Flaczki tygodnia

Czy pan premier znowu okłamał Polaków? Złożył publicznie nieprawdziwą relację ze swego spotkania z Przewodniczącą Komisji Europejskiej Urszulą von der Leyen? I podobnie, jak to było w przypadku niedawnego spotkania z czeskim premierem Babisem, obwieścił, że wszystkie sporne sprawy już skutecznie załatwił.

Aby prawda wyszła na jaw, trójka byłych premierów RP, dzisiaj eurodeputowanych z SLD, czyli Marek Belka, Włodzimierz Cimoszewicz i Leszek Miller zwrócili się do przewodniczącej von der Leyen o przedstawienie zapisu rozmowy zgodnie ze sporządzonym protokółem.

Poczekamy na prawdę, oby nie długo. Bo pan premier Morawiecki zapewne liczy, że jego relacja zostanie szybko zapomniana, albo „przykryta medialnie” kolejnymi wydarzeniami. W pamięci potencjalnych wyborców PiS pozostanie jedynie wrażenie, że pan premier znowu coś dobrego dla Polski załatwił. A kiedy okaże się, że było inaczej, to zgodny chór polityków i propagandzistów PiS jako winnego wskaże wrażą Unię Europejską i „antypolską niemrę”. Czyli przewodniczącą von der Leyen. Zauważcie jak łatwo polscy wyborcy, media, nawet te opozycyjne, a także politycy, a zwłaszcza ci rządzący, pogodzili się z sytuacją, że urzędujący premier RP stale kłamie. I nie wstydzi się tego. Co więcej, uczynił z tego swą fundamentalną cnotę. Choć nie propaguje jej jako cnotę „niewieścią”.

”Sytuacja geopolityczna pod przywództwem PiS jest taka, że dziś relacje polsko- amerykańskie są najgorsze od 1989 roku. Podobnie nie było gorszych relacji między Warszawą a Brukselą od akcesji Polski do UE w 2004 roku. Polska wychodzi z obozu państw zachodnich i to ma swoje konsekwencje”, powiedział w rozmowie z portalem dziennik.pl wicemarszałek Senatu RP Michał Kamiński.

Warto przypomnieć, że Michał Kamiński zaczynał jako cudowne dziecko polityczne AWS. Był radykalnym katolikiem i anty lewicowcem. Zasłynął polityczną pielgrzymką do chilijskiego dyktatora, generała Pinocheta w 1999 roku. Potem poseł Michał Kamiński został eurodeputowanym. A także bliskim współpracownikiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego i współtwórcą jego zwycięskiej kampanii wyborczej. Z racji przyjaźni z prezydentem Kaczyńskim blisko też współpracował z obecnym panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim.

Poseł, a teraz wice marszałek Senatu, Michał Kamiński w czasie swej pracy w Parlamencie Europejskim dorósł politycznie i zmądrzał. Stał się radykalnym, celnym krytykiem zamordyzmu i polityki „pełzającego Polexitu”, jaką pan prezes Kaczyński i jego drużyna prowadzą. Za swą polityczną pielgrzymkę do dyktatora Pinocheta kilka razy, publicznie przepraszał. Za co należy mu się szacunek. Nie uczynił tego inny ówczesny pielgrzym- były marszałek Sejmu RP Marek Jurek. Nie wspomina o tamtym wydarzeniu trzeci z pielgrzymów – rdaktor Tomasz Wołek. Obecnie gwiazdor liberalnego, medialnego Komentariatu. Znany jako 1/3 „trzódki komentatorskiej” redaktora Jacka Żakowskiego z piątkowych porannych audycji publicystycznych w radio TOK FM. Obecnie również żarliwy krytyk polityki rządu PiS i jaśniepana prezesa Kaczyńskiego.

”Obecne wydarzenia to logiczna konsekwencja wcześniejszych działań. Jarosław Kaczyński już dawno podjął decyzję o tym, że będzie prowadził w Polsce taką politykę jaką chce. I to niezależnie od tego, czy oznacza to wykluczenie kraju z Unii Europejskiej, czy nie. Wszystko co dzieje się wokół jest logiczną konsekwencją tej decyzji. A na jej końcu jest nieuczestniczenie Polski w dalszym procesie integracji europejskiej/…/ Politycy PiS mogą mówić, że nie chcą wyjść z UE, ale każdy student wie, że aby pozostać w UE trzeba spełniać określone standardy. Tymczasem nie da się ich pogodzić z polityką Jarosława Kaczyńskiego, bo stoi wspak względem tej znanej z zachodnich demokracji. I Jarosław Kaczyński o tym wie, że jeśli będzie dalej prowadził taką politykę to Polska wyjdzie z UE.”, wyjaśnia marszałek Kamiński.

I znając dobrze mechanizmy europejskiej polityki, przewiduje: „Premier, chwała Bogu, zgodził się na zasadę „pieniądze za praworządność”. A to oznacza, że jeśli Polska nie wycofa się z tzw. reformy sądowniczej to zostanie uznana za kraj niespełniający standardów i nie otrzyma pieniędzy europejskich. Zwłaszcza, że w UE też narasta już zniecierpliwienie Polską. Premier Morawiecki chwali się na billboardach za 770 mld zł, ale przecież te pieniądze pochodzą z podatków Europejczyków – Niemców, Francuzów, Włochów czy Hiszpanów – przede wszystkim najbogatszych krajów UE. I mają prawo zapytać swoje rządy – „to wy płacicie Polakom po to, by wprowadzali tutaj autorytaryzm za nasze pieniądze?”. Tamtejsze władze są pod narastającą presją. Czołowi politycy w Polsce obrażają UE i twierdzą wprost, że nie będą przestrzegać jej przepisów. To słychać w Europie. Logika demokracji spowoduje, że tamtejsi wyborcy nie będą chcieli płacić za polskie fanaberie”.

Czy polscy podatnicy zechcą zapłacić ponad 23 miliarda złotych za inne fanaberie pana prezesa? Za zakup 250 czołgów amerykańskiej produkcji typu Abrams? Czołgów dużych, pięknie prezentujących się podczas defilad, ale niekoniecznie potrzebnych. Zwłaszcza, że nie będą mogły operować w północno- wschodniej Polsce, bo tam są dominują mosty o udźwigu 15 ton, a Abramsy ważą ponad 65 ton. Gdyby też doszło do ewentualnego ataku nasz kraj, to przyszła wojna rozegrałaby się w powietrzu i cyberprzestrzeni. A skutecznej obrony przeciwlotniczej i rakietowej wojsko polskie nadal nie ma. Nie ma też obrony przeciwko cyberatakom, co widzimy po prymitywnych włamach na konta mailowe pana ministra Dworczyka i jego przyjaciół. Po co zatem wydawać te 23 miliardy złotych? Aby na ulubionych przez PiS defiladach było ich dużo i na bogato?

Ten gest jaśniepana prezesa to taki Program 23 000 000 000+ tym razem dla administracji prezydenta Bidena. Elity PiS uważają,że każdego można kupić. To tylko kwestia jego ceny. Można kupić swoich posłów,niedawnych dysydentów jak pan poseł Czartoryjski i pani poseł Janowska, swoich wyborców, „ciemnym ludem” zwanych, no i administrację prezydenta Bidena też. Ta właśnie dostała ofertę Programu 23 000 000 000+

Tenże Program 23 000 000 000+ ma być spłacony rządowymi obligacjami, czyli przez dzieci i wnuki dzisiejszych obywateli naszego państwa.Jego realizacja to także śmierć programu budowy polskiego czołgu. Zwanego „Wilk” lub bardziej pompatycznie „Anders”. Tak to posiadające gęby wypełnione patriotycznymi frazesami elity PiS mordują teraz „generała Andersa” za pomocą „rodziny Abramsów”.

„Sowa Minerwy wylatuje o zmierzchu, a nie o świcie”. Dlatego „Flaczki” nie będą komentować przepychanek personalnych w SLD i Nowej Lewicy. Pamiętają też nadzieje pokładane w licznych, kochanych, lecz szybko odchodzących kolejnych liderach lewicy po 2005 roku.

„Flaczki” wbrew powszechnym,medialnym opiniom, uważają, że pierwszoplanowym problemem polskiej Lewicy po 2004 roku jest brak jej nowego programu. Programu nowej V Rzeczpospolitej.Wszystkie inne problemy polskiej lewicy są tylko pochodną tego nieróbstwa umysłowego.