Żużel: Łaguta wyprzedził Zmarzlika w Danii

Rosyjski żużlowiec Sparty Wrocław Artiom Łaguta wygrał drugi z rzędu turniej Speedway Grand Prix, tym razem w duńskim Vojens i objął prowadzenie z klasyfikacji generalnej cyklu, spychając z pozycji lidera obrońcę tytułu Bartosza Zmarzlika. Ale obu żużlowców dzieli tylko jeden punkt i w ostatnich dwóch turniejach będą mieli równe szanse na zwycięstwo.

Turniej w Danii miał być kolejną odsłoną wojny polsko – rosyjskiej o tytuł indywidualnego mistrza świata w sezonie 2021. Przewaga psychologiczna była po stronie Bartosza Zmarzlika, który wygrał na torze Vojens dwa lata temu. Artiom Łaguta jest jednak w wybornej formie, a na dodatek ma znakomicie przygotowane silniki przez uważanego za najlepszego na świecie tunera Ryszarda Kowalskiego. Ponieważ Bartosz Zmarzlik także korzysta z usług tego świetnego mechanika, żaden z dwóch najlepszych w tegorocznej edycji SGP jeźdźców nie ma przewagi w mocy swoich maszyn. O wygranej Łaguty w Vojens przesądziła odrobinkę lepsza dyspozycja dnia, podobnie jak miało to miejsce w poprzednim turnieju w Togliatii, gdzie Zmarzlik także był drugi. Dzięki dodatkowym punktom za wygranie obu turniejów rosyjski żużlowiec zniwelował różnicę jednego „oczka” dzielącą go od prowadzącego Zmarzlika i po zawodach w Vojens wyszedł w klasyfikacji generalnej przed obrońcę tytułu z jednym punktem przewagi. Reszta stawki już od dawna się nie liczy w walce o mistrzostwo świata i pozostaje jej walka o brązowy medal i utrzymanie miejsce w czołowej szóstce gwarantującego start w przyszłorocznej edycji Speedway Grand Prix.
W inauguracyjnej serii faworyci do złota nie mieli ani grama problemów z wygraniem swoich wyścigów. Wszyscy czekali jednak na bieg ósmy, w którym Zmarzlik i Łaguta mieli powalczyć w bezpośrednim starciu. Wygrał je Rosjanina, na dodatek z dużą przewagą nad Polakiem, który niemal do samego końca tego wyścigu musiał walczyć o drugą lokatę z Australijczykiem z Maksem Fricke. Inna sprawa, że w pierwszych trzech swoich biegach Łaguta wyglądał na tle wszystkich rywali tak, jakby miał w silniku jakąś niedostępną innym rezerwę mocy, bo odjeżdżał wszystkim jak rakieta. Przegrał dopiero w swoim czwartym wyścigu, a w piątym był nawet trzeci, za to Zmarzlik dwa ostatnie biegi pewnie wygrał i z dorobkiem 13 punktów zakończył fazę zasadniczą na pierwszym miejscu. Wraz z nim w pierwszym półfinale pojechali Rosjanin Emil Sajfutdinow, Brytyjczyk Robert Lambert i Duńczyk Leon Madsen, zaś w drugim półfinale Łaguta ścigał się z Brytyjczykiem Taiem Woffindenem, Szwedem Fredrikiem Lindgren i Duńczykiem Mikkelem
Michelsenem.
Zmarzlik zwyciężył w pierwszym półfinale i czekał na występ Łaguty. Jego wygraną w drugim półfinale opóźnił dramatycznie wyglądający karambol Michelsena z Lindgrenem. Na wyjściu z drugiego łuku trzeciego okrążenia Duńczyka mocno podniosło do góry, a przy okazji z ogromną siłą uderzył w Szweda, który stracił panowanie nad motocyklem i uderzył z całym impetem w bandę. Ale jakimś cudem nie stało mu się nic złego, bo wstał o własnych siłach i skończyło się na strachu.
Finał tradycyjnie i zgodnie z oczekiwaniami był rozgrywką wyłącznie między Zmarzlikiem i Łagutą. Polak wybrał najbardziej korzystne czerwone pole, ale Łaguta lepiej wystartował i wyszedł na wirażu przed Zmarzlika, a potem już nie dał mu się nawet zbliżyć na odległość dającą choćby cień szansy na skuteczny atak. Łaguta po triumfie w Vojens zasiadł na fotelu lidera klasyfikacji generalnej SGP, ale przed dwoma turniejami na MotoArenie w Toruniu 30-letni rosyjski żużlowiec ma tylko jeden punkt przewagi nad 24-letnim Zmarzlikiem. Pozostali nasi reprezentanci nie liczyli się w walce o czołowe lokaty. Znów zawód swoim fanom zrobił lider Sparty Wrocław Maciej Janowski, który z dorobkiem 5 pkt zajął w Vojens dopiero 13. miejsce i w klasyfikacji generalnej cyklu zjechał na szóstą pozycję, ostatnią gwarantującą start w przyszłorocznej rywalizacji w Speedway Grand Prix.
Ostatnie dwa turnieje tegorocznego cyklu zostaną rozegrane w Toruniu 1 i 2 października.

Klasyfikacja generalna SGP 2021:

  1. Artiom Łaguta (Rosja) – 158 pkt
  2. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 157
  3. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 121
  4. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 119
  5. Tai Woffinden (W. Brytania) – 96
  6. Maciej Janowski (Polska) – 95
  7. Leon Madsen (Dania) – 82
  8. Max Fricke (Australia) – 77
  9. Jason Doyle (Australia) – 74
  10. Anders Thomsen (Dania) – 63
  11. Robert Lambert (W. Brytania) – 60
  12. Martin Vaculik (Słowacja) – 53
  13. Dominik Kubera (Polska) – 44
  14. Matej Zagar (Słowenia) – 41
  15. Oliver Berntzon (Szwecja) – 20
  16. Krzysztof Kasprzak (Polska) – 19
  17. Mikkel Michelsen (Dania) – 9
  18. Gleb Czugunow (Polska) – 8
  19. Jan Kvech (Czechy) – 7
  20. Aleksandr Łoktajew (Ukraina – 6
  21. Wadim Tarasienko (Rosja) – 4

SGP 2021: Już tylko Łaguta zagraża Zmarzlikowi

Turniej o Grand Prix Rosju w Togliatti wygrał rosyjski żużlowiec Artiom Łaguta, drugie miejsce zajął broniący tytułu Bartosz Zmarzlik, a trzecie Duńczyk Anders Thomsen. Na trzy turnieje przed końcem zmagań w Speedway Grand Prix prowadzi Zmarzlik, który o jeden punkt wyprzedza Łagutę. Trzeci w stawce Szwed Fredrik Lindgren ma już do Polaka 31 pkt straty.

Po sobotnich zawodach w Togliatti Zmarzlik i Łaguta mają już tak dużą przewagę nad resztą stawki, że jeśli w trzech ostatnich turniejach nie przydarzy im się jakiś katastrofalny występ, to któryś z tej dwójki sięgnie po mistrzowski tytuł – Zmarzlik po raz trzeci z rzędu, a Łaguta po raz pierwszy w karierze. Turniej w Togliatti był trzecim z rzędu w tegorocznym cyklu SGP, w którym Zmarzlik i Łaguta zajęli dwie pierwsze lokaty, a tym sezonie taka sytuacja miała miejsce w sumie już po raz piąty. Dominacja tych dwóch żużlowców jest więc przytłaczająca. Trzeci w klasyfikacji Lindgren traci do Łaguty już 30 punktów, a do prowadzącego Zmarzlika 31, więc żeby wyprzedzić któregoś z nich musiałby w trzech ostatnich turniejach odrabiać do nich po 10 punktów. W praktyce jest to nierealne, ale w wyścigach na torze czasem decyduje przypadek, więc przesądzać jeszcze niczego nie można.
Szanse na mistrzowski tytuł stracił już definitywnie Maciej Janowski, który po pierwszych zawodach w tegorocznej edycji był liderem klasyfikacji generalnej. Żużlowiec Sparty Wrocław zajmuje obecnie piątą lokatę ze stratą 17 pkt do trzeciego w stawce Lindgrena. Z pozostałych polskich żużlowców na 13. pozycji jest Dominik Kubera, na 16. Krzysztof Kasprzak, a na 17. startujący w polskich barwach Rosjanin Gleb Czugunow. Następna runda tegorocznych IMŚ zaplanowana jest na 11 września w Vojens.


Klasyfikacja generalna Speedway Grand Prix 2021:

  1. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 139 pkt; 2. Artiom Łaguta (Rosja) – 138; 3. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 108; 4. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 105; 5. Maciej Janowski (Polska) – 91; 6. Tai Woffinden (Wielka Brytania) – 82; 7. Leon Madsen (Dania) – 72; 8. Max Fricke (Australia) – 70; 9. Jason Doyle (Australia) – 68; 10. Anders Thomsen (Dania) – 60; 11. Robert Lambert (Wielka Brytania) – 48; 12. Martin Vaculik (Słowacja) – 45; 13. Dominik Kubera (Polska) – 44; 14. Matej Zagar (Słowenia) – 36; 15. Oliver Berntzon (Szwecja) – 18; 16. Krzysztof Kasprzak (Polska) – 18; 17. Gleb Czugunow (Polska) – 8; 18. Jan Kvech (Czechy) – 7; 19. Aleksandr Łoktajew (Ukraina) – 6; 20. Wadim Tarasienko (Rosja) – 4; 21. Pontus Aspgren (Szwecja) – 1.

Zmarzlik w Lublinie wyszedł na czoło

Broniący mistrzowskiego tytułu Bartosz Zmarzlik wygrał rozegrane w miniony piątek w Lublinie zawody Grand Prix Polski na żużlu, a w sobotnim turnieju zajął drugą lokatę, dzięki czemu w klasyfikacji generalnej wyprzedził dotychczasowego lidera Macieja Janowskiego. Drugi w piątek i trzeci w sobotę był jadący z dziką kartą żużlowiec Motoru Lublin Dominik Kubera.

Piątkowy turniej był zagrożony z powodu intensywnych opadów deszczu, ale organizatorzy zdołali na czas zakryć tor plandekami i przez to nie nasiąkł zbyt mocno wodą. Mimo to tor był trudny, ale Zmarzlik od pierwszego wyścigu czuł się na nim wybornie i wygrywał bieg po biegu. Znakomicie jeździł też Kubera, znający przecież lubelski tor jak własną kieszeń. Fatalnie natomiast spisywał się obchodzący tego dnia 30. urodziny lider klasyfikacji generalnej Maciej Janowski. Wrocławianin był cieniem samego siebie z poprzednich turniejów. Kiepsko startował, co zdarzało mu się także w poprzednich rundach Speedway Grand Prix na torach w Pradze i Wrocławiu, lecz potem bez problemu odrabiał straty na kolejnych okrążeniach. Na torze Motoru Lublin zostawał na starcie kilka metrów i potem już najczęściej aż do mety oglądał plecy rywali. Ostatecznie w piątkowym turnieju z dorobkiem ledwie pięciu punktów zajął dopiero 13. lokatę. Słaby występ kosztował asa Sparty Wrocław utratę prowadzenia w klasyfikacji generalnej cyklu na rzecz Zmarzlika, który w piątek przegrał tylko dwa biegi – w jednym lepszy od niego był Kubera, a w drugim Australijczyk Jason Doyle i Brytyjczyk Robert Lambert.
Ale pierwszy półfinał był tak naprawdę walką o drugie miejsce. Zmarzlik popisał się kapitalnym wyjściem spod taśmy i już na prostej przeciwległej miał z 15 metrów przewagi nad resztą stawki. Za jego plecami walkę o awans do finału z drugiego miejsca toczyli Szwed Fredrig Lindgren i Brytyjczyk Tai Woffinden. Ostatecznie wygrał ten pierwszy. W drugim półfinale nie gorzej od Zmarzlika wystartował Kubera, ale lublinianin został szybko wyprzedzony przez znakomicie usposobionego tego dnia Rosjanina Artema Łagutę, a na ostatniej prostej przed metą popełnił błąd i o mały włos straciłby drugą lokatę na rzecz Jasona Doyle’a. Kuber obronił jednak pozycję i wszedł do finału ku uciesze lubelskich kibiców. Decydujący wyścig był rozgrywana na dwa razy. Za pierwszym razem upadek zaliczył Łaguta i sędzia zarządził powtórkę w pełnym składzie. W obu przypadkach najlepiej startował Zmarzlik i niezagrożony m,knął do mety, a tuż za nim jechał Kubera, zaś za dwójką Polaków o trzecie miejsce bili się Lindgren z Łagutą.
Po piątkowych zawodach po raz pierwszy w tym sezonie doszło do zmiany lidera w klasyfikacji generalnej cyklu Grand Prix. Bartosz Zmarzlik na fotelu lidera zajął miejsce Macieja Janowskiego (prowadził od pierwszych zawodów w Pradze), a trzecią lokatę obsadził Artiom Łaguta. Dla Zmarzlika był to trzeci wygrany turniej z rzędu w tegorocznej edycji SGP. Po znakomitym debiucie w GP aż 18 punktów dopisał sobie Dominik Kubera. Startujący z „dziką kartą” zawodnik Motoru Lublin wskoczył od razu na miejsce 14., wyprzedzając dwóch stałych uczestników tegorocznego cyklu – Krzysztofa Kasprzaka i Olivera Berntzona.
Drugi turniej w Lublinie odbył się w sobotę. Zmarzlik utrzymał znakomitą dyspozycję i pewnie awansował do finału. Gdyby wygrał, powtórzyłby wyczyn (sześciokrotnego mistrza świata Tony’ego Rickardssona, który w 2005 roku wygrał, jako jedyny w historii SPG, cztery turnieje z rzędu. W pierwszych biegach Zmarzlik miał pewne problemy, ale wydawało się, że jest to tylko szukanie idealnego dopasowania motocykli. W inauguracyjnej serii mocno naciskał go Robert Lambert, w kolejnym wyścigu stoczył zwycięską walkę bark w bark na przeciwległej prostej z Leonem Madsenem, a w trzeciej serii o grubość opony przegrał nawet z Maxem Fricke. Gdy jednak w przedostatniej serii fazy zasadniczej z łatwością objechał niepokonanego do tej pory Artioma Łagutę i Emila Sajfutdinowa. Mistrz świata dzięki temu triumfowi wygrał fazę zasadniczą, w półfinale zdystansował Fredrika Lindgrena, a i finał ułożył się dla niego idealnie. Startując z drugiego toru mocno wypchnął na zewnętrzną Artioma Łagutę i łatwo minął Dominika Kuberę. Rosjanin zdawał się być na przegranej pozycji, a jednak nie odpuścił. Wyprzedził startującego z „dziką kartą” Kuberą i rzucił się w pogoń ze Zmarzlikiem. W końcu odważnie wjechał przed gorzowianina, a ten nie zdołał już skontrować. Tym występem Łaguta pokazał, że będzie głównym rywalem Zmarzlika w walce o mistrzostwo świata. Po sześciu turniejach w klasyfikacji generalnej prowadzi Polak, ale Rosjanin ma do niego ledwie punkt straty. Trzeci Fredrik Lindgren ma już 21 punktów straty do Zmarzlika, Sajfutdinow 22, a Janowski aż 29. Siódma runda Grand Prix odbędzie się 14 sierpnia w szwedzkiej Malilli.

Żużlowcy zaczęli walkę o mistrzostwo świata

W miniony weekend w Pradze odbyły się pierwsze zawody tegorocznego cyklu Grand Prix na żużlu. Rywalizację o tytuł indywidualnego mistrza świata udanie rozpoczął żużlowiec Sparty Wrocław Maciej Janowski, który w piątek triumfował w stolicy Czech, a w niedzielę zajął drugą lokatę i objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Broniący tytułu indywidualnego mistrza świata Bartosz Zmarzlik po dwóch turniejach rozegranych w stolicy Czech zajmuje na razie szóstą lokatę.

Tegoroczna edycja zawodów Grand Prix, która wyłoni indywidualnego mistrza świata na żużlu, składać się ma z jedenastu rund. Pandemia koronawirusa już drugi sezon z rzędu powoduje komplikacje w kalendarzu. Zmagania zamiast jak zawsze w kwietniu, rozpoczęto dopiero od połowy lipca, przez co aż na czterech torach odbędą się podwójne turnieje. I właśnie taki dublet na inaugurację zmagań odbył się w Pradze, gdzie w piątek oraz przełożonych z powodu deszczu z soboty na niedzielę zawodach żużlowcy na torze Marketa walczyli o punkty do klasyfikacji generalnej. Podwójne turnieje odbędą się także na trzech polskich stadionach – we Wrocławiu, Lublinie i Toruniu. Cykl Speedway Grand Prix potrwa do 2 października. Tytułu mistrzowskiego broni Bartosz Zmarzlik, a z polskich żużlowców uczestniczą w rywalizacji jeszcze Maciej Janowski i Krzysztof Kasprzak. Zwycięzca pojedynczych zawodów otrzymuje 20 punktów do klasyfikacji generalnej, drugi 18, trzeci – 16, a ostatni w stawce szesnasty zawodnik jeden punkt.
Najwięcej triumfów w organizowanym od 1997 roku turnieju o Grand Prix Czech ma na koncie trzech żużlowców – na torze w Pradze po trzy razy zwyciężali Australijczyk Jason Crump (2002, 2003, 2004), Duńczyk Nicki Pedersen (2007, 2008, 2012) i Brytyjczyk Tai Woffinden (2013, 2014, 2015). Z Polaków po dwa zwycięstwa mieli na koncie Tomasz Gollob (1999, 2010) i Bartosz Zmarzlik (dwa razy w 2020), a jedno Janusz Kołodziej (2019).
Na liście medalistów z dorobkiem jednego trzeciego miejsca znajdował się też Maciej Janowski, lecz ten rezultat żużlowiec Sparty Wrocław osiągnął dawno, bo w 2015 roku. Bartosz Zmarzlik, dwukrotny indywidualny mistrz świata, w ubiegłym roku wygrał podwójne zawody w Pradze, ale w inaugurującym zmagania w tegorocznej edycji piątkowym turnieju gwiazdor Stali Gorzów zamierzonego celu nie osiągnął, bo zajął dopiero szóstą lokatę.
Polscy kibice nie mieli jednak powodu do narzekania, bowiem w walce o najwyższe miejsce na podium dzielnie zastąpił go inny z reprezentantów Polski, Maciej Janowski, który zwyciężył przed jeżdżącym na co dzień w barwach Unii Leszno Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem oraz kolegą z zespołu Sparty Wrocław Brytyjczykiem Taiem Woffindenem. Najsłabiej w trójki naszych zawodników wypadł zawodnik GKM Grudziądz Krzysztof Kasprzak, któremu nie pomogło nawet wsparcie w parku maszyn znakomitego duńskiego specjalisty od silników Flemminga Graversena. Kasprzakowi pokrzyżował szyki groźny wypadek w drugiej serii, gdy bez kontaktu z rywalem z dużym impetem wpakował się w dmuchaną bandę i uszkodził ramę motocykla, przez co nie mógł używać swojego najlepszego silnika. „Niepotrzebnie tak mocno zbronowali zewnętrzny łuk toru. Dopiero po moim wypadku to poprawili” – żalił się Kasprzak.
Janowskiego w tym sezonie mocno wspiera z kolei wybitny amerykański żużlowiec Greg Hancock, który sam dwukrotnie wygrywał GP Czech oraz kilka razy stawał na niższych stopniach podium. 29-letni reprezentant Polski nie kryje aspiracji do zdobycia pierwszego w karierze tytułu indywidualnego mistrza świata i liczy, że doświadczony Amerykanin, który zakończył już sportową karierę, w osiągnięciu tego celu mu pomoże. „My tak naprawdę nigdy nie przestaliśmy współpracować, ale Greg po zakończeniu kariery ma dużo więcej czasu i teraz najwięcej pomaga mi w sprawach technicznych. On ma ogromne doświadczenie, a ja próbuję wszystkiego, co proponuje, chociaż nie wszystko co jemu przynosiło sukcesy działa równie skuteczne u mnie. Ale jestem otwarty na testowanie nowych rozwiązań. Moja obecna forma nie wzięła się znikąd. Musiałem wykonać wiele okrążeń i treningów, aby być w miejscu, w którym jestem. Teraz ciężko pracuję, żeby utrzymać formę do końca sezonu”
– zapewnia Janowski.
As wrocławskiej Sparty imponował w piątek potężnym przyspieszeniem i w stolicy Czech, gdzie nie potrafił stanąć na podium od 2015 roku, pewnie dotarł do finału, w którym pokonał po wspaniałej walce Emila Sajfutdunowa. Zmarzlik natomiast nie trafił z ustawieniem swoich motocykli i w tej sytuacji już awans do półfinału mógł uznać za sukces. Na wywalczenie miejsca w najlepszej czwórce szans nie miał, bo w swoim półfinale startował z najgorszego czwartego pola i w rywalizacji z dobrze dysponowanymi Sajfutdinowem oraz dwójką zawodników Włókniarza Częstochowa – Szwedem Fredrikiem Lindgrenem i Duńczykiem Leonem Madsenem, zdołał pokonać tylko ostatniego z wymienionych.
W drugim półfinale jeżdżący na co dzień w Falubazie Zielona Góra Australijczyk Max Fricke nie miał większych szans w potyczce z trójką zawodników Sparty Wrocław i do finału awansowali pewnie Janowski oraz Woffinden, a ich klubowy kolega Rosjanin Artiom Łaguta tym razem odwalił „czarną robotę” i pilnując trzeciej lokaty poświęcił własne ambicje na blokowanie australijskiego zawodnika.
W finale z rywalizacji wykluczył się Lindgren wjeżdżając przy starcie w siatkę. Powtórka odbyła się już bez niego i w niej świetnie wystartował Sajfutdinow, ale piekielni szybki Janowski dopadł Rosjanina na trzecim okrążeniu i zdołał wyprzedzić, a potem odparł jego atak i dojechał do końca na pierwszej pozycji. Tym samym Janowski wygra ósmy turniej Grand Prix w karierze.
W sobotę drugiego z zaplanowanych w Pradze turniejów nie udało się przeprowadzić do końca. Z powodu ulewnego deszczu zawody przerwano po 11. wyścigu i przeniesiono na niedzielę. Do tego momentu na torze brylował Leon Madsen, a na drugim miejscu był Bartosz Zmarzlik, który wreszcie dobrał odpowiednie ustawienia w motocyklu. Decyzja organizatorów wywołała wiele kontrowersji w żużlowym środowisku. Władysław Komarnicki, były prezes Stali Gorzów, w wypowiedzi na łamach portalu SportoweFakty nie zostawił na nich suchej nitki: „To jest dla mnie niepojęte. Promotorzy cyklu biorą za to wielkie pieniądze, a nie potrafią profesjonalnie zorganizować imprezy rangi mistrzostw świata. To był pokaz braku profesjonalizmu. Najpierw tempo było szalone, bo po zakończeniu jednego biegu zapalało się zielone światło do kolejnego. Po 11. wyścigach wszystko zostało zatrzymane. W Polsce to nie do pomyślenia. Cieszę się, że za rok zmieni się promotor cyklu Grand Prix i miejsce BSI zajmie Eurosport Events” – stwierdził Komarnicki.
Przełożone na niedzielę zawody rozpoczęły się o 13:00. Od pierwszych wyścigów pierwsze skrzypce na torze znów grali Janowski, Sajfutdinow, Woffinden i Łaguta, ale tym razem Zmarzlik już toczył z nimi wyrównaną walkę, do której włączył się jeszcze Australijczyk Jason Doyle. Ostatecznie jednak w turnieju triumfowali zawodnicy Sparty Wrocław – wygrał tym razem Artiom Łaguta, który w finale pokonał Macieja Janowskiego, Fredrika Lindgrena i Emila Sajfutdinowa. Bartosz Zmarzlik w półfinale popełnił błąd i zakończył wyścig na trzeciej pozycji, nie wchodząc do finału. Obrońca tytułu ma już po dwóch turniejach 15 punktów straty do Janowskiego w klasyfikacji generalnej SGP.

Klasyfikacja generalna po 2. turniejach:

  1. Janowski – 38 punktów;
  2. Łaguta – 32,
  3. Sajfutdinow – 32,
  4. Lindgren – 30,
  5. Woffinden – 24,
  6. Zmarzlik – 23,
  7. Vaculik – 18,
  8. Madsen – 17,
  9. Doyle – 16,
  10. Fricke – 15,
  11. Thomsen – 12,
  12. Zagar – 11,
  13. Lambert – 9,
  14. Kvech – 5,
  15. Kasprzak – 4,
  16. Berntzon – 3
    Terminy kolejnych rund SGP 2021:
    30 lipca (piątek) – III runda, GP Polski (Wrocław); 31 lipca (sobota) – IV runda, GP Polski (Wrocław); 6 sierpnia (piątek) – V runda, GP Polski (Lublin); 7 sierpnia (sobota) – VI runda, GP Polski (Lublin); 14 sierpnia (sobota) – VII runda, GP Szwecji (Malilla); 28 sierpnia (sobota) – VIII runda, GP Togliatti (Togliatti); 11 września (sobota) – IX runda, GP Danii (Vojens); 1 października (piątek) – X runda, GP Polski (Toruń); 2 października (sobota) – XI runda, GP Polski (Toruń).