Ukraina przeprowadziła największy od początku pełnoskalowej wojny atak powietrzny na Moskwę. Drony uderzyły w rafinerię w moskiewskiej Kapotni, zakłóciły pracę lotnisk obsługujących stolicę i zmusiły część pasażerów na Szeremietiewie do ewakuacji. Ogień pojawił się tam, gdzie rosyjska obrona przeciwlotnicza jest najmocniejsza.
Atak nastąpił po rosyjskim uderzeniu na Kijów, w którym zginęli cywile, a także uszkodzony został kompleks Ławry Peczerskiej, jeden z najważniejszych zabytków religijnych i kulturowych Ukrainy. Wołodymyr Zełenski przedstawia nalot na Moskwę jako odpowiedź na rosyjskie bombardowania.
– Nie chcemy tej wojny, nigdy jej nie chcieliśmy, wszyscy o tym wiedzą i nasi partnerzy też o tym wiedzą. Ale jeśli Ukraina płonie, wasza Moskwa będzie płonąć – przekazał ukraiński prezydent w wiadomości głosowej do dziennikarzy.
Rafineria w Kapotni trafiona drugi raz
Głównym celem była rafineria w Kapotni, jeden z najważniejszych obiektów paliwowych rosyjskiej stolicy. Zakład dostarcza do 40 proc. benzyny i około połowy oleju napędowego zużywanego w Moskwie. Nagrania publikowane w sieci pokazywały kilka słupów dymu unoszących się nad kompleksem.
Był to drugi atak na ten obiekt w ciągu dwóch dni. Wcześniejsze uderzenie miało już zakłócić pracę zakładu. Ukraina od miesięcy niszczy rosyjskie rafinerie, magazyny paliw i instalacje energetyczne, bo to one zasilają budżet wojenny Moskwy. Tym razem celem była infrastruktura obsługująca samą stolicę.
Mer Moskwy Siergiej Sobianin przyznaje, że kilka dronów dotarło do rafinerii. Twierdzi jednocześnie, że obrona powietrzna zestrzeliła około 180 maszyn lecących w stronę miasta. Rosyjskie ministerstwo obrony podaje, że w wielu regionach kraju przechwycono łącznie 555 ukraińskich dronów. Tych liczb nie da się niezależnie potwierdzić.
Lotniska wstrzymały ruch
Skala nalotu zaskakuje Moskwę, która nie żyje w rytmie alarmów przeciwlotniczych tak jak Kijów, Charków czy Odessa. W mediach społecznościowych pojawiają się nagrania eksplozji, dymu i prób zestrzelenia ukraińskich dronów tuż przed uderzeniem.
Zakłócenia obejmują lotniska Wnukowo, Szeremietiewo i Żukowski. Szeremietiewo, największy port lotniczy Rosji, zawiesza loty i przeprowadza ewakuację części pasażerów. W rejonie rafinerii zatrzymany zostaje ruch na odcinku moskiewskiej obwodnicy.
W obwodzie moskiewskim uszkodzone zostają budynki mieszkalne, prywatne domy i obiekt przemysłowy. Lokalne władze informują o rannych. Sobianin mówił również o zniszczeniach w centrum handlowym Sadovod na południowym wschodzie miasta.
Kijów zwiększa zasięg uderzeń
Według analizy „The Guardian” na nagraniach z Moskwy mogły być widoczne ukraińskie pociski-drony Bars, używane od ubiegłego roku. Wcześniej ich zasięg szacowano na 600–800 km. Użycie ich przeciw celom w Moskwie wskazywałoby na większe możliwości albo rozwój nowych wariantów.
Ukraina szybko nadrabia przewagę Rosji w produkcji środków dalekiego rażenia. Nalot na Kapotnię nie jest pojedynczym gestem propagandowym, lecz częścią kampanii przeciw rosyjskiej infrastrukturze paliwowej. Im częściej płoną rafinerie, tym trudniej Kremlowi utrzymać obraz wojny bez kosztów dla własnego zaplecza.
Rosyjscy twardogłowi już domagają się odwetu. Ultrakonserwatywny miliarder Konstantin Małofiejew zapytał na Telegramie, co jeszcze musi się wydarzyć, żeby Rosja zaczęła „walczyć naprawdę”, i wzywa do rozważenia broni jądrowej. Deputowany Dumy i emerytowany generał Andriej Gurulow domaga się „bezlitosnych” uderzeń w Ukrainę.
Atak zbiega się z rozmowami Zachodu o dalszym wsparciu dla Kijowa. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte mówił w Brukseli, że Ukraina zmienia dynamikę pola walki i zadaje Rosji duże straty, ale potrzebuje kolejnych dostaw, żeby utrzymać ten kierunek.
Kreml próbuje uspokajać sytuację. Lokalne władze zapewniają, że dostawy paliw i praca stacji benzynowych w Moskwie przebiegają normalnie. Równocześnie rosyjski regulator żąda wyjaśnień od jednej z sieci stacji po gwałtownej podwyżce ceny benzyny 95-oktanowej w Moskwie i regionie.
Ukraina uderza w miejsce, w którym spotykają się paliwo, logistyka i psychologia wojny. Teraz pytanie brzmi, jak odpowie Putin?













