„Frankenstein” – nie bajeczka, lecz zawiły mit

11 maj 2023

Ile sensów można wydobyć z opowieści o postaci, która może się wydawać jedynie tworem dziewiętnastowiecznej (powieść) i  dwudziestowiecznej (filmy) popkultury! Dla Jeana-Jacquesa Lecercle powieść filozoficzna „Frankenstein” Mary Shelley, to źródło pojemnego i skomplikowanego mitu, który francuski literaturoznawca postanowił przeanalizować. 

Owoc jego namysłu jest bardzo bogaty, skomplikowany i niejednoznaczny. Lecercle widzi w historii Frankensteina powtórkę czy też nową postać mitu Fausta, przynależnego do kategorii mitów o stworzeniu. Lecercle zajmuje się jednak także fenomenem mitu jako takiego. Wbrew potocznemu utożsamianiu go potocznie z bajką czy baśnią z prostym przesłaniem, mit jest zjawiskiem dużo bardziej skomplikowanym. Odwołując się do Claude Lévi-Straussa i jego „Struktury mitów” Lecercle zauważa, że „celem mitu jest dostarczenie logicznego modelu rozwiązywania sprzeczności (co jest zadaniem niewykonalnym, jeśli sprzeczność jest rzeczywista)”. N.p. sensem mitu Antygony jest sprzeczność między dawną koncepcją religijną, że wszystkich zmarłych trzeba pogrzebać i nową koncepcją polityczną, że można z tego wyłączyć przeciwników. 

W ujęciu Lecercle’a w przypadku Frankensteina, „spójność opowieści podszyta jest ujawniającymi się sprzecznościami – między linearnością przekazywanej relacji a szkatułkami narracji, między optymizmem buntu a pesymizmem rezygnacji, między wrodzoną dobrocią potwora a jego nabytą niegodziwością”. Te trzy aspekty Lecercle poddał analizie w trzech aspektach.  Pierwszy to „sprzeczność narracyjna tekstu opowieści, który utkany jest z dyskursów filozoficznych i religijnych, które się ze sobą krzyżują, splatają i sobie przeczą”.  Drugi, to „sprzeczność historyczna” jako skutek „sprzecznego stanowiska względem koniunktury historycznej i jej najważniejszego aspektu: rewolucji francuskiej – oznaką fascynacji, która jest zarazem ruchem wycofania, sympatii politycznej, która jest zarazem przejawem obaw”. 

Trzeci, to „sprzeczność podmiotowa”,  w której pokazuje, że „gatunek fantastyki, do którego ta opowieść należy, jest zarazem przejawem obaw”. Dla Lecercla opowieść o Frankensteinie i jego tworze jest „splotem dyskursów, między postępem naukowym a tradycyjnymi koncepcjami religijnymi, między pięknem a wzniosłością, między językiem powieści gotyckiej a językiem romantyzmu. W tym gąszczu kwestii Lecercle próbuje znaleźć, który ze wspomnianych aspektów jest dominujący i za taki uznaje aspekt religijny, w którym „postęp naukowy i przyjęty z oświeceniowej filozofii dyskurs prometejski prowadzą do dramatu i nieszczęścia”. Prowadzi to Lecercle’a do wniosku, że Shelley napisała „tekst reakcyjny”, zachowawczy, konserwatywny, antypostępowy. W drugim aspekcie Lecercle stara się pokazać, że choć w powieści Shelley nie pada ani jedno słowo dotyczące Wielkiej Rewolucji Francuskiej, to jest ona przepełniona podskórnym myśleniem o niej, a historię Frankensteina i jego tworu postrzega jako figurę procesów rewolucyjnych i porewolucyjnych. 

W aspekcie trzecim Lecercle odchodzi od wymiarów historycznych, filozoficznych i uniwersalnych mitu o Frankensteinie i koncentruje się, przy wsparciu się na freudyzmie, na jego wymiarze odnoszącym się do życia jednostkowego, życia, seksualnego, płodzenia, poczęcia. Część ostatnia jest analizą ekranizacji powieści Mary Shelley, od lat trzydziestych i wiążących się z nimi antynomii. 

Tekst Lecercle’a nie jest łatwy w lekturze, pełen zawiłych zakoli myślowych, ale jego lektura jest frapująca i warta wysiłku. 

Najnowsze

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W...

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...