Weganizm to walka z patriarchatem i przemocą

Współcześnie prawdziwym wymiarem politycznej progresywności jest właśnie stosunek do zwierząt i ich praw. To nadal wymaga dużej odwagi, mało jest polityków i polityczek, którzy o tym mówią, nie bojąc się śmieszności – mówi europosłanka Sylwia Spurek w rozmowie z Aleksandrą Bełdowicz.

Czy uważa Pani, że w Polsce wystarczająco dużo dyskutuje się na temat praw zwierząt? Dlaczego?

Nadal zbyt rzadko, w szczególności jeżeli popatrzymy na listę spraw do załatwienia i charakter tych spraw. Nadal w debatach o prawach zwierząt dominuje myślenie – jedne kochamy, inne zjadamy. Nadal politycy mówią o dobrostanie zwierząt, o „humanitarnym” zabijaniu i „humanitarnych” eksploatowaniu zwierząt, a nie o prawach zwierząt. Mimo iż już lata temu na poziomie przepisów prawnych umówiliśmy się, że zwierzę nie jest rzeczą.

Artykuł 1 ustawy o ochronie zwierząt stanowi, że zwierzę jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą, i człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę. A jak to wygląda w praktyce? Jak to wygląda w Polsce? Wystarczy zobaczyć wyniki śledztw Vivy, Otwartych Klatek dotyczące np. traktowania zwierząt hodowlanych w Polsce, czy Soko Tierschutz i Cruelty Free International – traktowania zwierząt wykorzystywanych do testów w laboratorium pod Hamburgiem, żeby zrozumieć, jak ludzie przedmiotowo i okrutnie potrafią traktować zwierzęta. Chów klatkowy, okaleczanie, traktowanie jako maszyn do produkcji mleka czy jajek, zabijanie na mięso, hodowla zwierząt na futra, wykorzystywanie w cyrkach czy do innej rozrywki, testy na zwierzętach, morderczy transport zwierząt na duże odległości, znęcanie się nad zwierzętami. To są niestety współczesne symbole naszego humanizmu i tego jak – dla przyjemności i korzyści finansowych, z powodu nawyków – potrafimy przymykać oczy na ból, przemoc, zabijanie istot, które myślą i czują. One chcą żyć. Są przecież zwierzętami.

Co uważa Pani za kwestie priorytetowe w tym zakresie?

To trudne pytanie. Jestem idealistką i marzę o sytuacji, w której świadome społeczeństwo wymusi na polityce i gospodarce trwałe zmiany. Chciałabym, aby wszyscy ci, którzy i które są wrażliwi na los zwierząt, zaczęli głośno mówić – zagłosujemy na was pod warunkiem, że staniecie się w Sejmie, Senacie, Parlamencie Europejskim, rządzie, samorządzie – prawdziwymi rzecznikami i rzeczniczkami praw zwierząt. Nie w trakcie kampanii, nie w mediach społecznościowych, ale każdego dnia, w każdym momencie politycznego działania.

Niestety interesy, tych które nie mogą same mówić w swoim imieniu, w polityce nie jest należycie reprezentowane. Tradycyjne partie zajmują się wszystkim, w tym prawami zwierząt, ale najczęściej jedynie przy okazji, podobnie jak polityką klimatyczną.

Lista spraw do załatwienia dla zwierząt jest długa, ale chyba najbardziej palące są prawa zwierząt hodowlanych. Najważniejsze, bo skala ich eksploatacji i brak kontroli nad przestrzeganiem ich praw są ogromne. I jeszcze jedno. Powszechne jest też społeczne przyzwolenie na ich eksploatację, okrutne traktowanie i zabijanie. To dla mnie priorytet. Najpierw powinniśmy zakazać praktyk, które są szczególnie barbarzyńskie – takie jak mielenie kurcząt żywcem, okaleczanie kur czy prosiąt, okrutne eksploatowanie krów mlecznych, trzymanie zwierząt hodowlanych w klatach, w których nie mogą się nawet ruszyć. Powinniśmy zwiększyć kontrolę nad tym, co dzieje się za murami ferm i rzeźni. W pełni popieram pomysł obowiązkowego monitoringu wideo wszędzie tam, gdzie przebywają żywe zwierzęta hodowlane. Ale to nie koniec, musimy zrobić wszystko, żeby zmniejszyć skalę wykorzystywania zwierząt. Dlatego między innymi w tym tygodniu rozpoczęłam w Parlamencie Europejskim o podatku od mięsa. Bo to, co ma pozytywny wpływ na środowisko, zdrowie ludzi, prawa zwierząt powinno być przez nowoczesne państwa promowane i wspierane. Ale to, co degraduje środowisko, jest jedną z przyczyn chorób ludzi, jest źródłem cierpienia zwierząt, wymaga zdecydowanych restrykcji. Bo mięso i inne produkty pochodzenia zwierzęcego wytwarzane przemysłowo prze wielkich producentów jest nie tylko źródłem cierpienia, chorób ludzi, ale jest też jedną z głównych przyczyn katastrofy klimatycznej.

Czy widzi Pani postęp w myśleniu Polaków i Polek na temat dobrostanu zwierząt, nie tylko domowych?

Z jednej strony rośnie liczba osób przechodzących na dietę roślinną z powodów etycznych. Coraz więcej osób włącza się w walkę o prawa zwierząt. Ale z drugiej strony prawo, które powinno chronić zwierząt nie ulega zmianie. Ba, w niektórych sprawach mamy nawet regres. Przykładem może być ostatnia ustawa tzw. lex Ardanowski. Od lat nie pojawił się w polskim prawie praktycznie żaden nowy instrument zwiększający ochronę zwierząt. Oczywiście wiele organizacji zajmujących się w Polsce prawami zwierząt wykonuje heroiczną pracę, żeby przekonywać i społeczeństwo, i polityków i polityczki do zmiany w myśleniu, do przechodzenia na stronę zwierząt. Ale te zmiany są zbyt wolne. Uważam, że większość Polek i Polaków nie zdaje sobie sprawy z tego, co dzieje się na fermach, w rzeźniach, laboratoriach, jak okrutnie tresowane są zwierzęta w cyrkach. Ich wiedza o zwierzętach hodowlanych najczęściej wynika z reklam, na których widzą radosną krowę pasącą się na zielonej alpejskiej łące. Wierzę, że rolą polityków i polityczek jest zmiana postaw, pokazywanie problemów, zachęcanie do refleksji, przekonywanie do zmiany. Zresztą uważam, że współcześnie prawdziwym wymiarem politycznej progresywności jest właśnie stosunek do zwierząt i ich praw. Bo to nadal wymaga dużej odwagi. Mało jest polityczek i polityków, którzy są gotowi o tym mówić. Boją się śmieszności. Bo przecież jest tyle ważnych problemów, a oni będą się zajmowali jakimiś zwierzętami. Obronność, polityka społeczna, zdrowie, edukacja to są dla wielu w polityce twarde, realne problemy, a nie zwierzęta i ich prawa.

I to jest niestety ograniczenie tradycyjnych partii. One są pełne wewnętrznych sprzeczności, konfliktów interesów. Często są grupą ludzi o totalnie różnych wartościach. I ofiarą takiego modelu partii są niestety zwierzęta. Od kilku tygodni zadaję sobie pytanie, czy Polska jest gotowa na partię praw zwierząt, na sojusz ludzi w Sejmie i Senacie, którzy chcą się skupić na tym obszarze. Czy jest w Polsce milion wyborców i wyborczyń, którzy byliby gotowi powiedzieć – to są moje wartości, jesteśmy wrażliwi na cierpienie zwierząt, to są realne problemy, takiej partii chcę oddać swój głos. Stawiam takie pytanie, bo do takiej partii chciałabym należeć, bo tylko taka parta mogłaby zagwarantować wyrazisty głos w parlamentarnej debacie, a być może i partycypować w przyszłych rządach, pod warunkiem spełnienia jej programowych postulatów.

Czy według Pani patriarchat w Polsce ma się dobrze, czy dostrzega Pani jakieś zmiany w tej kwestii? Czy ten sprzeciw konserwatywnej prawicy wobec działań na rzecz poprawy losu zwierząt, wobec wyjaśniania ludziom, że nie mają prawa do zadawania niepotrzebnego cierpienia innym, a z drugiej strony – że mają obowiązek zastanowienia się, czy ich działania nie są szkodliwe także wobec środowiska, jest według Pani zakorzeniony we wciąż silnej kulturze patriarchatu w Polsce? Czy istnieje korelacja między patriarchatem a mocno przedmiotowym traktowaniem zwierząt, wbrew ustawie, która mówi wyraźnie „zwierzę nie jest rzeczą”?

W listopadzie napisałam na Twitterze – nie ma feminizmu bez weganizmu. Co dziwne, wywołało to ogromne oburzenie i po lewej, i po prawie stronie. A przecież weganizm nie jest dietą. Jest filozofią, która odrzuca traktowanie zwierząt jako towaru.

Weganie i weganki postrzegają zwierzęta jako istoty, doświadczające bólu, czujące i cierpiące. Weganizm jest wreszcie w kontrze do patriarchatu, ale także do wszystkich innych systemów, w którym jedni ludzie mają władzę i dominują nad innymi, w których jedni ludzie mogą wykorzystywać innych, narażać ich na cierpienie i krzywdę. Uważam, że jeżeli przymykamy oko na patriarchalne relacje między ludźmi, to dajemy przyzwolenie na przemoc i dominację ludzi nad innymi zwierzętami. Jeżeli z kolei sprzeciwiamy się patriarchatowi, to powinniśmy także sprzeciwiać się wszystkim podobnym systemom.

Mało się o tym mówi, ale związek między przemocą domową wobec ludzi, a przemocą domową wobec zwierząt jest oczywisty. Badania w USA pokazują, że osoby doświadczające przemocy w rodzinie, wcześniej zgłaszały, że sprawca znęca się nad zwierzętami. Stanowcza i skuteczna reakcja ze strony państwa na przemoc wobec zwierzęcia domowego mogłaby zapobiec przemocy wobec kobiety, dziecka, osoby starszej, z niepełnosprawnościami – wszystkich tych z różnych przyczyn słabszych, zależnych.

Dlatego feminizm, który dąży do demontowania opresyjnego, patriarchalnego systemu, powinien uwzględnić zwierzęta i walkę o ich prawa w swoich działaniach. A te działania nadal są bardzo potrzebne. Kobiety nadal – mimo, że stanowią większość, mówią głosem mniejszości. Ich problemy nadal traktowane są za mniej ważne, odkładane na później, zamiatane pod dywan. Rok temu w marcu kiedy wchodziłam do polityki, przedstawiam Konstytucję kobiet, listę spraw do załatwienia, listę spraw, które pokazują, że Polki nie mają takich samych praw jak inne Europejki.

Z czego, Pani zdaniem, bierze się strach przed wyrównywaniem praw kobiet i mężczyzn?

Strach? Głównym problemem jest brak wiedzy, brak chęci poznania problemów kobiet, brak umiejętności otwartego, krytycznego myślenia, brak empatii, wrażliwości. Myślę, że gdyby liderzy i liderki, którzy przez ostatnie 30 lat kształtowali naszą polityczną rzeczywistość, wiedzieli, czego kobiety w Polsce doświadczają, jak bardzo są dyskryminowane tylko dlatego, że są kobietami, a dodatkowo chcieliby to zmienić, to być może nasza, kobieca codzienność byłaby duża lepsza.

Są sprawy oczywiste, o których najczęściej debatujemy. Prawo do legalnego i bezpiecznego przerywania ciąży dla każdej kobiety, która taką decyzję podejmuje, nie tylko dla tej zamożnej. Ale są też sprawy, o których nie chcemy debatować. Mam tutaj na myśli głównie przemoc wobec kobiet, przemoc w rodzinie i przemoc seksualną. Jeżeli już o niej rozmawiamy, to albo obwiniamy kobiety i usprawiedliwiamy sprawcę, albo pytamy: co z mężczyznami, oni też doświadczają przemocy, odwracając oczy od źródeł problemu i nie załatwiając sprawy ani dla kobiet, ani dla dzieci, ani dla tych mężczyzn.

Są sprawy, które są prawie niewidoczne, bo łatwo się przyzwyczailiśmy do sytuacji i odpuszczamy. Fatalna opieka okołoporodowa i brak prawa do znieczulenia przy porodzie. Brak skutecznych działań państwa wobec alimenciarzy, co także uderza w kobiety, bo to one najczęściej samodzielnie wychowują dzieci. Brak wsparcia państwa dla rodzin osób z niepełnosprawnościami, osób opiekującymi się starszymi rodzicami. Te problemy również mają twarz kobiet, bo to najczęściej one są obciążane takimi obowiązkami.

Dalej, szczególna sytuacja kobiet mieszkających na wsiach. Ich dostęp do poradni ginekologicznych, nowoczesnej antykoncepcji, czy ochrona przed przemocą domową. Przecież one wymagają innego wsparcia ze strony państwa, niż kobiety mieszkające w dużych miastach. Mogłabym długo wymieniać.

W ubiegłym roku minęło 20 lat, jak zajmuję się prawami kobiet i czasami mam wrażenie, że tak niewiele się zmienia, mimo wielu rekomendacji, pomysłów, propozycji, przedstawianych organom władzy, które przygotowywałam jako prawniczka w organizacji pozarządowej, w biurze pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania, jako Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. Kiedy byłam zastępczynią prof. Adama Bodnara, stale na moje biurko trafiały sprawy kobiet, dziewczynek, które były pozostawione przez system same, bez żadnego wparcia, bez nadziei na poprawę ich sytuacji. Zawsze w takich sytuacjach było mi wstyd, wstyd za państwo, dla którego prawa człowieka kobiet najwyraźniej nigdy nie były i nie są wartością podstawową.

Jakie najważniejsze cele stawia Pani przed sobą w tej kadencji?

Są cztery główne obszary mojej aktywności i w Parlamencie, i w okręgu wyborczym. Po pierwsze, polityka klimatyczna, po drugie, prawa kobiet, po trzecie, praworządność. I na końcu, ale również ważne – prawa zwierząt, inne kwestie, niż te wynikające z problemów klimatycznych. To dosyć szerokie obszary, ale w każdym z nich w 2020 wyznaczam sobie jasne cele. W ramach polityki klimatycznej chcę monitorować prace Komisji Europejskiej w pacach nad Green Deal, a szczególnie jeżeli chodzi o powiązanie polityki klimatycznej UE ze wspólną polityką rolną. Bo tutaj sporo musi się zmienić.

Rolnictwo tak samo jak każda inna branża musi przejść w kierunku zrównoważonej działalności, bo obecne koszty środowiskowe, ale i cierpienie zwierząt nie są akceptowalne. Jednym z postulowanych rozwiązań jest podatek od mięsa, ale do tego potrzebujemy woli politycznej. Będę proponować rozwiązania i sprawdzać, jakie propozycje legislacyjne przygotuje Komisja realizując ambitne cele klimatyczne.

Jeżeli chodzi o prawa kobiet, w 2020 będę kontynuowała prace nad ratyfikację przez UE Konwencji stambulskiej i nad zmianami w traktacie o UE, tak aby do listy przestępstw unijnych dopisać przemoc wobec kobiet. W grudniu udało mi się przekonać moją frakcję i w efekcie cały parlament do progresywnej, prokobiecej rezolucji, w której parlament wzywa Komisję Europejską do takich działań.

Jeżeli chodzi o praworządność, to znowu kontynuacja działań. Jestem współautorką rezolucji w sprawie art. 7 uruchomionego wobec Polski i Węgier. Zadbałam o to, co spotkało się z ostrymi atakami na mnie, żeby w rezolucji znalazło się wyraźne odniesienie do mechanizmu łączącego przestrzeganie praworządności z wypłatą funduszy. Taki mechanizm jest Unii potrzebny, ale musi działać tak, aby karać antydemokratyczne rządy, a nie samorządy i innych beneficjentów.

W przypadku obszaru praw zwierząt niezależnie od kwestii traktowania zwierząt hodowlanych, które będę podnosiła w kontekście Green Dealu, w tym roku skoncentruje się na problemie testów na zwierzętach i hodowli zwierząt na futra. Ten drugi problem ma podwójny wymiar, bo dotyczy też praw człowieka. Mam tutaj na myśli brak norm jakości zapachowej powietrza. Osoby mieszkające w Wielkopolsce w Marzeninie, Kawęczynie i Gulczewie skazani są życie w sąsiedztwie w sąsiedztwie ogromnego smrodu z masowych ferm zwierząt futerkowych. Uważam, że czas na unijne normy w tym zakresie i oczywiście docelowo zakaz działania takich firm. Tą sprawą zajmowałam się jeszcze jako zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich i chcę to skutecznie zakończyć.

Dr Sylwia Spurek jest radczynią prawną, byłą Zastępczynią Rzecznika Praw Obywatelskich, obecnie niezależną posłanką do Parlamentu Europejskiego, feministką i weganką.

Jestem z Sylwią Spurek

Potraktowanie obrazka z krowami w pasiakach jako przejawu antysemityzmu jest ogromnym błędem. To metafora cierpienia, które sięga poza granicę, poza narodowość, ba! poza gatunek.

Europosłanka Wiosny została zlinczowana w social mediach po tym, jak udostępniła grafikę Jo Frederiks, którą wcześniej opublikowała na swoim profilu Fundacja Viva!. Obrazek przedstawia trzy krowy w pasiakach i z żółtymi gwiazdami sześcioramiennymi, skutymi łańcuchem, na tle zakrwawionych ścian – prawdopodobnie rzeźni. Spurek podpisała go następująco: „Jo Frederiks daje do myślenia, otwiera oczy na to, jak traktujemy zwierzęta. Ten obraz przypomniała Fundacja Viva! i dobrze, bo czas na poważną dyskusję o traktowaniu zwierząt, o warunkach, w jakich żyją, o tym, jak je zabijamy. Czy to jest humanitarne? Czy to nadal rolnictwo?”.

Czy to antysemityzm?

Internet zawrzał. Oburzyli się prawicowi publicyści, pisząc, że Spurek kompromituje Polskę i sieje antysemityzm, rolnicy, broniący chowu przemysłowego, ludzie powiązani z branżą mięsną oraz futrzarską – nic dziwnego, przecież im zależy na tym, by społeczeństwo widziało w zwierzętach wyłącznie produkt, bez uczuć i praw. Nie da się bezkarnie eksploatować „kogoś”, jedynie „coś”. Choć zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, jesteśmy im winni poszanowanie, ochronę i opiekę.
Jonny Daniels, założyciel żydowskiej fundacji From the Depths, także poczuł się urażony metaforycznym obrazem i oznajmił, że jest to odrażające. Że europosłance nie przystoi porównywanie 6 mln ofiar Holocaustu do krów w pasiakach. I że oburzyło go to do tego stopnia, że zamierza osobiście złożyć na Spurek skargę do Komisji Europejskiej. Oliwy do ognia dolał z pewnością fakt, że kontrowersyjny post został opublikowany na kilka dni przed obchodami 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz.

Niewygodna prawda?

Należy się zastanowić, co właściwie jest oburzającego w tym obrazie? Może niewygodna prawda, której wciąż staramy się nie dostrzegać?
Co roku na świecie jest zabijanych około 70 miliardów zwierząt, z czego 50 miliardów – na mięso i skóry. To ogromna skala, a warunki hodowli przemysłowych – niezależnie od tego, jak próbują je w mediach wychwalać hodowcy – koszmarne. Krowy, będące zwierzętami niezwykle społecznymi, przyjaznymi i inteligentnymi, są sztucznie zapładniane, po porodzie szybko izolowane od swojego dziecka, okradane z mleka i tak w kółko, dopóki się nie „zużyją” – wtedy trafiają do rzeźni. Czy doprawdy nie widzimy podobieństwa w całkowicie odhumanizowanym podejściu, jakie ma społeczeństwo w stosunku do tych zwierząt, a horrorem, jaki zgotowali Żydom naziści, uznając ich za podludzi i usiłujących obedrzeć ich z godności i człowieczeństwa?

Niemiecki filozof pochodzenia żydowskiego Theodore Adorno w swoim dziele „Minima Moralia” napisał: „O możliwości pogromu przesądza chwila, gdy oko śmiertelnie zranionego zwierzęcia kieruje się na człowieka. Upór, z jakim człowiek odtrąca to spojrzenie – »przecież to tylko zwierzę« – powtarza się niepowstrzymanie w okrucieństwie wobec ludzi, kiedy to sprawcy wciąż na nowo muszą utwierdzać się w przekonaniu, że to »tylko zwierzę«, bo już gdy chodziło o zwierzę, nie byli tego całkiem pewni”. Myśl Adorno uprościł w książce „Wieczna Treblinka” Charles Patterson, pisząc: „Auschwitz zaczyna się wszędzie tam, gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli: to tylko zwierzęta”. Holocaust był koszmarem, który nigdy nie powinien był się wydarzyć. Czy możemy z pełną odpowiedzialnością przyznać, że życie zwierząt hodowlanych, którego je pozbawiamy dla własnych zachcianek, jest lepsze?

Bólowi ofiar Holocaustu nikt nie usiłuje zaprzeczać ani go umniejszać, ale warto zauważyć, że nie mają monopolu na cierpienie. Ich koszmar przeminął, choć ze wspomnieniami będą się mierzyć już zawsze. Rzeź zwierząt trwa i wciąż ogromna część społeczeństwa nie widzi w niej nic nagannego etycznie. Potraktowanie obrazka z krowami w pasiakach jako przejawu antysemityzmu jest błędem i świadczy o braku refleksji. To metafora cierpienia, które sięga poza granicę, poza narodowość, ba! Poza gatunek. Jasne, że łatwiej jest się oburzyć i obrzucić błotem osobę, która nas skłania do myślenia, niż przyznać się do tego, że płacimy za czyjeś cierpienie, bo szkoda nam się rozstać z mięsem, mlekiem czy skórą.

Sylwia Spurek chciała doprowadzić do debaty na temat praw zwierząt i mam nadzieję, że jej się uda.

Wiosna bez Spurek

Sylwia Spurek nie jest już członkinią Wiosny. Wybrana w ostatnich wyborach deputowana do Europarlamentu poinformowała o swoim odejściu. Jako pretekst wykorzystała nadchodzące wchłonięcie jej partii przez Sojusz Lewicy Demokratycznej. Będzie teraz niezależną europosłanką w ramach Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów.

Na odejście Spurek z Wiosny zanosiło się już od kilku miesięcy. W środowisku Roberta Biedronia mówiło się, że partia była dla polityczki trampoliną do europarlamentu. Teraz pojawiła się idealna okazja do rzucenia legitymacją, bo Wiosna znajduje się o krok od sfinalizowania fuzji z SLD. O tym, że Robert Biedroń „jest właściwie zdecydowany” mówił przewodniczący Sojuszu Włodzimierz Czarzasty.
– Ja bym chciał połączyć SLD i Wiosnę. Takie jest moje zdanie, mało tego, od czterech dni takie jest zdanie zarządu SLD, który w tej sprawie jednomyślnie podjął decyzję. W kilku sprawach podjął decyzję, ale co do konsolidacji podjął jednomyślną decyzję. Również podjął decyzję o tym, że będzie wspólny kandydat Lewicy, co kończy dyskusję, czy będzie jeden kandydat na prezydenta w Polsce, czy będzie ich kilku – mówił w Radio ZET.
Praktycznie przesądzone jest również powstanie wspólnego klubu parlamentarnego złożonego z posłów i posłanek obydwu partii. Nadal nie wiadomo natomiast, czy będzie w nim również sześcioro przedstawicieli Lewicy Razem. Jak dowiedział się Portal Strajk, sprawa jest ciągle przedmiotem negocjacji, chociaż ich wyniku można się raczej w tym tygodniu spodziewać.
Spurek zręcznie wykorzystała nadarzającą się okazję. „To nie jest Wiosna, do której wstępowałam, ale będę pamiętała tę, do której wstąpiłam. Jest tam wiele osób, które cenię i liczę na współpracę z nimi” – napisała na Twitterze, informując, że to koniec jej członkostwa w ugrupowaniu. – To miała być progresywna, niezależna programowo, nowa partia polityczna – tłumaczyła w rozmowie z Polsat News.
Odejście Spurek oznacza, że Wiosna będzie mieć tylko dwóch przedstawicieli w PE – Łukasza Kohuta i Roberta Biedronia.
Czy europosłanka pozostanie teraz bez politycznego zaplecza? Sylwia Spurek na razie nie chce mówić o swojej przyszłości, jak również nie precyzuje powodów rozstania. Szansą na kolejną afiliację może okazać się rozpad bądź rebranding Platformy Obywatelskiej, w której koncepcje i polityczną potencje przestali już wierzyć nawet członkowie kierownictwa.
Sylwia Spurek jest doktorem nauk prawnych, legislatorką, działaczką na rzecz praw człowieka, prozwierzęcą aktywistką i działaczką feministyczną. Była zastępczynią Rzecznika Praw Obywatelskich, a jej kampania europarlamentarna była jedną z najbardziej profesjonalnych i żywych akcji wyborczych w 2019 roku.
Co ciekawe, swojej przyszłości w Wiośnie nie widzi również partner życiowy Sylwii Spurek. Marcin Anaszewicz, do niedawna główny doradca i architekt partii Biedronia, w sierpniu oświadczył, że nie zamierza startować z list SLD do Sejmu, a sojusz z partiami lewicy jest niezgodny z jego wartościami.

Aborcja prawem kobiety

…również tej niepełnosprawnej.

 

Dwa komitety ONZ wydały wspólne oświadczenie dla prasy, w którym udowadniają, że dostęp do bezpiecznej i legalnej aborcji, jak również związanych z nią usług i informacji są podstawowymi aspektami zdrowia reprodukcyjnego kobiet”. Oświadczenie powstało na marginesie dyskusji, jaka wywiązała się w Genewie podczas 20. sesji Komitetu Praw Osób z Niepełnosprawnościami. Sprawdzano tam, czy Polska wywiązuje się z konwencji ratyfikowanej w 2012 roku.
Konwencję Praw Osób z Niepełnosprawnościami Polska ratyfikowała w 2012 roku – od tego czasu ONZ-owskie komitety nie sprawdzały, w jakim stopniu się z niej wywiązuje. Aż do teraz. W sesji w Genewie wzięła udział liczna delegacja rządowa (20 osób), a także Sylwia Spurek w zastępstwie Adama Bodnara.
Przedtem swoje raporty do Komitetu Praw Osób z Niepełnosprawnościami (CRPD) na temat przestrzegania konwencji słały przeróżne organizacje: między innymi kobiece, z FEDERą na czele, ale również biuro RPO, a także Ordo Iuris, które stało na straży przekonania, że prawa osób niepełnosprawnych są sprzeczne z postulatami równości płci w kwestii praw reprodukcyjnych. Polska nie zaprezentowała się przed komitetem ONZ jako państwo troskliwe i otwarte na problemy osób z niepełnosprawnościami.
Strona rządowa przekonywała, że przygotowuje liczne programy wspierające niepełnosprawnych (300 plus, dostępność plus, Za życiem), jednak Sylwia Spurek w swoim wystąpieniu obnażyła hipokryzję rządzących, nawiązując chociażby do kwietniowej okupacji Sejmu i ostatnich protestów ulicznych.
„Po ratyfikacji Konwencji w 2012 r. Polska potwierdziła, że osoby z niepełnosprawnościami mają prawo do pełnego i równego korzystania ze wszystkich praw człowieka. Niestety, w wielu obszarach wciąż brakuje rozwiązań, które by realizowały ten cel” – mówiła podczas swojego wystąpienia. – „Środki prawne przeciwdziałające dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność nie są skuteczne. Ustawa o równym traktowaniu zakazuje dyskryminacji osób z niepełnosprawnościami jedynie w zakresie kształcenia zawodowego i zatrudnienia”. Spurek mówiła między innymi o problemach niepełnosprawnych kobiet w Polsce, udowadniała, że ich prawa reprodukcyjne i seksualne są łamane.
Komu bardziej skłonny jest uwierzyć ONZ, widać wyraźnie we wspólnej enuncjacji prasowej dwóch agend: Komitetu Praw Osób z Niepełnosprawnościami (tego, który „przesłuchiwał” polską delegację) i Komitetu w Sprawie Likwidacji Wszelkich Form Dyskryminacji Kobiet.
Przewodnicząca pierwszej organizacji podkreśliła, że „przeciwnicy praw reprodukcyjnych i autonomii często usilnie i umyślnie odwołują się do praw osób z niepełnosprawnościami po to, by ograniczyć uprawniony dostęp kobiet do bezpiecznej aborcji”. Komitety wyraźnie podkreślają w swoim stanowisku, że prawa kobiet oraz prawa osób z niepełnosprawnościami nie stoją w sprzeczności. Należy tu skupić się na dwóch przesłankach: po pierwsze każda kobieta, również ta z niepełnosprawnością, zasługuje na pełny dostęp do aborcji, antykoncepcji oraz edukacji seksualnej. Drugi aspekt to tzw. przesłanka embriopatologiczna: wielu zwolenników anti-choice udaje, że nie dostrzega, iż wada płodu może dopiero skutkować niepełnosprawnością, jednak każda kobieta ma prawo do tego, by sama z decydować, jak wielki ciężar (m.in. w zakresie wychowania chorego dziecka) jest w stanie na siebie przyjąć. W ten sposób stanowisko to rozbiło w proch wcześniejszą argumentację rządu i Ordo Iuris.