Kontrola bez zębów

Żadne urzędy nie lubią, żeby ktoś patrzył im na ręce i oceniał to co robią.
Zmienił się podział kompetencji w instytucjach zajmujących się kontrolą żywności. Od samego mieszania herbata jednak nie robi się słodsza. Nie wydaje się zatem, że te przetasowania spowodują, iż wnikliwiej i częściej będzie badana jakość spożywanych przez nas artykułów spożywczych. Przeciwnie, kontrole mogą stać jeszcze się rzadsze i łagodniejsze niż dotychczas.
Podstawowa zmiana polega na tym, że od 1 lipca tego roku Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) czuwa już nad jakością żywności w całym łańcuchu dostaw – czyli od producenta do konsumenta. Podlega ona Ministerstwu Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Do tej pory kompetencje były rozdzielone: produkty spożywcze przeznaczone dla konsumentów, znajdujące się w sklepach, hurtowniach oraz barach i restauracjach kontrolowała Inspekcja Handlowa, a na wcześniejszych etapach obrotu np. u producenta, na granicy, w zakładach paczkujących – właśnie IJHARS.
Istota tej zmiany polega na tym, że dotychczas, czyli do 1 lipca, żywność w sklepach hurtowniach, restauracjach, na bazarach itp. – czyli wszędzie tam, gdzie ostatecznym odbiorcą był konsument – była badana przez Inspekcję Handlową, ciało podlegające Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który jest całkowicie niezależny od Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Teraz zaś, po 1 lipca, tymi kontrolami zajmuje się Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, podlegająca Ministerstwu Rolnictwa i Rozwoju Wsi. A to przecież właśnie resort rolnictwa odpowiada za to, by do mieszkańców Polski trafiała żywność zdrowa i o odpowiedniej jakości.
Tak więc, od początku lipca mamy taką sytuację, że kontroler podlega temu, kogo ma kontrolować. Źle to wróży skuteczności i efektywności tych kontroli. Żaden kontroler nie będzie zbyt dociekliwy, wiedząc, że może za to oberwać od kontrolowanego.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny próbuje robić dobrą minę do złej gry i oświadcza: „Przeniesienie kontroli jakości żywności do jednej instytucji to ważny krok w kierunku specjalizacji instytucji państwa. 8 lipca br. zamkniemy całe przedsięwzięcie od strony formalnej. Zmiana ta jest korzystna zarówno dla konsumentów, jak i rolników czy przedsiębiorców działających w sektorze rolno-spożywczym bowiem skonsoliduje nadzór nad jakością żywności w całym łańcuchu dostaw od pola do stołu”.
Szef UOKiK wie jednak doskonale, że oto właśnie jego urząd został pozbawiony jednego ze swych najważniejszych, nielicznych zresztą zębów. Stał się też słabszy i jeszcze mniej znaczący niż dotychczas. Spod nadzoru UOKiK do IJHARS, czyli pod władzę Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi przeszli bowiem wszyscy pracownicy wojewódzkich inspektoratów Inspekcji Handlowej, którzy do tej pory specjalizowali się w kontroli żywności. UOKiK przekazał także resortowi rolnictwa pięć swoich laboratoriów żywnościowych: w Katowicach, Kielcach, Olsztynie, Poznaniu i Warszawie. Ale być może to wszystko niespecjalnie martwi prezesa UOKiK, bo przecież oznacza, że będzie on miał teraz mniej zadań – a więc mniej też będzie powodów do tego, by go krytykować za ewentualne niedociągnięcia.
Wprowadzone obecnie zmiany są zgodne z podstawowymi zasadami rządów Prawa i Sprawiedliwości: unikać wszelkiej odpowiedzialności za swe działania i zaniechania; starać się, by nikt nie mógł sprawdzić, jakie w rzeczywistości efekty przynosi funkcjonowanie instytucji rządowych; zapobiegać wszelkiej krytyce – i chwalić się na każdym kroku.
Można więc oczekiwać, że od 1 lipca Inspekcja Handlowa będzie informować o systematycznie poprawiającej się jakości polskich artykułów spożywczych…
Inspekcja Handlowa, zawsze niedoinwestowana i z brakami kadrowymi – bo przecież żaden rząd nie lubi, gdy mu się patrzy na ręce – miała jednak jakieś wymierne osiągnięcia. Co roku IH przeprowadzała prawie 20 tys. kontroli, podczas których brała pod lupę ponad 165 tys. partii produktów. Dużą część z nich stanowiła żywność – było to ok. 7-8 tys. kontroli rocznie i nawet ponad 120 tys. sprawdzanych artykułów spożywczych w ciągu roku.
Przykładowo, inspektorzy badali jakość i oznakowanie ryb, mięsa, jajek, miodu, wód mineralnych, produktów rolnictwa ekologicznego, a nawet karmy dla zwierząt, dań serwowanych w restauracjach czy posiłków przygotowywanych przez firmy cateringowe dla szpitali. W ostatnim czasie duże zainteresowanie konsumentów, rolników i organizacji pozarządowych wzbudziły kontrole oznakowania warzyw i owoców według kraju ich pochodzenia. Wydaje się, że teraz podobne kontrole w ogóle odejdą w przeszłość.
Czym obecnie będzie się zajmować Inspekcja Handlowa? Otóż, jak dyplomatycznie stwierdza UOKiK, teraz IH będzie się mogła skoncentrować na kontroli jakości, bezpieczeństwa i oznakowania produktów nieżywnościowych, np. paliw, zabawek, ubrań, sprzętu sportowego i elektronicznego oraz usług.
Nadal będzie pilnować prawidłowego uwidaczniania cen w sklepach, również na półkach z żywnością (co akurat jest uprawnieniem niemal bez znaczenia, bo o cenę zawsze można spytać, lub sprawdzić ją samemu w elektronicznym czytniku). Tak jak dotychczas IH będzie także udzielać porad konsumentom i pomagać im w polubownym rozstrzyganiu sporów z przedsiębiorcami (już spoza branży żywnościowej).
Na osłodę Inspekcja Handlowa otrzymała nowy, teoretycznie istotny oręż: od 1 lipca zyskała prawo do upubliczniania danych kontrolowanych przedsiębiorców. Od tej pory prezes UOKiK może ujawniać pod jakim adresem została przeprowadzona kontrola oraz jakich konkretnie przedsiębiorców i produktów dotyczyła. Te informacje od szefa UOKiK oraz wojewódzkich inspektorów IH, będą mogły być w całości publikowane na stronie urzędu. Pominięte mają zostać jedynie informacje stanowiące tajemnicę przedsiębiorstwa.
To jest jednak tylko prawo, a nie obowiązek – a więc nie wiadomo, czy UOKiK rzeczywiście zechce publikować dane kontrolowanych firm. Tym niemniej prezes UOKiK Tomasz Chróstny wyraża radość (chyba nieco na wyrost) – i ogłasza: „Cieszę się, że dane przedsiębiorców sprzedających wadliwe produkty zostaną publicznie ujawnione. Teraz konsumenci łatwiej będą mogli sprawdzić które wyroby warto kupować, a które lepiej omijać. To również ważny element dyscyplinujący samych przedsiębiorców”.
Tyle, że w tej chwili, po wyjęciu spod jej kompetencji całej branży rolno-spożywczej, to nowe uprawnienie Inspekcji Handlowej dotyczyć będzie już mocno ograniczonej grupy przedsiębiorców.