Keir Starmer dostał od własnego zaplecza weekend na określenie harmonogramu odejścia. Według „The Guardian” lojalni wobec premiera ministrowie ostrzegli go, że bez takiego ruchu Partia Pracy może sama wymusić zmianę lidera. W brytyjskim systemie oznaczałoby to również zmianę premiera bez nowych wyborów parlamentarnych.
Sprawę przyspieszyło zwycięstwo Andy’ego Burnhama w wyborach uzupełniających w Makerfield. Były burmistrz Wielkiego Manchesteru wrócił dzięki temu do Izby Gmin, a mandat poselski otwiera mu drogę do walki o przywództwo w Labour i stanowisko premiera.
Makerfield leży na północy Anglii, w regionie, w którym Labour przez lata traciła robotnicze zaplecze, a Reform UK Nigela Farage’a próbowała wejść w miejsce dawnej lewicy. Burnham zdobył ponad połowę głosów i pokonał kandydata Reform UK. W przemówieniu po zwycięstwie mówił o zmianie, większej władzy dla północy Anglii i miejscach zapomnianych przez Westminster.
Rząd Starmera od miesięcy słabnie politycznie. Labour wygrała wybory w 2024 roku ogromną większością i miała przywrócić stabilność po latach konserwatywnego chaosu. Zaczęła być jednak odbierana jako partia zarządzania kryzysem bez wyraźnej obietnicy społecznej zmiany.
Najostrzejsza lewicowa krytyka premiera dotyczy braku zerwania z logiką centrum. Rząd unika ostrego konfliktu z kapitałem i nie daje klasie pracującej poczucia, że po zmianie władzy zmieniło się jej życie. Kryzys kosztów życia, rozpad usług publicznych, mieszkalnictwo, kolejki w ochronie zdrowia i gniew prowincji układają się raczej w obraz technokratycznego administrowania państwem niż nowego otwarcia.
Złe sondaże pogłębiają presję. „The Times” pisał, że aprobata Starmera spadła do poziomu minus 44, a Labour zjechała w badaniach intencji głosowania z 34 do 19 proc. Reform UK objęła prowadzenie, a premier stał się mniej popularny niż inni liderzy partyjni. W maju „The Guardian” informował, że 45 proc. członków Labour chciało jego rezygnacji, a większość nie wierzyła, że jest on w stanie odwrócić spadek poparcia.
Polityczne szkody przyniosły też skandale i błędy personalne. Najpoważniejszym obciążeniem pozostaje sprawa Petera Mandelsona, jego związków z Jeffreyem Epsteinem i decyzji o powierzeniu mu stanowiska ambasadora w USA. Po tej aferze stanowisko stracił Morgan McSweeney, jeden z najważniejszych ludzi Starmera. Dla przeciwników premiera był to dowód, że Downing Street stało się zamkniętym kręgiem ludzi od kontroli przekazu, a nie ośrodkiem programu rządzenia.
Po wygranej Burnhama presja dostała nazwisko i arytmetykę. Wśród laburzystów krąży przekonanie, że około 200 posłów byłoby gotowych podpisać jego dokumenty nominacyjne, jeśli konieczny będzie formalny konkurs o przywództwo. Zwolennicy byłego burmistrza Manchesteru wolą jednak przejęcie władzy bez brutalnej walki wewnętrznej. Chcą, aby Starmer sam zgodził się na uporządkowane przekazanie sterów.
Nacisk idzie także z gabinetu. Ed Miliband i Shabana Mahmood mieli już wcześniej sugerować Starmerowi, że powinien określić harmonogram odejścia. W piątek premier dzwonił do członków rządu, by przekonywać ich do dalszej walki. Według źródeł cytowanych przez „The Guardian” obawy miała wtedy wyrazić m.in. minister transportu Heidi Alexander.
Wśród ministrów narasta przekonanie, że przeciąganie sprawy tylko pogłębi kryzys. Jedno ze źródeł mówiło, że „wszyscy myślą, że to koniec” i że chodzi już tylko o „godne, uporządkowane wyjście”. Inny minister ostrzegał, że ci, którzy nie widzą kierunku wydarzeń, skończą jak ostatni obrońcy bunkra.
Do nacisku dołączyły także starsze postacie Labour. David Blunkett i Harriet Harman opowiedzieli się za wyznaczeniem harmonogramu zmiany przywództwa. Według starszych źródeł partyjnych, jeśli Starmer nie ustąpi w weekend albo nie zgodzi się na przejście do nowego lidera, na wtorkowym posiedzeniu gabinetu może dojść do interwencji.
Starmer nie ustępuje. Na spotkaniu w północnym Londynie powiedział dziennikarzom, że wystartuje, jeśli dojdzie do konkursu. Ostrzegł, że wybory przywódcze pogrążyłyby Partię Pracy w chaosie, i przypomniał mandat uzyskany w wyborach parlamentarnych w 2024 roku.
Jego zespół przygotowuje się do kampanii wewnątrz partii. Według „The Guardian” ma arkusz kalkulacyjny lojalnych posłów, szuka przestrzeni biurowej, przygotowuje przekaz na pierwsze dni starcia i zebrał ponad 100 tys. funtów darowizn. Wśród lojalistów krąży też notatka z argumentami przeciw Burnhamowi. Pada w niej teza, że były burmistrz Manchesteru nie został jeszcze poddany realnej kontroli, a formalny konkurs może osłabić jego poparcie.
Lojaliści Starmera próbują również zablokować koronację Burnhama przez szukanie alternatywnego kandydata. W tym kontekście pojawia się Darren Jones, główny sekretarz premiera, przedstawiany przez część posłów jako polityk ciągłości, doświadczenia gospodarczego i bezpieczeństwa narodowego. Źródło bliskie Jonesowi podkreśla jednak, że zgadza się on ze Starmerem, iż teraz nie jest czas na wybory przywódcze.
W grze pozostaje także Wes Streeting, były minister zdrowia, który sygnalizował gotowość do rzucenia wyzwania Starmerowi. Część jego zwolenników zakłada porozumienie z Burnhamem, jeśli obecny premier nie wycofa się sam. Angela Rayner, wcześniej wymieniana jako możliwa kandydatka, ma nie startować startować w konkursie, tylko jeśli Burnham rzuci wyzwanie Starmerowi.
Burnham ma w poniedziałek spotkać się w Londynie z posłami Partii Pracy. We wtorek zbiera się gabinet Starmera.










