Boniek oszukał Legię

W 84. minucie meczu Śląska Wrocław z Legią Warszawa (1:0) w 7. kolejce ekstraklasy padła chyba najdziwniejsza bramka na polskich boiskach w ostatnich latach. Wrocławianom w jej zdobyciu wydatnie pomogli sędziowie.

Arbitrem głównym sobotniego meczu Śląska z Legią był Bartosz Frankowski, a w roli jednego z jego asystentów wystąpił Marcin Boniek. I to on właśnie w 84. minucie podniósł chorągiewkę sygnalizując spalonego na niekorzyść wrocławskiego zespołu. Gracze Legii na ten widok stanęli, ale ponieważ Bartosz Frankowski nie zagwizdał, napastnik gospodarzy Victor Garcia ruszył z piłką w pole karne legionistów i nie atakowany przez nikogo posłał piłkę do bramki między nogami rozpaczliwie interweniującego Artura Boruca. Spalonego, jak wykazał VAR, nie było, to była ewidentna pomyłka sędziego liniowego, ale chociaż piłkarze Legii polecieli do arbitra głównego ze słusznymi pretensjami, Frankowski gola nie anulował.
Racja była po jego stronie, bo zgodnie z przepisami tylko on mógł przerwać grę, a przecież tego nie zrobił. Po meczu fani stołecznego klubu przypomnieli, że Frankowskim w każdym meczu Legii, który prowadził, podejmował kontrowersyjne decyzje na jej niekorzyść. Niemniej jednak w PZPN i UEFA arbiter ten jest ceniony, czego najlepszym dowodem jest choćby to, że został wyznaczony na arbitra głównego meczu 1. kolejki Ligi Mistrzów Chelsea Londyn – Zenit Petersburg. Jednym z jego liniowych też będzie Marcin Boniek, bratanek wiceprezydenta UEFA i byłego prezesa PZPN Zbigniewa Bońka.
Śląsk, którego trenerem jest zwolniony kilka lat temu w dość nieładny sposób z Legii Jacek Magiera, wygrał ze stołeczną drużyną na własnym stadionie po raz pierwszy od 9 września 2017 roku. Nie to jest jednak dla legionistów najgorsze, chociaż w swoim piątym ligowym występie w PKO Ekstraklasie przegrali już po raz trzeci (wcześniej ograły ich Radomiak i Wisła Kraków), lecz słaba forma nie napawająca optymizmem przed środowym starciem w fazie grupowej Ligi Europy ze Spartakiem Moskwa.