10 najlepszych polskich filmów dekady

Poprzednia dekada była jedną z lepszych w historii polskiej kinematografii. Świadczą o tym nie tylko wysokojakościowe produkcje, kooperacje z twórcami zagranicznymi, ale także zdobywane nagrody na europejskich i światowych festiwalach. Gorące przyjęcie jednej z polskich produkcji na Berlinale to powoli standard, Oscar dla polskiego filmu czy reżysera przestał być czymś nieosiągalnym. I ja pokusiłem się zatem o stworzenie listy dziesięciu najlepszych polskich produkcji filmowych ostatnich dziesięciu lat.

Spisując swój TOP 10, postawiłem na filmy pełnometrażowe i fabularne, aczkolwiek na liście znalazł się również jeden film dokumentalizowany, który znalazł w moim sercu szczególne miejsce. I jeszcze gwoli wyjaśnienia: nie wszedł do dziesiątki żaden z głośnych filmów Jana Komasy, mimo że stworzył ich on w ostatnim dziesięcioleciu aż cztery. Nie jest to spowodowane jakąś awersją do jego produkcji. Sądzę jednak, że w latach 2011-2020 powstało naprawdę wiele ciekawszych dzieł, o których nie wszyscy mogą pamiętać. Nie ma w zestawieniu żadnego filmu Romana Polańskiego, ale to akurat spowodowane jest faktem, że nagrywa on w innych państwach, niż Polska.
Każdy, poza jednym, film w tym zestawieniu jest do obejrzenia w legalnych źródłach internetowych. Większość z nich nie wymaga wykupienia dodatkowego seansu w ramach VOD i znajduje się na Netfliksie. W przypadku braku jakiegoś filmu na platformie internetowej pozostaje poszukanie go na DVD lub Blu Ray.
Miejsce 10. – Plac Zabaw (2016), reż. Bartosz M. Kowalski
Bardzo mocny fabularny debiut młodego reżysera. Po premierze zebrał mieszane recenzje, a dla części widzów okazywał się zwyczajnie zbyt obciążający: część wychodziła z sali w połowie, reszta tuż przy końcówce. Aby nie zdradzić za wiele szczegółów ze scenariusza, skupię się na przekazie, jaki niesie ten film kręcony w bliskiej mojemu sercu Świdnicy. Kowalski w swoim filmie pokazuje, jak trudny jest los dziecka, który nie może polegać na swoim rodzicu; które samo dla siebie musi stać się rodzicem.
Ascetyczny, blady obraz narastającego gniewu i frustracji został skonstruowany tak, że oglądając Plac Zabaw można poczuć się, jakby uczestniczyło się w pokazie filmu Michaela Haneke. Odważna teza? Będę jej bronić, bo Kowalski to reżyser niezwykle ciekawy. Odważne i radykalne wybory scenariuszowe są tym, co pozwalają kinu się rozwijać i nie stać w miejscu.
Miejsce 9. – Ostatnia rodzina (2016), reż. Jan P. Matuszewski
Rodzina Beksińskich zdecydowanie zasługiwała na film biograficzny poświęcony każdemu z jej członków. Cieszę się, że w 2016 Netflix nie był jeszcze skory do produkowania w naszym kraju seriali, bo pomysł Matuszewskiego doczekałby się pewnie rozwleczonej wersji na kilka odcinku. A tutaj w niewiele ponad dwie godziny reżyserowi udało się oddać klimat tamtych lat i wyciągnąć ze swoich bohaterów wszystko co możliwe.
Najbardziej przed kamerą szalał Dawid Ogrodnik, wcielający się w rolę Tomka Beksińskiego, ale to nic dziwnego (ten aktor tak szaleje zawsze). Na uwagę zasługują w tym filmie wielkie-małe kreacje, takie jak Aleksandry Koniecznej w roli żony i matki dwóch artystów. Ostatnia rodzina nie jest filmem komediowym. Obraz genialnie balansuje na granicy ostentacyjnego szaleństwa i idealnej, pustej ciszy. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów sztuki i idealna odtrutka dla tych, którzy zawiedli się na Powidokach (2016) Andrzeja Wajdy.
Miejsce 8. – Cicha Noc (2017), reż. Piotr Domalewski
Trzeci z rzędu debiut fabularny, trzeci z rzędu film o patologicznej, dysfunkcyjnej rodzinie, o konflikcie ojca z synem i trudnym do przyjęcia na trzeźwo finale. Domalewski osobiście napisał scenariusz i wyreżyserował swój film, więc mamy tutaj do czynienia z autorską wizją w pełnej krasie. Cichej nocy niedaleko jest do osławionego Wesela (2004) w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. Jeśli jednak zależy nam na porównaniach, to Cichą noc nazwałbym “polską Sieranevadą” – Domalewski w niektórych miejscach dorównał Cristiemu Puiu, mistrzowi rumuńskiej nowej fali w pokazywaniu cholernie trudnych relacji rodzinnych.
Cicha noc ma kilka słabych stron, takich jak dialogi, które momentami wychodzą bardzo nienaturalnie. No i nie warto jej oglądać przy rodzinnej kolacji, no chyba że w celu przejścia swego rodzaju terapii. Rodzina, jaka by nie była, pełna jest jednostek, które muszą ze sobą koegzystować, mimo, że tylko część z nich wyraziła na tę relację pisemną lub nieformalną zgodę.
Miejsce 7. – Wołyń (2016), reż Wojciech Smarzowski
Wołyń Smarzowskiego pierwszy raz widziałem podczas klasowego wyjścia do kina, bodajże w drugiej klasie gimnazjum. Wywarł na mnie bardzo duże wrażenie. To, co udało się stworzyć reżyserowi w tym filmie momentami zakrawa o majstersztyk. Dziś, mając już nieco więcej wiedzy filmowej i będąc po drugim seansie tego dzieła jestem przekonany, że Wołyń znajdzie się za jakiś czas w poczecie najlepszych polskich filmów wojennych.
Niektóre sceny pokazywane nam przez Smarzowskiego mogą być dla wielu niemożliwe do przyjęcia. Kto jednak przetrwał Idź i patrz (1985) albo Underground (1995), ten, sądzę, będzie w stanie zanurzyć się całkowicie w seansie Wołynia. Autor tego filmu zrobił naprawdę świetną robotę, przecinając supeł, jaki zawiązały środowiska nacjonalistyczne wokół prawdy o Wołyniu. Pokazał, że ani świat, ani pamięć po masakrze nie jest czarno-biała. I zarówno Ukraińcy, jak i Polacy mają swoje za kołnierzem.
Miejsce 6. – Body/Ciało (2015), reż. Małgorzata Szumowska
Z filmami Małgorzaty Szumowskiej zazwyczaj jest tak, że albo zapowiadają się na wielkie kino, a później wychodzą okropnie albo na odwrót – pozornie nudna i opowiedziana tysiąc razy opowieść staje się małym arcydziełem. I tak właśnie jest w przypadku tego, nagrodzonego na festiwalu Berlinale Srebrnym Niedźwiedziem obrazu. Produkcja Szumowskiej opowiada o młodej dziewczynie przegrywającej walkę z zaburzeniami odżywienia, jej ojcu – znudzonym życiem policjancie-wdowcu oraz terapeutce, która ma pomóc Oldze wyjść z anoreksji.
Stanowczo odradzam ten film osobom, które mają jakieś zaburzenia odżywiania i trudno radzą sobie ze słuchaniem na ich temat. Wszystkim innym jednak film serdecznie polecam. Szumowska zawarła w nim wzruszający portret relacji córki z ojcem. Choć przez cały seans trudno nawet na chwilę się uśmiechnąć, to dajcie sobie czas. Zakończenie filmu było potężną ulgą oraz plastrem na zszargane przez scenariusz serce.
Miejsce 5. – Ida (2013), reż. Paweł Pawlikowski
Jedyny polski obraz, który kiedykolwiek zdobył Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny. Film, który podzielił Polaków, ale ustawiając linie podziału na zupełnie innej płaszczyźnie, niż dotychczas. Pawlikowskiemu zarzucano zbytnie upolitycznienie filmu, przekazywanie lewicowej narracji, bicie w polskie narodowe świętości, w tym w Kościół, a do tego uderzenie w kapitalizm i bezceremonialne podejście do polskiej historii pełnej porażek.
Ale nie czas teraz na streszczanie prawicowej histerii. Ida jest naprawdę pięknym, minimalistycznym i ascetycznym obrazem pełnym metafor i odniesień. I jeszcze te dwie genialne kreacje – Agaty Kuleszy wcielającej się w łódzką prokuraturę Wandę Gruz i Agaty Trzebuchowskiej, która odtwarzając rolę tytułowej bohaterki wygląda, jakby uciekła z planu zdjęciowego do Matki Joanny od Aniołów (1961).
Miejsce 4. – Monument (2018), reż Jagoda Szelc
Monument jest drugim po filmie Wieża. Jasny dzień pełnometrażowym filmem wrocławskiej reżyserki. I choć ten pierwszy jest znacznie bardziej przystępny, to poziom surrealizmu, do jakiego posunęła się Szelc w Monumencie nie pozwolił mi go tutaj nie umieścić. Historię grupy kelnerów można interpretować na wiele sposób. U części widzów obudzą się zapewne skojarzenia z klasykami polskiego kina, na czele z filmem Janusza Majewskiego Zaklęte rewiry (1975).
Mimo wszystko sugeruję oddać się Jagodzie Szelc, zaznać fenomenologicznego epoché i wyrwać się z tego transu dopiero na napisach końcowych. Monument jest filmem szalonym i każdy odbierze go inaczej. Tak jak w teorii Tomasza Raczka – choć oglądamy ten sam tytuł, to dla każdego widziany film jest czym innym. Filmografia Jagody Szelc to absolutne must see. Za kilka, kilkanaście lat ta autorka będzie wygrywać nagrody na światowych festiwalach.
Miejsce 3. – Zimna wojna (2018), reż. Paweł Pawlikowski
Choć umieszczanie dwóch filmów jednego reżysera w topkach uważam za nudne, to jednak nikt na to nie zasłużył w minionej dekadzie, jak Paweł Pawlikowski. Przy współpracy z odpowiedzialnym za zdjęcia Łukaszem Żalem odtworzyli losy dwójki zakochanych w znakomity sposób pełen słodyczy i goryczy. Pozwolili widzom całkowicie zanurzyć się w opowiadanej historii. Zaznać całkowitej immersji, gdy Joanna Kulig z zespołem Mazowsze śpiewa “Dwa serduszka, cztery oczy” na tle wielkiego płótna z wizerunkiem Józefa Stalina.
Pawlikowski wydobył ze swoich aktorów wszystko, co się tylko dało. Enigmatyczna rola Tomasza Kota, ponętna, ale jednocześnie silna Joanna Kulig, naprawdę dobry (a to rzadkość) Borys Szyc i świetna Agata Kulesza. Zimną wojnę doceniono zarówno w Polsce, jak i na zachodzie – słusznie, bo to naprawdę rewelacyjny film.
Miejsce 2. – Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham (2016), reż. Paweł Łoziński
Jedyny dokument w całym zestawieniu. Najprawdopodobniej także najkrótszy obraz ze wszystkich – dosłownie nagranie z terapii dwóch osób. Ale nawet nie wiecie jak bardzo mocny jest ten film. Łoziński dokonał wiwisekcji relacji pomiędzy matką, a córką. Zwrócił uwagę na to, co utrudnia nam, ludziom sobie bliskim, normalny kontakt. W roli terapeuty wystąpił najbardziej znany polski psycholog Bogdan de Barbaro. Cały film dzieje się w tylko jednym pomieszczeniu. Zmieniają się wyłącznie ubrania bohaterek, bo terapia, jak to terapia, nie trwa 45 minut, tylko kilka tygodni.
Osobiście nie jestem w stanie odnaleźć w produkcji Łozińskiego remedium na własne konflikty rodzinne. Czytałem jednak mnóstwo wypowiedzi innych, głównie młodych dziewczyn, które obejrzały film i czują, że zmienił ich życie. Dlatego zdecydowałem się umieścić go na tak wysokim, drugim miejscu. Jest to bowiem film inny niż reszta. Polecam do obejrzenia także synom, ojcom, babciom, dziadkom i innym, aby nie powielali błędów, jakie popełniły główne bohaterki.
Miejsce 1. – Córki Dancingu (2015), reż. Agnieszka Smoczyńska
Film Smoczyńskiej zdecydowanie nie jest pierwszym wyborem na podobnych listach, które dotychczas pojawiły się w internecie i prasie i wcale nie dziwię się, dlaczego. Mało która produkcja doczekała się tak koszmarnej reklamy. Marketingowcy skierowali go do starszej publiczności, która zachęcona klimatem posiadówek z lat 70. i 80. ruszyła do kin, by tam zderzyć się z szaloną wizją artystyczną Agnieszki Smoczyńskiej, kinem autorskim i niezależnym w pełnej krasie.
Córki dancingu opowiadają o historii dwóch dziewczyn, które są… syrenami. To nie sequel popularnego serialu młodzieżowego H2O. Wystarczy kropla. Film Smoczyńskiej to poważny traktat o tym, czym jest kobiecość. Czym jest nasza wewnętrzna i zewnętrzna tożsamość. To także rzecz o tolerancji wobec innych i wobec siebie. Dodatkowo, absolutnie pokręcony, jak na standardy polskiego kina, artystyczny performance.
Na szczególne wyróżnienie w tej produkcji zasługują jednak role pierwszoplanowe. To, co swoimi kreacjami aktorskimi zrobiły Marta Mazurek i Michalina Olszańska przeszło moje najśmielsze oczekiwanie. Nie tylko grały wybitnie, ale również śpiewały, bo film przymila się do gatunku kina muzycznego. Dla mnie – najlepszy obraz dekady w moim kraju.

Nasza koślawa transformacja

Polska zajęła dopiero 108 miejsce w rankingu państw budujących zieloną gospodarkę, ale poprawiliśmy się w ochronie środowiska.

Niedawno został opublikowany Environmental Performance Index – EPI (Indeks Efektywności Środowiska) oraz Ranking 2020, opracowywany co dwa lata przez Center for Environmental Law & Policy (Centrum Prawa i Polityki Ochrony Środowiska) Yale University i Center for International Earth Science Information Network (Centrum Międzynarodowej Sieci Informacyjnej Nauk o Ziemi) Columbia University przy współpracy Światowego Forum Ekonomicznego. Polska zajęła w nim 37. miejsce (dwa lata temu 50.), z wartością indeksu 60,9 (dwa lata temu 64,1) w skali 0 – 100. Raport obejmuje 180 krajów.
Raport operuje 24 szczegółowymi wskaźnikami zgrupowanymi w 10 kategoriach i dwóch wymiarach: 1. Zdrowie Środowiska (40 proc.), które rośnie wraz z rozwojem gospodarczym i dobrobytem oraz 2. Witalność Ekosystemu (60 proc.), która zależy od industrializacji i urbanizacji. Indeks jest średnią arytmetyczną ważoną tych wymiarów.
Jak stwierdzono w raporcie, dokładny pomiar trendów środowiskowych stanowi podstawę skutecznego kształtowania polityki. Pozwala ocenić w skali krajowej stopień zbliżenia krajów do ustalonych celów polityki ochrony środowiska. Raport, w tym indeks, zwraca uwagę na liderów oraz opóźnionych w zakresie efektywności środowiskowej, daje wgląd w najlepsze praktyki i zapewnia wytyczne dla krajów, które aspirują do bycia liderami w zakresie zrównoważonego rozwoju.
Na zdrowie środowiska składa się szereg czynników. Przede wszystkim jest to jakość powietrza. Zanieczyszczenie powietrza w pomieszczeniach i na zewnątrz stanowi według WHO główne zagrożenie dla zdrowia ludzkiego, a powstaje w wyniku naturalnego lub spowodowanego przez człowieka uwalniania szkodliwych zanieczyszczeń do atmosfery. Ostatnie badania pokazują, że około 5 mln osób rocznie umiera przedwcześnie z powodu zanieczyszczenia powietrza. To także jakość wody. Niska jakość wody i nieodpowiednie warunki sanitarne wpływają na wszystkie aspekty życia.
W rankingu Zdrowie Środowiska liderem jest Dania z wartością 76,4, a do pierwszej piątki należą jeszcze Luksemburg, Rumunia, Wielka Brytania i Słowenia. W dziesiątce mieszczą się także Czechy i Słowacja; zaraz po tych krajach lokują się Węgry.
Polska jest dopiero na 26. miejscu, z wartością subindeksu na poziomie 62,3, a więc o 14,1 pkt poniżej lidera. Bezpośrednio przed nami znajduje się Litwa, a po nas – Bułgaria.
Na Witalność Ekosystemu składa się głównie różnorodność biologiczna i stan siedlisk. Wskaźniki w tej dziedzinie mają na celu ocenę wyników danego kraju w zakresie ochrony siedlisk i gatunków. W ostatnich dziesięcioleciach w naturalnych siedliskach odnotowano znaczny spadek różnorodności biologicznej. Wiele gatunków zagrożonych jest wyginięciem.
Szczególne znaczenie poświęca się w raporcie zagadnieniu lasów. Ok. 1,6 mld osób jest zależnych od lasów, jeśli chodzi o źródła utrzymania. Lasy maja kluczowe znaczenie także dla regulacji klimatu. Stanowią siedlisko dla 80 proc. zwierząt lądowych, roślin i owadów.
Na Witalność Ekosystemu składa się także globalne rybołówstwo oraz globalne systemy energetyczne i transportowe uwalniające gazy zatrzymujące ciepło do atmosfery, które ogrzewają powierzchnię planety i degradują zdrowie publiczne. Zanieczyszczenia powietrza negatywnie wpływają na integralność i funkcjonowanie ekosystemu.
Dla zdrowia ludzi i ekosystemów zasadnicze znaczenie ma skuteczne zarządzanie ściekami. Nieoczyszczone ścieki zanieczyszczają rzeki, jeziora i oceany, co może oznaczać rozprzestrzenienie chorób. Problem jest szczególnie palący w krajach borykających się z brakami wody. Oddzielne zagadnienie to rolnictwo.
W rankingu Witalność Ekosystemu liderem jest Finlandia z wartością 99,3 pkt. Niemal ideał. W pierwszej piątce znajdują się jeszcze Norwegia, Szwecja, Islandia i Szwajcaria. Polska w tym subindeksie lokuje się dopiero na 43 miejscu z 58,9 pkt., a więc o 40,4 pkt poniżej poziomu lidera. W tym subindeksie w pierwszej dziesiątce nie ma ani jednego nowego członka Unii Europejskiej.
Te dwa subindeksy tworzą Ogólny Indeks Środowiska. Indeks i pełny raport można znaleźć: www.epi.envirocenter.yale.edu/epi2020
Czołówka Rankingu Środowiska EPI to: Dania, Luksemburg, Szwajcaria, Wielka Brytania i Francja. W pierwszej dziesiątce znajduje się jeszcze kilka członków UE: Austria, Finlandia, Szwecja i Niemcy.
Wartość Indeksu dla Danii wynosi 82,5 a dla Polski – 60,9. Taki jest obecnie dystans (21,6 pkt.) do najlepszych. Polska zajmuje także 12. miejsce w Europie Wschodniej.
Spośród nowych krajów UE przed nami są: Słowenia (18 pozycja), Czechy (21), Słowacja (26), Estonia (30), Rumunia (32), Węgry (33), Chorwacja (34), Litwa (35) i Łotwa (36). Za nami plasuje się tylko Bułgaria (41).
W 2010 r. zajmowaliśmy 63, ale dwa lata temu już 50. W porównaniu z Indeksem 2018 zaszły spore zmiany, także w czołówce rankingu. Szwajcaria była wtedy dopiero na 16 miejscu a teraz na 3. Francja na 10, teraz na 5.
Pozycje naszych sąsiadów ze Wschodu: Białoruś – 49, Ukraina – 60 i Rosja – 58.
USA zajęły 24. miejsce, Chiny – 120.i Indie – 167.
Polecam także bardzo ciekawy indeks poświęcony środowisku, a konkretnie zielonej gospodarce, mianowicie Global Green Economy Index 2018 (Globalny Indeks Zielonej Gospodarki), który obejmuje swymi badaniami 130 krajów (w 2016 r. tylko 80). Liczba krajów objętych badaniami corocznie wzrasta. Indeks publikowany jest od 2010 r. przez Dual Citizen LLG, firmę doradczą z siedzibą w USA.
W tym indeksie autorzy posługują się 20 wskaźnikami szczegółowymi zagregowanymi w czterech wymiarach: 1. Przywództwo i zmiany klimatu, 2. Sektory wydajności, 3. Rynki i inwestycje i 4. Środowisko. Omawiany Indeks GGEI jest często cytowany w literaturze fachowej, a według autorów raportu najczęściej wykorzystywanym przez decydentów z sektora prywatnego, organizacji międzynarodowych i społeczeństwa obywatelskiego. Raport 2018 wraz z Indeksem opublikowany jest na stronie: www.dualcitizeninc.com/global-green-economy-index
Czołówka rankingu to: Szwecja (wartość indeksu 0,7608), Szwajcaria, Islandia, Norwegia i Finlandia. W 2018 r. Polska zajęła dopiero 106. miejsce z wartością indeksu 0,4101, czyli zaledwie 54 proc. indeksu Szwecji! Przed nami Tunezja i Rosja, a bezpośrednio za nami Bułgaria i Czad.
Spośród nowych krajów UE przed nami znajdują się Węgry (32), Litwa, Słowenia, Chorwacja, Rumunia, Czechy, Estonia, Łotwa i Słowacja (83).Za nami tylko Bułgaria.
I wreszcie kolejny indeks z serii Środowiska Naturalnego to Europejski Indeks Zielonych Miast (European Green City Index) opracowywany prze The Economist Intelligence Unit. Jest to także indeks złożony z kilku wskaźników monitorujących, obejmujących takie dziedziny, jak: CO2, Energia, Budownictwo, Transport, Woda, Odpady, Jakość powietrza i Zarządzanie Środowiskiem. Dziedziny te tworzą indywidualne subindeksy i następnie indeks ogólny. W badaniach wzięto pod uwagę 30 stolic państw.
Na pierwszym miejscu znalazła się Kopenhaga z wartości indeksu 87,31 pkt. a w pierwszej piątce są ponadto Sztokholm, Oslo, Wiedeń i Amsterdam. Warszawa zajęła 16. miejsce z indeksem 59,04, a więc o 28,27 pkt poniżej lidera. Budapeszt znajduje się na 17. miejscu, Praga na 24. Pod względem wymienionych wyżej wskaźników monitorujących Warszawa zajmuje: CO2 – 20. miejsce, Energia – 14. Budownictwo – 16, Transport – 24, Woda – 25, Odpady – 24, Jakość Powietrza – 19 i Zarządzanie Środowiskiem – 5. miejsce!. Brawo Ratusz Warszawy.
Indeks Efektywności Środowiska 2020 1. Dania 82,5 2. Luksemburg 82,3 3. Szwajcaria 81,5 4. Wielka Brytania 81,3 5. Francja 80,0 35. Litwa 62,9 36. Łotwa 61,6 37. Polska 60,9 38. Singapur 58,1 39. Bułgaria 57,0

Konieczny warunek rozwoju

Pod panowaniem Prawa i Sprawiedliwości w polskiej gospodarce występuje trwały deficyt wolności.
Niedawno został opublikowany Indeks Wolności Gospodarczej (Index of Economic Freedom) obejmujący rok 2020 r. Polska gospodarka zajęła w nim 46. miejsce.
Indeks publikowany jest od 1995 r. przez The Heritage Foundations Center for International Trade and Economics (Fundacja Centrum Dziedzictwa Międzynarodowego Handlu i Ekonomii – CITE), przy współpracy Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Światowej Organizacji Handlu a przede wszystkim Światowego Forum Ekonomicznego (World Economic Forum), dla 180 krajów.
Indeks ma charakter złożony (agregatowy) na który składa się 12 bloków tematycznych tworzących osobne cztery subindeksy oraz 35 wskaźników oceniających różne aspekty wolności gospodarczej.
Obszary wolności gospodarczej objęte badaniami oraz indeksem to głównie: wolność biznesu, handlu zagranicznego, wolność monetarna (niezależność banków centralnych), wolność inwestowania (zwłaszcza przez inwestorów zagranicznych), ochrona własności, wolność od korupcji i rynek pracy.
Indeks to jak wiadomo tylko jedna liczba i to stanowi jego niewątpliwy urok – a przy jego pomocy można budować rankingi krajów i dokonywać porównań w czasie oraz między nimi. Dla analityków ekonomicznych i politycznych ważne są jednak właśnie te bloki i wskaźniki. Lecz żeby je analizować, trzeba się zapoznać z raportem (liczącym 524 strony).
W 2010 r. zajmowaliśmy w tej klasyfikacji 71. miejsce, pięć lat później już 42, a w 2016 r. – 39. Postęp był więc wyraźny.
Ale niestety od 2016 r. mamy regres – zajmujemy dopiero 46 pozycję. Nie o takim miejscu w rankingu marzył w 1989 r. Mieczysław Wilczek ówczesny minister przemysłu, czy kilka lat wcześniej w ramach prac nad II etapem reformy gospodarczej premier prof. Zbigniew Messner. A tworzenie warunków wolności gospodarczej nie wymaga przecież wielkich nakładów finansowych – lecz „tylko” dobrego prawa i jego przestrzegania.
Względnie dobre oceny uzyskaliśmy w dziedzinie zdrowych finansów (92,2 punktów), wolności monetarnej (82 pkt.) oraz inwestycji zagranicznych w Polsce – na poziomie 80 pkt. Ale są i dziedziny, gdzie oceny nie sięgają nawet 45 pkt, na przykład jeśli chodzi o praworządność w naszym kraju. Raport nie szczędzi krytycznych słów na ten temat.
Czołówka rankingu światowego to: Singapur, Hong Kong (Chiny), Nowa Zelandia, Australia i Szwajcaria. Indeks i pełny raport można znaleźć: www.heritage.org/index
Wartość Indeksu Wolności Gospodarczej dla Singapuru wynosi 89,40 pkt, dla Polski: 69,3 pkt, czyli o 1,5 pkt lepiej niż rok wcześniej (choć miejsce to samo). Taki jest obecnie dystans do najlepszego pod względem wolności gospodarczej.
Polska została zaliczona do trzeciej grupy krajów (jest ich 62), o umiarkowanej wolności gospodarczej (moderately free). Druga grupa to kraje o umocnionej swobodzie gospodarowania (mostly free), a jej skala rozpoczyna się od 70 pkt. Mamy zatem w kolejnym roku szansę, aby zostać zaliczeni do tej grupy.
Trzeba mieć świadomość, że współczynnik korelacji pomiędzy produktem krajowym brutto na jednego mieszkańca a stopniem wolności gospodarczej jest dość wysoki i wynosi 0,63. Natomiast korelacja między Indeksem Dynamizmu Przedsiębiorstw a wolnością gospodarczą wynosi aż 0,87. Z kolei korelacja między Indeksem Innowacyjności krajów a wolnością gospodarczą wyniosła 0,76. Wskaźniki te pokazują istniejącą współzależność między stopniem swobody gospodarczej a PKB oraz innowacyjnością.
Średni Indeks Wolności Gospodarczej w skali światowej wynosi w 2020 r. równo 61,6 pkt, czyli o 0,8 pkt. więcej niż rok wcześniej. Jesteśmy więc przynajmniej powyżej tej średniej. Ale niestety, poniżej średniej europejskiej, która wynosi 69,8 pkt. W Europie Polska zajmuje 25. miejsce.
Postęp w sferze poszerzania wolności gospodarczej wykazały 124 kraje, ale niestety w 50 wystąpił regres. W Europie znaczący postęp osiągnęły Białoruś, Ukraina, Armenia, Mołdawia i Azerbajdżan – wzrost o 3 – 4 pkt. W Azji postęp tego rzędu uzyskały Kazachstan, Uzbekistan i Wietnam. W Afryce: Gwinea Równikowa, Madagaskar, Gambia i Togo.
W Europie liderem (w pierwszej piątce klasyfikacji światowej) w zakresie wolności gospodarczej jest Szwajcaria. W pierwszej dziesiątce świata znajdują się jeszcze Irlandia, Wielka Brytania, Dania i Estonia. USA zajęły 17. miejsce.
Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są: wymieniona już Estonia (10 pozycja) oraz Litwa (16), Czechy (23), Łotwa (32), Bułgaria (36), Malta (42), Rumunia (38) i Cypr (37). Prawie wszystkie te państwa awansowały o co najmniej jedno miejsce. Za nami jest zaś Słowenia (52), Węgry (62), Słowacja (60), Chorwacja (84).
Warto odnotować dla porównania, że Chiny w edycji Indeksu Wolności Gospodarczej 2020 r. znalazły się dopiero na 103. miejscu (wartość indeksu 59,5 pkt.), czyli poniżej średniej światowej i także średniej regionalnej. Japonia zajęła 30 pozycję, Rosja – 94., Indie – 120. Na ostatnim, 180 miejscu na świecie znajduje się Korea Północna, z wartością indeksu 4,2 pkt.
Indeks Wolności Gospodarczej 2020
1 Singapur 89,4
2 Hongkong 89,1
3 Nowa Zelandia 84,1
4 Australia 82,6
5 Szwajcaria 82,0
44 Azerbejdżan 69,3
45 Kolumbia 69,2
46 Polska 69,1
47 Urugwaj 69,1
48 Belgia 68,9

Znowu trochę ubyło pokoju

Wbrew wrażeniu jakie usiłuje stworzyć rząd PiS, Polsce daleko do najbardziej pokojowych krajów świata.
Światowy Indeks Pokoju (Global Peace Index) jest opracowywany i publikowany od 14 lat. Obejmuje obecnie swymi badaniami 163 kraje (99,7 proc. ludności świata). Prace nad nim organizuje i prowadzi Instytut Ekonomii i Pokoju (The Institute for Economics & Peace), który jest organizacją pozarządową non profit z siedzibą w Sydney (z oddziałami w Nowym Jorku, Meksyku, Brukseli i Hadze).
W konstrukcji tego indeksu Instytut posługuje się aż 23 ilościowymi i jakościowymi wskaźnikami pomiaru i korzysta z wysoce wiarygodnych źródeł danych. Bada zagadnienia pokoju w trzech przekrojach: bezpieczeństwo osobiste i społeczne, wewnętrzne i zewnętrzne trwające konflikty oraz kwestia militaryzacji. W Indeksie 2020 uwzględnia się także wpływ pandemii COVID-19.
W skali światowej średni Indeks Pokoju pogorszył się w ciągu ostatniego roku o 0,34 proc. (a o 2,5 proc. od 2008 r.). Niewiele – ale było to już dziewiąte pogorszenie indeksu w ciągu ostatnich 12 lat. Jego spadek wystąpił w 80 krajach, w pozostałych indeks się poprawił.
W dalszym ciągu Islandia jest w czołówce rankingu, jako najbardziej pokojowy kraj na Świecie. Wraz z Nową Zelandią, Austrią, Portugalią i Danią. W końcu rankingu znajdują się: Afganistan, Syria, Irak, Sudan Południowy i Jemen. Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie: www.economicssandpeace.org.
Jeśli chodzi o kwestie militaryzacji, to wskaźniki uległy poprawie: liczba żołnierzy w przeliczeniu na 100.000 mieszkańców obniżyła się w 113 krajach zaś wydatki na cele zbrojeniowe w relacji do produktu krajowego brutto obniżyły się w 100 krajach.
Wpływ ekonomiczny wojen, protestów i buntów społecznych na PKB w skali świata 2019 r. oblicza się na 14,5 bilionów USD (wg parytetu siły nabywczej), co stanowi 10,6 proc. światowego produktu brutto a w przeliczeniu na jedną osobę: 1.909 USD. Oblicza się także, że naturalne straty ekonomiczne w środowisku w skali świata wzrosły z 50 mld USD w 1980 r. do 200 mld USD rocznie w ostatniej dekadzie.
Wartości indeksu dla poszczególnych krajów wahają się od 1,0 (najlepszy wynik) do 5,0 (najgorszy wynik). Jest on rezultatem analizy jakościowej i ilościowej danych zebranych przez specjalistów organizacji pokojowej.
Polska zajęła 29 miejsce w Indeksie Pokoju 2020, z wartością indeksu 1,657. W 2007 r. zajmowaliśmy 27. miejsce.
Globalny Indeks Pokoju 2020 1.Islandia 1,078 2.Nowa Zelandia 1,196 3.Portugalia 1,247 4.Austria 1,275 27.Katar 1,616 28.Bułgaria 1,628 29.Polska 1,657 30.Estonia 1,680 31.Włochy 1,690 Czołówka rankingu to: Islandia, Nowa Zelandia, Portugalia, Austria i Dania. Wartość Indeksu Pokoju dla Islandii wynosi 1,078 a dla Polski – 1,657. Taki jest obecnie nasz dystans do najbardziej pokojowego kraju na Świecie.
Wśród krajów członkowskich Unii Europejskiej zajmujemy dopiero 17. miejsce. Spośród nowych krajów UE przed nami są: Czechy (8), Słowenia (11), Rumunia, Węgry, Słowacja, Chorwacja i Bułgaria (28). Za nami tylko: Estonia (30), Łotwa i Litwa (36).
Niemcy zajmują wśród krajów UE 16 miejsce. Natomiast USA – 121. miejsce na świecie. Chiny są 104, a Rosja – dopiero 154. Spośród naszych sąsiadów Białoruś ma 94 miejsce, a Ukraina – 148.
Natomiast wśród wszystkich krajów Europy, Polska zajmuje 20. miejsce w rankingu pokojowości na 36 państw europejskich. Ostatnie miejsce zajmuje Turcja (150 wśród wszystkich krajów świata).
Europa według tego indeksu kwalifikuje się jako najbardziej pokojowy region świata – średnia wartość Indeksu Pokoju wynosi 1,650, a wśród 20 najbardziej pokojowych krajów świata aż 13 to kraje europejskie. Niestety wśród nich nie znalazła się Polska.
Najmniej pokojowy region w skali świata to Bliski Wschód i Północna Afryka – tam średnia wartość indeksu wynosi 2,513.
Raport odnotowuje także, że 873 mln osób na świecie wciąż cierpi głód. Jeszcze więcej, bo ponad 2 mld osób cierpi na brak wody. W 97 krajach wzrosły wskaźniki aktywności terrorystycznej, chociaż trzeba przyznać, że liczba ofiar śmiertelnych wskutek terroryzmu spadła.
Gdyby rozpatrywać oceny zawarte w raporcie według wymienionych na początku trzech kategorii to trzeba stwierdzić, że w dziedzinie bezpieczeństwa osobistego i społecznego do pierwszej piątki należą: Islandia, Singapur, Japonia, Norwegia i Szwajcaria. W drugiej dziedzinie (stabilności pokojowej czyli braku wojny) prowadzą Botswana, Mauritius, Singapur, Urugwaj i Bułgaria. Natomiast w kategorii trzeciej, czyli militaryzacji, do najmniej zbrojących się krajów należą Islandia, Węgry, Nowa Zelandia, Słowenia i Mołdawia. Najgorsze miejsca w tej ostatniej dziedzinie zajmują: USA, Rosja, Korea Północna, Izrael i Francja.
Przy 29. miejscu w całości Indeksu Pokoju, nasz kraj w tych trzech kategoriach zajmuje następujące miejsca: w pierwszej dziedzinie – 33 miejsce, w drugiej – 49, a miejsce i w trzeciej – 29 miejsce.

Gospodarka 48 godzin

Polska na kolanach
Niemcy są największym i najsilniejszym państwem w Unii Europejskiej, ale nie wystarczająco mocnym, aby same o niej decydować. Polska dopiero na 13. miejscu, pomiędzy Finlandią i Litwą. To najważniejsze konkluzje rankingu siły państw Unii Europejskiej. Niemcy mają wprawdzie największy wpływ na decyzje we Wspólnocie, ale wbrew niektórym opiniom nie są one wystarczająco silne, by forsować swój punkt widzenia bez budowania koalicji z innymi państwami. Za Niemcami sytuują się kolejne duże kraje, tj. Francja, Włochy i Hiszpania. Wysoką jak na liczbę ludności, piątą lokatę zajęła Belgia. Jest to związane z faktem, że siedziby ma tam większość ważnych unijnych instytucji. Belgowie są też dobrze reprezentowani na wysokich stanowiskach – z tego kraju wywodzi się choćby dwóch z trzech dotychczasowych przewodniczących Rady Europejskiej. Polska zajęła w tym rankingu 13. miejsce. Biorąc pod uwagę jedynie traktatowe zapisy o liczbie głosów w instytucjach UE (Radzie UE i Parlamencie) nasz kraj powinien zajmować 5. pozycję, jest więc niżej aż o 8 miejsc. Siła polskiego głosu jest znacznie słabsza od potencjału naszego kraju. Większy spadek faktycznego wpływu na decyzje w Unii, w stosunku do pozycji wynikającej z liczby głosów, odnotowały tylko Austria (przesunięcie o 12. pozycji w dół) i Węgry (spadek aż o 15 miejsc). Nienajlepsza pozycja Polski wynika m.in. z niewielkiej reprezentacji Polaków wśród unijnych urzędników. Na przykład, w Komisji Europejskiej Polska jest prawie nieobecna, w przeciwieństwie do innych dużych państw – Niemiec, Francji i Włoch. Tylko jedna unijna agencja ma siedzibę na naszym terytorium. We Francji jest ich aż pięć, a w Niemczech dwie. Pozycję Polski pogarszają dodatkowo sprawy w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości o naruszenia traktatów unijnych, oraz uruchomiona wobec naszego kraju procedura z art. 7. Krajami, które dobrze radzą sobie w Unii są m.in. Malta, Luksemburg, Litwa, Estonia i Dania. Jak widać, typowe dla małych państw unijnych jest to, że ich wpływ na proces decyzyjny jest wyraźnie większy, niż siła wynikająca tylko z liczby ludności i powiązanych z nią głosów. Każdy z wspomnianych krajów odnotował w rankingu awans o 7 pozycji, w porównaniu do formalnej liczby głosów w Radzie i Parlamencie. Znaczne wzrosty odnotowały także Finlandia i Irlandia. Nie jest zatem tak, iż w Unii Europejskiej rządzą tylko duzi, a głos mniejszych państw jest zupełnie ignorowany. Ranking został opublikowany przez fundację Schumana i fundację Adenauera. Jego autorzy (z Polityki Insight) zmierzyli znaczenie poszczególnych państw w Unii Europejskiej i ich faktyczny wpływ na zapadające w niej decyzje.

Wzrost przed pandemią
W pierwszym kwartale 2020 r. w Polsce oddano do użytku 49 624 mieszkania o łącznej powierzchni 4 505,3 tys. m2 oraz liczbie izb równej 191 067 – podał Główny Urząd Statystyczny. W porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku odnotowano wzrost liczby mieszkań o 2 207 (4,7 proc.), ich łącznej powierzchni użytkowej o 216,6 tys. m2, a liczby izb o 9 911 (5,5 proc.). Przeciętna powierzchnia nowo oddanego mieszkania w pierwszym kwartale 2020 r. wyniosła 90,8 m2 i w porównaniu do I kwartału 2019 r. wzrosła o 0,4 m2.

Z wężem w kieszeni

Pod rządami Prawa i Sprawiedliwości nasi rodacy stają się niestety coraz mniej skłonni do działań charytatywnych na rzecz potrzebujących.

Jesteśmy w przededniu 28. finału wspaniałej imprezy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy organizowanej przez Fundację Jurka Owsiaka.
Warto zatem przyjrzeć się, jacy jesteśmy jako społeczeństwo pod względem dobroczynności (czy szczodrości) na tle innych krajów. Jak jesteśmy oceniani oraz jakie są tendencje, zauważane od 2012 r – bo właśnie od tego roku sporządzany jest raport na temat dobroczynności społeczeństw szeregu krajów.
Opracowuje go Fundacja Pomocy Charytatywnej (CAF) z siedzibą w Wielkiej Brytanii a podstawowe dane statystyczno-ankietowe dostarcza Instytut Gallupa.

Zadziwiająca Indonezja

Badania Instytutu Gallupa obejmują 144 krajów (spośród jeszcze większej liczby badanych), i jako wiarygodne wchodzą w skład indeksu i rankingu.
Badania mają charakter reprezentatywny. Są oparte są na losowych próbach statystycznych na ogół rzędu 1000 osób w krajach średniej wielkości, 2000-4000 osób dla krajów dużych i ok. 500 dla małych.
Łącznie w badaniach bierze udział ok. 153,2 tys. ankietowanych. Indeks 2018 jest dziewiątą edycją światową i dotyczy danych za 2017 r.
W badaniach dobroczynności zadawane są ankietowanym trzy pytania:
1. Czy udzieliłeś pomocy nieznajomemu, gdy ten jej potrzebował?
2. Czy udzieliłeś charytatywnej pomocy finansowej?
3. Czy poświęciłeś swój czas w wolontariacie?
Indeks Dobroczynności (World Giving Index) jest średnią arytmetyczną z tych trzech wartości, wyrażonych w odsetku osób powyżej 15 lat, które udzieliły pozytywnej nań odpowiedzi.
W skali świata, pierwsze miejsce w Indeksie Dobroczynności 2018 zajęła Indonezja. Państwo to wyprzedziło zajmującą pierwszą pozycję od czterech lat Myanmar (Birmę), która z kolei tym razem spadła na 9. miejsce.
Do pierwszej piątki najbardziej szczodrych społeczeństw należą ponadto Australia, Nowa Zelandia, USA i Irlandia. Średni odsetek osób, które udzieliły pozytywnej odpowiedzi na przytoczone tu pytania wynosi 56-59 proc.

Polskie skąpstwo

Polska zajęła Indeksie Dobroczynności dopiero 112 miejsce, po Rosji i Wybrzeżu Kości Słoniowej a przed Gabonem i Meksykiem. W całej tej piątce odsetek pozytywnych odpowiedzi wynosił średnio 24-25 proc.
Natomiast w ostatniej piątce rankongu odsetek ten wynosił zaledwie 15-18 proc. Znajdują się w niej m. in. Chiny i Grecja.
W 2012 r. Polska zajmowała jeszcze 94. miejsce, w 2017 r. – 105, a obecnie – odległe 112. Aż przykro się robi na sercu. Nie dość, że dalekie miejsca w rankingu, to z roku na rok coraz gorsze.
Odnosząc się do zadanych pytań, to w Indeksie Dobroczynności 2018 na pierwsze z nich Polacy pozytywnie odpowiedzieli twierdząco w 34 proc. (131 miejsce), na drugie w 24 proc. (78 miejsce) i na trzecie jedynie w 15 proc. (99 miejsce).

Starzy dają więcej

Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami jest Słowenia (47 miejsce), Słowacja (88), Rumunia (102) i Estonia (109). Natomiast za nami: Węgry (120), Czechy (125, Bułgaria (126), Chorwacja (132), Łotwa (137) i Litwa (138).
W ostatniej, najgorszej piątce, pod względem pomocy nieznajomemu znalazły się Czechy i Chorwacja, a w zakresie udziału w wolontariacie, Bułgaria.
Spośród starych członków UE największą dobroczynnością wykazuje się Wielka Brytania – 6. miejsce (niestety odchodzi z Unii). Holandia jest na 11. miejscu a Niemcy na 22.
Warto odnotować, że na 20 pierwszych miejscach w Indeksie Dobroczynności znajdują się także biedne kraje, jak właśnie Myanmar oraz Haiti, Liberia czy Sierra Leone.

Ranking Dobroczynności 2018
1. Indonezja 59 proc.
2. Australia 59 proc.
3. Nowa Zelandia 58 proc.
4. USA 58 proc.
5. Irlandia 56 proc.
——————
110. Rosja 25 proc.
111.Wyb. Kości Słoniowej 25 proc.
112. Polska 24 proc.
113. Gabon 24 proc.
——–
140. Kambodża 18 proc.
141. Palestyna 17 proc.
142. Chiny 17 proc.
143. Grecja 17 proc.
144. Jemen 15 proc.

Jak władza czyni sobie ziemię poddaną

Rządy PiS doprowadziły do tego, że nasz kraj w ciągu dwóch lat spadł z 38 na 50 miejsce w rankingu oceniającym stan środowiska naturalnego.

W tym roku został opublikowany raport opracowywany co dwa lata przez Center for Environmental Law & Policy Yale University oraz Center for International Earth Science Information Network Columbia University przy współpracy Światowego Forum Ekonomicznego.
Jest to Environmental Performance Index – EPI (Indeks Efektywności Środowiska) oraz Ranking 2018, w którym Polska zajęła 50. miejsce, z wartością indeksu 64,1 (w skali 0-100). Raport obejmował 180 krajów.
Raport operuje 24 szczegółowymi wskaźnikami zgrupowanymi w 10 kategoriach i dwóch wymiarach: 1. Zdrowie środowiska (40 proc.), które rośnie wraz z rozwojem gospodarczym i dobrobytem oraz 2. Witalność ekosystemu (60 proc.) będącego pod presją industrializacji i urbanizacji. Indeks jest średnią arytmetyczną ważoną tych wymiarów.
Jak stwierdzono w Raporcie, dokładny pomiar trendów środowiskowych pozwala ocenić w skali krajowej stopień zbliżenia krajów do ustalonych celów polityki ochrony środowiska.
Raport, w tym Indeks, podkreśla liderów oraz opóźnionych w zakresie efektywności środowiskowej, daje wgląd w najlepsze praktyki i zapewnia wytyczne dla krajów, które aspirują do bycia liderami w zakresie zrównoważonego rozwoju.
Na zdrowie środowiska składa się szereg czynników. Przede wszystkim to jakość powietrza. Zanieczyszczenie powietrza w pomieszczeniach i na zewnątrz stanowi według Światowej Organizacji Zdrowia główne zagrożenie dla zdrowia ludzkiego – i powstaje w wyniku naturalnego lub spowodowanego przez człowieka uwalniania szkodliwych zanieczyszczeń do atmosfery. Ostatnie badania pokazują, że około 5 mln osób rocznie umiera przedwcześnie z powodu zanieczyszczenia powietrza. To także i jakość wody. Niska jakość wody i nieodpowiednie warunki sanitarne wpływają na wszystkie aspekty życia.
Na witalność ekosystemu składa się głównie różnorodność biologiczna oraz siedliska. Wskaźniki w tej dziedzinie mają na celu ocenę wyników danego kraju w zakresie ochrony siedlisk i gatunków. W ostatnich dziesięcioleciach w naturalnych siedliskach odnotowano znaczny spadek różnorodności biologicznej. Wiele gatunków zagrożonych jest wyginięciem.
Szczególne znaczenie poświęca się w Raporcie zagadnieniu lasów. Ok. 1,6 mld osób jest zależnych od lasów, jeśli chodzi o źródła utrzymania. Lasy mają kluczowe znaczenia także dla regulacji klimatu.
Lasy to siedlisko dla 80 proc zwierząt lądowych, roślin i owadów. Na witalność ekosystemu wpływ ma także globalne rybołówstwo. Globalne systemy energetyczne i transportowe uwalniają do atmosfery gazy zatrzymujące ciepło, które ogrzewają powierzchnię planety i degradują zdrowie publiczne. Zanieczyszczenia powietrza negatywnie wpływają na integralność i funkcjonowanie ekosystemu. Dla zdrowia ludzi i ekosystemów zasadnicze znaczenie ma skuteczne zarządzanie ściekami. Nieoczyszczone ścieki zanieczyszczają rzeki, jeziora i oceany, a to może oznaczać rozprzestrzenienie chorób – problem szczególnie palący w krajach borykających się z brakami wody. Oddzielny problem to rolnictwo. Czołówka rankingu EPI to: Szwajcaria, Francja, Dania, Malta i Szwecja.
Wartość Indeksu dla Szwajcarii wynosi 87,4 a dla Polski – 64,2. Taki jest obecnie dystans do najlepszych.
Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są: Słowacja (28 miejsce), Litwa, Bułgaria, Czechy, Słowenia, Łotwa, Chorwacja, Węgry, Rumunia i Estonia (48 miejsce). Czyli, wszystkie nowe państwa UE są przed nami.
W 2010 r. zajmowaliśmy 63. miejsce. Ale dwa temu już 38. A teraz dopiero 50. W porównaniu z Indeksem 2016 zaszły spore zmiany, także w czołówce rankingu. Szwajcaria była wtedy dopiero na 16 miejscu a Francja na 10. A obecnie są to dwa pierwsze miejsca. Ogromny spadek lokaty dotknął Estonię: w 2016 r. – ósme miejsce a obecnie 48.


Negatywne zmiany dotyczą niestety także Polski z 38. miejscem w 2016 r., ale co ważniejsze z wartością indeksu wynoszącą wówczas 81,26! A teraz – tylko 64,2.
Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie: www.epi.envirocenter.yale.edu/epi2018
Godny polecenia jest także bardzo ciekawy indeks poświęcony środowisku, a szerzej zielonej gospodarce: Global Green Economy Index (Globalny Indeks Zielonej Gospodarki), który obejmuje swymi badaniami 130 krajów (w 2016 r. tylko 80 krajów). Liczba krajów objętych badaniami corocznie wzrasta. Indeks publikowany jest od 2010 r. przez Dual Citizen LLG prywatną firmę doradczą z siedzibą w USA.
W tym Indeksie autorzy posługują się 20 wskaźnikami szczegółowymi zagregowanymi w czterech wymiarach: 1. Przywództwo i zmiany klimatu, 2. Sektory wydajności, 3. Rynki i inwestycje i 4. Środowisko. Omawiany indeks GGEI jest często cytowany w literaturze fachowej i według autorów Raportu najczęściej wykorzystywany przez decydentów z sektora prywatnego oraz organizacji międzynarodowych i społeczeństwa obywatelskiego.
Czołówka tego rankingu to: Szwecja (wartość Indeksu 0,7608), Szwajcaria, Islandia, Norwegia i Finlandia.
W indeksie GGEI za 2018 rok Polska zajęła dopiero 106 miejsce z wartością Indeksu 0,4101, czyli stanowiącego zaledwie 54 proc. indeksu Szwecji! Przed nami Tunezja i Rosja a bezpośrednio za nami Bułgaria i Czad.
Spośród nowych krajów UE przed nami znajdują się Węgry (32 miejsce), Litwa, Słowenia, Chorwacja, Rumunia, Czechy, Estonia, Łotwa i Słowacja (83).Za nami – tylko Bułgaria. Raport 2018 wraz z Indeksem opublikowany jest na stronie: www.dualcitizeninc.com/global-green-economy-index

Z władzą przez internet

Relacje urzędników z obywatelami i przedsiębiorstwami w coraz większym stopniu przenoszą się do sieci. Okazuje się, że pod tym względem nasz kraj wypada wcale nienajgorzej.

W tym roku został opublikowany raport Organizacji Narodów Zjednoczonych, poświęcony zagadnieniom relacji urząd – obywatel – przedsiębiorstwo na płaszczyźnie internetowej. Raport opracowuje Wydział Instytucji Publicznych i Zarządzania Cyfrowego Departamentu do spraw Społecznych i Ekonomicznych Sekretariatu ONZ, w tym także Indeks i Ranking 2018, w którym Polska zajęła 33. miejsce.
Indeks (EGDI – E-Governemnt Development Index) publikowany jest co dwa lata od 2001 r. i obejmuje wszystkie 193 kraje członkowskie ONZ. Prace prowadzone są od trzech lat w trybie monitoringu realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju (Agenda 2030) przyjętych przez Zgromadzenie Ogólne ONZ we wrześniu 2015 r. Chodzi tu o cele 15 i 16, w których kwestie e-government są szczególnie akcentowane.
Indeks ma charakter złożony (agregatowy) na który składają się trzy subindeksy i kilkunastu wskaźników (mierników oceny) dotyczących różnych aspektów e-government. Indeks jest średnią arytmetyczną tych wskaźników.
Badanie dotyczy urzędów publicznych, zarówno centralnych jak i lokalnych w płaszczyźnie internetowej, w relacji do obywateli, przedsiębiorstw i innych instytucji. W Polsce przyjęły się już terminy tele-praca czy tele-medycyna, lecz tele-urząd wciąż nie. Więc pozostajemy przy angielskim e-government.

Polska very-high

Wspomniane trzy subindeksy, które składają się na podstawowy Indeks EGDI to:
1. Infrastruktura telekomunikacyjna (TII), do którego dane zbierane są przez Międzynarodową Unię Telekomunikacyjną,
2. Kapitał Ludzki (HCI), do którego dane pod kątem głównie umiejętności zastosowań ICT są czerpane z zasobów UNESCO,
3. Usługi publiczne on-line, do którego dane zbierane są w niezależnym specjalnym badaniu statystycznym prowadzonym przez departament do spraw Społecznych i Ekonomicznych ONZ. Warto odnotować, że tylko 100 krajów było w stanie dostarczyć odpowiednie kompletne dane.
Na Indeks Infrastruktury telekomunikacyjnej składają się takie mierniki oceny jak (w przeliczeniu na 100 mieszkańców) liczba osób posługujących się aktywnie internetem, w tym szerokopasmowym, liczba telefonów komórkowych i stacjonarnych.
Na Indeks Kapitał ludzki składają się z kolei takie mierniki, jak: wskaźniki skolaryzacji na wszystkich poziomach kształcenia, liczba lat spędzonych w szkole, alfabetyzacja.
Przyjęto, że kraje osiągające Indeksy na poziomie 0,75 – 1,00 zaliczone są do grupy very-high, do której zalicza się obecnie 40 krajów, w tym Polskę. W rankingu 2003 r. do tej grupy zaliczona były zaledwie 10 krajów, a w 2014 r. już 29. Średnia światowa Indeksu to obecnie 0,55.
W 40 stolicach państw członkowskich prowadzone były także pilotażowe badania e-government, w którym na 9. miejscu zakwalifikowano Warszawę.

Powrót do przeszłości sprzed 10 lat

W 2008 r. zajmowaliśmy 33. miejsce, w 2012 r. niestety dopiero 47. Ale już w Indeksie 2014 r. – 42, a w 2016 r. – 36 no i wreszcie w 2018 r. – 33. Postęp był więc w ostatnich pięciu latach wyraźny.
Czołówka rankingu to: Dania, Australia i Republika Korei Płd.
Wartość Indeksu dla Danii wynosi 0,9150. Wartość Indeksu dla Polski wynosi 0,7926. Taki jest obecnie dystans do najlepszych pod względem zastosowań internetu w usługach publicznych. Wyższą wartość Indeksu osiągamy w zakresie usług on line – 0,9306 i kapitału ludzkiego – 0,8668, zaś niskie w zakresie infrastruktury telekomunikacyjnej – 0,5805.
Rosja zajmuje miejsce bezpośrednio przed nami.
W Europie liderami w zakresie e-government są Dania i Szwecja (5. miejsce). Spośród nowych krajów UE przed nami jest tylko Estonia (16) z wartością Indeksu w wysokości 0,8486. Za nami: pozostałe nowe kraje UE: Słowenia (37), Litwa (40, spadła z 23 w 2016 r.), a w końcu stawki Rumunia (67). Słowacja zajmuje wprawdzie w 2018 r. 49 miejsce, ale awansowała z 67 w 2016 r.
Indeks i pełny raport można znaleźć: www.publicadministration.un.org/egovkb/en-us/Reports/UN-E-government – Survey-2018

Polska w ogonie innowacji

Niestety, stoimy w miejscu. Wyprzedzają nas nie tylko nie tylko dobrze rozwinięte gospodarki świata zachodniego lecz i większość państw nowej Unii Europejskiej.

Kilka dni temu został opublikowany Globalny Indeks Innowacji (The Global Innovation Index) – 2019, w którym Polska gospodarka zajęła 39. miejsce.
Indeks publikowany jest po raz dwunasty przez Cornell University, INSEAD i Światową Organizację Własności Intelektualnej (ONZ) i tym razem dla 129 krajów.
Indeks ma charakter złożony (agregatowy), a składa się na niego siedem bloków tematycznych i 80 wskaźników oceniających różne aspekty innowacji; każdy z bloków składa się z kolei z trzech subindeksów.
Sam indeks jest średnią arytmetyczną ważoną wszystkich tych wskaźników, przy czym wagi, które są im przypisane zostały opracowane przez ekspertów z danych dziedzin. Poszczególne wskaźniki przyjmują wartości w skali 0-100.
Indeks to jedna liczba – i to stanowi jego urok, gdyż przy jego pomocy można budować rankingi krajów. Dla analityków ważne są właśnie te bloki i wskaźniki.
Dziesięć lat temu zajmowaliśmy 56. miejsce, pięć lat później już 45. Od 2016 r. – 39. Postęp do 2016 r. jest więc wyraźny, lecz od tamtego roku stoimy niestety w miejscu.
Jak wyżej zaznaczono, indeks jest wartością średnią a rozpiętości między nimi niekiedy bardzo znaczne.
Gdyby operować miejscami w rankingach, to np. pod względem stopy wzrostu naszego produktu krajowego brutto (według siły nabywczej) na zatrudnionego zajmujemy 16. miejsce. Pod względem ocen gimnazjalistów w systemie PISA – 17., podobnie jak w dziedzinie usług e-government. Nastomiast z kolei w zakresie systemu ułatwień w starcie do biznesu – dopiero 93. miejsce. I w tym przedziale kształtują się poszczególne wskaźniki, szczegółowo opisujące stan w danej dziedzinie.
Czołówka rankingu to, jak pokazano w tabeli: Szwajcaria, Szwecja, USA, Holandia i Wielka Brytania.
Wartość Indeksu Innowacji dla Szwajcarii wynosi 67,24 pkt a dla Polski: 41,31 pkt. I taki jest obecnie nasz dystans do najlepszego.
Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są: Estonia (24), Czechy (26), Słowenia (31), Węgry (33), Łotwa (34), Słowacja (37) i Litwa (38). Bezpośrednio za nami – Bułgaria.

Warto odnotować, że Chiny w edycji Globalnego Indeksu Innowacji 2019 r. znalazły się na 14. miejscu (wartość indeksu 54,82 pkt.), Japonia – na 15, Rosja – na 46, Indie – na 52. Na ostatnim miejscu znajduje się Jemen – 129.
Warto zajrzeć do pełnego raportu dotyczącego Globalnego Indeksu Innowacji, który można znaleźć pod adresem: www.globalinnovationindex.org/gii-2019-report.

Brakująca Litera

Niezależny plebiscyt na polską Książkę Roku.
Do piątku jeszcze można oddać głos na ulubioną książkę!

Większość książkowych rankingów opiera się na ilości sprzedanych egzemplarzy, napędzanej promocją danej publikacji, najczęściej przy współudziale liczących się na rynku Wydawnictw oraz dzięki nie zawsze obiektywnym recenzjom. Zdarza się, że z powodu braku należytego rozgłosu wiele wartościowych książek przechodzi bez echa. Bywa, że dopiero czysty przypadek sprawia, że trafiają one, często po latach, do rąk Czytelników.
Dlatego mając na względzie ów smutny fakt, postanowiłam zainicjować i wcielić w życie pomysł krążący w świecie literackim od wielu lat, organizując konkurs literacki w formie rankingu, zupełnie inny i niezależny od pozostałych, dając szansę KAŻDEJ polskiej publikacji wydanej w minionym roku, nie tylko tej promowanej. Każdej, która z subiektywnych względów zapadła w serce Czytelników.
Za nami I edycja tego nietypowego konkursu. „Brakująca Litera” 2017 przyciągnęła 80 tys. obserwujących, a w pierwszym jego etapie zagłosowało 11 600 osób, oddając prawie 20 tys. głosów. Nie spodziewałam się tak wielkiego zainteresowania, ale zarazem utwierdziło mnie ono w przekonaniu, że ten plebiscyt był potrzebny. Zwieńczyło go wręczenie statuetki zwycięzcy i dyplomów wyróżnionym, które odbyło się 19 maja w Multimedialnej Bibliotece dla Dzieci i Młodzieży nr XXXI przy ulicy Tynieckiej 40A w Warszawie.
Wszystko to sprawiało, że z pomocą współorganizatorki, patronów medialnych oraz bibliotek, blogerów i instytucji kultury, z ogromnym zapałem do pracy i nadzieją, że uda się osiągnąć kolejne cele, rozpoczęłam II edycję konkursu, którego II etap upływa 8 marca 2018 roku i polega na głosowaniu na maksymalnie trzy spośród zgłoszonych w I etapie 80 książek.
Dziesięć publikacji z największą ilością głosów zakwalifikuje się do ścisłego finału. Wtenczas czytać je będzie siedmioosobowe jury, które, jak w minionym roku – przyzna statuetkę zwycięzcy i dyplomy wyróżnionym Autorom.
Która z książek zasłuży na miano „Brakującej Litery” w książkowym alfabecie 2018 roku? Tego dowiemy się już wkrótce.

Więcej informacji na stronie: http://brakujaca-litera.pl/ i na Facebooku: https://www.facebook.com/brakujacalitera/