Tegoroczny sezon jak do tej pory nie był dla Agnieszki Radwańskiej udany. Zmagała się z kontuzjami, tajemniczym wirusem, potem okazało się, że jej głowę zaprzątały też myśli o ślubie z Dawidem Celtem. Wygląda jednak na to, że teraz wraca do formy.
Radwańska mogła zatem na powrót skupić się na tenisie. Jej forma przed serią turniejów poprzedzających wielkoszlemowy US Open była jednak zagadką. Swoje tournee za oceanem krakowianka, a właściwie to już warszawianka, zaczęła od startu w silnie obsadzonym Rogers Cup w Toronto. Pula nagród w tej imprezie wynosi 2,4 mln dolarów, więc na liście startowej pojawiły się wszystkie zawodniczki z czołówki. Dostać się do głównej drabinki turnieju nie było więc łatwo, o czym przekonała się druga z Polek w czołowej setce rankingu WTA, czyli Magda Linette, która odpadła w kwalifikacjach już w pierwszej rundzie.
Na placu boju pozostała zatem tylko Radwańska, rozstawiona w imprezie z numerem 10, a zatem bez przywileju wolnego losu w 1. rundzie. Musiała zatem grać od początku, a na dodatek w losowaniu trafiła na groźną rywalkę – potężnie zbudowaną Amerykankę Coco Vandeweghe, prezentującą ostatnio wysoką formę, czego dowodem był jej podwójny awans do finału wcześniej rozgrywanego turnieju w Stanford – w deblu grając w parze z rodaczką Abigail Spears zwyciężyła, natomiast w singlu przegrała z inną Amerykanką Madison Keys.
Vandeweghe zaraz po sobotnich finałowych potyczkach w Stanford przeniosła się do Toronto, ale przystępując we wtorek do meczu z Radwańską miała prawo być zmęczona. To jednak nie tłumaczy całkowicie jej porażki, bo Polka pokonała ją w 78 minut 6:3, 6:2, nawet przez moment nie tracąc kontroli na meczem. Tym samym nasza tenisowa gwiazda wysłała swoim rywalkom ostrzeżenie. Zlekceważyła je kolejna rywalka, równie potężnie zbudowana i siłowo grająca jak Vandeweghe Węgierka Tomea Babos. O mały włos a zapłaciłaby za to największym tenisowym upokorzeniem, czyli słynnym „rowerkiem”. Pierwszego seta przegrała bowiem 0:6, a w drugim przegrywała już 0:5. Na jej szczęście Radwańska widząc jej płaczliwą minę okazała miłosierdzie i oddała honorowego gema, ale na pokonanie Węgierki potrzebowała ledwie 46 minut.
W cyklu turniejów za oceanem Polka ma do obronienia 765 punktów rankingowych – przed rokiem w Rogers Cup odpadła w III rundzie, potem doszła do ćwierćfinału w Cincinnati i wygrała w New Haven. W Toronto już wyrobiła plan, bo doszła do III rundy. W czwartek po południu polskiego czasu w tej fazie turnieju zmierzyła się ze swoja serdeczną przyjaciółką Karoliną Woźniacką (ich pojedynek zakończył się po zamknięciu wydania). Dopiero wynik tej potyczki da nam odpowiedź na pytanie, na co stać Radwańską w drugiej połówce sezonu.














