Nie ma już wysp szczęśliwych

10 lut 2026

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują.

Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej dramat „Miedzy nami dobrze jest”, właśnie wznowiony i nieco odświeżony na scenie Teatru Współczesnego. Ale w Teatrze Studio jątrzy „magiczna rana”, o której recepcjonistka w hotelu, mającym za chwilę zniknąć z powierzchni ziemi, powiada: „Proszę się nie brzydzić, to magiczna rana. Nigdy się nie zarasta ani nie goi. Zaklęte w niej cierpienie ciągle się odnawia, pobudzając i przynosząc nieskończone korzyści”. Niepokojące wyznanie. Kto wie, czy nie podszyte nawiązaniem do Żeromskiego „błony podłości”?

Statek pojawiający się na scenie nie jest czymś nowym w teatrze. Nawet jeśli pominąć spektakle lalkowe czy adresowane do dzieci (kal „Podróże Sindbada”), okaże się, że statek jako metafora („Trans-Atlantyk” Witolda Gombrowicza), czy dosłownie statek jako element scenografii ukazuje się zaskakująco często, by wspomnieć imponujący statek z „Powrotu Odysa” Krystiana Lupy w stołecznym Teatrze Dramatycznym. Ostatnia wsiadamy na statki sceniczne coraz częściej, m.in. trafiamy na Titanica (Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu) czy na pokład „Chrobrego”, na którym płynie do Argentyny młody Gombrowicz (Teatr Nowy im. Izabelli Cywińskiej w Poznaniu).

Statek czeka na nas też w finale „Magicznej rany” w Teatrze Studio, której bohaterowie szukają bezpiecznego schronienia przed dojmującą rzeczywistością na pokładzie odpływającego wprost z ulicy statku. Jedna z bohaterek dopytuje, dokąd on płynie. „To jest źle w ogóle postawione pytanie – mówi w spektaklu wujek Damian. – To już nie ma żadnego znaczenia”. Rejs donikąd nieci nadzieję? Lepiej byle gdzie, byle nie tu?

Wprawdzie byłoby przesadą nazywać Studio teatralnym domem Masłowskiej, tak jak swego czasu Teatr Współczesny uważano za Dom Mrożka, ale utwory Doroty Masłowskiej trafiają do repertuaru Studia stosunkowo często. Agnieszka Glińska wystawiała je dwukrotnie – z wielkim powodzeniem przewrotną sztukę „Dwoje Rumunów mówiących po polsku”, a potem brawurowy spektakl dla dzieci „Jak zostałam wiedźmą” (2014). Za dyrekcji artystycznej Natalii Korczakowskiej na scenę trafił „Bowie w Warszawie” w inscenizacji Marcina Libera (2021, nadal na afiszu), a teraz „Magiczna rana” w adaptacji Radosława Maciąga i Konrada Hetela. Powierzenie Maciągowi reżyserii najnowszej Masłowskiej okazało się wyborem nader szczęśliwym. Maciąg zebrał zasłużenie mnóstwo pochwał za swój dramat „Tęsknię do domu” (Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna, 2024), który wyreżyserował w Radomiu, jest reżyserem szczególnie uwrażliwionym na psychologiczne niuanse bohaterów. A zarazem na budowanie spójnej opowieści. To właśnie dzięki temu ze zbioru nowel Masłowskiej, luźno powiązanych miejscem akcji (Warszawa) i ich do pewnego stopnia somnambuliczną aurą, stworzył opowieść o Warszawie dręczonej koszmarami rozgoryczenia.

Aseptyczna dekoracja (bezosobowe, metalowe rusztowanie, przypominające fragment bloku mieszkalnego) idealnie spełnia się jako przestrzeń łącząca rozmaite tereny akcji. Wpisana w tę dekorację anonimowość barwę uzyskuje dzięki zaludniającym scenę aktorom, którzy ją zmieniają w zabałaganione mieszkanie samotnej matki z autystycznym dzieckiem, firmę piekarniczą, recepcję i pokój hotelowy albo salon nuworyszów, kreujących się na VIP-y ze sfery filmowej.

Zaczyna się od tajemniczego zniknięcia młodocianego Damiana, uchodzącego za niedostosowanego odmieńca, który przesiaduje w domu, bo do szkoły się nadaje. Zbuntowany Damian zamyka się w łazience i ucieka rurami kanalizacyjnymi, aby znaleźć się na wyspie. Masłowska sięgając po chwyt wykorzystany wcześniej przez Julia Cortazara czy Hanocha Levina (sztuka „Ichś Fiszer”) zapowiada, że nie będzie się liczyć z regułami prawdopodobieństwa i realizmu. Bliżej jej będzie do realizmu magicznego. I rzeczywiście. 

Łącznikami między wybranymi epizodami z życia rozgoryczonych warszawiaków jest nie tylko Damianek (Rob Wasiewicz), ale i jego nieżyjący wspomniany już wujek o tym samym imieniu Damian (Marcin Pępuś). Ich nieoczekiwane spotkanie po wynurzeniu się Damianka z wody morskiej, niemal na początku spektaklu. określa groteskowo-oniryczne ramy widowiska, które toczy się w dużej mierze wyobraźni nadwrażliwego, krytycznie nastawionego chłopca, którego sceptycyzm udziela się potem kolejnym głównym bohaterkom-narratorkom spektaklu: zawiedzionej w uczuciach romansowej na wzór Harlequina kobiety (Ewelina Żak), Gabi (Maja Pankiewicz), wyrzuconej na margines (dosłownie, bo usuniętej z wynajmowanego mieszkania) dziewczyny, dla której jedynym ratunkiem okazuje się ucieczka i zbankrutowanej gwiazdeczki serialu „Potęga Piastów” (Dominika Bernat) i jej skwaśniałego męża reżysera (filmów reklamowych – w tej roli świetny Tomasz Nosiński). Ten salonowy epizod to skrojona przy okazji satyra na środowisko pseudoelity kulturalnej.

Wasiewicz i Pępuś tworzą parę jak z filmów niemych, niczym Pat i Pataszon, choć w tym wypadku kontrast między nimi to przeciwieństwo osobowości – Wasiewicz zachowuje się jak zabłąkany w rzeczywistości przybysz z innej planety, Pępuś kipi energią, mimo że może poruszać się jedynie wtedy, gdy podskakuje (z konieczności, bo jest spętany pasami), nieustannie poszukując sposobu wyplątania się z uwięzi. Obaj tu nie pasują: chłopaka wszyscy chcą się pozbyć, a wujek przecież nie żyje. Zresztą chyba wszyscy czują się tutaj nie na swoim miejscu – ich świat rozpada się co krok, a ułuda szczęścia oddala.

Obraz Warszawy w powieści i w spektaklu wg tej powieści nie przypomina realnie istniejącego miasta (choć statek pojawia się w Alejach Niepodległości), ale koszmarny sen o trawiącej je chorobie. Miasto poszukuje nowego wizerunku, metropolitarnego symbolu – wyrazem tych poszukiwań jest wyburzenie podupadłego hotelu Encore, miejsca schadzek niefortunnych kochanków, których romans kończy się równie nagle jak zaczyna. Tam, gdzie można była tanio przenocować i spędzić za psi grosz upojną noc, teraz stanie ekskluzywna rezydencja dla bogatych – nowa Warszawa otwiera ramiona dla zasobnego klienta. Będzie ładniej, ale dla kogoś innego: „Nie cieszy się pani?” – pyta recepcjonistka ostatnią klientkę burzonego starego hotelu.

Masłowska portretuje świat, gdzie nadal trwają łowy na słabszego, którymi żywią się silniejsi; społeczny darwinizm triumfuje.


MAGICZNA RANA Doroty Masłowskiej, reż. Radosław Maciąg, adaptacja Radosław Maciąg, Konrad Hetel, muz. Przemysław Kunda, scenografia Łukasz Misztal, kostiumy Patrycja Fitzet, światło i live video Robert Mleczko, multimedia Natan Berkowicz, Teatr Studio, premiera 19 grudnia 2025.

Najnowsze

Mistrzostwa Trumpa

Mistrzostwa Trumpa

Human Rights Watch ostrzega, że mundial 2026 w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie wystartuje w „klimacie...

Cena niemieckiej hipokryzji

Cena niemieckiej hipokryzji

Niemcy po raz pierwszy przegrały walkę o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Głosowanie odbyło się 3 czerwca...

Sztuka dyplomacji

Sztuka dyplomacji

Szczęki z wrażenia poopadały zebranym w warszawskiej Filharmonii podczas uroczystości z Dnia Republiki. Święta...

Sprawdź również

Jak system podtrzymuje w nas poczucie winy za brak zatrudnienia?

Jak system podtrzymuje w nas poczucie winy za brak zatrudnienia?

Mój cykl pt. „Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?” spotkał się z zainteresowaniem czytelników portalu Dziennik Trybuna. Postanowiłam więc kontynuować temat psychologicznych i społecznych aspektów bezrobocia, choć przyznaję, że nie jest to jedyny powód....

Posttrumpizm. Skończmy ze wzrostem gospodarczym

Posttrumpizm. Skończmy ze wzrostem gospodarczym

Los ludzkości spoczywa w dziś rękach tytanów kapitału w rodzaju Jeffa Bezosa czy Elona Muska. To ich pasje i fobie – a nie publiczna debata i decyzja – przesądzają o zakresie prywatności, o pracy dla wszystkich bądź bezrobociu, o jakości życia ludzi i ich relacji z...

Sztuka dyplomacji

Sztuka dyplomacji

Szczęki z wrażenia poopadały zebranym w warszawskiej Filharmonii podczas uroczystości z Dnia Republiki. Święta Azerbejdżanu upamiętniającego powstanie pierwszego, nowoczesnego państwa azerskiego. Demokratycznej Republiki Azerbejdżanu. Szczęki opadały kilka razy, bo...

Mądry Krakus po szkodzie

Mądry Krakus po szkodzie

Każdy element tego przysłowia wymaga namysłu. Bo czy my, mieszkańcy Krakowa, ponieśliśmy szkodę? Rasowy kołcz powiedziałby: być może, ale też dostaliśmy szansę – szansę na nowy, lepszy wybór, nowe, lepsze miasto, nowy, lepszy świat, choć rada (miasta) stara, problemy...

Losy jednej brygady pancernej

Losy jednej brygady pancernej

Do Polski nie dotarła jedna z brygad pancernych naszego Wielkiego Brata, na co dzień stacjonująca w Teksasie. Cóż takiego się wydarzyło i dlaczego? W internecie i wśród poważnych i mniej poważnych polityków i dziennikarzy krąży wiele teorii spiskowych, a także tych...

Poezja. Nieskolonizowana przez kapitał kraina

Poezja. Nieskolonizowana przez kapitał kraina

Wczoraj nietypowo dla mnie, byłem na wydarzeniu poetyckim. Kolega, ziomal w tutejszości, Konrad Góra dostał nagrodę Silesius za całokształt twórczości. Nie będę się tu silił na analizy literackie, bo raczej nikt nie oczekuje mojego wymądrzania w tej kwestii. Góra dla...

Świadomość klasowa robotów

Świadomość klasowa robotów

Kapitalizm od dawna marzył o pracowniku idealnym. Takim, który nie śpi. Nie choruje. Nie bierze urlopu. Nie zna kodeksu pracy. Nie zapisuje się do związku zawodowego. Szybki, tani, posłuszny i wymienialny. No i w końcu się pojawił. A potem okazało się, że przeczytał...