

Rządy PiS doprowadziły do tego, że nasz kraj w ciągu dwóch lat spadł z 38 na 50 miejsce w rankingu oceniającym stan środowiska naturalnego.

W tym roku został opublikowany raport opracowywany co dwa lata przez Center for Environmental Law & Policy Yale University oraz Center for International Earth Science Information Network Columbia University przy współpracy Światowego Forum Ekonomicznego.
Jest to Environmental Performance Index – EPI (Indeks Efektywności Środowiska) oraz Ranking 2018, w którym Polska zajęła 50. miejsce, z wartością indeksu 64,1 (w skali 0-100). Raport obejmował 180 krajów.
Raport operuje 24 szczegółowymi wskaźnikami zgrupowanymi w 10 kategoriach i dwóch wymiarach: 1. Zdrowie środowiska (40 proc.), które rośnie wraz z rozwojem gospodarczym i dobrobytem oraz 2. Witalność ekosystemu (60 proc.) będącego pod presją industrializacji i urbanizacji. Indeks jest średnią arytmetyczną ważoną tych wymiarów.
Jak stwierdzono w Raporcie, dokładny pomiar trendów środowiskowych pozwala ocenić w skali krajowej stopień zbliżenia krajów do ustalonych celów polityki ochrony środowiska.
Raport, w tym Indeks, podkreśla liderów oraz opóźnionych w zakresie efektywności środowiskowej, daje wgląd w najlepsze praktyki i zapewnia wytyczne dla krajów, które aspirują do bycia liderami w zakresie zrównoważonego rozwoju.
Na zdrowie środowiska składa się szereg czynników. Przede wszystkim to jakość powietrza. Zanieczyszczenie powietrza w pomieszczeniach i na zewnątrz stanowi według Światowej Organizacji Zdrowia główne zagrożenie dla zdrowia ludzkiego – i powstaje w wyniku naturalnego lub spowodowanego przez człowieka uwalniania szkodliwych zanieczyszczeń do atmosfery. Ostatnie badania pokazują, że około 5 mln osób rocznie umiera przedwcześnie z powodu zanieczyszczenia powietrza. To także i jakość wody. Niska jakość wody i nieodpowiednie warunki sanitarne wpływają na wszystkie aspekty życia.
Na witalność ekosystemu składa się głównie różnorodność biologiczna oraz siedliska. Wskaźniki w tej dziedzinie mają na celu ocenę wyników danego kraju w zakresie ochrony siedlisk i gatunków. W ostatnich dziesięcioleciach w naturalnych siedliskach odnotowano znaczny spadek różnorodności biologicznej. Wiele gatunków zagrożonych jest wyginięciem.
Szczególne znaczenie poświęca się w Raporcie zagadnieniu lasów. Ok. 1,6 mld osób jest zależnych od lasów, jeśli chodzi o źródła utrzymania. Lasy mają kluczowe znaczenia także dla regulacji klimatu.
Lasy to siedlisko dla 80 proc zwierząt lądowych, roślin i owadów. Na witalność ekosystemu wpływ ma także globalne rybołówstwo. Globalne systemy energetyczne i transportowe uwalniają do atmosfery gazy zatrzymujące ciepło, które ogrzewają powierzchnię planety i degradują zdrowie publiczne. Zanieczyszczenia powietrza negatywnie wpływają na integralność i funkcjonowanie ekosystemu. Dla zdrowia ludzi i ekosystemów zasadnicze znaczenie ma skuteczne zarządzanie ściekami. Nieoczyszczone ścieki zanieczyszczają rzeki, jeziora i oceany, a to może oznaczać rozprzestrzenienie chorób – problem szczególnie palący w krajach borykających się z brakami wody. Oddzielny problem to rolnictwo. Czołówka rankingu EPI to: Szwajcaria, Francja, Dania, Malta i Szwecja.
Wartość Indeksu dla Szwajcarii wynosi 87,4 a dla Polski – 64,2. Taki jest obecnie dystans do najlepszych.
Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są: Słowacja (28 miejsce), Litwa, Bułgaria, Czechy, Słowenia, Łotwa, Chorwacja, Węgry, Rumunia i Estonia (48 miejsce). Czyli, wszystkie nowe państwa UE są przed nami.
W 2010 r. zajmowaliśmy 63. miejsce. Ale dwa temu już 38. A teraz dopiero 50. W porównaniu z Indeksem 2016 zaszły spore zmiany, także w czołówce rankingu. Szwajcaria była wtedy dopiero na 16 miejscu a Francja na 10. A obecnie są to dwa pierwsze miejsca. Ogromny spadek lokaty dotknął Estonię: w 2016 r. – ósme miejsce a obecnie 48.


Negatywne zmiany dotyczą niestety także Polski z 38. miejscem w 2016 r., ale co ważniejsze z wartością indeksu wynoszącą wówczas 81,26! A teraz – tylko 64,2.
Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie: www.epi.envirocenter.yale.edu/epi2018
Godny polecenia jest także bardzo ciekawy indeks poświęcony środowisku, a szerzej zielonej gospodarce: Global Green Economy Index (Globalny Indeks Zielonej Gospodarki), który obejmuje swymi badaniami 130 krajów (w 2016 r. tylko 80 krajów). Liczba krajów objętych badaniami corocznie wzrasta. Indeks publikowany jest od 2010 r. przez Dual Citizen LLG prywatną firmę doradczą z siedzibą w USA.
W tym Indeksie autorzy posługują się 20 wskaźnikami szczegółowymi zagregowanymi w czterech wymiarach: 1. Przywództwo i zmiany klimatu, 2. Sektory wydajności, 3. Rynki i inwestycje i 4. Środowisko. Omawiany indeks GGEI jest często cytowany w literaturze fachowej i według autorów Raportu najczęściej wykorzystywany przez decydentów z sektora prywatnego oraz organizacji międzynarodowych i społeczeństwa obywatelskiego.
Czołówka tego rankingu to: Szwecja (wartość Indeksu 0,7608), Szwajcaria, Islandia, Norwegia i Finlandia.
W indeksie GGEI za 2018 rok Polska zajęła dopiero 106 miejsce z wartością Indeksu 0,4101, czyli stanowiącego zaledwie 54 proc. indeksu Szwecji! Przed nami Tunezja i Rosja a bezpośrednio za nami Bułgaria i Czad.
Spośród nowych krajów UE przed nami znajdują się Węgry (32 miejsce), Litwa, Słowenia, Chorwacja, Rumunia, Czechy, Estonia, Łotwa i Słowacja (83).Za nami – tylko Bułgaria. Raport 2018 wraz z Indeksem opublikowany jest na stronie: www.dualcitizeninc.com/global-green-economy-index

Z korupcją za pan brat?

W tym roku został opublikowany na temat korupcji w sektorze publicznym w świecie zawierający wyniki badań w tym zakresie oraz Indeks i Ranking 2018, w którym Polska gospodarka zajęła 36. miejsce.

Indeks (The Corruption Perceptions Index CPI) opracowuje i publikuje od 1995 r. Transparency International, obecnie dla 180 krajów.
Indeks ma charakter złożony (agregatowy) a jego wartości lokują się na skali od 0 do 100. 100 to najwyższa ocena – kraj bez korupcji, ze stabilnym systemem politycznym, wysoką efektywnością regulacji dotyczących zapobiegania konfliktom interesów oraz sprawnym funkcjonowaniem instytucji publicznych. Indeks mierzy postrzeganie poziomu korupcji w sektorze publicznym opierając się na 13 różnych badaniach eksperckich i biznesowych.
Badania dotyczyły głównie łapownictwa, nieprawidłowości w wykorzystaniu funduszy publicznych dla celów prywatnych, protekcyjne wykorzystanie kontaktów z urzędami dla prywatnych korzyści, nepotyzm w służbie cywilnej, ale także pozytywnych działań państwa w walce z korupcją. Każde z tych 13 badań kończyło się oceną wyrażoną liczbowo a sam indeks był ich średnią ważoną.

W 2009 r. zajmowaliśmy aż 49. miejsce, pięć lat później już 35. W Indeksach 2016 r. – 29!, . postęp był więc wyraźny. Ale już w rankingach 2017 r. i 2018 r. mamy spadek na 36. miejsce. Aż o osiem lokat.
Czołówka rankingu światowego to: Dania, Nowa Zelandia i Finlandia.
Wartość Indeksu dla Danii wynosi 88 (ale nie idealne 100!) a dla Polski wynosi 60. Taki jest obecnie dystans do najlepszych pod tym względem.
2/3 krajów wykazuje indeks na poziomie 50 (ich średnia to 43). Wg raportu Transparency International w 2018 r. tylko 20 krajów wykazało postęp w zwalczaniu korupcji a w 16 krajach wystąpił nawet regres. W zachodniej Europie i UE średnia wartość Indeksu to 60 (tyle co Polska).
Rosja zajmuje w rankingu CPI 138. miejsce. Chiny usytuowały się na 87. miejscu. USA zajęły dopiero 22. miejsce.
W Europie liderem w zakresie zapobiegania zjawiska korupcji w sektorze publicznym jest Dania.
Spośród nowych krajów UE przed nami jest tylko Estonia (18. miejsce). Za nami pozostałe kraje, na ostatnim miejscu znalazła się Bułgaria (77. miejsce).
Indeks i pełny raport można znaleźć: www.transparency.org/cpi