W poszukiwaniu męża stanu

Nie napawają optymizmem badania dotyczące wyłonienia liderów opozycji w Polsce. Aż 41,2 proc. Polaków przyznało, że nie są w stanie takowego wskazać. Tymczasem jeżeli opozycja chce poważnie podejść do tych wyborów musi mieć jednego poważnego kandydata, który będzie stanowić realną alternatywę wobec urzędującego prezydenta, Andrzej Dudy. Gdy przeważy interes partyjny nad logiką działania, to proces taki nie będzie miał miejsca.

Z polityków, którzy pojawili się w zestawieniu, najwięcej głosów (12,1 proc.) zdobył prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz – to wynik sondażu SW Research dla portalu rp.pl. Chociaż zdecydowanie największą partią opozycyjną w Sejmie jest Platforma Obywatelska, Polacy nie docenili szefa tego ugrupowania. Grzegorz Schetyna zajął w zestawieniu drugie miejsce i zdobył 10,2 proc. głosów. Sondaż ten został sporządzony w związku z przygotowaniami do wyborów prezydenckich, które czekają nas w 2020 roku.

W związku z tą publikacją, ale też innymi wydarzeniami, można wnioskować, że kampania prezydencka 2020 powoli rusza w przestrzeni publicznej, choć z praktyki wiadomo, że sztaby pracują cicho i nieprzerwanie już od kilku lat, od czasu, kiedy rozpoczynał się w Polsce trzyletni maraton wyborczy w roku 2017.

Dziś, w pierwszej dekadzie listopada 2019 roku, po rezygnacji z kandydowania na urząd Prezydenta RP Donalda Tuska, został jeden przyszły kandydat – osamotniony, urzędujący aktualnie prezydent, Andrzej Duda. Będzie miał on do końca wsparcie większości polskiej prawicy, Kościoła, znaczącej części kapitału i wielu układów międzynarodowych a także potężne zaplecze medialne. Jako jedyny kandydat tego obozu ma szanse wygrania wyborów już w pierwszej turze, nie mając przeciw sobie jedynego, poważnego i charyzmatycznego przeciwnika.

Tak się składa, że debata wśród opozycji dotycząca wyłonienia jednego kandydata uległa zatrzymaniu w związku z decyzją Donalda Tuska oraz wyłonieniem swego reprezentanta w tych wyborach przez PSL. Zarówno lewica, jak i inne ugrupowania straciły dynamikę przygotowań do wyborów prezydenckich. Tak, jak w wyborach parlamentarnych zakładano zapewne, że są szanse porozumienia z Platformą Obywatelską. Są do tego coraz większe wątpliwości.

Sytuacja na dziś jest taka, że rysują się wybory prezydenckie w układzie co najmniej czterech znaczących kandydatów popieranych przez ugrupowania parlamentarne. Logika wskazuje, że Andrzej Duda będzie miał co najmniej trzech przeciwników, spośród których wyłoni się jego przeciwnik do drugiej tury. Jest jednak pytanie, czy druga tura będzie. Doświadczenia wyborów z roku 2000, kiedy wygrał w pierwszej turze Aleksander Kwaśniewski, powinny być tutaj przypomniane.

Zaprezentowany sondaż wskazuje, że opozycja jest w rozsypce i ma problem. Rezygnacja Donalda Tuska, jedynego na razie wyrazistego kandydata, stawia otwarte pytania dotyczące tego, czy jest dziś ktoś, kto może stanąć w szranki z urzędującym prezydentem i wygrać wybory, ale także i takie, czy rezygnacja Tuska jest ostateczna i czy nie zamierza on w odpowiednim momencie wrócić do gry, bowiem na dziś mógłby być on kandydatem najpoważniejszym.

Inne pytania dotyczą całego obszaru technologii wyborczej. Uwarunkowana jest ona zapisami Konstytucji, ordynacji wyborczej oraz praktyki działania utrwalonej od 25 lat. Wyłanianie kandydatów na prezydenta rozgrywa się na kilku płaszczyznach, przy czym dominującą rolę odgrywa tutaj mechanizm partyjny oraz zasoby organizacyjno-ekonomiczne powstającego komitetu wyborczego.
Jeżeli opozycja chce poważnie podejść do tych wyborów musi mieć jednego poważnego kandydata, który będzie stanowić realną alternatywę wobec urzędującego prezydenta, Andrzej Dudy. Jeżeli przeważy interes partyjny nad logiką działania, to proces taki nie będzie miał miejsca.

Podobny mechanizm dotyczy również lewicy, jeśli przyjmiemy, że powinna ona wyłonić jednego kandydata popieranego przez wszystkich, który zajmie znaczące miejsce wśród kandydatów opozycji.

Szeroko pojęta lewica ma w swoim gronie kilka postaci, które miałyby szanse uzyskać znaczące poparcie elektoratu już na obecnym etapie. Zaliczyłbym do nich trzech liderów partyjnych: Włodzimierza Czarzastego, Roberta Biedronia i Adriana Zandberga, trzech europosłów – byłych premierów Leszka Millera i Włodzimierza Cimoszewicza oraz byłego wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, prof. Bogusława Liberadzkiego. Poważnym kandydatem może być również aktualny prezydent Krakowa – prof. Jacek Majchrowski.

Nie będzie to łatwa decyzja, bowiem aktualny system polityczny z dominacją interesów partyjnych niszczy indywidualności, zmniejsza możliwości wyboru. Są w naszych lewicowych środowiskach ludzie, znaczące postacie naszej sceny naukowej czy społecznej, autorytety moralne, szanowane publicznie, które przez partyjne sito się nie przecisną, a szkoda.

Polska potrzebuje dziś na publicznych stanowiskach mężów stanu na miarę Daszyńskiego, jest bowiem w przestrzeni publicznej istotne pytanie, jak dalej ma wyglądać nasza transformacja. Czy stać nas na wielkie odrodzenie po ćwierćwieczu nie do końca udanych eksperymentów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *