Bigos tygodniowy

Próba analizy sensu i ewentualnych konsekwencji ruchów Gowina: planu a następnego dnia jego dymisji, to wróżenie z pomieszanych talii kart. Na tę chwilę rozebrać się tego nie da nawet z wódką. Mimo, że Jarosław Obłąkany przeforsował wczoraj głosowanie korespondencyjne, wszystko jeszcze może się zdarzyć, bo nie można przewidzieć dynamiki epidemii, ani być pewnym jak zareaguje Gowin na to, w jakim kształcie pisowska ustawa o głosowaniu pocztowym wyjdzie z Senatu. Jedno tylko jest pewne i jasne jak słońce nachodzącej ciepłej pory roku: doszło do rozszczelnienia (na razie tylko psychologicznego) obozu władzy i ta szczelina już na pewno się nie zasklepi.

Z całą powagą głupoty i bezczelności w jednym, PiS zmieniło z dnia na dzień swoją rolę. Z kilkuletniego „szafarza łask i beneficjów” zmieniło się w twardego „strażnika budżetu”, w „psa ogrodnika”. Odrzucając poprawki opozycyjnego Senatu do „tarczy antykryzysowej”, partia „socjalna” zamieniła się w „cerbera” godnego najtwardszych neoliberałów. Czy to może nie wpłynąć (choć nie od razu) na wizerunek tej partii i na skalę poparcia dla niej? Czy może ona uniknąć rozmagnesowania, które sprawi, że prędzej czy później opuści ją elektorat klientelistyczny, interesowny, rozmaici „rwacze”, dla których PiS miało znaczenie tylko w postaci rządu-hojnej skarbonki? Zaryzykuję hipotezę, że nie uniknie ono tego odczarowania, choć nie nastąpi to od razu. Fanatycy z marszów smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu, większość aktywistów „Klubów Gazety Polskiej” i temu podobny element przy PiS zostanie, najbardziej zajadła część kleru także. Ale reszta? W imię czego? I pomyśleć, że rozbujane, pełne zarozumiałości i pychy obietnice PiS jeszcze sprzed kilku tygodni, mają dziś wartość marki polskiej sprzed reformy Grabskiego w 1924 roku – tyle są warte, co papier, na którym je wydrukowano.

Rząd Jego Kaczej Mości ogłosił kolejne obostrzenia. Jedną z ofiar rygorów stały się chrześcijańsko-katolickie Święta Zmartwychwstania Pańskiego zwane Wielkanocą. Po raz pierwszy z dziejach Katolickiej Polski, gdy nawet pod tyranią carów, CK-cesarzy, kaiserów, Hitlera i Stalina jajka na twardo i lukrowaną babkę tudzież mazurki zapijano wódką w gronie rodziny i znajomych, będzie to radykalnie limitowane, podobnie jak wyjazdy na święta do rodziny. Koronawirus zadał też cios tradycyjnym, kameralnym wielkotygodniowym towarzyskim „jajeczkom” w zakładach pracy oraz w rozmaitych zakamarkach i pakamerach. Nie da się ukryć, że uszczerbek na dochodach poniosą też księża katoliccy parafialni. Dlatego Rząd Jego Kaczej Mości chce im ulżyć jak innym przedsiębiorcom. Przy ponurej okazji okazało się, że Kościół to biznes jak każdy inny. „Oto wielka tajemnica wiary – złoto i dolary” – jak nucił jeden z księży w „Klerze” Smarzowskiego. Nucił po pijaku, a więc szczerze.

Głosowanie korespondencyjne jako takie może być oczywiście jedną z równoprawnych form udziału w wyborach, ale po spełnieniu kilku warunków. Nie może odbywać się na pałę, w warunkach ogólnoświatowej pandemii, a przede wszystkim nie może odbywać się w tych warunkach po raz pierwszy, czyli w trybie poniekąd eksperymentalnym, próbnym. Oszalały pęd Jego Kaczej Mości (dalej JKM) do odbycia wyborów w zaplanowanym terminie, to wyraz jego strachu przed kruszejącymi perspektywami politycznymi dla PiS na przyszłość. Stracili Senat, Gowin bryka i w nowej sytuacji wcale nie ma stuprocentowej pewności, że znów „zagłosuje choć nie będzie się cieszył”. Może zechce wykorzystać szansę na jakąś woltę, którą po części oczyści się z grzechu wiernej służby JKM. Jeśliby JKM stracił jeszcze prezydenta, to w warunkach nadchodzącego kryzysu posiadanie rządu jedynie w oparciu o większość sejmową, może być raczej obciążeniem niż zyskiem. I choć Adrian, zwłaszcza w drugiej kadencji mógłby być mniej przewidywalny, to byłby przynajmniej minimalnym zabezpieczeniem. Lepszy bowiem wróbel w garści, niż orzeł na dachu.

„Zamiast gromadzić rezerwy na czas nieuchronnego kryzysu, postanowił pójść w budżetową bulimię”. No i popełnił zbrodnię niemającą sobie równych: „przeznaczył 2 mld zł rocznie na plugawą propagandę w mediach partyjnych: na disco polo, dewocję, Kurskiego, Pereirę, Ogórek, Ziemkiewicza, Rachonia, Ziemca i innych popleczników PiS, typów równych starszym kolegom ze „Stürmera”, czy „Radio TelevisionLibre des MilleCollines”, rozgłośni radiowej w Rwandzie oskarżanej o przyczynienie się do ludobójstwa w tym kraju” – napisał kompozytor Antoni Komasa-Łazarkiewicz. I dodał, odnosząc się do Jego Kaczej Mości: „Ten hazardzista o wyraźnych cechach charakteru rozszerzonego samobójcy, zamiast zamknąć się na jakiejś farmie ze swoimi wyznawcami i zażyć tam cyjanek, postanowił utopić kraj we krwi, skazując na śmierć tysiące swoich własnych wyznawców i łapiąc za twarz i za jaja pozostałych”.

„To oni są klęską żywiołową” (Donald Tusk o PiS).

Jakoś nie słyszałem, by w tej nawalance o wybory, ktoś zwrócił uwagę na to, że dokonanie wyboru korespondencyjnego oznacza złamanie zasady tajności wyborów! Przecież każdy, kto zechce w ten sposób zagłosować musi podać na kopercie swoje nazwisko i adres. A to oznacza, że ujawni to, co w normalnym trybie skrywane jest za kotarą w lokalu wyborczym. Czy nikt tego nie zauważył? Chyba, że się mylę? Ja w każdym razie na warunkach Jarosława Obłąkanego w wyborach udziału nie wezmę.

A poza tym mijają 33 dni od dnia (6 marca) gdy PiS uchwaliło, a Adrian klepnął dwa miliardy złotych na szczujnię TVPiS. A przecież dziś tak bardzo przydałyby się na walkę z epidemią, choćby na maski ochronne.

Sądy powinny mieć wolne

Kontrowersyjny apel dużej części sędziów. Ich zdaniem, ograniczenie pracy poczty to powód do wstrzymania praktycznie całej działalności sądów.

Niech sądy w całym kraju niezwłocznie zaprzestaną czynności (poza wyjątkowymi przypadkami nie cierpiącymi zwłoki) wskutek siły wyższej w postaci epidemii koronawirusa – taki apel do Ministerstwa Sprawiedliwości wystosowało stowarzyszenie sędziów Iustitia.
Od kilku dni odwoływane są rozprawy w większości sądów w Polsce, jednak nie oznacza to, że sądy zaprzestały pracy. Wciąż wysyłana jest z sądów korespondencja do osób, które mają swoje sprawy w sądzie. Czasami doręczenie takiego listu z sądu powoduje, że zaczyna biec termin np. do wniesienia apelacji. Kto nie złoży pisma w terminie, straci szansę na zmianę wyroku
Tymczasem, prof. Krystian Markiewicz, prezes stowarzyszenia sędziów polskich Iustitia wskazuje: „Z całego kraju dostajemy sygnały, że poczta istotnie ograniczyła działalność. Przed urzędami pocztowymi tworzą się kolejki osób, które muszą wysłać swoje pismo, bo ucieka im termin. Nie mogą go złożyć w sądzie, gdyż zamknięto biura podawcze w sądach. Sytuacja, gdy tak wiele osób spotyka się w placówce pocztowej, rodzi na pewno ryzyko zarażenia koronawirusem.”
W przyjętym przez zarząd stowarzyszenia Iustitia stanowisku, sędziowie apelują do Ministerstwa Sprawiedliwości, żeby sądy w ogóle zaprzestały czynności, poza sprawami pilnymi. „Nie można teraz zmuszać ludzi do stania w wielogodzinnych kolejkach na poczcie i wyboru: albo własne zdrowie, albo utrata terminu do wniesienia apelacji” – podkreśla prof. Krystian Markiewicz.
Fizyczny dostęp interesantów do sądów został bardzo ograniczony, strony i pełnomocnicy nie mają dostępu do akt. Rozprawy i posiedzenia jawne są co do zasady odwoływane. Poza tym jednak sądy nadal pracują, choć trudno to nazwać normalną pracą. Sędziowie wydają orzeczenia na posiedzeniach niejawnych. Sekretariaty starają się wykonywać zarządzenia. Formalnie nie wstrzymano doręczeń pism sądowych. Oznacza to dla stron oraz pełnomocników konieczność odbioru korespondencji, a także wizytę na poczcie, ewentualnie w sądzie.
Niewprowadzenie restrykcyjnych ograniczeń może przyczynić się do roznoszenia wirusa i rozprzestrzeniania się epidemii. Szczególnie w przypadku osób starszych jest to bardzo niebezpieczne dla zdrowia, a nawet życia. Należy podkreślić, że ze wszystkich stron płyną sygnały o pozostanie w domach.
Dlatego sędziowie z Iustitii przyłączają się do stanowiska Naczelnej Rady Adwokackiej, mówiącego, że niezbędna jest zmiana ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19. W projekcie legislacyjnym, opracowanym przez NRA przewiduje się między innymi zawieszenie z mocy prawa postępowań sądowych w określonych przypadkach, zawieszenie biegu terminów oraz brak skutków prawnych doręczenia korespondencji sądowej.
Brak rozwiązań ustawowych co do biegu postępowań sądowych w okresie zagrożenia epidemicznego, może doprowadzić do naruszenia na masową skalę podstawowych praw człowieka i obywatela, chronionych przez Konstytucję RP – takich jak prawo do życia, zdrowia oraz prawo do sądu. Może też być powodem wytaczania wielu nowych spraw o przywrócenie terminu do dokonania czynności procesowych – a to dodatkowo obciąży wymiar sprawiedliwości.
„Jeśli zaraz sądy nie wstrzymają czynności to za kilka miesięcy zaleje je fala wniosków o przywrócenie terminów. Czas, aby Ministerstwo Sprawiedliwości reagowało zanim pojawią się problemy, a nie gdy jest za późno. Akurat w takiej sytuacji należy ustawę uchwalić w kilkanaście godzin.” – podsumowuje prezes Iustitii.

Życie ze spamem

Systematycznie spada poziom ostrożności użytkowników poczty elektronicznej.

Podobnie do ubiegłych lat, większość wiadomości przychodzących na nasze skrzynki mailowe, to informacje, których nie chcemy otrzymywać. Przeprowadzone badanie wskazuje, że prawie 40 proc. ankietowanych odbiera dziennie od 4 do 10 wiadomości spam
Takie wyniki przyniósł szesnasty już raport wykorzystania poczty elektronicznej przygotowany przez Sare.pl. Przeprowadzona jesienią ankieta, pozwoliła zebrać głosy użytkowników na temat e-mail marketingu.
Niestety, w porównaniu z ubiegłymi latami zauważalny jest systematyczny spadek poziomu ostrożności użytkowników poczty elektronicznej. Większość z nas w ogóle nie stosuje blokady wyświetlania grafik, czy filtrów antyspamowych, przez co liczba otrzymywanych codziennie niechcianych wiadomości jest tak wysoka.
Co się zmieniło w komunikacji mailingowej na przestrzeni roku? Jakie tendencje się utrzymują, a co nie wzbudza już emocji? Okazuje się, jak było do przewidzenia, że marketing e-mailowy ma się nadal dobrze, a nawet bardzo dobrze – a więc trudno liczyć na to, że spam reklamowy przestanie zalewać nasze komputery.
Zwłaszcza, że niespecjalnie nam to przeszkadza. Aż 92 proc. ankietowanych uważa, że poczta elektroniczna to wciąż najchętniej wykorzystywany kanał dotarcia do odbiorcy w sieci, a 70 proc. respondentów stwierdziło, że nadal subskrybuje newslettery i chce otrzymywać wiadomości mailowe.

  • Od 50 do nawet 70 proc. wiadomości elektronicznych wpadających do naszych skrzynek e-mail to spam. I trudno znaleźć kogoś, kogo nie dotknęło to zjawisko. Mimo coraz bardziej restrykcyjnej polityki i działań filtrów antyspamowych wciąż wiele wiadomości pseudo-sprzedażowych przebija się do naszych skrzynek odbiorczych – wskazuje Artur Maciorowski z magazynu Online Marketing.
    Na pytanie: Jak użytkownik może ochronić się przed spamem?, wypada więc odpowiedzieć, że będzie mu trudno. Zwłaszcza, że, jak pokazuje badanie wykorzystania poczty elektronicznej, marketerzy nie wykorzystują jeszcze w pełni możliwości, które niesie ze sobą korzystanie z marketingu e-mailowego.

Poczta zamyka usta pracownikom

Poczta Polska postanowiła wprowadzić cenzurę i zakazać swoim pracownikom jakiejkolwiek aktywności medialnej.

Kilka miesięcy temu Poczta zwolniła dyscyplinarnie przewodniczącego Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty, Piotra Moniuszki za wpis na Facebooku. Lider związku napisał, że firmie grozi upadłość. Kilka tygodni później rządowe Centrum Analiz Strategicznych przyznało, że spółce grozi utrata płynności, jednak Moniuszki nie przywrócono do pracy.
Zarząd Poczty najwyraźniej jednak przestraszył się krytycznych wypowiedzi działaczy związkowych i postanowił wprowadzić całkowity zakaz wystąpień medialnych dla wszystkich pracowników firmy.
Tylko rzecznik porozmawia
Kilka dni temu Poczta rozesłała do swoich pracowników komunikat, w którym stanowczo sprzeciwia się ich wystąpieniom medialnym bez zgody spółki. „Przypominam, że wszelkie aktywności medialne pracowników Poczty Polskiej mogą odbywać się jedynie po otrzymaniu zgody rzecznika prasowego Pani Justyny Siwek lub Pana Grzegorza Warchoła. Dotyczy to udzielania wywiadów, organizacji spotkań z mediami, udziału w konferencjach prasowych organizowanych przez inne organizacje oraz wszelkich wystąpień, które mogą mieć wydźwięk medialny (np. konferencje branżowe)”.
Jednocześnie przedstawicielka władz firmy zasugerowała, że o ważnych dla pracowników sprawach będzie wypowiadał się zarząd firmy, który sam oceni, które problemy nagłośnić, a które zataić. Firma też dała do zrozumienia pracownikom, że musi znać wszystkie plany działań załogi. „Proszę o przekazywanie wszelkich informacji i planów działań, które moglibyśmy wykorzystać w komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej. Istotne są sprawy strategiczne, nowe przedsięwzięcia, ale także wydarzenia regionalne i lokalne” – czytamy w piśmie, które otrzymali pracownicy Poczty na Podlasiu.
Sprzeczne z konstytucją
Pismo rozpowszechniane przez Pocztę Polską nie tylko stanowi próbę zastraszenia pracowników firmy i zamknięcia im ust, ale jest też sprzeczne z Konstytucją RP. Zgodnie z art. 54 ustawy zasadniczej . „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”. Władze Poczty nie mają więc prawa zakazywać działalności medialnej swoim pracownikom. Nie ma też takich zapisów w ich umowach o pracę. To zwykła cenzura, której celem jest prewencyjne zabezpieczenie się pracodawcy przed ewentualną krytyką.
Pod tym względem pismo Poczty stoi również w sprzeczności z art. 12 Konstytucji, w którym czytamy, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność tworzenia i działania związków zawodowych”. Trudno sobie wyobrazić działalność organizacji związkowej, która każdy swój komunikat konsultuje z zarządem firmy i która pyta go o zgodę na nagłośnienie wiedzy na temat patologii mających miejsce w przedsiębiorstwie.

Jestem gotowy na długą walkę

Z Piotrem Moniuszką, liderem Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty, zrzeszonego w centrali Związkowa Alternatywa, rozmawia Piotr Szumlewicz.

Dwa miesiące temu zostałeś zwolniony dyscyplinarnie przez zarząd Poczty Polskiej SA. Jakie były przyczyny Twojego zwolnienia?

Według treści wręczonego mi wypowiedzenia umowy o pracę, chodziło o wpis na Facebooku dotyczący ewentualnego złożenia przez zarząd Poczty Polskiej wniosku o upadłość. W mojej ocenie, faktyczne i prawdziwe przyczyny są inne, jednak nie chciałbym obecnie wypowiadać się na ten temat z uwagi na mój pozew przeciwko Poczcie złożony do sądu pracy. Mam nadzieję, że w sądzie będzie mi dane poznać prawdziwe przyczyny zwolnienia.

Kilka tygodni temu Centrum Analiz Strategicznych rządu wyraziło obawę o płynność finansową Poczty, wyrażając de facto tę samą opinię, co Ty. Jak zarząd spółki reaguje na kolejne doniesienia o jego złej kondycji? Czy wyrzucenie Ciebie było próbą ukrycia wiedzy o kłopotach firmy?

Informacje, które podało CAS, były mi już wcześniej znane, stąd moja publikacja na profilu facebookowym. W dużej mierze na tych informacjach oparłem swój wpis. Przecież utrata płynności finansowej z automatu wiąże się z upadłością!

Zarząd Poczty Polskiej po moim zwolnieniu z pracy nabrał wody w usta i nawet ze strony spółki brak jakichkolwiek komentarzy, czy podawania informacji o kondycji finansowej firmy. Myślę, że zwolnienie mnie z pracy na Poczcie miało mnie odciąć od bieżącej sytuacji w firmie. Jednak na niewiele to się zda. Kontakty i dojścia do wielu informacji mam nadal. Obecnie trwa zaciskanie pasa, poprzez blokadę zatrudnienia zawieszenie wszelkich niezbędnych inwestycji. Co będzie po nowym roku? Nie wiem. Tym bardziej, że teraz Poczta Polska podlega już pod nowy resort – Ministerstwo Aktywów Państwowych. Nie można wykluczyć zmian w zarządzie firmy.

Jak wyglądają obecnie Twoje relacje z firmą? Wciąż jesteś przewodniczącym WZZPP. Jak Poczta przyjęła decyzję związku, że zostajesz na stanowisku przewodniczącego?

Obecnie nadal działam w WZZPP, pełnię funkcję przewodniczącego, pracuję tak samo jak przed zwolnieniem z pracy. Tu się nic nie zmieniło, prócz tego, że ze ścisłym kierownictwem spółki nie mam bezpośredniego kontaktu. Jako związek utrzymujemy relacje z władzami firmy i naciskamy na wdrażanie rozwiązań dobrych dla pracowników. Zarazem od chwili rozwiązania umowy o pracę ze mną, czyli od 7 października bieżącego roku, mamy mocno pod górkę. Na wiele naszych wystąpień pisemnych nie uzyskujemy żadnych odpowiedzi, nie otrzymujemy szeregu informacji, które są przekazywane wszystkim innym związkom zawodowym, uniemożliwia się mi branie udziału w spotkaniach ze ścisłym kierownictwem firmy, nie wymienia się nam uszkodzonego sprzętu komputerowego. Niemniej, pomimo tych celowych działań ze strony zarządu Poczty, radzimy sobie. Jednak jeśli bojkot naszego związku będzie trwał nadal, to złożymy doniesienie do prokuratury z tytułu utrudniania nam prowadzenia działalności związkowej zgodnie z ustawą o związkach zawodowych. Póki co, dajemy firmie czas na zreflektowanie się.

A jakie są obecnie Wasze główne postulaty?

One się nie zmieniły. Nadal oczekujemy prac nad nowym Zakładowym Układem Zbiorowym Pracy, zlikwidowania dysproporcji płacowych, poprawienia warunków pracy tysięcy pracowników. W tym zakresie nasze postulaty są niezmienne, a my nie zamierzamy się poddawać.

Kilka tygodni temu Poczta wręczyła Ci pismo, zgodnie z którym w ciągu dwóch tygodni miałeś się wyprowadzić z mieszkania, które wynajmowałeś od firmy. Udało się wtedy nagłośnić próbę pozbawienia Cię mieszkania w trybie natychmiastowym. Jak obecnie wygląda ta sprawa? Czy zarząd Poczty wycofał się z wniosku o eksmisję?

Po nagłośnieniu sprawy, nastała dziwna cisza. Nikt z firmy w sprawie mieszkania się ze mną nie kontaktuje, żadnych pism, wezwań, a ja ze swojej strony reguluję na bieżąco wszelkie zobowiązania wynikające z zajmowania mieszkania na warunkach ostatniej umowy. Nie chcę, by mi zarzucono, że zalegam z jakimikolwiek płatnościami.

Od razu po tym, jak zarząd Poczty zwolnił Cię dyscyplinarnie, zgłosiłeś sprawę do sądu. Na jakim etapie jest sprawa sądowa? Kiedy możemy spodziewać się wyroku?

Tydzień po rozwiązaniu umowy o pracę, złożyłem pozew do sądu pracy. Teraz pozostało mi tylko czekać na odpowiedź na pozew ze strony Poczty i wyznaczenie terminu pierwszej sprawy przez sąd. Według mojej wiedzy obecnie sąd pracy we Wrocławiu wyznacza terminy spraw na marzec 2020 r., co nie napawa optymizmem odnośnie szybkiego zakończenia procesu.
Na tyle, na ile znam Pocztę Polską, zrobi ona co tylko będzie w jej mocy, by sprawa sądowa trwała jak najdłużej. Oczywiście chciałbym, by sąd moją sprawę rozpatrzył jak najszybciej i rozstrzygnął przyczyny i okoliczności mojego zwolnienia z pracy. Kiedy to będzie? Z pewnością, nie szybko. Ale jestem gotowy na długą walkę.

Działanie na szkodę poczty

O pracy na poczcie i niełatwej działalności związków zawodowych w Poczcie Polskiej z Piotrem Moniuszką, przewodniczącym Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty, który niedawno stanął w obliczu zwolnienia dyscyplinarnego rozmawiał Wojciech Łobodziński (strajk.eu).

Jak długo już pracujesz w Poczcie Polskiej?
Zacząłem, jeśli dobrze pamiętam, w marcu 1991 r. Przez pierwsze pięć lat pracowałem jako listonosz i ten okres nie raz wspominam z łezką w oku. Nabawiłem się jednak stanu zapalnego kolan i musiałem zmienić zajęcie.
Ale z pocztą się nie rozstałeś.
Przeniesiono mnie wówczas na stanowisko asystenta (obecnie stanowisko ds. obsługi klienta) na którym jestem zatrudniony, póki co, do dziś. Przez pierwszy rok pracowałem na tak zwanym stanowisku telekomunikacyjnym. Praca polegała na przyjmowaniu od klientów telegramów, następnie „wysłania” ich dalekopisem do właściwego urzędu, skąd były doręczane. Przyjmowałem zamówienia na rozmowy międzymiastowe, międzynarodowe, gdzie klienci po nawiązaniu połączenia byli proszeni do odpowiedniej kabiny, celem przeprowadzenia rozmowy. Później przeniesiono mnie do przyjmowania od klientów listów, paczek, wpłat, wypłat. Od kilku lat natomiast zajmuję się tylko pracą na rzecz pracowników i związku.
Działałeś w organizacji pracowniczej przed założeniem własnego związku?
Gwoli wyjaśnienia – to nie jest mój własny związek. To dobro wszystkich pracowników w nim zrzeszonych. Ja mam tylko przyjemność od samego początku kierować tą organizacją. A wracając do pytania: działalność związkowa zainteresowała mnie raczej przez przypadek. W jednym z urzędów, gdzie pracowałem, jedna z koleżanek ukradła znaczną ilość gotówki. Rozpoczęło się dochodzenie i szukanie współwinnych. Wówczas kilkoro niemających moim zdaniem nic wspólnego z tą kradzieżą pracowników zaczęto straszyć, że są współwinni i będą zobligowani do oddania z własnej kieszeni skradzionej gotówki. Zgłosili się wtedy do jednego ze związków zawodowych z prośbą o pomoc, ale odeszli z kwitkiem.
Dlaczego tak się stało?
Ponoć któryś związkowiec powiedział im, że niech się cieszą, że firma od razu ich nie zwolniła. To był ten przełom. Zadałem sobie pytanie: co będzie, jak ja będę miał jakieś problemy w pracy? Przecież na pomoc ze strony takich związków zawodowych nie będę mógł liczyć.
Postanowiłeś więc stworzyć odważniejsze, bardziej rzetelne i bojowe związki?
Nie od razu. Najpierw wstąpiłem do jednego z już aktywnych związków i zacząłem tam aktywnie się udzielać. Nie byłem jednak zadowolony ze sposobu funkcjonowania organizacji, a kiedy próbowałem go zmieniać, usunięto mnie. Postawiono mi zarzuty, nie pamiętam już, jakie dokładnie i zarząd tej organizacji pozbawił mnie praw członka. Nie odwoływałem się tej decyzji, gdyż to nie miało sensu. W międzyczasie poznałem środowisko związkowe w firmie i kolega, przewodniczący jednej z innych organizacji, zaproponował mi przystąpienie do niej. Od początku współpraca układał się nam ciężko, więc po jakimś czasie zacząłem rozważać stworzenie nowego związku zawodowego. I tak w gronie bliskich mi kolegów zapadła decyzja: tworzymy Wolny Związek Zawodowy Pracowników Poczty.
Komitet założycielski zawiązał się 15 marca 2006 r., a miesiąc później zostaliśmy zarejestrowani w KRS. Minęło zaledwie kilka miesięcy, a na poczcie wybuchł strajk listonoszy.
To wy go organizowaliście?
Raczej włączyliśmy się do tego protestu oraz na bieżąco informowaliśmy, co w tej sprawie się dzieje. Dodam, że byliśmy wtedy jedyną organizacją związkową, która miała swoją stronę internetową i forum. Od samego początku zawsze staraliśmy się wsłuchiwać się w głos pracowników i na bieżąco informować o sytuacji w firmie.
A wokół jakich spraw koncentruje się wasza bieżąca działalność?
Na przestrzeni tych kilkunastu lat wciąż postulujemy o zmianę w systemie wynagrodzeń, tak by wynagrodzenie zasadnicze pracownika nie zależało od… nie wiadomo w zasadzie czego. W chwili obecnej różnice w wynagrodzeniach zasadniczych pracowników zatrudnionych na tym samym stanowisku pracy, wykonujących te same zadania, tej samej wartości wynoszą nawet kilka tysięcy złotych. Naszym zdaniem do stanowiska pracy winno być przypisane wynagrodzenie zasadnicze. Ale to ciągle pozostaje w sferze postulatów.
Natomiast naszym niewątpliwym sukcesem jest to, że w czasie trzynastu lat działalności udało się nam sądownie przywrócić wielu zwolnionych pracowników do pracy. Mamy za sobą przeprawę sądową aż do sądu najwyższego w sprawie wyboru zakładowego społecznego inspektora pracy. Batalię tę wygraliśmy na każdym etapie postępowania sądowego. Pomimo to pracodawca nigdy nie dostosował się do tego wyroku. Co ważne, we wszystkich sprawach sądowych, w których pomagaliśmy pracownikom, nie korzystaliśmy z usług kancelarii prawnych. Praktycznie w każdej sprawie sądowej sam występowałem jako pełnomocnik procesowy pracownika.
Masz wykształcenie prawnicze?
Nie. Z wykształcenia jestem ekonomistą. Ustawa o związkach zawodowych daje mi możliwość występowania jako pełnomocnik procesowy przed sądami pracy. Po prostu szybko się uczę.
Napięcia z szefostwem lub innymi związkami często wam się zdarzały?
Oficjalnie pracownicy mogą dostrzegać spór pomiędzy kierownictwem firmy a związkami zawodowymi. Tak naprawdę to są to tylko pozory. Spory nie dotyczą wszystkich związków w równym stopniu. Podam najświeższy przykład. W jednej z kontroli przeprowadzonej przez Państwową Inspekcję Pracy okazało się, że dwie organizacje związkowe, OM NSZZ Solidarność Pracowników Poczty Polskiej oraz Związek Zawodowy Pracowników Poczty zrzeszony w OPZZ, korzystają ze specjalnych przywilejów, które wykraczają poza unormowania prawne, z dodatkowych 12 tzw. etatów związkowych. Związek zawodowy zrzeszając określoną w ustawie o związkach zawodowych liczbę członków, może zwrócić się do pracodawcy o zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy określoną liczbę działaczy związkowych, którzy mają świadczyć pracę na rzecz danego związku. Ustawa to precyzyjnie określa. Wskutek kontroli PIP okazało się, że takich zwolnionych z obowiązku świadczenia pracy pracowników jest o 12 więcej, niż mówią o tym przepisy wspomnianej ustawy.
Ale jak to się mogło stać?!
Z tym pytaniem należałoby się zwrócić do pracodawcy. Nie ukrywam, że sam chętnie dowiedziałbym się, dlaczego. Biorąc jednak pod uwagę, że skoro pracodawca zdecydował się na przyznanie tych dodatkowych etatów, to z pewnością ma prawo oczekiwać czegoś w zamian od tych związków. Czego?
Na przykład spolegliwości?
Ty to powiedziałeś.
Na początku sierpnia dołączyliście do Związkowej Alternatywy, a kilka dni temu pisałeś na Facebooku, że krążą pogłoski na temat możliwej dyscyplinarki. Naprawdę ją dostałeś? Czy między jednym a drugim jest związek?
Ogólnie interesuję się ruchem związkowym w Polsce. Pamiętam, jak prawie rok temu odbywał się strajk w PLL LOT, a Piotr Szumlewicz aktywnie go wspierał. Gdy dowiedziałem się, że utworzył nową centralę, Związkową Alternatywę, postanowiłem się z nim skontaktować. Okazało się, że nasz punkt widzenia jest bardzo zbieżny. Zarząd WZZPP nie miał wątpliwości: przyłączamy się.
Rozumiem, że Twoja sprawa wybuchła chwilę później…
Słuchaj dalej. W zeszłym tygodniu w piątek, by było ciekawiej, był to wrześniowy piątek trzynastego, odebrałem pismo skierowane do WZZPP, w którym to pracodawca zwraca się do związku z zapytaniem, czy korzystam z obrony związku. Potrafię odczytać jego intencje, mam w końcu kilkanaście lat doświadczenia w związkach.
Póki co jeszcze nie zostałem zwolniony. Trwają tak zwane konsultacje. W dniu dzisiejszym (20 września) otrzymaliśmy pismo, w którym pracodawca podał zamiar rozwiązania ze mną umowy o pracę w trybie art. 52.1 KP wraz z przyczynami. Teraz Zarząd związku ma siedem dni na wyrażenie zgody lub stanowczy sprzeciw. Biorę jednak pod uwagę, że nawet w przypadku niezgody Zarządu WZZPP na rozwiązanie umowy o pracę ze mną, pracodawca może to zrobić. W ciągu najbliższych dni, sprawa ta powinna się rozstrzygnąć. Jeśli dojdzie do rozwiązania umowy, będę dochodził swoich spraw przed sądem.
A to może trwać wieki.
Tak, taki proces może ciągnąć się nawet trzy lata. Niemniej jestem na tyle zdeterminowany, że dam radę. Dużo tu pomaga wsparcie moralne ze strony bardzo wielu pracowników. W ciągu trzech dni od zamieszczenia informacji o możliwym zwolnieniu na Facebooku otrzymałem chyba z ponad tysiąc maili, wiadomości prywatnych. Nie wspomnę, że nie nadążam odbierać telefonu.
Jak kierownictwo poczty uzasadnia swoją decyzję?
Najkrócej mówiąc, ich zdaniem działam na szkodę spółki. W zasadzie odniesiono się do jednego z moich wpisów na Facebooku, w którym napisałem, że jest rozważane przez kierownictwo firmy złożenie wniosku do sądu o upadłość PP S.A.
Skąd to wiesz?
Niestety, ale nie mogę na to pytanie odpowiedzieć. W każdym razie w mojej ocenie jest to bardzo wiarygodne źródło. Tyle, że nie uważam, by sam tylko wpis na Facebooku, czy nawet ogólniej moja aktywność w mediach mogła uzasadniać decyzję o rozwiązaniu ze mną umowy o pracę.
To o co chodzi naprawdę?
Mogę jedynie opierać się na przypuszczeniach, ale nie chciałbym teraz o tym mówić. Może to mi się przydać w ewentualnym procesie sądowym z Pocztą Polską.
Słyszałeś wcześniej o takich przypadkach nagłych dyscyplinarek na poczcie?
Bodajże dwa lata temu zwolniono jednego z przewodniczących związku. Tyle, że jak pamiętam, przyczyny wypowiedzenia o pracę miał zupełnie inne. Chodziło o jakieś wyłudzenia pieniędzy firmy. Nie znam dokładnie tej sprawy i nie wiem nawet, jakie stanowisko wtedy zajął Zarząd tamtego związku. Chociaż z tego, co pamiętam, to nie było żadnej reakcji.
Twój związek będzie cię bronił?
Jeśli pracodawca rozwiąże ze mną umowę o pracę, złożę stosowny pozew do sądu pracy. Nie dostrzegam w tym, co pisałem, bądź powiedziałem w wywiadach czegoś, co mogło szkodzić firmie. Uważam, że jako przedstawiciel związku zawodowego mam prawo do informowania pracowników, opinii publicznej o sytuacji w firmie. Nie odbieram tego jako działanie szkodliwe. Wczoraj mieliśmy spotkanie Zarządu i rozmawialiśmy o możliwych scenariuszach dotyczących mojej osoby. Na ten moment jedynie co mogę powiedzieć to to, że Zarząd WZZPP nie przychyli się do stanowiska pracodawcy. W najbliższym czasie Zarząd zajmie własne.

 

Poczta i (nie)równe płace

Zrzeszony w nowej centrali związków zawodowych, Związkowej Alternatywie, Wolny Związek Zawodowy Pracowników Poczty domaga się daleko idących zmian w systemie wynagrodzeń na Poczcie Polskiej i podjęcia prac nad nowym zakładowym układem zbiorowym.

WZZPP wskazuje, że obecny system wynagrodzeń na Poczcie Polskiej dopuszcza olbrzymie nierówności płacowe między pracownikami zatrudnionymi na tych samych stanowiskach. W praktyce oznacza to, że zarząd może arbitralnie różnicować wysokość wynagrodzeń między pracownikami mającymi ten sam zakres obowiązków, w tym uprzywilejowywać pracowników należących do posłusznych mu związków zawodowych.
Zdaniem WZZPP obecnie obowiązujące rozwiązania są sprzeczne z prawem pracy i niesprawiedliwe. Stąd w dniu dzisiejszym przewodniczący związku, Piotr Moniuszko przesłał do zarządu Poczty pismo, w którym domaga się pilnego podjęcia prac nad nowym układem zbiorowym.
Równe place za tę samą pracę to jeden z postulatów programowych Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa. W ciągu najbliższych miesięcy będziemy walczyć o respektowanie tej zasady w wielu instytucjach państwowych, spółkach skarbu państwa i firmach prywatnych.

Poniżej treść pisma WZZPP do zarządu Poczty Polskiej.:

Równe traktowanie w zatrudnieniu jest jedną z podstawowych zasad prawa pracy. Pracodawca nie może dyskryminować pracowników z przyczyn wymienionych w kodeksie pracy. Jeśli świadczenie pracy wymaga od pracowników porównywalnego doświadczenia, kwalifikacji, odpowiedzialności czy wysiłku, to praca ta uznawana jest za pracę o jednakowej wartości. Pracownicy wykonujący takie same obowiązki powinni mieć wynagrodzenia w jednakowej wysokości. Nierówne wynagrodzenie w takich przypadku jest wykroczeniem przeciwko prawom pracownika i narusza przepisy kodeksu pracy.
Obowiązujący w Poczcie Polskiej S.A. Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy, jako porozumienie pomiędzy pracodawcą, a częścią działających w PP S.A. związków zawodowych jest ewidentnym przykładem nierównego traktowania, wręcz wprowadza dyskryminację płacową pracowników. Tak zwane „widełki” w tabeli zaszeregowań powodują, że pracownicy zatrudnieni na tym samym stanowisku, wykonujący te same czynności, a więc pracę o tej samej wartości otrzymują wynagrodzenia zasadnicze różniące się nawet o 2000 zł.
Dołączając do tego niesprawiedliwie naliczany dodatek stażowy, bo liczony procentowo od wynagrodzenia zasadniczego, powoduje jeszcze większe różnice w ostatecznym wynagrodzeniu pomiędzy pracownikami.
W związku z powyższym, żądamy najpóźniej do 30 września 2019 r. rozpoczęcia prac nad nowym Zakładowym Układem Zbiorowym Pracy dla Pracowników Poczty S.A., który w sposób prosty, zrozumiały i przejrzysty zagwarantuje równe traktowanie nie tylko w zakresie wynagrodzeń, ale i dodatkowych świadczeń.