Zrozumieć inflację

Tymoteusz Kochan
Co powinno być bezpłatnie?

pieniadze_tp

Inflacja nie jest zjawiskiem naturalnym, dzikim żywiołem, czy nieuniknionym efektem wprowadzania minimalnych praw i świadczeń socjalnych. Aby lepiej zrozumieć zjawisko inflacji należy rozumieć siły sterujące kapitalistyczną gospodarką. I nie traktować ich niczym bezosobowe i obiektywne prawa przyrody.

Inflacja jest klęską kapitalistycznego planowania i przejawem jej wewnętrznego kryzysu, a także dowodem na sprzeczność interesów kapitału z interesami świata pracy. To oznacza, że walka z inflacją jest dla lewicy sprawą fundamentalną. Lewicowa walka z inflacją nie odbywa się jednak na tych samych zasadach, co walka z inflacją liberałów i szerszej prawicy. Obniżanie podatków i okrajanie budżetu nie przyniesie nam poprawy. Receptą nie są też krótkoterminowe dopłaty, czy udawanie, że problem sam zniknie i wystarczy go jedynie przeczekać.
Inflacja to w rzeczywistości zmistyfikowane określenie dla realnej obniżki płac. A wartość naszych płac maleje dlatego, ponieważ w systemie kapitalistycznym jedynym gwarantem ich wysokości jest wycena naszej siły roboczej przez rynki i kapitał. Państwo jest gospodarczo nieaktywne, nie posiada bowiem istotnej własności i większego wpływu na rynek oraz jego wyroki. Z kolei swoboda kapitału i jego krążenie po świecie sprawiają, że stale stosuje on presję płacową. Kapitał tworzy też trwałe, lokalne monopole i oligopole ustalające ceny w taki sposób, aby zyski miejscowych właścicieli i akcjonariuszy pozostawały takie same lub ciągle rosły niezależnie od światowych okoliczności. Rynki stale walczą też z pracownikami. W takiej sytuacji każda podwyżka płac, czy też wprowadzenie dodatkowych świadczeń socjalnych istotnie skłonią właścicieli-monopolistów do tego, aby podnieść ceny produktów i w ten sposób uzyskać równy z wcześniejszym lub jeszcze większy zysk.

Dzieje się to zgodnie ze starymi marksowskimi prawidłowościami: wzrost płac wywołuje spadek stopy zysku (kapitał tradycyjnie narzeka wtedy na „koszty pracy”) i pcha kapitał do poszukiwania sposobów na przywrócenie swych zysków do wcześniejszej postaci. Podnoszone są więc ceny produktów i w ten sposób wyższe płace pracowników nagle stają się niższymi, a np. ogrzewanie nagle staje się tak drogie, że niezamożnych przestaje być na nie stać i pilnie muszą szukać pracy na drugi etat.

Podobny efekt mają również inne kryzysy gospodarcze, które kierują kapitalizm ku obniżeniu płac roboczych w celu ratowania stopy zysku najbogatszych. Pandemia zahamowała światowy handel, zahamowała produkcję, sprzedaż i sparaliżowała liczne sektory gospodarki. Koszty tego ponoszą ludzie pracy, którzy nie otrzymali też żadnego istotnego wsparcia. Wszelkie tarcze i plany ratunkowe od początku były bowiem przeznaczone wyłącznie dla kapitału oraz firm. Plan dla ludzi pracy? Większe wydatki i wyższe ceny wszystkiego.

Należy też podkreślić, że kryzys inflacyjny nie dotyka obecnie jedynie Polski, lecz jest specyfiką praktycznie całego zachodniego kapitalizmu. Najwyższe od dekad wskaźniki inflacji odnotowują w tej chwili także Stany Zjednoczone, gdzie skoki w inflacji były w tym roku najwyższe od lat 90-tych. W ciągu roku koszty życia poszły tam w górę o przeszło 6 proc. W wielu miastach USA doprowadziło to nawet do prawdziwej eksplozji bezdomności i ogłoszenia specjalnych stanów kryzysowych (obecnie w USA żyje już przynajmniej 552 tys. osób cierpiących na bezdomność). Jeszcze gorzej przedstawia się tam sytuacja publicznego zadłużenia. W 2007 roku, a więc tuż przed słynnym i historycznym kryzysem finansowym, dług skarbu państwa w USA wynosił 35 proc. krajowego PKB. Obecnie jest to już aż 101 proc.

Spadek płac (spadek wartości siły roboczej) jest zakamuflowanym kryzysem skuteczności zachodnich kapitalizmów. Koszty kryzysu na kapitalistycznych rynkach ponoszą jednak oczywiście sami pracownicy, a szczególnie najubożsi.

Ten kryzys posiada swoje źródła. W ostatnich dekadach zachodni kapitalizm popełnił liczne i katastrofalne w skutkach błędy. Jednym z nich było przeniesienie całej produkcji przemysłowej do Chin, które bogacąc się zaczęły narzucać Zachodowi wzrost cen na wszelkie towary. Za znaczną część inflacji odpowiada bowiem skokowy wzrost cen produkcji w Chinach (w ciągu roku średni koszt produkcji w chińskich fabrykach wzrósł o około 10.7%). Chiny nie są już tą samą tanią fabryką dla zachodnich zamówień, jaką były przez ostatnie dekady. Takie są konsekwencje zachodniego „sprytu” i robienia europejskiego „zielonego kapitalizmu” na plecach państw Globalnego Południa, które miały zaczadzić się i na trwałe przekształcić w wielkie oraz tanie megafabryki, aby na Zachodzie w tym samym czasie można było mówić o końcu pracy, końcu proletariatu i erze bez jakichkolwiek zakładów przemysłowych, królestwie samowystarczalnych usług.

Drugim strategicznym błędem gospodarki kapitalistycznej jest rezygnacja z rozwijania społecznej własności. To ona mogłaby stabilizować ceny i gwarantować ich stały poziom przynajmniej jeśli chodzi o podstawowe produkty. Państwowe zakłady pracy, państwowe gospodarstwa rolne i państwowa własność mogą w sposób fundamentalny ograniczać skalę inflacji. Państwowe narzędzia do walki z inflacją padły jednak ofiarą królującego na Zachodzie – także i u nas – antysocjalizmu. Antysocjalizm to również wszelki opór przeciwko wzmacnianiu roli, funkcji i budżetu państwa. Nawet obecny, głodowy budżet Polski jest już zagrożony. Zamiast podnieść podatki najbogatszym, stworzyć realnie progresywny CIT oraz wprowadzić politykę regulacji cen wśród większości polityków opozycji dominują pomysły sprowadzające się do dolewania neoliberalnej oliwy do neoliberalnego ogniska. Odpowiedzią na niższe płace mają być mniejsze wpływy do budżetu. To prawdziwy triumf politycznego korwinizmu, który głosi dokładnie takie postulaty: znieść podatki, by ludzie mieli więcej pieniędzy w kieszeniach, a państwo nikogo nie okradało. Problem polega na tym, że to nie państwo okrada ludzi. Robią to rynki o totalitarnie monopolistycznej pozycji.

Ostatnim strategicznym błędem jest zbyt powolna i nieefektywna transformacja energetyczna. Rezygnacja z atomu, uzależnienie od gazu z Rosji i od ropy z Bliskiego Wschodu bez rozwoju własnej energetyki jądrowej doskwiera szczególnie nam, w Polsce. Polski rząd wycofał też właśnie opłacalne zasady, które zachęcały ludzi do montowania instalacji fotowoltaicznych, a jeden z ministrów starsze i opłacalne dla prosumentów przepisy określił wręcz mianem przynoszących straty. Polska jest też smogową rekordzistką świata. Tutaj także państwo powstrzymuje się od działań, licząc zapewne, że same rynki zadbają o stan naszego powietrza. Ledwie kilka dni temu Kraków był najbardziej zanieczyszczonym miastem świata, przed miastami Indii, Chin i Bangladeszu. To oczywiście rezultat ubóstwa energetycznego. Centralne ogrzewanie to luksus dostępny dla nielicznych, gaz jest drogi. W konsekwencji miliony osób w naszym kraju skazane są na ogrzewanie byle czym. Kapitalistyczne państwo nie chce jednak rozwiązać tego problemu – minimalne dopłaty dla najuboższych nie zmieniają faktu, że natychmiast potrzebne są nam masowe, państwowo fundowane instalacje nowoczesnych systemów grzewczych, poszerzanie sieci centralnej i przejęcie jej przez domenę publiczną. Konieczne jest też podniesienie rent, emerytur i płac, aby rachunki za ogrzewanie nie siały grozy wśród ludzi pracy. Stan naszej transformacji energetycznej i klimatycznej jest jednak jednym wielkim obrazem nędzy i rozpaczy, generując przy tym dodatkowo schorzenia dróg oddechowych, które liczni pacjenci mylą nawet z wczesnymi objawami COVID-19.

Problemu inflacji nie da się też obejść dodrukowywaniem pieniędzy, czy minimalizowaniem istnienia sektora publicznego, aby w ten sposób zadowolić kapitał i zabierając społeczeństwu usługi publiczne udawać, że w ten sposób ma ono więcej pieniędzy w swych kieszeniach. Realna walka z inflacją jest walką o budowę trwałej gospodarki niepodlegającej pod bezlitosne wahania kapitalistycznych rynków. Musimy przerwać monopol kapitału do sterowaniu gospodarką, a nie udawać, że obecny system jest zdrowy i wymaga jedynie drobnych korekt. W tym celu państwo powinno wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności za stabilne ceny energii, za renowację linii przesyłowych, za przejście do nowoczesnych systemów grzewczych, za zabezpieczenie cen podstawowych produktów spożywczych i nie tylko.

Uleganie presji kapitału i minimalizowanie państwa w odpowiedzi na atak na płace robocze jest zaś przeciwskuteczne i pogłębi jedynie kolejne kryzysy, kiedy okaże się, że państwo nie dysponuje niezbędnymi środkami, aby móc swobodnie i skutecznie działać. A w Polsce już teraz mamy zabiedzony system ochrony zdrowia, który generuje dziesiątki tysięcy zabitych, czy koszmarny stan powietrza, za który prawicowe państwo nie chce wziąć odpowiedzialności.

W warunkach kryzysu inflacyjnego walka pracownicza i walka lewicy musi być walką o podniesienie płac, podniesienie świadczeń społecznych. Nie zgadzamy się na wyroki kapitału i jego sztuczki, by kosztami kapitalistycznych gier giełdowych obciążać pracowników. Jeśli w tym samym okresie czasu miliarderzy zyskują blisko 4 biliony dolarów, a ludzie pracy je tracą, to nie udawajmy, że nie wiemy gdzie znikają ich wypłaty.

Bycie wyrzuconym na żer inflacji jest równoznaczne z byciem wyrzuconym na żer kryzysowego kapitalizmu. Każdy system oparty na nierównościach, który nie potrafi planować swej przyszłości i który z samej swej natury żywi najgłębszą wrogość wobec planowania gospodarczego padnie ofiarą kryzysów i wynikającej z nich inflacji. Na horyzoncie czekają już na nas nowe terapie szokowe i inne pomysły neoliberalnych lekarzy, którzy już wprost nie mogą się doczekać tej chwili, kiedy tylko otrzymają wolną rękę i będą mogli „naprawiać” polską gospodarkę. Pierwszymi ich żądaniami będą oczywiście żądania minimalizowania państwa, wydłużanie wieku emerytalnego, czy likwidowanie resztkowych praw socjalnych.

Osłabianie budżetu państwa jest natomiast ostatnim, czego nam w tych warunkach potrzeba. Lewica, której najnowsze propozycje walki z inflacją są bliźniakami propozycji PO, czy PiS-u (również starającego się o obniżki VAT-u i proponującego system mikrodopłat) traci też swą wiarygodność, nie przyciągnie do siebie nowych wyborców. Tak samo jałowe jest łudzenie się, że pozorując bycie za niskimi podatkami lewica może być atrakcyjną propozycją polityczną nawet pośród zwolenników wolnego rynku i wrogów podatków. Odpowiadanie liberalnymi postulatami na libertarianizację spektrum politycznego nie da lewicy sukcesu, a jedynie skutecznie ją skompromituje. Nawet rozważając obniżkę podatku VAT, aby ulżyć najbiedniejszym, należy mieć wcześniej przygotowany i szczegółowy program rekompensat dla budżetu. W innym wypadku skazujemy się na działania wycinkowe i szkodliwe z perspektywy interesu ogólnonarodowego, a także niepopularne wizerunkowo, ponieważ głęboko wtórne i pozbawione lewicowej wrażliwości.

Wycofująca się globalizacja, gospodarczy regres w gospodarki narodowe, nacjonalizmy i malejąca stopa zysku globalnego kapitału przynoszą nam czasy, w których walka pracowników przeciwko coraz wyższym cenom i obniżaniu ich płac będzie podstawową i najbardziej widzialną walką polityczną. Do tej sytuacji cała lewica musi być dobrze przygotowana. Nie możemy myśleć o sobie w kategoriach zakładników kapitalistycznych rynków i neoliberalnych rozwiązań. Ucieczki w deficyt, dodruk pieniędzy bez końca, czy obcinanie resztek państwa nie przyniosą pożądanej poprawy. Potrzebne są nam przemyślane, socjalistyczne polityki i skuteczna obrona zdobyczy, interesów i podstawowych potrzeb ludzi pracy. Za wszelką cenę.

Poprzedni

MFR – cały z Polski powojennej

Następny

Konferencja na 100 lat KPCh