Unia Europejska uzgodniła nowe przepisy dotyczące odsyłania migrantów bez prawa pobytu. Porozumienie zawarte przez Parlament Europejski i państwa członkowskie przewiduje dłuższą detencję, przeszukania mieszkań oraz możliwość tworzenia poza UE tak zwanych „hubów powrotowych”. Tekst czeka jeszcze na formalne zatwierdzenie przez Radę UE i europarlament.
Bruksela uzasadnia zaostrzenie niską skutecznością obecnego systemu. Według danych przywoływanych przez instytucje unijne tylko około 20 proc. decyzji o nakazie wyjazdu kończy się faktycznym opuszczeniem Unii. Nowe prawo ma objąć osoby po odmowie azylu, po przekroczeniu ważności wizy albo bez innej podstawy do pozostania w państwie członkowskim.
Najostrzejsze reakcje wywołały uprawnienia służb przy wykonywaniu nakazów wyjazdu. Funkcjonariusze w państwach członkowskich będą mogli przeszukiwać osoby objęte decyzją powrotową oraz miejsca z nimi związane, w tym mieszkania i inne pomieszczenia. Władze dostaną też możliwość zabezpieczania dokumentów, rzeczy osobistych i danych potrzebnych do wykonania deportacji. Ten fragment wywołał porównania do amerykańskiego ICE, służby imigracyjnej kojarzonej z nalotami, zatrzymaniami i brutalnym ściganiem migrantów.
Detencja ma być dłuższa niż dotąd. Osoby uznane za ryzyko ucieczki albo odmawiające współpracy z urzędami będą mogły być zatrzymywane do 24 miesięcy, a w części przypadków nawet do 30 miesięcy. Zatrzymanie rodzin z dziećmi i małoletnich bez opieki ma być dopuszczalne jako środek ostateczny. Organizacje praw człowieka nie uznały tego za wystarczające zabezpieczenie, bo dzieci nadal pozostają w zasięgu systemu detencji i deportacji.
Nowe przepisy otwierają też drogę do tworzenia poza Unią tak zwanych „hubów powrotowych”. Państwa członkowskie będą mogły zawierać porozumienia z krajami trzecimi i kierować tam migrantów oczekujących na odesłanie. Kraj przyjmujący nie musi być państwem pochodzenia danej osoby. Migrant po odmowie azylu nie musiałby czekać na deportację w państwie UE, lecz w kraju trzecim wskazanym w porozumieniu z danym rządem.
Najbliższym europejskim precedensem pozostaje włoski projekt w Albanii, forsowany przez rząd Giorgii Meloni, ale długo blokowany przez spory prawne i decyzje sądów. Dania, Austria i Niemcy od miesięcy rozglądały się za partnerami poza Unią; w debacie pojawiały się Rwanda, Uganda i Uzbekistan. Hiszpania sprzeciwiała się takim rozwiązaniom, wskazując na ryzyko naruszeń praw człowieka.
Komisarz do spraw wewnętrznych Magnus Brunner przedstawił porozumienie jako odzyskanie kontroli nad migracją. „Dzięki nowym zasadom mamy większą kontrolę nad tym, kto może przyjechać do UE, kto może zostać i kto musi wyjechać” – stwierdził. Rada UE zapowiada także europejski nakaz powrotu, który ma ułatwić wzajemne uznawanie decyzji deportacyjnych przez państwa członkowskie.
Amnesty International ostrzega, że przepisy mogą oznaczać deportacje, naloty, nadzór i detencję „za wszelką cenę”. Organizacja wskazuje na ryzyko złamania zasady non-refoulement, czyli zakazu odsyłania ludzi tam, gdzie grożą im prześladowania, tortury albo inne poważne naruszenia praw. Krytykuje też ośrodki poza UE, bo pozwalają przerzucać odpowiedzialność za migrantów na państwa trzecie.
Porozumienie przeszło w Parlamencie Europejskim po politycznym przesunięciu w prawo po wyborach z 2024 roku. Europejska Partia Ludowa poparła ostrzejszy kurs razem z prawicą i skrajną prawicą. Izba, która przez lata hamowała najbardziej restrykcyjne pomysły rządów, tym razem sama pomogła przesunąć unijną politykę migracyjną w stronę deportacji i zewnętrznych ośrodków.
Po formalnym przyjęciu część przepisów zacznie obowiązywać po publikacji w Dzienniku Urzędowym UE. Pozostałe rozwiązania mają wejść w życie po 12 miesiącach.












