Bierność i nieudolność rządu PiS w walce z pandemią

Nie przygotowano żadnej strategii przygotowującej Polskę na drugą falę koronawirusa, choć był na to czas, pieniądze i możność skorzystania z doświadczeń państw wcześniej dotkniętych epidemią. System opieki zdrowotnej wali się na naszych oczach.

Liczba zakażeń koronawirusem i zgonów rośnie w Polsce lawinowo, coraz bardziej niepokojące stają się dane o zajętych łóżkach i niemożności korzystania z respiratorów.
Kolejne zmiany taktyki ogłaszane na rządowych konferencjach prasowych każą zadać pytanie o to, czy w ciągu ostatnich miesięcy udało się przygotować państwo do drugiej fali epidemii?. Pytanie retoryczne, bo doskonale widać, że to się nie udało – a zresztą rząd PiS nawet nie próbował podejmować takich przygotowań.
Zaniechaniami rządu PiS powinien zająć się wymiar sprawiedliwości, ale prominenci obecnej ekipy skutecznie zadbali o to, żeby przejąć prokuraturę i dzięki temu wymigać się od odpowiedzialności karnej. A przecież mamy tu do czynienia ze zdarzeniami mogącymi nosić znamiona przestępstwa, takimi jak świadome zaniedbania w odpowiednim doinwestowaniu Inspekcji Sanitarnej czy zapewnianie osób starszych przez premiera rządu, że nie trzeba się bać koronawirusa, co zagrażało ich życiu i zdrowiu.
Zdaniem ekspertów Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, brak jasnej strategii i skutecznych procedur pokazuje, że okres „wyciszenia” wirusa został przespany przez instytucje kierujące systemem opieki zdrowotnej w Polsce.
– Był czas, żeby przemyśleć sposób postępowania jesienią i doposażyć odpowiednie instytucje. Wiadomo było przecież, że druga fala epidemii nadejdzie – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP – Od kilku tygodni obserwujemy zupełny chaos i bezradność instytucji. Procedury albo nie istnieją, albo nie działają, testujemy wielokrotnie mniej osób niż powinniśmy, a zasób łóżek i respiratorów kurczy się. Minister Zdrowia nie zdążył przygotować realnej strategii walki z koronawirusem, bo trudno nazwać strategią opublikowany na stronie resortu dokument.
A tymczasem resort zdrowia, ustami swego rzecznika, twierdzi, że żaden z czterech jesiennych scenariuszy rozwoju sytuacji epidemicznej przygotowanych dla Ministerstwa Zdrowia przez naukowców, nie przewidywał aż takiego wzrostu liczby zakażeń.
Tak więc, wedle typowej taktyki Prawa i Sprawiedliwości, to nie rząd jest winien, ale zawsze wszyscy inni. Już jesteśmy świadkami szczucia na lekarzy, co dobitnie wyraził Jacek Sasin, a teraz przyszła pora na obrabianie naukowców, którzy jakoby dostarczyli rządowi błędnych informacji. Ciekawe jakim cudem, skoro o nadejściu drugiej, znacznie groźniejszej fali koronawirusa trąbiono powszechnie już od wiosny? Czyżby te fałszywe ekspertyzy przygotowywali dla resortu zdrowia pożal się Boże „naukowcy” rodem z PiS-u, tylko po to, żeby zainkasować możliwie dużo publicznych pieniędzy?
Wiadomo, że podstawowe cele racjonalnej strategii walki z COVID-19 to ograniczenie transmisji wirusa poprzez masowe testowanie, zapewnienie maksymalnej możliwej wydolności systemu opieki zdrowotnej i utrzymanie ciągłości prowadzenia działalności gospodarczej. Rząd PiS nawet nie próbuje realizować żadnego z tych celów. Odmawia zwiększenia liczby testów, żeby statystyki zakażeń nie poszybowały jeszcze bardziej w górę. Nie podejmuje żadnych działań dla poprawy wydolności systemu opieki zdrowotnej. Stopniowo ogranicza możliwości prowadzenia działań gospodarczych.
Zdaniem ekspertów ZPP, mimo deklaracji polityków PiS o braku możliwości ponownego zamknięcia gospodarki, wprowadzane konsekwentnie ograniczenia w gigantycznej mierze dotykają biznes – i oznaczają w praktyce ponowny, kroczący lockdown.
– Polska gospodarka poniosła gigantyczne koszty lockdownu – pierwszy raz od lat nie odnotowujemy wzrostu produktu krajowego brutto, deficyt budżetowy wzrósł do rekordowych rozmiarów, wydaliśmy dziesiątki miliardów złotych na konieczne programy pomocowe – podkreśla Jakub Bińkowski, dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji ZPP – Wydaliśmy te pieniądze w określonym celu, żeby kupić czas potrzebny na przygotowanie systemu opieki zdrowotnej do walki z wirusem. Nie zrobiono tego i teraz ponownie koszty reżimu sanitarnego próbuje się przerzucić na biznes. To niemożliwe do zaakceptowania.
Trzeba więc realnych zmian organizacyjnych i przestrzegania restrykcji sanitarnych, bo nie możemy pozwolić sobie na ponowny lockdown
Zaprezentowana przez ZPP strategia zakłada daleko idące zmiany w modelu przeciwdziałania rozwojowi epidemii. Eksperci Związku postulują stworzenie wyspecjalizowanej, podległej bezpośrednio premierowi agencji, która przejęłaby zadania administracyjne i menadżerskie.
Pod kątem medycznym, strategia ta opiera się na rekomendacji możliwie masowego testowania (w tej chwili Polska zajmuje dopiero 84 miejsce na świecie pod względem liczby wykonywanych testów na milion mieszkańców) i ścisłej egzekucji kluczowych restrykcji sanitarnych, co do których panuje powszechny konsensus (dystans – dezynfekcja – maseczki). Jednocześnie, Związek sprzeciwia się jakimkolwiek ograniczeniom dla prowadzenia biznesu – konsekwentnie, uważa też za stosowne zlikwidowanie żółtej strefy na terenie całego kraju.
Integralną częścią strategii jest ocena metod walki z COVID-19 stosowanych w Szwecji i w Niemczech. Doświadczenia tych państw nie są jednoznaczne, jednak dostarczają przydatnej wiedzy dotyczącej ewentualnych skutków rozmaitych modeli strategicznych.
– Szwecja „poszła na żywioł” i, będąc w europejskiej awangardzie, nie wprowadzała szczególnych obostrzeń w trakcie pierwszej fali. Zapłaciła za to wysoką cenę gospodarczo, ale przede wszystkim zdrowotnie, odnotowując bardzo wysoką liczbę zakażeń i zgonów – stwierdza ekspertka ZPP Kamila Sotomska – Póki co, kraj ten przechodzi drugą falę epidemii łagodnie (w Szwecji już prawie nie ma zgonów na COVID-19), ale nie jest pewne, czy to rezultat podejścia przyjętego wcześniej w tym roku. Niemcy wydają się dobrze radzić sobie z wirusem – jest to oczywiście konsekwencja wysokich nakładów na opiekę zdrowotną, ale również bardzo masowego testowania. Jest to także podejście, które warto powielić w Polsce.
Ponadto, priorytetem Ministerstwa Zdrowia we współpracy z premierem, powinno być maksymalne ograniczanie bezpośrednich i pośrednich skutków pandemii. – Coraz bardziej widoczne i dotkliwe, pośrednie rezultaty pandemii – takie jak ograniczenie profilaktyki i terapii chorób onkologicznych, kardiologicznych, psychiatrycznych oraz pozostałej specjalistyki – będą swoistą bombą z opóźnionym zapłonem i powinny być jak najszybciej przedmiotem stosownych działań resortu zdrowia. Tylko z powodu raka umiera codziennie w Polsce około 270 osób, co jest liczbą większą niż w przypadku koronawirusa – podkreśla Anna Janczewska ekspertka do spraw zdrowia w Business Centre Club.
Zdaniem Anny Janczewskiej, konieczne jest dopracowanie strategii walki z pandemią koronawirusa, w ramach konsultacji z ekspertami ochrony zdrowia. – Strategia powinna m.in. zakładać odpowiednie zwiększanie liczby wykonywanych testów, jak również możliwość ich zlecania nie tylko przez lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, ale także przez lekarzy prywatnie praktykujących. Powinna ona uwzględniać nie tylko coraz większe zagrożenie koronawirusem, ale również zagrożenie grypą i smogiem, który będzie swoistym wytrychem, otwierającym drzwi do infekcji oraz środkiem do transportu koronawirusa – mówi ekspertka.
Wskazuje też, że nadal brakuje budżetu dla Narodowej Strategii Onkologicznej, która została ogłoszona przez prezydenta RP w lutym 2019 roku, czyli 19 miesięcy temu. Tymczasem 270 osób umierających dziennie w Polsce na raka powinno być wystarczającym argumentem, by uchwalić ten budżet już w ubiegłym roku. Nowelizacji wymaga również niedopracowana przez Kancelarię Prezydenta RP ustawa o Funduszu Medycznym, która została uchwalona przez Sejm 17 września. – Zakłada ona przeznaczenie dodatkowych pieniędzy na ochronę zdrowia, w tym profilaktykę i onkologię, ale jak twierdzą eksperci zawiera wiele błędów merytorycznych i legislacyjnych – zwraca uwagę Anna Janczewska.
– Trzeba powiedzieć wprost – strategia walki z COVID-19 na okres jesienny nie została przygotowana przez właściwe organy – dodaje Cezary Kaźmierczak – Wykonaliśmy więc tę pracę za rząd i liczymy na to, że podejście do walki z epidemią zostanie zmodyfikowane bardzo szybko. Mamy coraz mniej czasu, by zareagować na narastającą liczbę zakażeń i uchronić system opieki zdrowotnej przed całkowitą utratą wydolności.