Rząd zarobi na niezamożnych

Zapowiadany przez PiS wzrost płacy minimalnej spowoduje, że budżet ściągnie o ponad 350 zł miesięcznie więcej z każdej osoby, która będzie osiągać to minimum.

Od ponad 20 lat płacę podatki i ZUS, kupuję masę usług, przy okazji dając pracę prawnikom i księgowym. To nie jest tekst o mnie. Ale moja refleksja po 30 latach wolności, którą to rocznicę w tym roku świętujemy jest taka, że Polska zmieniła się w tym czasie nie do poznania. Dokonaliśmy największego skoku ze wszystkich państw startujących z naszego poziomu.
Ale dziś, w 2019 roku ciągle jesteśmy siódmym najbiedniejszym krajem Unii Europejskiej. Ten fakt nie zmieni się za sprawą rządowych nakazów, nowych regulacji czy transferów socjalnych.

Niskie płace wysoko opodatkowane

Kampanie wyborcze przebiegają pod znakiem prezentów, które politycy obiecują w nadziei na poparcie. Osoby potrzebujące istnieją i wymagają wsparcia, ale nie są na tyle liczne, aby ich głosy przynosiły wygraną w wyborach. Uwaga polityków skupia się więc na szerokich grupach społecznych.
Jednak za każdym razem zapominana jest grupa najważniejsza – ci, którzy ciężko pracują nie prosząc o przywileje, ani pieniądze innych ludzi, ale których praca tworzy dobrobyt Polski i te obietnice polityków finansuje. To my, ludzie pracy, którym zamiast prezentów politycy rzucają kłody pod nogi – rekordowo czasochłonny system podatkowy z rekordowymi karami, rekordowe opodatkowanie rekordowo wysokiej płacy minimalnej, kolejne ograniczenia i zakazy.
Polski system podatkowy należy do najbardziej czasochłonnych w UE – polski przedsiębiorca przez dodatkowe 20 dni rocznie zamiast rozwijać swoją firmę musi walczyć z dłuższymi i bardziej skomplikowanymi formularzami niż w innych krajach – wskazuje Forum Obywatelskiego Rozwoju. A każdy błąd może go słono kosztować – nigdzie kary nie są tak srogie jak w Polsce. Na przykład, gdy w innych krajach maksymalna kara za brak raportowania tzw. schematów podatkowych średnio wynosi niecałe 0,2 mln euro, to w Polsce grozi za to ponad 5 mln euro kary!
Polskie państwo nie rozpieszcza ludzi pracy – już pensja minimalna jest obłożona 39 proc. podatków i składek. Na świecie mało kto tak mocno opodatkowuje osoby o najniższych dochodach. Można płacić mniej kombinując z samozatrudnieniem czy umowami cywilnoprawnymi, ale znowu oznacza to, że energia ludzi jest marnowana na szukanie luk w systemie.

Tylko rząd skorzysta

Przed wyborami premier Morawiecki ogłosił pakiet ustaw kosztujących ponad 40 mld zł, za które zapłacą pracujący Polacy – ale tylko 10 mld z tej kwoty ma zostać przeznaczone na obniżenie podatków dla pracujących.
I o ile obniżka podatków została uchwalona przed wyborami, to po wyborach pracujący będą musieli zapłacić składki ZUS wyższe o ponad 11 mld zł.
Podnosząc płacę minimalną rząd stawia przeciwko sobie wszystkich ludzi pracy – pracowników i pracodawców jednocześnie, sam będąc tak naprawdę jedynym beneficjentem tych zmian.

System nieprzyjazny pracy

Wzrost płacy minimalnej do 3 tys. zł, po uwzględnieniu podatków i składek oznacza, że pracodawcy będą musieli zapłacić za każdy etat o co najmniej 900 zł więcej. Ale pracownik z tej kwoty zobaczy niecałe 550 zł, bo ponad 350 zł pójdzie na wyższe podatki i składki.
Bardzo nieprzyjazny dla pracy jest nasz system. I ten rząd czyni go coraz bardziej nieprzyjaznym.
To my pracujemy na wzrost, który premier może pokazywać w swoich kolejnych power pointach. Ale któregoś dnia może nam się już przestać chcieć. Możemy mieć dość bycia karanym za uczciwość i chęć życia w swoim, rozwijającym się kraju.