Tu jest (nie tylko) Polska!

Kiedy jeden z moich gości okresowo zasiadający na przyzbie wygłasza antyunijne przemowy, to słucha go kilka osób, z których większość uważa, że demencja go już dopadła. Ale kiedy druga osoba w państwie wykrzykuje publicznie, że „tu jest Polska, a nie Unia” to ma już to inny ciężar gatunkowy i może świadczyć o takim poglądzie całej aktualnej władzy, a zwłaszcza jej Jądra w postaci partii dbającej o prawo i sprawiedliwość.

Zmiany naszych upodobań

Powtarzanie, że Polska jest w Europie i Unii, czyli w wyimaginowanej także przez nas wspólnocie, że świadomie wybraliśmy taką drogę i podpisaliśmy stosowne zobowiązania, traci sens w sytuacji przedszkolnego uporu aktualnej władzy. Uporu, wzbogacanego stopniowo rozwijaną i wciskaną suwerenowi tezą, że jesteśmy najzdolniejsi, wszystko się nam udaje, a Unia tylko miesza nam w głowach opowiadaniami o jakiejś praworządności. A nasz racjonalny naród przecież nie myśli o tym, tylko o kolejnych prezentach „plus”, jakie zrobi mu rząd z wyciągniętych od obywateli i od Unii pieniędzy.

Narażam się nie tylko drugiej osobie w Państwie, ale muszę się przyznać, że mam jeszcze gorsze, wręcz niedopuszczalne przewidywania dotyczące wspólnego życia państw europejskich.

Zdradzę krępująca tajemnicę. Za zamierzchłych czasów, kiedy jeszcze w Polsce nikt nie walczył z Unią. a ja byłem młodszy i bardziej pracowity, napisałem w wolnych chwilach, i opublikowałem pod pseudonimem, kilka beletrystycznych e-bookowych powieścideł. Nie rekomenduję ich poszukiwania obecnemu ministrowi od światy i edukacji. Mógłby dostać palpitacji i zgorszyć się dogłębnie opisami zalet niewiast, całkowicie odmiennych od tych, które go fascynują.

Kiedyś może być jeszcze inaczej

Jedna z tych powieści ma ambicje jednoczesnego zaliczania do kategorii SF. Akcja dzieje się bowiem głównie na pokładzie ogromnego statku kosmicznego, który ludzkość w 2185 roku wysłała na poszukiwanie innych cywilizacji. Jego budowa trwała 30 lat i jej koszt był tak oszałamiający, że musiały go pokryć solidarnie największe, istniejące wówczas państwa. Czyli – tu ambitnie cytuje sam siebie – „m. in. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, Zjednoczone Państwa Europy, Chiny, Zjednoczone Państwa Maghrebu i Egiptu”. Pisząc te „prorocze” słowa nie miałem żadnych wątpliwości, że niewielkie powierzchniowo, ale wielkie intelektualnym dorobkiem i historią państwa stłoczone na drugim (po Oceanii) najmniejszym kontynencie ziem, będą zmierzały do stworzenia związku federacyjnego. Z przerwami, przeszkodami i protestami może im to zabrać nawet kolejne 100 lat. Nie mają jednoczącej wspólnoty językowej, mają trwające od wieków wzajemne uprzedzenia i pretensje. Ale jeśli tego nie zrobią, to zostaną w tyle, nie nadążając za największymi.

Kto nami rządzi?

Wiem, że taki pogląd psuje krew naszym dzisiejszym werbalnym patriotom, zwłaszcza tym, którzy urodzili się w czasie II wojny i po wojnie. Oni suwerenność rozumieją nie tylko, jako odrębność i samodzielność decyzyjną, ale także, jako upoważnienie do kwestionowania wszystkich innych rozwiązań i lekceważenia innych krajów oraz międzynarodowych organizacji. Moi goście na przyzbie w znakomitej większości zgadzają się jednak z moją wizją, choć niektórzy twierdzą, że jest im wszystko jedno, bo ich już i tak nie będzie.

Uspakajam II osobę w państwie. Nikt nie kwestionuje, że tu jest Polska. Polska była bardzo międzynarodowo popularna za czasów tworzenia Solidarności i aktywności politycznej Wałęsy. To było zainteresowanie pozytywne, popierające, Nawet tubylec wiozący mnie łódką po Nilu zainteresowany skąd jesteśmy, wykrzykiwał „z angielska” – A – Poland – Walensa. Gwarantuję, że dzisiaj nie zna żadnego nazwiska z naszej „wierchuszki”, łącznie z prezydentem, premierem, szefem rządzącej partii. Zresztą to ostatnie nazwisko byłoby dla niego bardzo trudne do wymówienia.

Z tego, co mi donoszą, Polska ostatnio budzi zainteresowanie w krajach Europy i USA, ale w zupełnie innym charakterze. Niestety – tym razem bardziej negatywnym. Jest traktowana, jako przykład fatalnej dyplomacji i psucia międzynarodowej atmosfery z przyczyn, które dla innych nie są zrozumiałe. Ktoś powiedział w mało mi znanym języku zachodu krótkie zdanie, które przez amatorskiego tłumacza zostało mi przekazane, jako sugestia, że „chyba teraz rządzą wami niespełnieni ambicjonerzy”.
Wydaje mi się, że ten pogląd już słyszałem. Tylko nie wiem, w jakich dziedzinach są „niespełnieni?

Warszawa – Marki, 25.07.2021.