Jestem po stronie nauczycieli

W trakcie wywiadu dla telewizji internetowej „Studio w Szczecinie.pl” zapytał mnie dziennikarz, kiedy zakończy się strajk nauczycieli?

Odpowiedź nie jest prosta. Krzyżujące się komunikaty Min. Edukacji Narodowej i ZNP nie dają nadziei, że stanie się to szybko. Na razie niby nic groźnego się nie dzieje – egzamin gimnazjalny jakoś się odbył, poważniejszych zakłóceń nie odnotowano. To jednak nie znaczy, że problemy znikają, przeciwnie one narastają. Zarówno w warstwie psychologicznej – w postaci determinacji obu stron, jak i techniczne. Rozpoczęły się egzaminy ośmioklasistów, potem będą matury, a wraz z nimi specyficzny kalendarz, którego przestrzeganie warunkuje prawidłowość samego egzaminu.
To wszystko skłania, by na pytanie: kiedy to się skończy, odpowiedzieć: wtedy, gdy rząd dobrze wsłucha się w postulaty protestujących.
Za 2,5 tys. miesięcznie nie da się opłacić mieszkania i mediów, porządnie zjeść, porządnie się ubrać i jeszcze zadbać o swój rozwój intelektualny poprzez regularne, czynne uczestnictwo w życiu kulturalnym i społecznym. To znaczy – można, ale na kiepskim poziomie, a więc i z byle jakimi efektami. To jest niestety dramat. Nie chciałbym żyć za 2,5 tys. złotych… Chociaż jako młody naukowiec zarabiałem na początku 1050 zł., ale to było dawno, dawno temu i w zupełnie innym świecie. Martwię się więc, bo problemy nauczycieli i szkoły nawarstwiają się. Potrzebne jest porozumienie, bo może być
tylko gorzej.
Piłka jest jednak zdecydowanie po stronie rządu. Zapóźnienia są widoczne gołym okiem. Nauczyciel dyplomowany zarabia obecnie około 3,4 tys. zł brutto. W 2000 roku zarabiał 1,5 tys. zł. brutto. Przez 20 lat więc zyskał 1,9 tys. zł podwyżki.
Nauczyciel stażysta zarabia nieco ponad pensję minimalną – 1,7-1,8 tys. zł. na rękę.
Co niejednego zaskoczy, największą podwyżkę otrzymali nauczyciele za rządów SLD-UP-PSL – 30 proc. Koalicja PiS, Samoobrona i LPR (2005 – 2007) podniosła nauczycielskie pensje o 8 proc. Nauczyciele zarabiali wówczas 2,3 tys. zł.
Koalicja PO-PSL zwiększyła te wynagrodzenia do około 3,1 tys. zł. Natomiast Prawo i Sprawiedliwość (od 2015 do 2019) podwyższyło wynagrodzenie nauczycieli dyplomowanych o 12 proc. – z 3109 zł do 3483 zł. (za Polskie Radio 24 – BL)
Teraz wicepremier Beata Szydło zaproponowała nauczycielom podwyżki w zamian za stopniowe zwiększanie pensum, czyli liczby godzin pracy przy tablicy. Oni uważają, że to zdecydowanie za mało.
Jak więc wyglądają zarobki polskich nauczycieli na tle zarobków nauczycieli innych krajów UE? Informacje podaję za Business Insider Polska.
Najlepiej zarabiają nauczyciele w Luksemburgu – początkujący może zarobić w szkole średniej ponad 79 tys. dolarów rocznie (292 tys. zł. – wedle kursu średniego NBP z dn. 12.04.). Luksemburski nauczyciel – weteran zarabia nawet 138 tys. dolarów (510 tys. zł.). Na wysokie zarobki mogą również liczyć najbardziej doświadczeni nauczyciele w Szwajcarii (109 tys. dol. – 403 tys. zł.), Niemczech (92 tys. dol. – 340 tys. zł.) i Holandii (84 tys. dol. – 310 tys. zł.)
Doświadczony nauczyciel polski zarabia 26 tys. USD, czyli ok. 96 tys. zł. rocznie. To półtorej premii rocznej, którą przyznała sobie pani premier Szydło.
Z danych OECD (które przytacza Business Insider Polska) wynika też, że z kolei początkujący polski nauczyciel zarobi w ciągu roku tylko około 15 tys. dolarów, czyli ok. 55 tys. zł. To z kolei niecała premia pani premier, która wyniosła, przypomnijmy – 65 tys. zł.
Na koniec proponuję zatrzymać się na chwilę właśnie przy zarobkach początkujących nauczycieli. Nasz zarabia 15 tys. dolarów, a w krajach, gdzie edukacja jest na najwyższym poziomie w Europie, początkujący nauczyciel zarabia dwa – cztery razy więcej. To ma swoje bardzo poważne konsekwencje na przyszłość.
Na przykład nauczyciel duński zarabia trzy raz więcej niż jego wstępujący do zawodu polski kolega. To jednak nie wszystko. Duńczyk ma od ręki otworzony przyjazny kredyt w banku. Pomaga mu też system społecznego wsparcia państwa. Mieszkanie nie stanowi dla niego problemu. Dom nawet. Raty są humanitarne, nie zarzynają go finansowo. Stać go na książki, na teatr, na wyjazd, stać go na stały rozwój zawodowy i osobowościowy. Jego zarobki systematycznie rosną. Jak na warunki duńskie (podatki!) nie są niebotyczne, ale codzienne potrzeby nie spędzają mu snu z powiek. To wszystko przekłada się na wysoką jakość duńskiej szkoły, na poziom absolwentów, na – jak to się mówi – kapitał ludzki… Nauczyciel duński też pracuje dla idei, poświęca się swej pracy, kocha ją, ale w jakże innych okolicznościach.

Głos lewicy

PPS nie idzie do Sejmu

W dniu 16 lutego 2019 roku w Warszawie odbyło się posiedzenie Rady Naczelnej Polskiej Partii Socjalistycznej. Głównym przedmiotem obrad były dokumenty i tryb przygotowań do mającego się odbyć w dniu 2 marca 2019 roku XLIII Kongresu Partii.
Przyjęto projekty podstawowych dokumentów merytorycznych i sprawozdań na kongres.
Przypomnijmy, że Kongres PPS ma charakter sprawozdawczo-wyborczy. Jego zadaniem jest m.in. wybór na następną kadencję nowych władz PPS, oraz przyjęcie kierunkowych dokumentów programowych i organizacyjnych. Kongres PPS zgodnie ze Statutem odbywa się co 3 lata.
Rada przyjęła także ważny dokument dotyczący polskiej racji stanu i polityki zagranicznej pt.:  „Polska Partia Socjalistyczna mówi NIE dla ładunków jądrowych na ziemiach polskich oraz udziału w wojnach imperialnych”.
Dyskutowano również o problemach towarzyszących przygotowaniom do wyborów do Parlamentu Europejskiego w maju br. i wyborów parlamentarnych jesienią.
Wg portalu www.ppspl.eu w trakcie dyskusji Rada Naczelna stwierdziła, że Partia w roku 2019 skupi się na wyborach do Sejmu i Senatu RP. RN nie widzi możliwości w samodzielnym starcie do Parlamentu UE. Rada Naczelna nie widzi także, na dzień dzisiejszy, możliwości udziału w powstających obecnie koalicjach partyjnych.
Info od Rady Naczelnej PPS.

Nie chcę, ale muszę

– To nie jest moja koalicja marzeń, bo taką byłaby złożona z samych formacji lewicowych i z Zielonych – powiedziała Katarzyna Piekarska w programie „Onet Rano”. Oceniła jednak, że w polityce „trzeba stać na ziemi”, a Koalicja Europejska jest koalicją „racjonalną”, która – jak ma nadzieję – „przetrwa do jesieni”. Piekarska wyjaśniła, że celem porozumienia partii opozycyjnych jest „odsunięcie od władzy szkodników politycznych”.
– Nie ma entuzjazmu w moim głosie. Powiem tak: głosowałam, ale się nie cieszyłam – stwierdziła. – Jeśli chodzi o Unię Europejską, są to partie reprezentujące te same wartości – powiedziała. – Pełzający polexit, z którym mamy obecnie do czynienia, jest dla Polski groźny i ją marginalizuje – dodała i zapewniła, że cieszy się z wczorajszej decyzji Zielonych, którzy również dołączyli do koalicji.
Koalicja Europejska to w opinii Piekarskiej „małżeństwo z rozsądku”. Zapewniła jednak, że SLD „ma silną podmiotowość” i nie zostanie wchłonięte przez PO i Grzegorza Schetynę. Zdaniem Piekarskiej, osoby które będą kandydować z list koalicji, to „duże nazwiska” i „naprawdę mądrzy ludzie, którzy mają olbrzymie zasługi na Europy i Polski”. Sama zapowiedziała jednak, że woli kandydować do parlamentu krajowego.
Połączenie partii opozycyjnych, to – zdaniem Katarzyny Piekarskiej – „oczywiście jakiś rodzaj testu”. – Jeżeli wyborcy odpowiedzą na tę naszą koalicję negatywnie, to oczywiście trzeba się będzie zastanowić nad jesienią – powiedziała, odnosząc się do tegorocznych wyborów parlamentarnych.
sld.org.pl

Na wojnie z całym światem

Bogusław Liberadzki podzielił się wrażeniami ze szczytu bliskowschodniego w Warszawie:
Szczyt nie był sukcesem, na samym początku był genetycznie skazany na porażkę. Pierwsza rzecz: selektywnie dobrani uczestnicy – brak Iranu, ale też brak Palestyny. Po drugie, jeśli na tego rodzaju przedsięwzięcie przyjeżdża dwóch podstawowych graczy – Stany Zjednoczone i Izrael – w takim momencie historycznym powinniśmy dokładnie wiedzieć, z jakimi głównymi tezami panowie przyjeżdżają.
Po raz pierwszy mamy wielkie konflikty w środku Polski wokół polityki zagranicznej. Zwykle był to bardzo daleko posunięty konsensus.

Kolej na kolej

15 listopada 2018 r. Parlament Europejski podczas sesji plenarnej w Strasburgu zdecydowaną większością głosów poparł sprawozdanie przygotowane przez prof. Bogusława Liberadzkiego, mające na celu wzmocnienie praw pasażerów w ruchu kolejowym.

 

Obowiązujące od 2009 r. rozporządzenie dotyczące praw i obowiązków pasażerów w ruchu kolejowym, wprowadziło prawa ważne dla konsumentów, ale również zawierało luki. Sprawozdanie prof. Liberadzkiego ma na celu wypełnienie tych luk.
Zaktualizowane rozporządzenie zawiera m.in. propozycję zwiększenia rekompensaty, do 100 proc w przypadku opóźnienia powyżej dwóch godzin oraz ułatwienia dostępu dla podróżnych o ograniczonej sprawności ruchowej; brak konieczności zgłaszania potrzeby pomocy na większych stacjach kolejowych; 3 godziny wstępnego powiadomienia dla stacji średniej wielkości i 12-godzinne powiadomienie wstępne dla wszystkich innych stacji kolejowych w Europie.
Przyjęty wniosek usuwa również klauzulę dotyczącą siły wyższej, która dopuszczała pewne wyjątki, osłabiające prawa pasażerów.
Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego prof. Bogusław Liberadzki, który jest negocjatorem Parlamentu w sprawie praw pasażerów w ruchu kolejowym, podczas konferencji prasowej, która odbyła się 26 listopada 2018 r. w Biurze Parlamentu Europejskiego wygłosił następujące oświadczenie:
„Prawa pasażerów w transporcie kolejowym – to akt prawny, który był debatowany w Parlamencie Europejskim przez rok czasu. Dlaczego tak długo? Po pierwsze, ponieważ dotyczy kilku miliardów pasażerów w Unii Europejskiej rocznie. Po drugie, dotyczy milionów pracowników kolei. Po trzecie, dotyczy elementu podstawowego jakim jest jakość życia. W transporcie liczą się kwestie bezpieczeństwa, niezawodności, punktualności, a także cena, którą płacimy za usługę transportową. Liczy się również pomyślność w realizacji projektu, bez względu na to czy jest to podróż turystyczna, czy też codzienna droga do pracy za pomocą transportu kolejowego. W europejskiej polityce transportowej, kolej uzyskuje największy priorytet, ponieważ jest to transport przyjazny środowisku, zajmujący stosunkowo najmniej przestrzeni oraz będący w stanie docierać do centrów miast i aglomeracji.
Z punktu widzenia ekonomicznego zależy nam na tym, aby wykorzystać posiadaną już infrastrukturę. Natomiast wprowadzamy nowe wymogi odnośnie jakości usług dla pasażerów, w pierwszej kolejności są to opłaty za spóźnienia pociągów, Była propozycja Komisji Europejskiej, która polegała na tym, że jeżeli spóźnienie osiągnie od 60 do 120 minut – to odszkodowanie wyniesie 25 proc. ceny biletu; jeżeli powyżej 120 minut – 50 proc. ceny biletu. Parlament Europejski zmienił te propozycje Komisji na następujące: spóźnienie od 60 do 90 minut będzie skutkowało odszkodowaniem 50 proc. ceny biletu; od 90 do 120 minut – 75 proc. ceny biletu i powyżej 120 minut pasażerowi należy zwrócić 100 proc. ceny biletu. Są to wymogi znacznie ostrzejsze, ale jesteśmy przekonani, że leżą one głęboko w interesie również samej kolei, a nie tylko samych pasażerów. Dlaczego? Obserwujemy w wielu państwach odwrót od transportu kolejowego, takim przykładem jest chociażby Polska. 30 lat temu w Polsce koleje przewoziły prawie 1 mld pasażerów rocznie, 20 lat temu 430 mln, a rok temu ponad 260 mln pasażerów rocznie. W 2018 r. dotychczas przewieziono ponad 220 mln pasażerów, licząc do końca września. Jednocześnie koleje niemieckie przewożą 2,4 mld pasażerów. Dlaczego w Polsce następuje odwrót od kolei? Ponieważ jakość oferowanych usług dotyczących transportu kolejowego jest niesatysfakcjonująca. Polska jest tego przykładem, ale ta tendencja nie dotyczy tylko naszego kraju, a wielu państw członkowskich Unii Europejskiej. Jeżeli transport kolejowy ma funkcjonować i być atrakcyjny to musi być odpowiedniej jakości. Brak odpowiedniej jakości usług będzie zagrożeniem dla istnienia transportu kolejowego, a nie będą nimi wymogi względem jakości tychże usług. Wymogi te nie były dotychczas sformułowane tak radykalnie i koleje w Europie traciły rynki przewozowe, zatem te działania mają przywrócić konkurencyjność. Podobne wymogi są sformułowane np. w przypadku transportu lotniczego i jak państwo wiedzą jest to kwitnąca gałąź gospodarki. Wciąż coraz więcej pasażerów korzysta z transportu lotniczego. Pragniemy wprowadzić podobne warunki, jednocześnie adaptując je do potrzeb kolei. Komisja Europejska proponowała, aby te standardy i rekompensaty ograniczyć jedynie do przewozów międzynarodowych i krajowych. Parlament Europejski chce to poszerzyć na przewozy regionalne, ponieważ zdecydowana większość pasażerów to są przewozy regionalne i aglomeracyjne. Aglomeracyjnych nie bierzemy pod uwagę, ponieważ w 60 minutach zamyka się cała podróż, która trwa zwykle 30 min czy 40 min w jedną stronę. Poza tym jest to za duża skala i są to usługi użyteczności publicznej, który reguluje „Czwarty Pakiet Kolejowy” i w nim są zawarte wymogi sposoby funkcjonowania przewoźnika świadczącego usługę użyteczności publicznej.
Z punktu widzenia europejskiego ważne jest i tego nie możemy nie dostrzegać, otóż w poprzedniej perspektywie finansowej, jak i obecnej dla transportu kolejowego w Unii Europejskiej, i w tym także dla Polski. Są przewidziane miliardy euro na poprawę infrastruktury, bezpieczeństwa ruchu oraz na tabor, zwłaszcza jeżeli chodzi o przewozy regionalne. Za te dziesiątki miliardów euro mamy prawo oczekiwać nowej jakości.
Jeżeli kolej ma mieć sukces to musi świadczyć dobre usługi pod względem jakości, z drugiej strony wszyscy podatnicy w Unii Europejską płacą za to i mają prawo tego oczekiwać, a stanowiących prawo obowiązkiem jest to wyegzekwować ustanowione prawo.
W trialogu (ścisła współpraca między Komisją Europejską, Radą Unii Europejskiej i Parlamentem Europejskim – red.) będziemy musieli uzgodnić, kiedy to rozporządzenie wejdzie w życie. Pragnąłem, aby to rozporządzenie weszło w życie od 1 stycznia 2024 roku. Dlaczego? Ponieważ do końca 2023 roku mamy wydatkować, czy też zainwestować pieniądze w rozwój kolei ze środków obecnej perspektywy finansowej. Rozliczyć i od 1 stycznia 2024 pokazać, że są widoczne efekty. Niestety, większość się nie zgodziła. Prezentowane rozwiązanie poparły dwie grupy, moja – Socjaliści i Demokraci oraz Reformowani Konserwatyści, ale to głosowanie przegraliśmy i powstał kompromis, iż rozporządzenie weszłoby w życie po 12 miesiącach od opublikowania ostatecznej wersji uzgodnionej w trialogu między Radą, Komisją i Parlamentem Europejskim. Prawdopodobnie będzie to początek 2021 roku.
W toku prac była duże debata na temat siły wyższej. Czy w transporcie kolejowym powinniśmy wprowadzić klauzulę – siły wyższej. Taka klauzula funkcjonuje w transporcie lotniczym i np. miała zastosowanie podczas erupcji wulkanu, która miała miejsce w kwietniu 2010 r., kiedy to na jakiś czas nad Europą mieliśmy zawieszone latanie ze względu na pyły, które unosiły się i mogły uszkodzić silniki samolotów. W przypadku kolei rozważaliśmy dwie możliwości. Po pierwsze, bardzo zawężonego rozumienia siły wyższej, np. trzęsienie ziemi, powódź, czy też tsunami. Były duże presje, aby to pojęcie siły wyższej rozszerzyć np. na kradzież fragmentu trakcji elektrycznej; niezakończoną inwestycję na torach, którą prowadzi inna firma od tej, która prowadzi przewozy kolejowe; gwałtowne opady śniegu w ciągu nocy; czy też strajk. Osobiście reprezentowałem pogląd, iż albo będzie to wąskie rozumienie pojęcia siły wyższej, albo nie będzie wcale. Na ten moment nie mamy pojęcia kategorii siły wyższej w przewozach kolejowych. Zbyt elastyczne podejście do siły wyższej mogłoby powodować, iż zamiast koncentrować się poprawie jakości usług, koleje dawałby zarabiać kancelariom prawnym, które wyjaśniałby, iż co było siłą wyższą. Pytam się, czy spadek 30 cm śniegu w ciągu nocy w Polsce, w styczniu to jest siła wyższa? Taki mamy klimat – mówiąc językiem „Pani Klasyk”. Skoro taki mamy klimat, to powinniśmy być do tego przygotowani. A jeżeli zdarzy się stan klęski żywiołowej, to przecież od tego są inne regulacje. Pamiętajmy, że to są duże miliardy pasażerów rocznie, których nie chcielibyśmy narażać na perturbacje związane z interpretacją. Czy strajk np. kontrolerów to jest siła wyższa? Moim zdaniem nie. Trzeba tak zarządzać koleją, aby nie było powodu strajkować, ale jeżeli się zdarzy to trudno, trzeba odpowiadać za to co się zdarzyło.
W rozporządzeniu o prawach pasażerów w transporcie kolejowym pragniemy wyjść mocno naprzeciw oczekiwaniom włączenia w normalną mobilność społeczną osób niepełnosprawnych. Jest przyjęta i przegłosowana w Parlamencie Europejskim następująca propozycja. Wszystkie stacje kolejowe 1 klasy, czyli te które obsługują codziennie 10 000 pasażerów lub więcej, muszą być gotowe w każdej chwili na udzielenie pomocy osobie niepełnosprawnej, np. na wózku. Ograniczenia w mobilności są bardzo różne: wzrok, słuch, ruch i intelektualne. Komisja Europejska proponowała, aby to było zawsze 48h wyprzedzenia na zgłoszenie potrzeby udzielenia pomocy, Parlament Europejski to odrzucił. Trudno planować, iż ktoś na wózku musi zgłosić na Dworcu Centralnym, na dwa dni wcześniej swoją chęć lub zamiar podjęcia podróży pociągiem. Przecież są sytuacje, iż na dwa dni wcześniej nie jesteśmy w stanie zaplanować podróży. Takie dworce, jak Dworzec Centralny w Warszawie, tak jak lotnisko „Okęcie” zawsze powinny być gotowe do udzielenie pomocy osobie niepełnosprawnej. Druga kategoria to są stacje kolejowe, które obsługują powyżej 2 000 pasażerów dziennie, aż do 9999 osób na dobę i tu powinniśmy mieć wyprzedzenie 3 godzinne i informacja, iż będzie potrzeba skuteczna pomoc osobie niepełnosprawnej, a która powinna zostać zapewniona. Wszystkie pozostałe dworce powinny być w stanie zorganizować pomoc po 12 godzinach od zgłoszenia zamiaru podróży. Była presja ze strony stowarzyszeń konsumentów oraz stowarzyszeń osób niepełnosprawnych, aby na wszystkich stacjach kolejowych wprowadzić zasadę 3 godzin. Nie zgadzałem się na to. W Unii Europejskiej mamy 5600 stacji i przystanków poniżej 2000 pasażerów obsługiwanych na dobę i wyobraźmy sobie, iż tam cały czas są dwie osoby gotowe do udzielania pomocy i to na dwie zmiany. Przyniosłoby to efekt trochę absurdalny, a finansowo i ekonomiczny totalnie absurdalny, na koniec koleje w wielu państwach po prostu zamknęłyby obsługę. A przecież nie o to chodzi. 12 godzin wyprzedzenia to i tak przychylne rozwiązanie w stosunku do osób z niepełnosprawnościami.
Kolejny temat był szczególnie forsowany przez Partię Zielonych, pod hasłem multimodalności – czyli możliwość zabierania na pokład pociągów rowerów. Tutaj też były rozważane ekstremalne warunki, typu w każdym wagonie osiem do dwunastu miejsc dla rowerów. Ostatecznie w każdym nowym uruchomianym pociągu, jeden przedział będzie zabierać 8 rowerów, a starszych modelach w miarę modyfikacji taboru, będziemy je dostosowywać, aby rower można byłoby wziąć na pokład.
Bilet łączony. Wyobraźmy sobie sytuację, iż chcemy przejechać z Warszawy, przez Berlin Główny do Kolonii. Uważamy, że możliwy jest jeden bilet, kiedy różne połączenia obsługują różni przewoźnicy. W tej samej sytuacji, dwa bilety i dwu różnych przewoźników również możemy potraktować jako bilet łączony. Bez względu na to rozróżnienie, zawsze takie bilety będą traktowane jako bilet łączony. Problem może polegać na tym, iż pociąg z Warszawy się spóźni. Zdarza się? Tak. Jeżeliby się okazało, że ten dystans pomiędzy tymi pociągami był rozsądny, czyli bez problemu można byłoby przemieścić się z peronu przyjazdowego na odjazdowy i z jakimś zapasem czasu. A pociąg z Kolonii nam odjechał, to należy nam się odszkodowanie od przewoźnika, który nas wiózł z Warszawy, a przewoźnik, który miał nas zawieść do Kolonii powinien bezpłatnie dać nam bilet w najbliższym pociągu, w tej samej kategorii, właśnie do Kolonii. To miejsce ma być nam udostępnione bezpłatnie. I wydawałoby się, że tutaj nie ma wielkiego dylematu, ale duży spór zaczął się toczyć, oto od kiedy ma to działać. W tej kwestii mamy jeszcze biura turystyczne lub agencje, które sprzedają wyłącznie bilety. W akcie prawnym zapisana powinna być odpowiedzialność zarówno tego, kto sprzedaje bilety, jak i na kolei. Nie możliwa jest sytuacja, w której ktoś bezsensownie sprzedaje bilety i nie ponosi z tego tytułu odpowiedzialności. W tej sytuacji będziemy mieć do czynienia z odpowiedzialnością dzieloną. Kompetencją każdego narodowego urzędu kolejowego będzie określenie szczegółowych zasad dzielenie odpowiedzialności.
Głosowanie w tej kwestii odbyło się 15 listopada 2018 r. i mam satysfakcję, iż 533 głosy były za tą propozycją a jedynie 37 przeciw, a 50 posłów wstrzymało się od głosu. To dobry wynik finalnego głosowania”.

Po UE pociągiem jak samolotem

Parlament Europejski przyjął pakiet praw pasażerów kolei. Spóźnienia będą należały do przeszłości.

 

533 europosłów głosowało za przyjęciem nowego prawa korzystnego dla podróżujących. Przeciwnych było zaledwie 37.

– Przyjęliśmy prawo stojące jednoznacznie po stronie pasażerów – komentuje autor pakietu, wiceprzewodniczący PE prof. Bogusław Liberadzki. – Jako parlamentarzysta, który przygotowywał ten projekt, przedłożył go europosłom i przeprowadził przez cały proces legislacyjny, mam ogromną satysfakcję, że moje poglądy na prawa podróżnych i obowiązki przewoźników zyskały aż tak wyraziste, jednoznaczne poparcie. Punktualność nie może być jakimś kaprysem przewoźników w stosunku do pasażerów, punktualność powinna być ich obowiązkiem – mówi.

Prof. Liberadzki wylicza podstawowe prawa wynikające z nowych regulacji:

– Jeśli pociąg na terenie Unii Europejskiej spóźni się od godziny do półtorej, pasażer otrzyma zwrot połowy kosztów biletu.
– Przy opóźnieniu od półtorej do dwóch godzin, otrzyma zwrot w wysokości 75 procent.
– Jeśli pociąg dojedzie na miejsce opóźniony o więcej niż dwie godziny, podróżny otrzyma całkowity zwrot pieniędzy za bilet.
– W ten sposób pasażerowie kolei będą mieli zapewnione takie same prawa, z jakich już od dawna korzystają pasażerowie linii lotniczych.
– Także pasażerowie niepełnosprawni, podobnie jak ci korzystający z lotnisk i samolotów, będą mieli zapewnioną bezpłatną asystę przy wsiadaniu do pociągu.
– I jeszcze jedna nowość – przewoźnik kolejowy będzie musiał wymienić składy pociągów na takie, w których będzie wyodrębniona przestrzeń dla rowerów.

Nowe prawo wejdzie w życie na terenie całej Unii Europejskiej w roku 2021.

 

Wystąpienie wiceprzewodniczącego PE prof. Bogusława Liberadzkiego w Parlamencie Europejskim

Niech mi będzie wolno rozpocząć od następującego stwierdzenia – jest to bardzo ważny dzień naszej debaty w sprawie rozwoju praw konsumenta, specyficznego konsumenta jakim są pasażerowie transportu kolejowego w Europie. Mówimy o 4 mld pasażerów, którzy podróżują w ciągu roku kolejami, to również dyskusja o milionach pracowników zatrudnionych w transporcie kolejowym. Zatem jest to bardzo kompleksowy problem, o dużej skali i kluczowym znaczeniu.

Dziękuję za doskonałą współpracę swoim „sprawozdawcom cieniom”, a szczególnie panu Denisowi de Jong, który z ramienia Komisji IMCO (Komisja Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów) współuczestniczył w przygotowaniu tego raportu. Pragnę podkreślić wysoką gotowość do współpracy ze strony Komisji Europejskiej i złożyć podziękowania na ręce pani komisarz Bulc.

Zacznę od tego, co Parlament Europejski może osiągnąć dzięki jutrzejszemu głosowaniu. Pierwsza i zasadnicza sprawa, to sprawa praw pasażera, czyli rekompensaty za opóźnienia pociągów. Proponujemy zwiększenie tych rekompensat do 100%, w przypadku opóźnienia powyżej 121 minut. Zdaję sobie sprawę, że to nie będzie łatwe. Jest także alternatywa, mówimy o 100% przy opóźnieniu powyżej 180 minut.

Druga rzecz, szczególnie istotna i godna podkreślenia to zwiększenie dostępności biletów łączonych tzw. „through tikcets”, które będą dotyczyć także pasażerów, którzy utracą połączenia, na które przeznaczone były bilety na przesiadkę. Będą mieć prawa do zajęcia miejsca w najbliższym dostępnym pociągu, bez żadnych dodatkowych kosztów.

Ułatwienia dla podróżnych o ograniczonej zdolność ruchowej, tu jest bardzo duży i rosnący margines osób, którym chcielibyśmy dać możliwość dostępu do środków mobilnych. Proponujemy, aby na stacjach najwyższej kategorii, które obsługują od 10 000 pasażerów na dobę, nie było żadnego obowiązku zgłaszania chęci podróży przez osoby o ograniczonej zdolności ruchowej, na stacjach mniejszych na 3 godziny wcześniej i na najmniejszych na 12 godzin przed przyjazdem.

Otwieramy także transport kolejowy na rowery. Proponujemy, aby w każdym pociągu była możliwość przewiezienia do 8 tego typu pojazdów i z czasem będzie to dotyczyć każdego typu pociągu.
Pragniemy także rozszerzyć zakres rozporządzenia o ochronie praw pasażerskich nie tylko na pociągi międzynarodowe i krajowe, ale także i pociągi regionalne. Te same prawa powinny obowiązywać na terenie całej Unii Europejskiej.

To jest jedna strona medalu.

Jednocześnie pragniemy podkreślić, iż te rozwiązania mają mobilizować państwa i rządy do większej troski o jakość infrastruktury oraz taboru kolejowego, a także o większą dostępność ekonomiczną, jak i fizyczną pasażerów do transportu. Chcemy, aby transport kolejowy stał się tą alternatywą, ponieważ wszystkie jego zalety – ekologia, tani dostęp, niezawodność i bezpieczeństwo – mogą znaleźć swoje miejsce.

Pragniemy także, i w tym kierunku zmierza to rozwiązanie, żeby wyrównywać szansę i reguły konkurowania kolei z innymi formami transportu.

Głos lewicy

Po szczycie, o szczycie

 

Kryzys migracyjny

Odrzucenie idei przymusowej relokacji imigrantów jest faktem. Ta idea upadła w czerwcu.
Niemniej Unia poszukuje rozwiązania problemu, które byłoby do zaakceptowanie przez wszystkie państwa członkowskie. Zmierza ku temu na przykład propozycja przewodniczącego PE, Antonio Tajaniego, która – co on sam podkreśla – jest zgodna z sugestiami państw Grupy Wyszehradzkiej. Chodzi o to – i jest to także postulat polskiego rządu – by potrzebującym pomagać na miejscu, na terenie państw i regionów skąd dziś próbują dostać się do Unii. Tam inwestujmy, tam twórzmy miejsca pracy i humanitarne warunki do normalnego funkcjonowania, żeby ludzie stamtąd nie uciekali. Czyli można powiedzieć, że UE szuka rozwiązania, które pozwoli skutecznie zapobiec nowej fali uchodźców.
Następne przedsięwzięcie, to tworzenie europejskiej armii chroniącej nasze pogranicze, szczególnie rejon południowy, śródziemnomorski. Mówimy o 8 tysiącach żołnierzy w ciągu czterech lat.
Pewnie za miesiąc, dwa, będziemy musieli wrócić do problemu.

 

Brexit

Jak na razie rozmowy nie zmierzają do szczęśliwego końca.
Jak się wydaje rząd brytyjski nie jest przygotowany do rzetelnych, merytorycznych i decydujących negocjacji, które doprowadziłyby do zakończenia negocjacji z Unią Europejską. Po prostu obecny rząd Wlk. Brytanii jest na to za słaby.
Grozi więc nam sytuacja, że 29 marca 2019 o północy, kiedy kończy się członkostwo Wlk. Brytanii w Unii Europejskiej, wejdziemy w stan bezumowny, bez uregulowań. A to niestety może oznaczać, że 800 tys. Polaków mieszkających tam, będzie zależeć w dużej mierze od tego, co wewnątrz będzie się w tej sprawie decydować. Unia może być mniej efektywna w obronie ich praw i interesów, niż gdyby sytuacja była uregulowana.
Pamiętajmy jednak, że w gruncie rzeczy mówimy o 4 milionach obywateli. To są Europejczycy mieszkający w Wlk. Brytanii i poddani korony brytyjskiej, mieszkający i pracujący na terenie Unii. Co piąty przypadek, to jest Polak.
Kluczową sprawą dla tych sporów jest kwestia Irlandii i Płn. Irlandii – granicy, która jest między dwoma państwami na jednej wyspie, długiej i dosyć krętej. Nie bardzo sobie wyobrażamy, że kontrola graniczna może tam byś skuteczna. Dziś, gdy Wlk. Brytania jest w Unii, Irlandia Płn. objęta jest wspólnym obszarem celnym. No, ale jak Wlk. Brytania z Unii wyjdzie? Nie wiemy, jak rząd brytyjski do tej sprawy podejdzie.

 

TU – 154

Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy uznało, że Rosja powinna zwrócić Polsce wraku samolotu TU 154, który uległ katastrofie pod Smoleńskiem. Rosyjskie MSZ odpowiedziało, że Rosję to stanowisko do niczego nie zobowiązuje.
Samo podejście Rosji dla mnie zaskoczeniem nie jest, Rosja od dawna zdaje się mówić, że robimy to, co chcemy, kiedy chcemy i w okolicznościach, które my wybieramy. Wyrażam ubolewanie, ale nie jestem zaskoczony.

Prof. Bogusław Liberadzki,
Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego

Raport o kolei

Eurodeputowany SLD Bogusław Liberadzki przygotował raport, w którym zaproponował wiele korzystnych dla pasażerów zmian, równocześnie ich wprowadzenie byłoby wykonalne dla polskich przewoźników.

 

Wyższe odszkodowania za spóźnienia, ułatwienia dla niepełnosprawnych i miejsca dla rowerów w każdym pociągu – wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego chciał, aby nowe przepisy zaczęły obowiązywać od 2024 roku, czyli od momentu, gdy PKP wykorzysta już unijne środki na dostosowanie infrastruktury.

– W moim raporcie starałem się, żeby nowe, korzystne dla pasażerów przepisy były także wykonalne dla PKP. Myślałem propaństwowo – zaznacza eurodeputowany SLD w rozmowie z korespondentką RMF FM Katarzyną Szymańską-Borginon.

Jednakże przedstawiciele frakcji chadeckiej, liberalnej oraz Zielonych wprowadzili jednak do raportu prof. Liberadzkiego zmiany, które oznaczają, że polskie koleje już za dwa lata będą musiały wydać miliony euro, by dostosować się do nowych regulacji.

Przegłosowanie raportu w Komisji Transportu i Turystyki nie kończy sprawy, ponieważ, aby wypełnić procedurę, potrzebne będzie jeszcze głosowanie na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego, a później konieczna będzie jeszcze zgoda państw członkowskich UE.

– Liczę, że na tym ostatnim etapie przepisom uda się przywrócić kształt z moich propozycji – podkreśla polityk SLD.

Głos lewicy

Środki z UE są ważne

– Wszystko na to wskazuje, że kolejny budżet Unii Europejskiej znajdzie w sytuacji, w której pieniądze będą przeznaczone, ale zanim zostaną uruchomione nastąpi żądanie udowodnienia, że państwo jest praworządne – powiedział prof. Bogusław Liberadzki w programie #RZECZoBIZNESIE.

– Jeżeli chodzi o zdolność budowy i modernizacji infrastruktury to dalej podstawowym źródłem finansowania są środki europejskie. Proszę zauważyć, nas nie stać, aby z własnych środków zbudować jakąkolwiek drogę ekspresową od początku do końca – powiedział wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, pytany o stan uzależnienia polskiej gospodarki o pieniędzy pochodzących z Unii Europejskiej. – Przedsiębiorstwa sobie poradzą, ale rolnictwo i dopłaty bezpośrednie to jest 28 mld euro w ciągu całej perspektywy, czyli 4 mld euro rocznie – wyliczał Liberadzki.

Info z sld.org.pl

 

Mamy dość!

„Mamy dość” oraz „Polska potrzebuje wyższych płac” to główne hasła 20 tysięcznej demonstracji antyrządowej, które przeszła dziś ulicami Warszawy. Byliśmy z Wami, przed siedzibą OPZZ, na Placu Trzech Krzyży, czy też przed Kancelarią Premiera. Wspólnie upominaliśmy się o podwyżkę płac w sektorze publicznym o 12,3 proc., a także poprawe warunków zatrudnienia oraz zmianę w systemie emerytalnym, tak, by świadczenia były uzależnione od stażu pracy, a nie wieku. W manifestacji udział wzięli min. Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD, Andrzej Rozenek, kandydat na prezydenta Warszawy oraz Ryszard Zbrzyzny, związkowiec oraz kandydat na radnego Sejmiku Województwa Śląskiego.

Przed rozpoczęciem demonstracji, przed budynkiem centrali OPZZ głos zabrał min. Andrzej Rozenek, kandydat SLD Lewica Razem na prezydenta Warszawy.

„Moje hasło to Miasto Społeczne Warszawa, a więc przede wszystkim człowiek, nie beton, nie bruk, ale człowiek na pierwszym miejscu. Seniorzy, kobiety, dzieci – w tej kolejności będę realizował program w warszawskim ratuszu.

Jestem tutaj, ponieważ też mówię – mam dość! Mam dość tej władzy, a wyrazem tej władzy jest zamknięty szpital onkologiczny przy ul. Górczewskiej, w którym mogłoby się leczyć dwa tysiące kobiet rocznie. Piękny i nowoczesny sprzęt stoi, ponieważ ktoś w NFZ-cie nie dał pieniędzy. Oto jak rządzi Prawo i Sprawiedliwość i gdzie ma nas wszystkich obywateli, i gdzie ma kobiety, które ciężko chorują na raka.

Rządy PiS-u to deforma edukacji, to co się dzisiaj dzieje w szkołach krzyczy o pomstę nie do nieba, to jest krzyk o pomstę do nas wszystkich. My nie możemy bezczynnie patrzeć na to co się dzieje, musimy wszyscy razem protestować. Protestować razem z OPZZ, Inicjatywą Społeczną, z moimi konkurentami w wyborach na prezydenta Warszawy – Janku, dziękuję Ci, że jesteś. To jest wspaniałe, że wszyscy tutaj potrafimy razem stanąć i powiedzieć – mamy dość.
Mamy dość tej podłej zmiany! Musicie odejść w imię dobra nas wszystkich, nas ludzi pracy. Dziękuję bardzo!”

 

 

Wyjść z cienia

Tygodnik „Białogardzianin” (Białogard, Karlino, Tychowo)… Cóż my tu mamy? – „Święto latawca”, „Usługi dźwigowo-podnośnikowe”, „Modernizacja ścieżki poetów”…

 

To pierwsza strona. W środku: „Białogardzki budżet obywatelski. Realizacja”, spotkanie w Klubie Dyskusyjnym czytelni im. Aleksandra Kwaśniewskiego, zapowiedź retransmisji koncertu Andre Rieu… „Oferty pracy” – bite dwie kolumny… Ach – i jeszcze, na pierwszej stronie, krótki anons: „Konwencja inauguracyjno-wyborcza KKW SLD Lewica Razem. Centrum Kultury i Spotkań Europejskich. Gościem będzie prof. Bogusław Liberadzki. Zapraszamy mieszkańców”… Gdy kilka dni wcześniej do Białogardu zjeżdżał szef rządu, pan Mateusz Morawiecki, prawie do ostatniej chwili nikt o tym nie wiedział. Nawet w Urzędzie Miasta, choć przecież wydawałoby się, że grzeczność każe zawiadomić gospodarzy o takiej wizycie. Tymczasem burmistrz i wiceburmistrz byli zaskoczeni, jak wszyscy. Dowiedzieli się owszem, ale w ostatniej chwili i z fejsbuka jednego z pisowskich działaczy.
Premiera zawieziono na budowę komisariatu, a potem boczkiem, boczkiem, omijając całe miasto, do Centrum Kultury i Spotkań Europejskich, zwanego potocznie Domem Kultury. Białogardu właściwie więc nie widział. Ale, jak to on – nie miał żadnych oporów, żeby klepać, co mu ślina na język przyniesie: że właściwie dopiero teraz, od budowy nowego komisariatu, który PiS darowuje miastu ze szczerego serca, zacznie ono szczęśliwe życie. Do tej pory, nic tu nie było – brud, smród i ubóstwo.
– Potraktował nas, jakby na pustynię przyjechał…
Ale to niesprawiedliwa ocena pana premiera. Moim zdaniem nadto emocjonalna. Wyrywna. Panu premierowi tylko się trochę pomyliło, nie specjalnie przecież. Mówiło się kiedyś: czym się różniły zabory? Ano tym, że w rosyjskim rozbudowę miasta rozpoczynano od budowy więzienia, w pruskim od sądu, a w austriackim od urzędu. No i w panu premierze na chwileczkę górę wzięła rosyjska mentalność… Nie ma się czemu dziwić – pan premier sam wzrastał przecież w cieniu Legnicy, na owe czasy „Fortu Breżniewa” bez mała… Ludzie jednak, jak to ludzie – oburzeni są, że aż ich trzęsie.
– Co innego, gdy się go ogląda i słucha w telewizorze, gdy mówi o kimś innym. A co innego, gdy nam kłamie prosto w twarz. On myśli, że tu same prymitywy jakieś mieszkają.
– No, ale w telewizji mówili, że spotkał się z mieszkańcami, wtrącam nieśmiało… – To mogli mieszkańcy mu powiedzieć, jak tu jest…
– Z jakimi mieszkańcami?! Może połowa pierwszego rzędu, to byli ludzie stąd, kandydaci PiS w wyborach samorządowych, a i tak stłamszeni, bo przecież na półtorej godziny przed wejściem premiera ich zgonili. Ustawiali na scenie, jak dekorację. Oglądali ich, przestawiali, w końcu kazali zejść wszystkim starszym twarzom. Młode tylko zostawili. Starsze – gdzieniegdzie, dla proporcji. A na widowni, poza ta połową pierwszego rzędu, sami dworzanie. Urzędnicy partyjni, prezesi spółek skarbu państwa, no i kandydaci zwiezieni z okolic. To, kto mu miał co powiedzieć?…
Faktycznie, trauma po wizycie premiera snuła się po Białogardzie przez kilka dni. Miastem rządzi burmistrz bezpartyjny, który swoją przygodę z prawicą już przeżył. Wiceburmistrz jest kobietą. Z SLD. Rządzą dwie kadencje, startują do kolejnej. W tym czasie bezrobocie spadło z 42-43 proc. do 7. Jakie ono jest jednak naprawdę – tak do końca nie wiadomo. W tygodniku „Białogardzianin” ogłoszenia o pracy nie mieszczą się na jednej kolumnie.
Bogactwo miasta mierzone budżetem wzrosło w tym czasie z 60 do 100 mln. zł. Wartość majątku miejskiego wzrosła o 70 mln. Nie ma problemów z miejscem w przedszkolu dla dziecka, z miejscem w żłobku, młode mamy dostają miejskie „becikowe”, młodzi ludzie z 80 proc. upustem mogą kupić działkę pod warunkiem, że w ciągu 4 lat się wybudują i zamieszkają na własnym. Powstaje dzięki temu kilkadziesiąt domków jednorodzinnych.
Inwestycje infrastrukturalne pochłonęły dziesiątki milionów złotych. To nie tylko odnowione ulice, nowe latarnie, parki, „orliki” (z samych tylko źródeł unijnych wydano na to 29 mln. złotych), ale także na przykład miejskie autobusy wymienione na ekologiczne, czy prawie 300 nowych komputerów dla szkół. Prywatna spółka energetyczna, z którą miasto współpracuje, stworzyła klaster energetyczny. Miasto czerpie więc ciepło z gazu ziemnego, fotowoltaiki, z prądu i pomp ciepła. Bez dymu, bez smrodu… Ponadto dziesiątki inicjatyw i pomysłów dla młodzieży, klub dyskusyjny w bibliotece im. Aleksandra Kwaśniewskiego, Centrum Kultury i Spotkań Europejskich… Gdzie nie spojrzeć zainwestowane miliony złotych i miliony euro, gdyż miasto szeroko czerpie z funduszy europejskich.
– Musimy odbudować polską własność, polski kapitał, polską gospodarkę, a to może zrobić tylko najlepszy gospodarz, PiS – przekonywał premier na spotkaniu z mieszkańcami Białogardu. W tym samym czasie jedna z zagranicznych, unijnych firm przetwórstwa rybnego, w swoim nowym zakładzie uruchamia nowe miejsca pracy. Jest ich już 200, a docelowo będzie 400. Ciekawe, czy on o tym wie? Pewnie jednak mu nie powiedzieli, bo chyba nie wygłupiałby się aż tak… Ciekawe również, jak się czuł w tym Centrum Kultury i Spotkań Europejskich zbudowanym z unijne dziesiątki milionów złotych? Czy to rzeczywiście „incydentalne” – jak mówi jego kolega prezydent – pieniądze i „incydentalny związek”, który daje nam wątpliwe korzyści?…
W ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwo Zachodniopomorskie, otrzymało od Unii Europejskiej 1,6 mld euro, z przeznaczeniem na rozwój regionu w latach 2014 – 2020, w trzech podstawowych obszarach: gospodarka, infrastruktura i społeczeństwo. Celem tego wsparcia jest wzrost zatrudnienia, rozwój przedsiębiorczości, rozbudowa infrastruktury, wzrost innowacyjności i konkurencyjności gospodarczej, ale też poprawa stanu środowiska naturalnego.
To wszystko dzieje się w także w Białogardzie. To całkowicie odmienione miasto, w niczym nie przypomina już garnizonowego miasta po-radzieckiego – dzięki niegłupiej władzy, dzięki miejscowej zaradności i dzięki unijnym milionom. Każdy to tu widzi, każdy w jakiejś formie z tych pieniędzy korzysta. To dlatego kac po wizycie premiera krążył po ulicach tak długo…
– Community, to wspólnota, mówił do kandydatów SLD w wyborach samorządowych prof. Bogusław Liberadzki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. Spotkał się z nimi w Białogardzie, w Kołobrzegu, w Koszalinie.
– Unia Europejska jest wspólnotą. Wy jesteście częścią tej wspólnoty. Jesteśmy wielką europejską rodziną. A przez to wypełniamy testament kilku pokoleń Polaków, spełniamy ich marzenie – o Polsce bogatej, bezpiecznej i mądrej. Nie pozwólmy sobie tego odebrać. Wy też macie nie pozwalać. Za wami stoją fakty – setki kilometrów dróg, wodociągów, kanalizacji, ulic, chodników ośrodków kultury, setki nowych pracowni w szkołach, nowe miejsca pracy, nowe mieszkania – to każdy widzi, każdy może tego dotknąć. To jest nasza community, nasza wspólnota.
– Kandydaci w wyborach samorządowych reprezentujący SLD, to ekipa zdecydowanie i jednoznacznie pro-europejska. Nasz rząd – SLD-PSL-UP – wprowadzał Polskę do Unii Europejskiej i na nas spoczywa szczególny obwiązek strzec wartości unijnych, „wspólnotowych”. Nie dajcie sobie odebrać sukcesu, nie oddawajcie swojego dorobku.
– To ważne, mówił prof. Liberadzki, bo Unia jest na rozdrożu. Coraz częściej słyszę w Brukseli, czy w Strasburgu, od przedstawicieli tzw. starych państw Unii: po co przyjmowaliśmy tych z Europy środkowo-wschodniej? Po co nam to było? Następuje pewne znużenie Polską, postawą polskiego rządu wobec najistotniejszych ze względu na spójność Unii pryncypiów – państwa prawa, poszanowania demokracji, trójpodziału władzy. Nieznośne staje się to ciągle powtarzane – kasa nam się należy, a od tego jak się rządzimy, proszę się odczepić…
Ale to nie jest tylko specyfika rządu PiS. Takie postawy są częstsze, jest w Europie wiele nacjonalizmów. Trzeba się im zdecydowanie przeciwstawić. Trzeba bronić community! To jest także wasza rola, tu w lokalnych samorządach. Idźcie do ludzi – do rodziny, do znajomych, w sklepie, na bazarze, w przychodni – i rozmawiajcie. Tłumaczcie, pokazujcie, przypominajcie, jak było i jak jest. Jako lewica mamy w ręku potężne argumenty – te drogi, to wszystko, co powstało wokół nas, nie byłoby możliwe, gdybyśmy nie sfinalizowali naszego wejścia do Unii, gdybyśmy nie otworzyli innym siłom politycznym unijnych możliwości rozwoju. Nasz rząd nie mógł jeszcze z unijnych funduszy korzystać, ale następne korzystały i korzystają do dziś pełną garścią. Cieszymy się z tego, bo Polska, Polacy są bogatsi, żyją wreszcie jak ludzie. Powtarzajcie: my, lewica, dotrzymujemy słowa.
I ja, jako poseł do europarlamentu z tego regionu, też dotrzymuję słowa. Przecież pan premier Morawiecki nie mógłby asystować przy podpisywaniu umowy na budowę tunelu pod Świną, łączącego Świnoujście z resztą Polski, gdybym na unijnym forum nie doprowadził do uznania trasy S3 za fragment transeuropejskiego korytarza transportowego, co zapewniło tej inwestycji finansowanie. Podobnie z S6 wpisaną do innego programu unijnego. Obie drogi są w budowie, wystarczy wyjść i popatrzeć. S3 dużymi fragmentami jest już zresztą użytkowana.
– Unia, mówił profesor, to nie tylko bezcenne poczucie wspólnoty, ale również bezpieczeństwo i pokój, po prostu. I o tym musimy pamiętać. Tego także strzec. Również na poziomie lokalnym, gdzie nie zbuduje się niczego bez działania wspólnie, solidarnie i w pokojowym duchu. SLD takie jest. Sojusz jest partią nastawioną na kompromis, na działanie dla ludzi. Możemy to robić sami, możemy wspólnie. Mamy dobrych, przygotowanych merytorycznie, a jednocześnie wrażliwych społecznie kandydatów. Takim przykładem wspólnego działania jest wyborcza koalicja w Kołobrzegu. Sojusz popiera tam kandydatkę PO na prezydenta miasta, Annę Mieczkowską…
Towarzysząc prof. Liberadzkiemu rozmawiałem z wieloma SLD-owskimi kandydatami do sejmików, rad miast, powiatów, gmin, kandydatami na prezydentów, burmistrzów, sołtysów. Partyjnymi i bezpartyjnymi. Zjechali na te ziemie z różnych stron i w różnym czasie. Wielu już tu się urodziło. Sandra Kielnik-Kałużna, Danuta Pietrzak, Dariusz Wieczorek, Jacek Kuś, Jerzy Hamulski, Jacek Borkowski, Barbara Natken, Małgorzata Stachowiak, Stanisław Wziątek, Jerzy Kotlęga, Eugeniusz Jakubaszek, Włodzimierz Niemiec, Krzysztof Bagiński… Dziesiątki takich jak oni z Pomorza Zachodniego: nauczycieli, lekarzy, samorządowców, rolników, działaczy gospodarczych, społeczników… Mówią: naszym celem jest wynik wyborczy, który pozwoli koalicji SLD Lewica Razem stać się siłą polityczną, bez której nie da się rozwiązywać żywotnych dla lokalnych społeczności spraw. Po 21 października chcemy być realnym koalicjantem w gminach, miastach i w sejmiku województwa. Dziś jesteśmy w opozycji. Chcemy dzięki wyborcom odzyskać wpływy polityczne, a poprzez nie realne możliwości współdecydowania o rozwoju regionu…
No, ale, żeby im się udało, my – wyborcy – musimy się ruszyć z domu. Podnieść się sprzed telewizora i wybrać. Bo inni innych wybiorą za nas, ale dla nas, niestety.

Głos Lewicy

O emeryturach

Pragnę pogratulować sprawozdawcy samego tematu, czyli „Wzmocnienia publicznego systemu ubezpieczeń społecznych”. Padały tutaj sformułowania, że ten tytuł jest ideologiczny – otóż nie, tytuł nie jest ideologiczny, on jest po prostu społeczny. I tu nie chodzi o państwo opiekuńcze, które ma różne konotacje, tu chodzi o państwo odpowiedzialne.
Chodzi przecież o godne życie. Elementem ostatniej fazy godnego życia to jest przyzwoita emerytura, tzn. zagwarantowana i w kwocie, która pozwoli przeżyć. Obywatele oszczędzają na ten cel w różny sposób, prawdą jest, że i przymuszony. Padały tu sformułowania, iż publiczna część jest nieważna. Pochodzę z państwa, w którym liberałowie chadeccy wprowadzali system prywatnych ubezpieczeń, a kilkanaście lat później po prostu włączyli je z powrotem do budżetu państwa. Podstawą powinien być przyzwoity publiczny system emerytalny.
Zwracam się do Pana Komisarza, jestem zwolennikiem „social pillar”, który Komisja ogłosiła, sięgnijcie do tego. Róbmy to co tam jest zapisane – powiedział europoseł SLD, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Bogusław Liberadzki.

 

Rehabilitacja?

Obóz „dobrej restauracji”(Sowa i przyjaciele) ma nowe wytłumaczenie, skąd się wziął jego nagły zjazd. Sprzyjające mu media ochoczo je podchwyciły: Duda wygrał z faworyzowanym Komorowskim, bo pomogły mu boty internetowe. Gdyby nie one, w mocy pozostawałoby proroctwo Adama Michnika: Komorowski przegra z Dudą tylko jeśli przejedzie po pijaku zakonnicę na pasach.

Nie przyszło naszym mądrym głowom do ich zakutych łbów, że przegrali, bo sami wystawili bota z funkcjami z lat 90., który nie radził sobie w najprostszych sytuacjach kampanijnych: w konfrontacjach z ustawianymi przez PiS leszczami włączył mu się tryb Balcerowicz ‚93 („zmień pracę, weź kredyt”), w rozmowie z kobietą z niepełnosprawnością na oczach całej Polski suflerka wgrywała mu dodatek „empatia”, a zagłuszany przez niechętną mu młodzież na komendę „szogun!” reagował z wyczuciem czasów godnym ostatniego samuraja. Co więcej, od wyborów prezydenckich w boty zamieniła się cała opozycja, która w każdej sytuacji wyciąga restauracyjne slogany „konsytucja!”, „wolne sądy!”, „Donek, musisz!”, „ciemnogród i mohery!”. Upieranie się, że druga strona nie tylko wygrała te czy tamte wybory, ale zupełnie zmieniła warunki debaty publicznej dzięki botom to reakcja godna niereformowalnego bota, który był, jest i już chyba zawsze będzie głupi – napisał na swoim profilu na Fb. lewicowy publicysta Łukasz Moll.

 

Ofiary kapitalizmu

Tak naprawdę to nie ma czegoś takiego jak „ofiary transformacji”. To pojęcie zakłada, że sama „transformacja” była nieudolnie przeprowadzona, ale sam kapitalizm jest świetny i dla każdego znajdzie się w nim miłe miejsce… To taka wiara w kapitalistyczny cud i spiskową historię dziejów w której ktoś pozbawił nas tego Królestwa Niebieskiego.

Otóż nie. Nie dla każdego znajdzie się miejsce w kapitalizmie.

Także nie mówmy o ofiarach transformacji.

Mówmy o ofiarach kapitalizmu.

Dziedziczenie wykluczenia, biedy, gorsze płace ze względu na położenie geograficzne, wyzysk młodych pracowników i przymuszanie starych do łapania dodatkowych etatów i godzin, niższe płace dla kobiet, ciągła niepewność, brak mieszkań, stały niedostatek, upokarzające warunki życia osób niepełnosprawnych, które stają się przywiązane do rodziny…

To wszystko jest właśnie ten domyślny i typowy kapitalizm.

Nigdy nie znajdowaliśmy się na drodze do raju, znajdowaliśmy się na drodze transformacji do grabieżczego, łupieżczego systemu zbydlęcenia i agresywnej konkurencji, który nie zostawia jeńców i nie ogląda się na słabszych. I ta transformacja w pełni się udała. Jej neoliberalni autorzy dobrze o to zadbali, a teraz próbują udawać zdziwionych – również na Fb napisał Tymoteusz Kochan.

Głos lewicy

Można było?

– Pojawiają się głosy, że skoro ustawę o IPN można było zmienić w ciągu 10 godzin to można także zmienić ustawy o sądach – mówi Bogusław Liberadzki w rozmowie z portalem Interia.pl

Gdyby doszło do rozpatrywania sprawy polskiej praworządności w Trybunale i polski rząd przegrałby, na nasz kraj mogą zostać także nałożone kary finansowe za łamanie prawa.

Konsekwencją może być także nieuznawanie orzeczeń polskich sądów. To groźne zwłaszcza w przypadku transgranicznych spraw, na styku np. Polska-Niemcy czy Polska-Czechy. Może okazać się, że instytucje europejskie będą honorować orzeczenia sądów niemieckich pomijając polskie, co ma duże znaczenie dla Polaków, ponieważ chodzi w tym przypadku także o ludzkie tragedie – podkreśla wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

 

Rząd musi zrozumieć

W interesie Polski, rząd zapewne to rozumie, jest jak najszybsze zakończenie „grillowania” naszego kraju – powiedział Bogusław Liberadzki na antenie Polskiego Radia 24.

– Jest dużo objawów, które nakazują się zastanowić, czy Polska nie łamie praworządności – komentował Bogusław Liberadzki. – Wielokrotnie podkreślałem jednak, że polski rząd reagował na dotychczasowe zastrzeżenia, formułowane przez Komisję Europejską. Pytanie, czy reagował wystarczająco mocno – dodawał wiceszef PE.

Zdaniem Bogusława Liberadzkiego, to dobrze, że kwestią praworządności w Polsce zajmą się teraz unijni ministrowie.

– Dobrze, że ta sprawa przeszła z Komisji Europejskiej do Rady Unii Europejskiej. To będzie ocena państwa przez inne państwa. To bardziej naturalne środowisko niż administracyjno-biurokratyczne środowisko Komisji Europejskiej – mówił polityk SLD.

 

Nie minęło tysiąc lat

– Jak te przepisy były wprowadzane to Sojusz Lewicy Demokratycznej mówił, że te przepisy będą wycofywane. Nie minęło tysiąc lat i przepisy są zmieniane. Głupie przepisy trzeba zmieniać – stwierdził Włodzimierz Czarzasty, również w Polskim Radiu 24.

Przewodniczący SLD zapytany o intencje ustawodawcy, czyli o próbę stworzenia przez rząd odpowiednich narzędzi do walki z zakłamywaniem historii np. poprzez powszechne stosowanie takich stwierdzeń jak „polskie obozy koncentracyjne” stwierdził, że tylko pogorszono sprawę.

– Dzięki tej bzdurnej ustawie, z której na szczęście częściowo polski rząd się wycofuje, takie słownictwo zostało wprowadzone w przeciągu pół roku tysiąc razy częściej niż było wprowadzane wcześniej – powiedział Czarzasty. Dodał także, że „za PiS-u nie jest robione nic w tej sprawie, bo przepisy, które wprowadzają muszą być wycofane”.

 

Nie damy się wyeliminować

Liderzy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Unii Europejskich Demokratów sprzeciwiają się planowanym przez PiS zmianom w ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Podczas konferencji prasowej w Sejmie zapowiedzieli też gotowość wspólnego startu w wyborach do PE w przyszłym roku.

– Lansowana przez PiS zmiana w ordynacji wyborczej do Europarlamentu w swoich założeniach będzie promowała utworzenie w Polsce dwóch silnych bloków – ocenił Włodzimierz Czarzasty.

– Proponowana nowelizacja może wyeliminować znaczne grupy społeczne, w tym część polskiej lewicy, lewicy myślącej o Unii Europejskiej pozytywnie, tolerancyjnej, otwartej na wiele wartości, które przez PiS są codziennie łamane – podkreślił lider SLD.

– W Polsce jest 70 proc. ludzi nastawionych pozytywnie do Unii Europejskiej, a przy tej ordynacji wyborczej PiS może wprowadzić 70 proc. eurodeputowanych, którzy są w stosunku do Unii sceptyczni – stwierdził Czarzasty.

– W momencie ograniczania demokracji, próby tworzenia dwóch bloków, próby eliminowania wartości i ludzi, którzy reprezentują te wartości SLD jest w stanie wejść w każdą rozsądną, proeuropejską koalicję, byle nie wprowadzić do europarlamentu 70 proc. ludzi eurosceptycznie myślących – zapowiedział.