Za co naprawdę płacili zwiedzający?

21 wrz 2021

Wystawy Banksy’ego – bardzo mało autentyków, dużo kopii, ale pieniądze za wstęp jak najbardziej prawdziwe.
19 września zakończyła się wielomiesięczna wystawa prac Banksy’ego w Warszawie. Organizatorom musiała chyba przynieść krocie, bo cieszyła się dużą popularnością, jeden bilet dla osoby dorosłej kosztował 70 złotych, a samemu Banksy’emu – a raczej Banksym, bo pod tym pseudonimem ukrywa się zapewne kilka osób – nie trzeba przecież płacić ani grosza za możliwość prezentowania jego dzieł. Banksy, kontestując kapitalizm, zachęca bowiem do bezpłatnego wykorzystywania i kopiowania własnych prac – i nie chce, aby jakieś firmy i osoby zarabiały na jego sztuce .
Oczywiście, za sprawą kapitalistycznych reguł panujących w świecie, ta szlachetna idea zmieniła się w swoje przeciwieństwo. Kapitalistyczni cwaniacy rzeczywiście za darmo przejmują i kopiują jego dzieła (chyba, że muszą kupić je od innych, którzy zdobyli je za darmo), po czym zarabiają ciężkie pieniądze na pokazywaniu ich publiczności. W rezultacie na wystawach prac Banksy’ego, objeżdżających świat jest bardzo mało autentycznych prac – bo przecież trudno w oryginale pokazywać jego murale – natomiast bardzo wiele fotograficznych reprodukcji. Kasa za wstęp jest zaś jak najbardziej prawdziwa.
Autentycznym powrotem do idei Banksy’ego byłby ogólnoświatowy bojkot wystaw prezentujących jego sztukę, który zmusiłby cwanych wystawców do drastycznej obniżki cen biletów, ale na razie na to się nie zanosi. Chociaż, Azja daje przykład i być może stamtąd właśnie przyleci pierwsza jaskółka zmiany. Na bliźniaczej wobec warszawskiej, wystawie Banksy’ego w Seulu, oburzeni koreańscy widzowie wykryli, że na 150 eksponatów ponad 120 to kopie. W rezultacie, organizatorzy musieli im zwrócić za bilety. Niestety, Warszawiacy są chyba mniej dociekliwi, albo było im obojętne czy płacili za oglądanie autentyków, czy fotokopii. Kto wie, może i słusznie, bo przecież i na autentyku, i na kopii jest taki sam obrazek – a na kopii nawet lepszy, bo gładszy i równiejszy.
Przedstawiciel „Trybuny” zapytał jednak warszawskich organizatorów o to, co na tej wystawie było autentyczne. Otrzymał odpowiedź, że część eksponatów to autentyki, reszta to kopie, ale ze względów bezpieczeństwa nie podaje się, które są które. Ciekawe, czy chodziło tu o bezpieczeństwo pokazywanych prac, czy raczej finansów? W rzeczywistości, w Warszawie było jeszcze gorzej, niż w Seulu: na ponad sto eksponatów tylko 17 było oryginałami.

Najnowsze

Sprawdź również

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Prezes to ma klawe życie

Prezes to ma klawe życie

Najlepiej zarabiającym prezesem w historii III RP był Janusz Filipiak, prezes i współwłaściciel Comarchu, który w 2016 roku wypłacił sobie 11,6 miliona złotych, wyprzedzając Luigiego Lovagliego, najlepiej opłacanego Włocha w historii Polski, wtedy prezesa zarządu...

Podatkowy bumerang

Podatkowy bumerang

Z bumerangiem trzeba się obchodzić delikatnie. Jest to rzadka broń miotająca wielokrotnego użytku. Coś, co zostało miotnięte na polowaniu lub bitwie i nie trafiło w cel, zwykle uznawano za stracone. Bumerangi natomiast wracały, choć trzeba było zachować ostrożność, by...