Jaki kandydat, takie obietnice

Kandydaci na prezydentów proponują złote góry wyborcom. Wydawałoby się, że każdy z nich ma walizki z pieniędzmi i nie są to pieniądze samorządowe, czyli nasze, ale jakieś ekstra.
Kandydatów właśnie. Kandydat Patryk Jaki stoi na chodniku w Warszawie i oznajmia, że jak zostanie prezydentem w tym miejscu od razu zacznie się budowa nowej linii metra. Niestety nie stoją obok niego żadne walizki z pieniędzmi, Tylko rozdaje za darmo kawę. Kawa ma przekonać, że walizki z pieniędzmi są.
Inni kandydaci, stosownie do wielkości miast, też mają szeroki gest. Najszerszy mają ci, którzy chcą zostać prezydentami, ale nie mają na to wielkich szans. Oni obiecują złote góry, nie pokazują przy tym skąd kasa, albo komu będzie trzeba zabrać.
Wygląda to mniej więcej tak. Przychodzi do mnie akwizytor z jakiegoś banku i obiecuje kokosy, ale najpierw muszę mu powierzyć swoje pieniądze. Ja mam oszczędności wystarczające na zakup kawalerki, ale on obiecuje mi za tę kwotę apartament w Monte Carlo. Gwarancji, oprócz jego bicia się w piersi nie mam żadnej. Może być tak, że moje pieniądze diabli wezmą. I nie będzie ani apartamentu, ani kawalerki. Kandydaci, którzy co nieco wiedzą jak planuje się inwestycje i ile to kosztuje, wypowiadają się ostrożniej. Tym samym stają nie nieatrakcyjni dla łatwowiernych.
Gdyby kandydat Jaki czy inny, jemu podobny, miał choć trochę rozeznania w inwestycjach, to by wiedział, że samo przygotowanie budowy nowej nitki metra trwa kilka lat. Kandydat Jaki uczyni to od razu. Jednak w obietnice PiS-u wiara w narodzie jest wieka. 500+ wystarczyło, by inni uwierzyli, że też dostaną i to dużo.
Wdaję się, przy rozdawaniu ulotek, w debaty, szczególnie ze starszymi wyborcami PiS. Wierzą oni, że PiS da im wkrótce sowite podwyżki i emerytur. Kiedy tłumaczę, że już są wiadome przeliczniki, ile z grubsza kto dostanie i że osoba mająca nieco ponad tysiąc złotych emerytury netto dostanie co najwyżej 40 złotych podwyżki od nowego roku. Najpierw gorąco protestują.
Tak było w minionym roku i była to podwyżka, już dawana przez PiS-owski rząd i takie właśnie były relacje podwyżek do pensji. W tym roku będzie podobnie. Wyborców nachodzi potem refleksja. …To my już na żadne wybory nie pójdziemy… Tak to dyskusje z wyborów samorządowych przenoszą się na szczebel krajowy. Z rzadka jest dyskusja o ulicach, czy komunikacji. Szczególnie wśród starszych jest zaciekły spór kto kogo wysadzi w powietrze. Około 40 procent zaczepianych nie chce żadnych ulotek w ogóle. Nawet nie patrzą kto ulotkę daje i jakie barwy reprezentuje. I to jest najsmutniejsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *