Polska szkoła według Lewicy

Więcej nauki języka angielskiego zamiast religii, nowoczesna edukacja o zdrowiu i szkoła, która uczy współpracy, zamiast zachęcać do wyścigu szczurów.

W Kielcach politycy i polityczki Lewicy przypomnieli nakreśloną już na konwencji wyborczej wizję lepszej oświaty.
Fundamentalny postulat wypowiedziała Alicja Lisiak, działaczka Razem. Stwierdziła, że Lewica chce, by szkoła była równym startem dla wszystkich dzieci i młodzieży, żeby uczyła przede wszystkim współpracować, a nie rywalizować.
Paulina Piechna-Więckiewicz z Wiosny, która startuje do Sejmu w świętokrzyskiem z drugiego miejsca, zwróciła uwagę na ogrom dodatkowych problemów, jakie przyniosła polskiej oświacie całkowicie nieudana, szkodliwa „reforma” oświaty wprowadzona przez byłą już minister Annę Zalewską. Mówiła o przeciążonych szkołach i lekcjach trwających do późnego wieczora, a także wskazała, na jakich polach polska szkoła – po deformie i przed nią – nie dorastała do wyzwań współczesności. Wskazała, że pod rządami Lewicy uczniowie będą mogli m.in. w szerszym zakresie uczyć się programowania czy zagadnień bezpieczeństwa w internecie. Wątek ten kontynuowała Iwona Wielgus (czwarte miejsce na liście Lewicy). Zapowiedziała wprowadzenie do szkół nauki o zdrowiu i seksualności – przedmiotu, podczas którego uczennice i uczniowie dowiedzą się od specjalistów, m.in. lekarzy, co dzieje się z ich ciałem w okresie dojrzewania.
Powrócił również postulat świeckiej szkoły – bez lekcji religii. Alicja Lisiak podkreśliła, że już teraz łamane są zalecenia, by lekcje te organizować na początku lub na końcu dnia w szkole, biorąc pod uwagę fakt, iż nie każdy musi na nie chodzić. Lewica zastąpi obowiązkowy kurs religii dodatkowymi godzinami języka angielskiego – zapowiedziano, podkreślając, że nic nie stoi na przeszkodzie, by katechezę organizować w niedzielę w kościołach.
Przeciwko chaosowi w oświacie, jaki wywołała Anna Zalewska, Lewica protestowała również przed gmachem Ministerstwa Edukacji Narodowej. Młodzi aktywiści i aktywistki wystąpili w latarkach-czołówkach, by zaakcentować, że w „zreformowanych” szkołach nie da się organizować zajęć inaczej, niż na pierwszą i drugą zmianę.
– Na reformę edukacji wydano setki milionów złotych z budżetu państwa, jak i z budżetu samorządów. Mogliśmy te pieniądze wykorzystać na remonty budynków, obiady dla uczniów czy podwyżki dla nauczycieli, tymczasem mamy chaos i bałagan w szkołach – mówiła natomiast Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która kandyduje do Sejmu z ostatniego miejsca na wrocławskiej liście Lewicy. Zapewniła, że jej polityczna formacja zawsze będzie po stronie uczniów i nauczycieli.

Polskich nauczycieli odarto z godności

– Chaos, chaos i jeszcze raz chaos – mówi o sytuacji w polskiej szkole Artur Sierawski, nauczyciel historii i współorganizator „Światełka dla nauczycieli” w rozmowie z Michałem Ruszczykiem (wiadomo.co).

Strajk nauczycieli oficjalnie jest zawieszony. Jakie są nastroje wśród nauczycieli? Czy jest wśród nich wola do kontynuowania strajku we wrześniu?
ARTUR SIERAWSKI: Tak, oficjalnie zawieszony. To, że trwają wakacje, nie oznacza, iż nauczyciele nie rozmawiają o proteście. Na nauczycielskich grupach dyskusja wrze. Nauczyciele chcą walczyć o swoje, chcą pokazać, jak ważny zawód wykonują, chcą zawalczyć o godność zawodu nauczyciela. Bo właśnie Poczynania rządu przed i podczas strajku były nastawione na upokorzenie nauczycieli. Dziś wola walki wśród nauczycieli jest silna.
Poczynania rządu przed i podczas strajku były nastawione na upokorzenie nauczycieli. Dziś wola walki wśród nauczycieli jest silna.
Rząd, kiedy zawieszano strajk na czas matur, obiecywał w ramach tzw. okrągłego stołu poprawę sytuacji nauczycieli. Czy po wyborach europejskich i zmianie ministra rząd zrobił coś dla wywiązania się ze swoich deklaracji i wcielił w życie niektóre postulaty?
Ja nie czuję, że moja sytuacja się poprawiła. Wręcz przeciwnie. Od września czeka mnie ARMAGEDON w szkole średniej. Na wcielenie obietnic wciąż czekamy…

W te wakacje do szkół ruszył tzw. podwójny rocznik. Jak przebiegał proces rekrutacji i co było największym problemem?
Czy proces rekrutacji na tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego został definitywnie zakończony w całym kraju?

Tak, obecnie problemy związane z reformą edukacji przeniosły się na szkoły średnie. Wielu uczniów w pierwszej rekrutacji nie dostało się do żadnej szkoły! Takie rzeczy nie miały do tej pory miejsca.
Wielu uczniów w pierwszej rekrutacji nie dostało się do żadnej szkoły! Takie rzeczy nie miały do tej pory miejsca.
Wielu uczniów z dobrymi wynikami nie dostało się do szkół, gdzie rok wcześniej dostaliby się bez problemu. Szkoły nie są z gumy. Nie są w stanie pomieścić dwa razy tyle uczniów, co rok wcześniej. Rodzice i uczniowie byli zdezorientowani. Dla wielu to były dramaty, kiedy uczeń dowiadywał się, że nie dostał się do żadnej szkoły. Rekrutacja trwała niemal całe wakacje, ruchy związane ze zmiana szkół cały czas trwają… W wielu szkołach jeszcze na kilka dni przed pierwszym dzwonkiem trwają remonty, żeby pomieścić uczniów. Już słyszymy, że kantorki, pomieszczenia gospodarcze przerabiane są na sale lekcyjne.

W wielu szkołach brakuje nauczycieli. Samorządowcy robią, co mogą, ale ich możliwości są ograniczone. Niektóre samorządy apelują do uczelni wyższych, by zachęcały studentów z uprawnieniami pedagogicznymi do podjęcia zawodu nauczyciela. Jak wielu nauczycieli odeszło z zawodu? I czy apele o podjęcie pracy w szkole spotkały się z jakimś odzewem?

Wcale mnie to nie dziwi! Szczególnie po strajku i po tym, jak potraktował nas rząd oraz partia rządząca. Codziennie przez czas trwania strajku byliśmy obrzucani inwektywami, próbowano nas zdyskredytować, poniżyć, oczernić… odarto nas z naszej godności, godności polskiego nauczyciela…
Codziennie przez czas trwania strajku byliśmy obrzucani inwektywami, próbowano nas zdyskredytować, poniżyć, oczernić… odarto nas z naszej godności, godności polskiego nauczyciela…
Nie dziwi mnie fakt, że młodzi ludzie nie chcą pracować w szkole. Bo co? Mają pracować za 1800-1900 zł na rękę, za to wynająć mieszkanie i się utrzymać? Wielu moich koleżanek, które pracują od lat w szkole, nie stać na wynajęcie mieszkania i wynajmują pokoje! To jest chore, że dyplomowany nauczyciel z wieloletnim stażem nie posiada zdolności kredytowej na zakup mieszkania, gdyż tak mało zarabia! Widząc, jak wiele ofert pracy dla nauczycieli jest w bankach, nasze środowisko posłuchało rad w stylu „jak się wam nie podoba – to zmieńcie pracę”. Faktycznie, nauczyciele zmieniają pracę, a efekty już są widoczne. Ale rząd nie robi nic, by tę sytuację zmienić…

Co według pana będzie największym problemem dla uczniów i nauczycieli w nadchodzącym roku szkolnym?

Chaos, chaos i jeszcze raz chaos… Myślę, że największym problemem będą przepełnione szkoły. Już to widzimy. Wystarczy spojrzeć na plany lekcji, jakie uczniowie publikują na swoich profilach. Zaczynać lekcje będą o 13.30 a kończyć o 19.30!!! A gdzie czas na odpoczynek, sen, przygotowanie się do lekcji? Czy uczeń ma odrabiać lekcje po nocy albo wstawać o 6 rano i przygotować się do zajęć?
Wystarczy spojrzeć na plany lekcji, jakie uczniowie publikują na swoich profilach. Zaczynać lekcje będą o 13.30 a kończyć o 19.30!!! A gdzie czas na odpoczynek, sen, przygotowanie się do lekcji? Czy uczeń ma odrabiać lekcje po nocy albo wstawać o 6 rano i przygotować się do zajęć?
To będzie bardzo doskwierać uczniom. A jak uczeń kończący o 19.30 ma jeszcze godzinę drogi do domu? A pamiętajmy, że będą tu też uczniowie 8 klas, a śród nich słynne sześciolatki, które obecnie jako czternastolatki ukończyły ósmą klasę i poszły do liceum. I co, taki dzieciak ma wracać po nocy? To jeden z przykładów. Już słyszymy, że gdzieś pokój nauczycielski przerobiono na salę, a nauczyciele musieli przenieść się do piwnicy! Jak uczniowie mają się uczyć w klasie, gdzie będzie np. 36 uczniów? Jak w takiej klasie ma pracować nauczyciel? Gdzie czas na indywidualizację pracy? Rozwój ucznia? Przy odliczeniu z 45 minut czasu na czynności organizacyjne, np. sprawdzanie listy obecności, to zostaje jakieś 35 minut na lekcję, czyli mniej niż JEDNA minuta na ucznia? To jest chore!

Czy po zmianie ministra oświaty, pana zdaniem, sytuacja w oświacie się polepszyła?

Nie. I nic nie wskazuje, że będzie lepiej. Minister realizuje dawno założony plan polityczny. Wszystko jest świetnie, podwyżki są, nie ma problemów z podwójnym rocznikiem i czego w ogóle ci nauczyciele chcą? Samo to, że minister nie przyszedł na umówione spotkanie z samorządowcami, o czymś świadczy! To ma być pierwszy nauczyciel RP?
Samo to, że minister nie przyszedł na umówione spotkanie z samorządowcami, o czymś świadczy! To ma być pierwszy nauczyciel RP?
Niektórzy rodzice postanowili pozwać ministerstwo za nieudaną reformę oświaty, której efektem stał się rekrutacyjny armagedon. Czy jest szansa na to, że tym razem rodzice mocniej wesprą nauczycieli w ich walce?
I bardzo dobrze! To, co się działo podczas rekrutacji, to ewidentne łamanie postanowień Konstytucji RP o równym i wolnym dostępie do edukacji! Z tego, co zaobserwowałem podczas strajku – już wtedy to wsparcie my, nauczyciele, otrzymaliśmy. Rodzice przychodzili, wspierali, byli z nami! Chyba po raz pierwszy tysiące ludzi wychodziło na ulice w geście solidarność z nauczycielami. Tysiące ludzi na “Światełku” w Warszawie, Poznaniu czy Łodzi – to było właśnie wsparcie!

Jeśli nauczyciele wygrają spór z MEN, czy pomoże to tzw. straconemu pokoleniu – uczniom w wieku 14-16 lat, którzy za sprawą kumulacji roczników nie dostali się do wymarzonych szkół, co w perspektywie uniemożliwi im realizację swoich dalszych planów życiowych? Elbanowscy „ratowali maluchy”, jak uratować to pokolenie?

Wielu mówi, że już jest to stracony rocznik. Ciężko się z tym nie zgodzić. Ja uważam, że jest to młodzież skrzywdzona przez państwo polskie. Tu zawiedli dorośli, wprowadzając nieprzygotowaną i nieprzemyślaną reformę. Sprawy przed sądami będą trwać… Wiemy, jak opieszale działają polskie sądy… A młodzi ludzie już nie dostali się do wymarzonych szkół… Za chwilę rozpoczną rok szkolny w przypadkowej szkole… Kto im zwróci utraconą szansę? Kto i jak zrekompensuje straty? Kto im zadośćuczyni za stres, nerwy i przekreślone marzenia? Kto ma ratować?
Kto im zwróci utraconą szansę? Kto i jak zrekompensuje straty? Kto im zadośćuczyni za stres, nerwy i przekreślone marzenia? Kto ma ratować?
Dziś w tym trudnym czasie jak nigdy dotąd potrzeba sojuszu i współpracy pomiędzy nauczycielami, uczniami i rodzicami. To my, nauczyciele, łagodziliśmy skutki reformy w klasach siódmej i ósmej, a teraz musimy je łagodzić w szkołach średnich. Dostosowując i selekcjonując przeładowane podstawy programowe do możliwości uczniów…

Strajk za pasem

Kompletny paraliż oświaty w Polsce za mniej więcej dwa tygodnie stanie się faktem. Negocjacje Rady Dialogu Społecznego okazały się totalną klapą. ZNP liczy głosy w referendum strajkowym, „S” już głoduje w Małopolsce. A mamy dopiero marzec.

Szef oświatowej „Solidarności” Ryszard Proksa zarzekał się, że nie usiądzie przy jednym stole z szefem ZNP Sławomirem Broniarzem. A jednak usiadł – podczas nadzwyczajnego posiedzenia Rady Dialogu Społecznego. I obaj wstali od tego stołu zdegustowani. Paraliż oświaty na wiosnę jest już praktycznie przesądzony.
Tym razem to nie Anna Zalewska wzięła na siebie rolę głównego negocjatora, ale wicepremier Beata Szydło. Niestety – jedyne co miała do zaproponowania to przyspieszenie kilkuprocentowych podwyżek, które rząd miał dać nauczycielom w styczniu 2020 roku, ale łaskawie jest skłonny dać je we wrześniu 2019. Jak można się domyślać, taki obrót sprawy nie usatysfakcjonował absolutnie nikogo.
– Nie zbliżyliśmy się do kompromisu ani o złotówkę – powiedzieli, zgodni jak nigdy, przedstawiciele ZNP i Forum Związków Zawodowych, które wspólnie domagają się 1000 zł podwyżki dla nauczycieli od razu, oraz delegat „Solidarności”. – Nie było żadnych propozycji, które by nas zaskakiwały. To nic nowego. Jesteśmy daleko od tego, aby to w ogóle trąciło porozumieniem – mówił lider ZNP Sławomir Broniarz.
Czego domaga się „Solidarność”? chcą podwyżek takich samych jak w służbach mundurowych – czyli nie mniej niż 650 zł od stycznia tego roku i kolejnych 15 proc. od stycznia 2020 r. do wynagrodzenia zasadniczego bez względu na stopień awansu zawodowego nauczyciela. Natomiast ZNP oraz Forum Związków Zawodowych żąda jednorazowej podwyżki w wysokości 1000 zł.
Obie frakcje reprezentujące nauczycieli, mimo iż skłócone ze sobą wzajemnie, z perspektywy rządu przedstawiają nierealne oczekiwania. Beata Szydło zachwalała swoją poniedziałkową ofertę. Kusiła dyplomowanych nauczycieli pensją 6 tys. brutto. Komentarze pedagogów w sieci bardzo szybko zdemaskowały te sensacyjne doniesienia jako myślenie życzeniowe. Dziś dyplomowany pedagog z wieloletnim stażem na przykładzie Poznania – może liczyć na około 2800 zł brutto. Podwyżki Szydło magicznie nie zwiększą tej sumy dwukrotnie.
W tej chwili w sporze zbiorowym znajduje się około 85 procent polskich szkół. Organizacja NIE dla chaosu w szkole zbiera od nauczycieli informacje o wynikach referendów strajkowych. ZNP planuje protest od 8 kwietnia, w gorącym okresie egzaminacyjnym, grupa przedstawicieli „Solidarności” już głoduje, okupując od ubiegłego tygodnia budynek małopolskiego kuratorium oświaty. Protestującym Anna Zalewska również nie przedstawiła żadnej satysfakcjonującej propozycji. Jest zbyt zajęta kampanią wyborczą do europarlamentu. Wygląda na to, że nawet jeśli ZNP oraz NSZZ „Solidarność” nie połączą sił, paraliż oświaty już za dwa tygodnie może stać się faktem. Swój udział w strajku przygotowanym przez ZNP zapowiedzieli bowiem nawet pedagodzy zrzeszeni w „S” – uznając, że pójdą na niego indywidualnie, bez barw związkowych.
Atmosferę wieczorem 25 marca podgrzały dodatkowo media publiczne: kontrolowana przez prawicę telewizja „poinformowała” społeczeństwo, że przeciętny czas pracy nauczyciela wynosi… trzy godziny dziennie. Zasugerowała również, iż sfinansowanie podwyżek, jakich oczekuje ZNP, oznaczałoby zabranie pieniędzy emerytom.
Nie wspominając już o „zadowolonej” z podwyżek nauczycielce, którą wyjęto nie tylko z telewizyjnego archiwum, ale również z kontekstu.
Podwyżka była satysfakcjonująca. Jestem zadowolona z tych podwyżek. Oczywiście zawsze może być lepiej, ale nie narzekajmy, jest okej” – mówiła w materiale, pokazanym w „Wiadomościach” TVP, Małgorzata Biernacka ze Szczecina.
Sęk w tym, że słowa o podwyżkach mówiła rok temu, a wypowiedzi użyto „bez jej wiedzy i zgody” w „Wiadomościach” TVP.
„W tamtym momencie nie spodziewałam się, że kiedykolwiek moje słowa zostaną wykorzystane do tłamszenia protestu nauczycieli, którzy walczą o godne zarobki. Gdybym wiedziała, że jako grupa zawodowa zabierzemy wreszcie zdecydowany głos w tej sprawie nie siliłabym się na dyplomację, a raczej powiedziałabym prawdę. Sama w tej chwili w proteście biorę udział” – napisała kobieta na Facebooku dzień po emisji programu. – „Oczywiście, że nie byłam zadowolona z płacy, jaką otrzymywałam za swoją ciężka pracę. Jak wiadomo nawet po tamtych podwyżkach pensja nauczyciela kontraktowego (bo takim jestem) wystarcza tylko na przeżycie od 1. do 1. Jestem jednak osobą z natury optymistyczną, więc cieszyłam się na tamtą chwilę, że sytuacja zaczyna się poprawiać. Starałam się odpowiedzieć najbardziej dyplomatyczne jak potrafiłam. (…) Jest to manipulacja i propaganda ze strony telewizji. Z całego serca popieram kolegów i koleżanki po fachu, sama również biorę udział w proteście”.
Szef ZNP Sławomir Broniarz na wszelkie sposoby stara się przekonać rząd, by jednak podjął rozmowy z nauczycielami. Powtarza: do 8 kwietnia jest jeszcze trochę czasu, więc jeśli naprawdę nie chcecie kataklizmu w oświacie, wykażcie dobrą wolę! Rząd przyjął jednak konfrontacyjną postawę.
Michał Dworczyk w poniedziałek 25 marca rano stwierdził, że budżet nie udźwignie postulowanych przez ZNP podwyżek w wysokości 1000 zł.
W przeciwieństwie do „piątki Kaczyńskiego”. Dlatego trudno dziwić się nauczycielom, którzy są przekonani, że po latach lekceważenia przez kolejne rządy, tylko działając zdecydowanie mają szansę coś uzyskać.

OPZZ z nauczycielami

W pełni popieramy postulaty płacowe Związku Nauczycielstwa Polskiego i domagamy się natychmiastowej dymisji minister edukacji narodowej, Anny Zalewskiej.

Zarobki nauczycieli w Polsce są jednymi z najniższych w Unii Europejskiej, a zarazem pracownicy oświaty należą do najgorzej opłacanych na polskim rynku pracy. Trudno pojąć i zaakceptować, że zarobki początkujących pracowników oświaty nieznacznie odbiegają od płacy minimalnej. W konsekwencji spada prestiż zawodu i coraz mniej młodych ludzi chce być w przyszłości nauczycielami. Utrzymywanie skandalicznie niskich płac nauczycieli i lekceważenie przez rząd pracowników oświaty jest szkodliwe dla polskiego społeczeństwa. Dlatego w pełni popieramy akcje protestacyjne Związku Nauczycielstwa Polskiego i deklarujemy gotowość do działań solidarnościowych.
Jednocześnie uważamy, że minister Zalewska nie nadaje się do sprawowania funkcji minister edukacji narodowej i powinna zostać w trybie pilnym zdymisjonowana. Zalewska jest nieudolna i arogancka, a powierzone jej obowiązki ją przewyższają. Minister często wprowadza w błąd opinię publiczną, podejmuje pozorowane działania lub wdraża niedopracowane rozwiązania, których koszty mają ponosić samorządy. Podczas niedawnych negocjacji ze związkami zawodowymi po raz kolejnymi dowiodła, że nie ma żadnych sensownych propozycji dla nauczycieli i nie umie prowadzić konstruktywnego dialogu. Jej działania szkodzą nauczycielom, rodzicom i dzieciom. Dlatego domagamy się dymisji minister Anny Zalewskiej i przedstawienia poważnych propozycji płacowych przez stronę rządową.

PPS z nauczycielami

10 stycznia br., Zarząd Główny Związku Nauczycielstwa Polskiego podjął uchwałę, którą de facto rozpoczął realizacje procedur związanych z wejściem w spór zbiorowy. Jest to odpowiedź związkowców na kolejne fiasko rozmów z minister edukacji. W konsekwencji coraz bardziej prawdopodobny jest strajk generalny w oświacie.

Dziś postawa nauczycieli każe nam uczciwie spojrzeć na problemy w oświacie. Nie powinniśmy traktować ich jedynie jako problemy nauczycieli. Jako Socjaliści uważamy, że Państwo powinno gwarantować młodym ludziom naukę na najwyższym możliwym poziomie. Tylko wtedy, będzie ono w stanie dobrze się rozwijać. Niestety, wydatki na oświatę w Polsce (w przeliczeniu na jednego ucznia) plasują nas znacznie poniżej średniej krajów UE. To ma swoje daleko idące konsekwencje.
We współczesnej Polsce rządzący przerzucają na rodziców największe koszty nauczania swych dzieci. Rodzice płacą za dodatkowe zajęcia, świetlice szkolne, wycieczki edukacyjne, składają się na doposażenie szkół itp. Dotyczy to nauki na każdym poziomie, również przedszkolnym, gdzie na przykład zajęcia dodatkowe są niestety również dodatkowo płatne. Już na tym poziomie nauczania, państwo kreuje podziały na bogatszych i biedniejszych, a co za tym idzie mających szansę wiedzieć więcej lub mniej (przy czym, szanse te nie wynikają z własnej woli czy możliwości dziecka). Naszym zdaniem, zdaniem Socjalistów, nauka szkolna powinna być w pełni gwarantowana przez Państwo, zatem obecna sytuacja jest niedopuszczalna.
Reformy oświaty nie przyniosły żadnej poprawy. Nieprzemyślane,źle przygotowywane, często w oparciu o ideologiczne przesłanki zmiany, doprowadziły do chaosu. Kolejni ministrowie udają, że wszystko jest w porządku. Przekonują, że sytuacja jest dobra, a nawet bardzo dobra.
Naszym zdaniem, w sytuacji gdy finanse państwa, zgodnie z zapewnieniami rządu, są w tak dobrej kondycji, nie ma powodów, aby nauczyciele nie mogli odczuć tej poprawy. Podwyżki, o które walczą, pozwolą uwierzyć, że rząd myśli o oświacie dojrzale. Nie można budować dobrego systemu kształcenia i wychowania  bez większych nakładów. Po 1989 roku pozycja nauczyciela była deprecjonowana przez koleje rządy. Dziś wreszcie pora to zmienić!
Polska Partia Socjalistyczna uważa, że dobrym początkiem będzie podniesienie pensji nauczycielom i pracownikom oświaty. Przecież rządzący tak pięknie tłumaczą, że zarobki w zarządach spółek skarbu państwa muszą być wysokie, muszą bowiem przyciągnąć do pracy profesjonalistów. Dziś PPS pyta, dlaczego  profesjonalistów w szkole można tak słabo opłacać?
Związek Nauczycielstwa Polskiego mówi o uporządkowaniu wielu kwestii w szkolnictwie, m. in. odbiurokratyzowaniu przedszkola i szkoły. Nauczyciele nie mają czasu na uczenie, wciąż wypełniają jakieś biurokratyczne zestawienia. To należny zmienić. Jednak jako Socjaliści przestrzegamy, zmiany po raz kolejny nie mogą być pozorowane i motywowane ideologicznie. Polska publiczna szkoła kolejnej takiej reformy może nie przetrwać. Nie skazujmy następnych pokoleń jedynie na prywatną edukację. Koniecznym jest dialog społeczny i wsłuchiwanie się w problemy, które nauczyciele zgłaszają. Opuszczanie sali negocjacyjnej niczego nie załatwia.
Polska Partia Socjalistyczna w pełni solidaryzuje się z nauczycielami. Popieramy strajk zapowiedziany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Wraz ze związkowcami, domagamy się istotnych podwyżek płac dla pracowników oświaty i przywrócenia odpowiedniej rangi zawodowi nauczyciela.

Archiwum jako pomoc w zarządzaniu uczelniami

Na uczelniach i w innych zakładach archiwa stanowią element zarządzania. Archiwa na uczelniach stanowią końcowy element obiegu dokumentacji.

 

Na uczelniach publicznych jak i niepublicznych do podstawowych do podstawowych zadań archiwów należy przyjmowanie i gromadzenie dokumentacji wytworzonej w poszczególnych komórkach organizacyjnych, jej zabezpieczenie oraz w dalszej kolejności udostępnienie potrzebującym.
Podstawowym dokumentem dotyczącym powołania i funkcjonowania uczelni publicznych i niepublicznych jest Ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym z dnia 27 lipca 2005 r. W tej ustawie znajduje się zapis o tym, że uczelnie prowadzą archiwa. Dotyczy on uczelni publicznych i niepublicznych.
Uczelnie publiczne na ogół przestrzegają przepisów dotyczących organizowania i prowadzenia archiwów i to od samego początku funkcjonowania uczelni. Natomiast w wielu uczelniach niepublicznych nie są przestrzegane przepisy prawa dotyczące organizowania o funkcjonowania archiwów. Postanowiłem zatem dociec, dlaczego właściciele uczelni niepublicznych ignorują przepisy i nie organizują archiwów uczelnianych. W tym celu zwróciłem się z pytaniem do dziekana jednej z niepublicznych szkół wyższych na terenie Warszawy o to, czy w tej uczelni funkcjonuje archiwum. Początkowo dziekan potwierdził, ale zapytany o konkrety, wyjaśnił, że na jego uczelni polega to na „pilotowaniu” przez jedną z pracownic dziekanatu. Jak się później okazało, to „pilotowanie” oznaczało, że w praktyce w jednym z pokoi urządzono składnicę akt, gdzie przechowuje się je bez żadnej rejestracji, natomiast „pilotowanie” polega na pilnowaniu klucza do pomieszczenia i na udostępnianiu dokumentów.
Pytanie o funkcjonowanie archiwum zadałem także rektorowi uczelni niepublicznej w innej dzielnicy Warszawy. Rektor odpowiedział, że jego uczelnia nie prowadzi archiwum, a dokumenty przechowywane są w bibliotece uczelnianej. Rektor wspomniał o niedawnej wizytacji uczelni, która nie zwróciła uwagi na brak archiwum uczelnianego. Jak się później okazało, we wnioskach pokontrolnych faktycznie nie znalazły się jakiekolwiek zapisy wskazujące na konieczność prowadzenia archiwum. Opierając się na wynikach kontroli rektor uznał, że nie ma potrzeby zorganizowania na uczelni archiwum i zatrudniania dodatkowego pracownika. W związku z tym można wnioskować, że podobnie jest z organizowaniem i funkcjonowaniem archiwów na innych uczelniach niepublicznych na terenie Warszawy, a nawet Polski.
Zapewnienie prawidłowego prowadzenia archiwów na uczelniach wymaga zatrudnienia kompetentnych pracowników, a także wyodrębnienia archiwum w strukturze organizacyjnej uczelni jako samodzielnej komórki organizacyjnej. Należycie zorganizowane prace kancelaryjne, jak również właściwie prowadzone archiwa stanowią istotne elementy wspomagające zarządzenie uczelniami.
W związku z przedstawioną sytuacją związaną z organizowaniem i funkcjonowaniem archiwum na uczelniach można stwierdzić, ze brak archiwów negatywnie wpływa na całość zarządzania uczelniami, w tym także na wywiązywanie się uczelni z funkcji edukacyjnej.