Nowe obiecanki mieszkaniowe rządu PiS

Tym razem rząd obiecuje, że już za 10 lat liczba mieszkań przypadających w Polsce na 1000 mieszkańców zwiększy się do poziomów osiąganych przeciętnie w krajach Unii Europejskiej.

Po niepowodzeniu dotychczasowych programów wsparcia dla budownictwa mieszkaniowego, o których opowiadał (bo nie można powiedzieć, że je realizował) rząd Prawa i Sprawiedliwości, tym razem ekipa rządząca sformułowała kolejne obietnice. Ich istotą ma być zachęcenie prywatnych inwestorów, by włączyli się w działania budowlane i wyłożyli na ten cel więcej własnych pieniędzy.
Dlatego rząd PiS proponuje, żeby taki prywatny inwestor kupował nieruchomość od gminy, wybudował na niej budynek wielorodzinny, po czym przekazał część mieszkań gminie. Gmina mogłaby zaś te mieszkania zachować w swoim zasobie (jako komunalne) lub wnieść je do spółek gminnych (np. towarzystw budownictwa społecznego).
W ten sposób gmina uzyskiwałaby zasób mieszkaniowy, bez konieczności samodzielnego prowadzenia skomplikowanego i czasochłonnego procesu inwestycyjnego. Wszystko to jest dosyć oczywiste i nie można pojąć, dlaczego przez prawie pięć lat rząd PiS nie był w stanie stworzyć takich rozwiązań. Mimo dotychczasowych niepowodzeń, rząd obiecuje, że nastąpi zwiększenie do 2030 r. liczby mieszkań przypadających w Polsce na 1000 mieszkańców „do poziomów osiąganych przeciętnie w krajach Unii Europejskiej”. Budownictwo mieszkaniowe ma być też kołem zamachowym dla naszej gospodarki, boleśnie dotkniętej skutkami COVID-19.
Zapisem, który teoretycznie powinien przyspieszyć proces inwestycyjny i zmniejszyć niepewność potencjalnych inwestorów co do możliwości zagospodarowania danej nieruchomości, będzie przepis, zgodnie z którym tereny oferowane przez gminę muszą być objęte miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego lub musi być wydana dla nich decyzja o warunkach zabudowy.
I tu pojawia się właśnie bariera, która może sprawić, że i ten pomysł mieszkaniowy PiS zakończy się klapą. Zdecydowana większość polskich gmin nie ma bowiem planów zagospodarowania przestrzennego i nie pali się do ich tworzenia, a rząd PiS nic nie robi, aby je do tego zachęcić. Natomiast uzyskiwanie decyzji o warunkach zabudowy już teraz trwa ponad trzy miesiące, a gdy gmina będzie musiała przygotować warunki zabudowy dla wszystkich oferowanych przez siebie nieruchomości, to ten czas może wydłużyć się na lata – albo gminy po prostu nie będą oferować terenów przygotowanych pod budownictwo mieszkaniowe. Rząd chce jakoś temu zaradzić i dlatego obiecuje również zachęty finansowe dla gminy, które zechcą inwestować w budownictwo mieszkaniowe oraz w infrastrukturę techniczną i społeczną, która towarzyszy budownictwu.
Gminy zaangażowane w programy mieszkaniowe będą więc mogły otrzymać 10-procentowy grant na pokrycie części kosztów stworzenia infrastruktury towarzyszącej budownictwu mieszkaniowemu. Tyle, że rząd PiS ani nie ma pieniędzy, ani chęci do finansowego wspierania samorządów, zwłaszcza w gminach, w których rządzi opozycja. Należy więc przypuszczać, że jeżeli jakieś granty w ogóle będą przyznawane, to tylko z partyjnego rozdania, dla tych gmin w których panuje PiS.