A wiosną niechaj wiosnę

…nie „Wiosnę” zobaczę.

Robert Biedroń na pewno nie zostanie „nadzieją lewicy”. 3 lutego przedstawił klasyczny festiwal neoliberalnych pomysłów, świeży w tym sensie, że rzeczywiście liberałów spod znaku Macrona próżno szukać na naszej nadwiślańskiej szerokości geograficznej. Dotychczasowe frakcje liberalne, jak trafnie ujął to Tymoteusz Kochan, charakteryzowały się bowiem „wychowanym na thatcheryzmie i reaganizmie retroneoliberalnym myśleniu” (Platforma), a te śmielsze w sferze obyczajowej albo wymarły niczym dinozaury od kamieni rzucanych przez jaskiniowców (Palikoty), albo nie starczyło im pary i dołączyły do frakcji retro (Nowoczesna).
Program Biedronia ma wiele punktów stycznych z programem Janusza Palikota (co ciekawe, nawet lokalne facebookowe fanpejdże Twojego Ruchu przemianowały się teraz na Wiosnę Biedronia), choć pewne lekcje odrobił na pięć: nie znajdziemy u niego retoryki antyzwiązkowej, jak u niegdysiejszego pryncypała, ani happeningu jako narzędzia porozumiewania się z elektoratem.
Biedroń nie podniesie CIT, ani podatków dochodowych dla najbogatszych, zniesie kontrole skarbowe w małych firmach i całkowicie rozreguluje służbę zdrowia, sprawiając, że nie tylko wiosną rozkwitnie transfer publicznych pieniędzy z NFZ do prywatnego sektora. Podobnie pieniądze popłyną na innowacyjność, z której nic nie wyjdzie, bo inwestowanie w prywatne startupy już przerabialiśmy.
Z mojej działki, czyli obrony praw zwierząt, na razie jest do przodu. PiS obiecał, zwodził, zwodził, kluczył, kluczył, w końcu oszukał. Biedroń na razie jest w punkcie pierwszym.
Ale już jeśli chodzi o klimat, można powziąć przypuszczenia, że exprezydent Słupska albo nie do końca rozumie problem z energetyką opartą na węglu, albo zastosował szeroki skrót myślowy i pozostaje jednak nadzieja, że będzie miał wokół siebie specjalistów, którzy pokażą mu drogę bez skrótów. Exprezydent Słupska zapowiedział zamknięcie kopalń i odejście od spalania węgla, podał to jednak na jednym oddechu, sugerując, że zamknięcie i ucięcie dopłat będzie się równało z zaprzestaniem spalania. Nic bardziej mylnego. To dwa osobne zagadnienia. Długofalowo Biedroń również nie podał rozwiązania. Nie określił się po stronie atomu, czy gazu, który tani swoją drogą nie będzie. Nie do końca wiadomo, gdzie mieliby znaleźć docelowe zatrudnienie zwalniani górnicy. Nikt nie wierzy przecież, że będą zbierać po lasach chrust na biomasę.
Czy potrzebujemy świeckości? Oczywiście. Potrzebujemy też rzetelnej progresji podatkowej i podniesienia składek zdrowotnych zamiast zastępowania ZUS zastępami nowych urzędów. Gdyby Biedroń pokusił się o próbę wprowadzenia bezwarunkowego dochodu podstawowego zamiast swojej „obywatelskiej emerytury” i 500 plus jeszcze bardziej plus – być może faktycznie byłby jakąś wiosną na scenie politycznej 2019.
Opowiadał jednak piękne kolejne rozdziały pięknej bajki, które łączy jedno pytanie: kto za to wszystko zapłaci?
Zebrani na konwencji klaskali najmocniej kiedy padały hasła o wyprowadzeniu religii ze szkół i likwidacji funduszu kościelnego. I, tak jak żartobliwie zauważył sam Biedroń, widać, że byli na „Klerze”. I tak się tą wizją świeckiego państwa zachwycili, że zapomnieli, iż fundusz kościelny to około 150 mln. na rok. Opodatkowanie kościoła? Ile z tego będzie kasy? Starczy na dopłaty do 500 plus, do lekarzy prywaciarzy, na rekompensaty dla górników czy ewentualnie obsługę gazoportu?
Biedroń obiecał liberalne eldorado, którego całościowa wizja oczywiście jest o niebo lepsza i bardziej cywilizowana od tego, co mamy teraz i od tego, co mieliśmy za Platformy. Tylko że tego eldorado nie da się zrealizować bez sięgnięcia do naszych kieszeni. Po prostu.
Wiele postulatów, które 3 lutego zostały przedstawione tonem odkrycia, wcześniej objechało Polskę powiatową na ustach mniej licznych i zasobnych w reklamę działaczy partii Razem. I szczerze, nie za bardzo rozumiem to wszechobecne oczekiwanie, że teraz przełkną oni łzy goryczy i będą bić brawo z uśmiechem, skoro nawet fioletowe barwy partyjne Biedroń w końcu zgarnął. Mają prawo czuć rozgoryczenie – i z niego wyciągnąć wnioski, o ile to możliwe.
Jan Hartman odradzał Biedroniowi start przed eurowyborami, by nie zdążył się „zużyć” od wiosny do jesieni. Moje obawy są inne: że znów mamy do czynienia z bytem służącym rozproszeniu elektoratu na PiS kontra mikrogrupy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *