Farbowane lisy w PZKosz

Amerykanin Geoffrey Groselle czeka na podpis prezydenta Andrzeja Dudy pod prośbą o nadanie polskiego obywatelstwa. Jeśli je otrzyma w najbliższym czasie, już w listopadzie może zagrać w reprezentacji Polski.

Prezes Polskiego Związku Koszykówki Radosław Piesiewicz zapewnia, iż wszystkie niezbędne dokumenty zostały złożone w kancelarii prezydenta RP i jest szansa, że sprawę uda załatwić się do końca tego miesiąca. Potwierdził to w wypowiedziach dla polskich mediów sam koszykarz. „Dokumenty zostały złożone, nie mam jednak pełnej wiedzy na temat harmonogramu procedury. Wierzę, że obywatelstwo dostanę jak najszybciej, bo chcę pomóc polskiej kadrze” – zapewnia Groselle, który w poprzednim sezonie był jedną z największych gwiazd Energa Basket Ligi i filar zespołu Enea Zastalu BC Zielona Góra. Został nagrodzony tytułem MVP fazy zasadniczej rozgrywek, a sezon na polskich parkietach zakończył ze średnią punktową 17,2. Obecnie występuje we włoskim zespole Fortitudo Bolonia. Amerykanin jest zorientowany w sytuacji w kadrze Polski i wie, że trenerem nie jest już Mike Taylor, tylko Chorwat z polskim paszportem Igor Milicić.
Ale dyrektorem sportowym PZKosz został Łukasz Koszarek, a jak wieść niesie, to on pomógł Groselle’owi w staraniach o polski paszport. Nie wszystkim się jednak ten pomysł podoba. Może dlatego, że na tej pozycji mamy dość duży wybór wśród polskich graczy. Aleksander Balcerowski, Dominik Olejniczak, Aleksander Dziewa czy Adrian Bogucki są młodzi i mogą stanowić o sile biało-czerwonych w przyszłości.
Groselle to nie jedyny amerykański koszykarz, który stara się o polskie obywatelstwo. Zabiega o nie także Will Cummings, 29-letni rozgrywający francuskiego zespołu Boulogne-Levallois, który nigdy nie występował w polskiej lidze, a pomysł na jego naturalizację i wykorzystanie w polskiej reprezentacji podsunął jeszcze Mike Taylor. Być może zastąpi 34-letni A.J. Slaughtera, także naturalizowanego w 2015 roku gracza z USA, bo on po odejściu Taylora nie chce już grać w naszych barwach.