PiS przyjmie bardziej liberalny kurs?

Rada Ministrów uważa, że za panowania Prawa i Sprawiedliwości środowiska akademickie nie mają możliwości swobodnego wyrażania poglądów – i chce to zmienić. Nie wiadomo jednak, czy to rzeczywista samokrytyka rządu, czy tylko przedwyborcza zagrywka obliczona na zdobycie poparcia środowisk naukowych.
W lipcu br. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy, która ma zagwarantować członkom wspólnoty uczelni – zwłaszcza nauczycielom akademickim – możliwość swobodnego wyrażania poglądów. Nie da się ukryć, iż mało kto oczekiwał zamiaru takiego poluzowania śruby ze strony władzy. Przyjęcie tego projektu jest wszak niezbitym dowodem na to, że obecnie, pod panowaniem Prawa i Sprawiedliwości, nauczyciele akademiccy nie mają możliwości swobodnego wyrażenia swych poglądów – i dopiero teraz, w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych, PiS-owska władza postanawia nieco poluzować im kaganiec. A przecież ugrupowanie rządzące nie zwykło przyznawać się do jakichkolwiek błędów.
„W związku z naruszeniami wolności wyrażania poglądów występującymi w uczelniach, skutkującymi wysoce niepożądanym zjawiskiem cenzury myśli i słowa, niezbędne jest podjęcie działań mających na celu zagwarantowanie członkom wspólnoty uczelni, a zwłaszcza nauczycielom akademickim, możliwości ich swobodnego wyrażania” – stwierdza Rada Ministrów, która jak widać, bardzo samokrytycznie i surowo ocenia sytuację w szkolnictwie wyższym, istniejącą po prawie sześciu latach rządów PiS.
Rząd dodaje, że samo środowisko akademickie sygnalizowało potrzebę wprowadzenia rozwiązań prawnych, które z jednej strony przeciwdziałałyby zagrożeniom dla wolności nauczania, badań naukowych i ogłaszania ich wyników, a z drugiej ograniczałyby skutki naruszania tych wolności. Wygląda na to, że rząd postanowił wreszcie wysłuchać próśb środowisk naukowych, z czego wypada się tylko cieszyć.
Przejawami wspomnianych zagrożeń i naruszeń są m.in. wywieranie presji psychicznej, agresja słowna, uniemożliwianie brania udziału w wydarzeniach naukowych, utrudnianie aktywności w zakresie działalności publikacyjnej, czy też wszczynanie postępowań dyscyplinarnych. „Te ostatnie, wszczynane częstokroć niezasadnie, należą do szczególnie dotkliwie odczuwanych przez nauczycieli akademickich, jako rodzące poważne konsekwencje w ich życiu osobistym i zawodowym” – podkreśla Rada Ministrów. Tu rząd bardzo dobrze wie o czym mówi, bo przecież przykładem bodaj jeszcze dotkliwszych represji są postępowania dyscyplinarne wszczynane przeciw polskim sędziom i prokuratorom, także pragnącym korzystać z prawa do wyrażania swych poglądów.
Zjawiska te są wysoce niepożądane, gdyż negatywnie przekładają się na jakość i rozwój polskiej nauki. Nie można też nie zauważyć, że cenzura i wynikające z niej spory między przedstawicielami środowiska akademickiego ujemnie wpływają na wizerunek uczelni, a patrząc szerzej, na wizerunek polskiego systemu szkolnictwa wyższego i nauki – słusznie stwierdza rząd. W istocie, choć cenzura oficjalnie dawno została zniesiona, to jednak podczas rządów PiS ciągle można odczuć jej funkcjonowanie – i bardzo dobrze, że wreszcie zauważył to także i rząd.
Poszanowanie swobody w wyrażaniu poglądów, w tym przekonań religijnych, światopoglądowych lub filozoficznych, deklaruje już sam ustrojodawca, który wielokrotnie wypowiada się w tym zakresie w przepisach Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, m.in. w art. 54 i art. 73. „W związku z powyższym zidentyfikowane problemy systemu szkolnictwa wyższego i nauki w omawianym zakresie należy uznać za naruszające wartości konstytucyjne, a więc wymagające interwencji legislacyjnej” – dodaje Rada Ministrów, wskazując, że postanowiła zdecydowanie stanąć na gruncie Konstytucji. To także cenna zmiana.
Rada Ministrów słusznie wskazuje, że w życiu społeczności akademickiej niezbędne jest wzmocnienie istniejących regulacji prawnych, które w większym niż obecnie stopniu zapewnią poszanowanie fundamentalnych praw i wolności członków wspólnoty uczelni. Za czasów rządów PiS wydaje się to szczególnie potrzebne.
Projekt ustawy przewiduje m.in. dodanie do katalogu ustawowych zadań rektora, dodatkowego zadania polegającego na zapewnianiu przez niego poszanowania wolności nauczania, wolności słowa, badań naukowych, ogłaszania ich wyników, a także debaty akademickiej organizowanej przez członków wspólnoty uczelni z zachowaniem zasad pluralizmu światopoglądowego i przepisów porządkowych uczelni.
Regulacja ta ma na celu rozszerzenie zakresu działań ukierunkowanych na zapewnienie członkom wspólnoty uczelni możliwości swobodnego wyrażania poglądów na jej forum. I tak, proponuje się wprowadzenie zapisu, zgodnie z którym wyrażanie przekonań religijnych, światopoglądowych lub filozoficznych nie będzie stanowiło przewinienia dyscyplinarnego.
To bardzo ważna zmiana. Oznacza ona, że każdy przedstawiciel uczelni czy nauczyciel akademicki będzie mógł np. swobodnie twierdzić, że stworzenie świata i człowieka przez Boga to naukowa bzdura i nonsens, a księga w której to opisano jest łgarstwem – i nie spadnie mu za to nawet włos z głowy. W sytuacji ofensywy klerykalizmu, z jakim mamy do czynienia w Polsce, może to być istotna zapora przed ograniczeniem wolności.
Ta regulacja jest adresowana do nauczycieli akademickich i ma na celu wyłączenie możliwości karania ich za wyrażane stanowiska we wskazanym zakresie. W efekcie wprowadzenia tej regulacji czyny nauczycieli akademickich nie będą mogły być przedmiotem czynności i postępowań realizowanych przez rzeczników dyscyplinarnych i komisje dyscyplinarne – podkreśla rząd.
Rada Ministrów prezentując projekt ustawy stwierdza także: „Od orzeczenia komisji dyscyplinarnej przy ministrze będzie przysługiwało zażalenie do Sądu Apelacyjnego w Warszawie – Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych”. Cóż, wypada tylko pochwalić rząd PiS, że decyduje się na poddanie tych działań kontroli sądowej.
Na koniec trudno oprzeć się pewnej refleksji. Otóż, tak zdecydowany zwrot w kierunku wolnościowym jest czymś zaskakującym w praktyce politycznej ugrupowania rządzącego i niekoniecznie musi się spotkać z aprobatą struktur partyjnych, przyzwyczajonych do innego kursu. Nasuwa się tu na myśl – przy zachowaniu wszelkich proporcji – sytuacja w ZSRR po śmierci Stalina. Gdy Beria objął władzę, przyjął właśnie kurs wolnościowy: zaczął zwalniać ludzi z łagrów, łagodzić kary, rozszerzać prawa obywatelskie. Establishment rządzący nie był jednak przygotowany na tak gwałtowną zmianę, a i sam Beria słabo pasował do wizerunku krzewiciela wolności – więc ta próba zmiany kursu skończyła się dla niego tragicznie.
Dziś, w naszym kraju, można się zastanawiać, czy wprowadzanie szerszego zakresu wolności dla środowisk akademickich jest rzeczywiście szczerym krokiem, czy może zostało tylko podyktowane wizją nadchodzących wyborów parlamentarnych?. Niezależnie jednak od tego, co kryje się za zamiarem takiej zmiany kursu przez szefostwo PiS, pozostaje pytanie, czy struktury tej partii zrozumieją, co kierownictwo ma na myśli?
Trzeba też jednak dodać, że rząd PiS nie byłby sobą, gdyby pod płaszczykiem przywracania swobód na uczelniach, jednocześnie nie zechciał ograniczyć prawnie samodzielności władz uczelni. Rada Ministrów stwierdza bowiem: „Projekt ustawy przewiduje zniesienie istniejącej obecnie możliwości zawieszenia przez rektora nauczyciela akademickiego w pełnieniu obowiązków w toku postępowania wyjaśniającego prowadzonego w jego sprawie”.
Może więc zwolennicy PiS nie muszą się zbytnio martwić, że ich partia dokonuje tak niezrozumiałego i daleko idącego zwrotu w kierunku wolności.