Lech pokazał Legii, że jest mocniejszy

Waldemar Łodziński
Lech pokazał Legii, że jest mocniejszy

LechPoznan – Twitter foto Przemysław Szyszka

W hicie 11. kolejki piłkarskiej ekstraklasy broniąca mistrzowskiego tytułu Legia Warszawa przegrała na swoim boisku z liderem rozgrywek Lechem Poznań 0:1. Trener warszawskiej drużyny Czesław Michniewicz tym razem nie oszczędzał swoich piłkarzy, których w najbliższy czwartek czeka mecz w Lidze Europy z SSC Napoli, lecz wystawił przeciwko lechitom najmocniejszy skład.

Nie z dnia na dzień rzecz jasna, ale mimo pozornego spokoju po prestiżowej porażce z „odwiecznym rywalem” w „derbach Polski”, z Łazienkowskiej dobiegają już pierwsze pomruki zwiastujące nadciągające personalne trzęsienie ziemi. Dowodzi tego choćby wypowiedź trenera Michniewicza dla TVP Sport. „Nie martwię się o swoją przyszłość, będzie, co będzie. Martwi mnie tylko szósta ligowa porażka w tym sezonie”. Faktycznie, w tym sezonie mistrzowie Polski zdecydowanie lepiej sobie radzą w europejskich rozgrywkach pucharowych. Jako jedyny z czterech polskich zespołów przebili się do fazy grupowej. Co prawda nie do wymarzonej Ligi Mistrzów, tylko drugiej w pucharowej hierarchii Ligi Europy, ale po dwóch kolejkach są na czele grupy C, w której rywalizują z SSC Napoli, Leicester City i Spartakiem Moskwa. Legioniści wygrali po 1:0 oba rozegrane dotąd mecze – na wyjeździe z rosyjskim zespołem i u siebie z angielskim, zaś w najbliższy czwartek czeka ich wyjazdowe starcie z aktualnym liderem włoskiej Serie A. Licząc od pierwszego spotkania w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, rozegranego 7 lipca z norweskim FK Bogo/Glimt, będzie to w obecnym sezonie już 21. potyczka piłkarzy Legii o stawkę. Na dotychczasową serię złożyło się sześć meczów w kwalifikacjach Champions League – z wspomnianym FK Bodo/Glimt (3:2 i 2:0), estońską Florą Tallin (1:0 i 2:1) i chorwackim Dinamem Zagrzeb (1:1 i 0:1), dwa w IV rundzie kwalifikacji Ligi Europy ze Slavią Praga (2:2 i 2:1), dwa w fazie grupowej Ligi Europy ze Spartakiem i Leicester, jeden mecz w 1/32 Pucharu Polski z Wigrami Suwałki (3:1) oraz dziewięć meczów w PKO Ekstraklasie. Dokonania ekipy „Wojskowych” w Europie bez wątpienia zasługują na uznanie, w każdym razie na pewno w porównaniu z osiągnięciami walczących o awans do najniżej stojącej w europejskiej hierarchii pucharowej Ligi Konferencji Europy zespołów Pogoni Szczecin, Rakowa Częstochowa i Śląska Wrocław. Ogólne wrażenie psują jedynie mierne rezultaty legionistów w ekstraklasie, bowiem na dziewięć rozegranych dotąd meczów (dwa spotkania, z Zagłębiem Lubin i Bruk-Betem Nieciecza zostały przełożone na późniejsze terminy) przegrali aż sześć. To ich najgorszy start w tych rozgrywkach od pięciu lat. W sezonie 2016/2017 Legia również miała tylko 9 punktów na koncie po dziewięciu meczach i traciła 10 punktów do lidera, którym był zespół… Bruk-Betu Nieciecza. W tamtym sezonie legioniści wywalczyli jednak awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów i grali w jednej grupie z Borussią Dortmund, Realem Madryt i Sportingiem Lizbona. Ale do końca ligowego sezonu zdołali jednak odrobić straty i zdobyli mistrzowski tytuł. Warto jednak pamiętać, że obowiązywał wówczas inny system rozgrywek (ESA37) – 37 meczów, a po fazie zasadniczej obowiązywał podział na grupy mistrzowską i spadkową oraz dzielenie punktów. Spory, sześciopunktowy dystans do prowadzącego rywala po dziewięciu meczach, Legia odrobiła także w sezonie 2015/2016. Tym razem może być z tym znacznie większy problem. W minioną niedzielę „Wojskowi” w swoim mateczniku na Łazienkowskiej przegrali z najpoważniejszym obecnie pretendentem do mistrzowskiego tytułu, bo Lech na fotelu lidera zasiada od trzeciej kolejki. Ekipa trenera Michniewicza traci do ekipy Macieja Skorży już 15 punktów. Ma co prawda dwa zaległe spotkania, ale nawet jeśli by je wygrała, to i tak lechici będą mieli dziewięć punktów przewagi. Nie jest to wprawdzie przewaga niemożliwa do odrobienia, bo do rozegrania sa jeszcze 23 kolejki, czyli 69 „oczek” do zdobycia, a piłkarzom Lecha raczej na pewno nie uda się zagrać we wszystkich pozostałych do końca zmagań spotkaniach na takim poziomie, jak w niedzielny wieczór w Warszawie. Michniewiczowi trudno będzie jednak powtórzyć wyczyn z poprzedniego sezonu, gdy po przejęciu zespołu od Aleksandara Vukovicia w lidze nie przegrał dziewięciu meczów z rzędu, a tylko dwa z nich zremisował, dzięki czemu w tabeli dogonił Raków i stworzył dobrą pozycję wyjściową do walki
o mistrzostwo Polski.
W stołecznym klubie atmosfera jest więc napięta, chociaż na zewnątrz słane są komunikaty, że posada Michniewicza nie jest zagrożona. To się jednak może zmienić już w czwartek, jeśli w Neapolu legionistów opuści piłkarskie szczęście.
Zupełnie odmienne nastroje, co zrozumiałe, panują w poznańskim klubie. Lechici długo czekali na zwycięstwo przy Łazienkowskiej, a gdy w końcu wygrali, świętowali sukces w nietypowy sposób. Podopieczni Macieja Skorży chwilę po końcowym gwizdku sędziego paradowali w koszulkach z napisem „0:1 gospodarz vs. Lech Poznań, 17 października 2021”.
To oczywiście nawiązanie do takiej samej akcji legionistów po zwycięstwie nad Leicester City w Lidze Europy. Wtedy o koszulkach z wynikiem spotkania było głośno w europejskich mediach, a fani Legii kupowali je masowo w klubowym sklepie. W ekipie Legii prowokacyjne zachowanie rywali wywołało frustrację, która wywołała u niektórych graczy nawet wybuch niepohamowanej agresji, ale paradoksalnie może to przynieść stołecznej drużynie korzyść. Wydaje się bowiem, że w tej chwili największym problemem tej grupy cudzoziemskich w większości piłkarzy nie jest niezbyt wyrafinowana myśl taktyczna trenera Michniewicza, lecz brak odpowiedniej motywacji do walki na polskim podwórku. Musiało jednak do nich dotrzeć, że przegrali na własnym stadionie grając w najsilniejszym składzie i z maksymalnym zaangażowaniem, a to oznacza, że wcale nie są najlepsi w Polsce. Jeśli tak, to powinni zmienić swoje lekceważące dotąd nastawienie do gry w ekstraklasie, a jeśli to zrobią, Legia może szybko wrócić na zwycięską scieżkę także
na krajowym podwórku.
Na razie jednak to nie obrońca mistrzowskiego tytułu jest najgroźniejszym konkurentem dla Lecha Poznań, tylko wicemistrz z poprzedniego sezonu Raków Częstochowa oraz Lechia Gdańsk, Pogoń Szczecin i w coraz mniejszym stopniu Śląsk Wrocław. Warto zauważyć dobrą ostatnio grę prowadzonych przez trenera Adama Majewskiego piłkarzy Stali Mielec, którzy dzięki dobrym wynikom przeskoczyli ze strefy spadkowej do środka ligowej tabeli. Dobrą robotę w Wiśle Płock robi też Maciej Bartoszek, trudne dni przeżywają szkoleniowcy Warty Poznań Piotr Tworek i Bruk-Betu Nieciecza Mariusz Lewandowski. W Niecieczy widziano na trybunach stadionu bezrobotnego Aleksandara Vukovicia, a właśnie z ekipy beniaminka ekstraklasy dochodzą ostatnio wieści planowanej wkrótce zmianie szkoleniowca. Na razie po 11. kolejkach posadę w klubach ekstraklasy stracił tylko jeden trener – Piotr Stokowiec, którego w Lechii Gdański z powodzeniem zastąpił asystent Kosty Runjaicia w Pogoni Szczecin Tomasz Kaczmarek.

Poprzedni

Znów tylko srebro dla Zmarzlika

Następny

Wyniki 11. kolejki PKO Ekstraklasy

Zostaw komentarz