Ukraina pani Olesi

25 lut 2022

Pani Olesia nie może uwierzyć, że tak się porobiło na Ukrainie. Nie ma w mieszkaniu telewizora. Czyta tylko niusy na smartfonie. Dziś po raz pierwszy oglądała relację w polskiej telewizji, ale długo się nie naoglądała, bo łzy napłynęły jej do oczu i nie dała rady. A takich pań Olesi jest w całej Polsce prawie dwa miliony. 

Pani Olesia pochodzi z zachodniej Ukrainy. Zostawiła tam mamę, siostrę i babcię. Odwiedza ich zwykle na święta. Raz, dwa razy w roku. Albo jak się coś wydarzy. Mimo tego, że teraz bardzo dużo się dzieje, Olesia nigdzie się nie wybiera.

We Lwowie skończyła ekonomię. U nas sprząta i zajmuje się dziećmi. Niedawno dostała pracę na recepcji. Złota dziewczyna. Pani Olesia opowiada, że młodzi we Lwowie i w okolicach starają się dziś żyć w miarę normalnie, na ile się da. Chodzą do pracy, spotykają się na mieście. W sklepach nie ma paniki. Towary stoją na półkach. Tylko pieniędzy jak zwykle mało. Olesia najbardziej boi się o mamę. Ta ma już swoje lata i wszystko strasznie przeżywa. Urodziła się po wojnie. Myślała, że bez wojny w życiorysie umrze, bo nawet covid jej nie złamał, ale czuje przez skórę, że chyba się jej nie uda. Jedynie babcia, seniorka, nie specjalnie się już przejmuje, bo i tak żyje długo. Przeżyła wojnę, okupację, wielki głód, pierestrojkę, więc wszystko już w życiu widziała. Pani Olesia opowiada, że ludzie na ulicach mają dużo pretensji do Europy i świata, bo układali się z Rosją, kiedy na wschodzie jej kraju wciąż ginęli ludzie i większość Ukraińców wiedziała, że prędzej czy później to będzie dla Putina za mało. A świat milczał. Budował gazociągi. Bo Ukraina daleko. Rosja daleko. Wojna daleko. Olesia zastanawia się, co by powiedzieli Niemcy, gdyby mieli przy granicy Rosjan, gdyby widzieli na co dzień, co wyprawiają i jak obchodzą się z ich ojczyzną. Ale dla Putina, Ukraina to żadne suwerenne państwo, tylko lenno bolszewików, oddane przez Chruszczowa i Gorbaczowa nie wiadomo po co. Bez tożsamości, kultury, substancji narodowej, zawdzięczające wszystko Sowietom i carskiej Rosji. A teraz jemu. Że tak długo tolerował tego” bękarta” przy własnym boku.

Z tym bękartem to wcale nie taka przesada. Aleksander Kwaśniewski dość dobitnie skomentował ostatnio putinowskie wynurzenia. Ja, podobnie jak i on, też miałem skojarzenia z Mołotowem, kiedy słuchałem przemówienia rosyjskiego prezydenta. Putin mówił jak bolszewia i hitleryzm sprzed 80 laty. Że istnieje nacja, która nie zasługuje na istnienie. Że tak naprawdę to cud, że Ukraińcy zeszli z drzewa i zdołali tyle lat utrzymać własną państwowość, bo na logikę, już dawno powinni się rozpaść i dać rozebrać mądrzejszym sąsiadom, w tym najbardziej jemu samemu. W XXI wieku podobny dyskurs przystoi satrapom w dalekich odmętach darknetu, którzy marzą o supremacji białej rasy. Czasami coś w tym tonie chlapnie ktoś z naszych nacjonalistów albo Żylinowski. Nikt jednak nie spodziewał się, że dożyje czasów, kiedy przywódca jednego z największych, światowych mocarstw sięgnie po retorykę z czasów Stalina i po podobne środki opakowane w lepsze i nowoczesne narzędzia do zabijania. Żeby zabijać. A nie podbijać. Bo nikt też nie ma wątpliwości, że konflikt Ukrainie spłynie krwią. Oczywiście, na razie też nikt z rządzących głośno tego nie mówi, żeby niepotrzebne nie denerwować swoich obywateli, ale każdy, przytomnie myślący wie, że jeżeli ukraiński kocioł przekształci się w światowy konflikt, prędzej czy później, ale raczej prędzej, ktoś zagrozi, że użyje atomu. Albo po prostu go użyje, bez grożenia i będzie po zawodach. Wtedy już nikogo nie będzie obchodził klimat, ceny energii czy gazu. To oczywiście może skutecznie zniechęcać do wciśnięcia guzika, ale ryzyko jego użycia jest dziś wyższe niż kiedykolwiek. Bo zbyt wielu go posiada w swoich gabinetach.

Pani Olesia mówi, że ci, którzy poczuwają się do bycia Ukraińcami, już przyjeżdżają do Lwowa z Donbasu. Że rodziny z zachodu ich przyjmują. Że słychać o tym w kolejkach w warzywniaku, na bazarach. I że szykuje się do przyjazdu coraz więcej ludzi z terenów okalających sepratystyczne republiki. Olesia twierdzi, że ludzie nawet by i oddali Putinowi cały Donbas, bo dawno już większość zwykłych obywateli straciła nadzieję, że kiedykolwiek da się wyrwać te ziemie z rąk Rosji, bo za daleko to wszystko zaszło. Byleby tylko dać im żyć w swoim kraju. Nawet mniejszym, ale spokojnym. Normalnie żyć i pracować. Bo ona, Olesia, nie wie do dziś, czemu się tak bardzo Putin na nich zawziął. Co takiego Ukraińcy, tacy jak ona, mu zrobili, że chce ich rozjechać czołgami; w imię czego. Boi się bardzo i każdego dnia się modli. Choć przyznaje, że coraz mnie wierzy. I w boską opatrzność i w to, że będzie lepiej.

Najnowsze

Krew nie jedzie na urlop

Krew nie jedzie na urlop

14 czerwca przypada Światowy Dzień Krwiodawcy. W tym roku globalna kampania WHO odbywa się pod hasłem „Jedna kropla...

Medalikarze

Medalikarze

W Polsce krok tylko od politycznej komedii do tragedii. Prezydent Wołodymyr Zełenski mógłby sam zrezygnować z nadanego...

Sprawdź również

Parada Równości po 25 latach

Parada Równości po 25 latach

Tysiące osób przeszły w sobotę 13 czerwca ulicami Warszawy w Paradzie Równości. Tegoroczny marsz odbył się pod hasłem „25 lat dumy. 25 lat buntu”. Była to edycja rocznicowa. Pierwsza Parada Równości odbyła się w stolicy w 2001 roku, a organizatorzy zapowiadali...

Moralność czynszojadów

Moralność czynszojadów

Większość Polaków ma na własność mieszkania. Lokator to dla nich postać podejrzana. Podejrzana o niepłacenie w terminie czynszów. W ramach powszechnego uwłaszczenia, trwającego głównie w latach 90. i na początku XXI wieku, prawo własności do swoich mieszkań uzyskało w...

Skazani na Gibałę

Skazani na Gibałę

Czas gry wstępnej mija, lista potencjalnych kandydatów do walki – choć niekoniecznie walki o sam tron – się wypełnia. Tron, a raczej gabinet, chwilowo zajmuje Stanisław Kracik pod nieco mylącym szyldem „Prezydent Krakowa – Sekretariat”. Powoli jednak kształtuje się...

China Day w Ambasadzie Chin. Warszawiacy przyszli zobaczyć Chiny

China Day w Ambasadzie Chin. Warszawiacy przyszli zobaczyć Chiny

We wtorek 2 czerwca Ambasada Chińskiej Republiki Ludowej w Warszawie zorganizowała China Day. Wydarzenie przyciągnęło setki uczniów, studentów, przedstawicieli uczelni, ludzi biznesu i mieszkańców stolicy zainteresowanych Chinami. W programie znalazły się warsztaty...

Moralność czynszojadów

Młodych na bruk

„Nasza Przyjaźń nie jest na sprzedaż” skandują młodzi ludzie wyrzucani przez policję z drewnianych domków, które kiedyś służyły budowniczym Pałacu Kultury, a potem były osiadłem akademików. Od kilku lat osiedle Przyjaźń zostało porzucone przez uczelnię. Do pustych...

Mądry Krakus po szkodzie

Mądry Krakus po szkodzie

Każdy element tego przysłowia wymaga namysłu. Bo czy my, mieszkańcy Krakowa, ponieśliśmy szkodę? Rasowy kołcz powiedziałby: być może, ale też dostaliśmy szansę – szansę na nowy, lepszy wybór, nowe, lepsze miasto, nowy, lepszy świat, choć rada (miasta) stara, problemy...