Poseł nie ma powodów do narzekań

Mam nadzieję, że przez rozpoczynającą się kadencję uda mi się przekonać wyborców, że Marcin Kulasek to nie „poseł od 9 tysięcy”, ale dobry parlamentarzysta z Olsztyna
– mówi Marcin Kulasek w rozmowie z olsztyńską „Gazetą Wyborczą”.

Jest pan debiutantem, a już bardzo rozpoznawalnym. Spodziewał się pan, ze poseł może tak szybko i łatwo stać się gwiazdą mediów?

W Sejmie zasiadam po raz pierwszy, ale w życiu publicznym jestem obecny od wielu lat: w regionie jako radny sejmiku, w kraju – jako sekretarz generalny SLD. Mam nadzieję, że choć w części moja rozpoznawalność wynika z tego, co robiłem do tej pory jako radny i polityk SLD, a nie z wypowiedzi, która trafiła na pierwsze strony gazet. Mam też nadzieję, że przez rozpoczynającą się kadencję uda mi się przekonać wyborców, że Marcin Kulasek to nie „ten poseł od 9 tysięcy”, ale dobry parlamentarzysta z Olsztyna.

Więc jak to było z wypowiedzią? Ale powiedział pan te słowa, czy nie? A może źle się wyraził? TVP będzie to wypominała miesiącami…

Media będą pewnie długo przywoływać tę wypowiedź. Takie ich prawo. Moje słowa zostały wyrwane z kontekstu i przedstawione jako narzekanie na niskie wynagrodzenie. A to nie jest prawda, bo powodów do narzekań jako posłowie po prostu nie mamy. W przyszłości będę na pewno autoryzował wszystkie wypowiedzi i bardziej dbał o to, by były precyzyjne.

Czyli powiedział pan, że…

Brakuje mi aneksu kuchennego w pokoju w hotelu sejmowym, ponieważ chciałbym sobie ugotować obiad. A gdybym chciał codziennie jeść śniadanie, obiad i kolację w restauracjach w Warszawie, to by mi nie starczyło uposażenia poselskiego.

To jak to w końcu jest – można się w Warszawie utrzymać za 9 tys. zł? Jednak mówiąc, że za 9 tys. trudno się stołować na mieście chyba pan przesadził… Przywodzi to na myśl wspomnienie o tzw. „lewicy kawiorowej”.

9 tys. miesięcznie to bardzo dużo. Wiem, ile zarabia moja żona w urzędzie. Poselskie zarobki to trzy razy tyle. Dla nas naprawdę dużo. Jedzenie na mieście to trochę luksus. Wolałbym go uniknąć. Większość z nas gotuje w domu, myślę, że fajnie byłoby, gdybym mógł sobie zrobić obiad w hotelu sejmowym. To nie jest narzekanie. A tym, co powiedziałem, chciałem zwrócić uwagę, że ta sama pensja w Warszawie to nie ta sama pensja w Olsztynie. W stolicy wszystko jest droższe, a przecież mieszka tu mnóstwo ludzi, którzy zarabiają mało. Ja ze swojego wynagrodzenia mogę tu się swobodnie utrzymać, ale emeryt czy rencista albo pracownik budżetówki może już mieć z tym problem.

A tak poważniej. Obecne uposażenie posłów uważa pan za odpowiednie? Ludzie jednak nie chcą, żeby posłowie zarabiali więcej. Poza tym macie przywileje: kilometrówki, darmowe przejazdy i przeloty…

Sejm zapewnia posłom dobre, godne warunki sprawowania mandatu. Uposażenie poselskie i dieta są wysokie. Dają możliwość swobodnego utrzymania się – zarówno w Warszawie, jak i poza nią. Jako posłowie dużo jeździmy po Polsce: do okręgu wyborczego, do Warszawy, na spotkania w różnych częściach Polski. Darmowe przejazdy i przeloty bardzo w tym pomagają. Wspierają nas też biura poselskie i pracownicy, których możemy w nich zatrudnić. Posłowie nie mają powodów do narzekań.

Może jednak w tym co pan mówi jest doza populizmu. Są poważne głosy, że po obniżkach wprowadzonych przez PiS poselskie uposażenie jest stosunkowo niskie. Efektem może być to, że posłowie są bardziej podatni na korupcję, lobbing, a i ludzie z kwalifikacjami zwyczajnie omijają politykę.

Nie ma tu populizmu. Jeśli spojrzymy na stosunek uposażenia poselskiego do średniego wynagrodzenia, to okazuje się, że nasze uposażenie jest gdzieś w środku europejskiej stawki. Jest w porządku. Przy polskiej specyfice tworzenia prawa, gdzie bez poparcia rządu uchwalenie ustawy jest w zasadzie niemożliwe, nie rodzi to ryzyk korupcyjnych. Tych raczej szukałbym u urzędników, którzy za niezbyt wygórowane pensje przygotowują projekty ustaw i rozporządzeń w ministerstwach. Każdy z posłów zresztą ma wybór: jeśli ktoś uważa, że może zarobić więcej, ma prawo być posłem niezawodowym. Wtedy jest wprawdzie mniej czasu na pracę w okręgu czy w komisjach, ale można zarobić dowolne pieniądze na rynku.

Flaczki tygodnia

Kto sfinansuje kampanię wyborcza Szymona Hołowni? Na to pytanie powinien odpowiedzieć kandydujący na prezydenta dziennikarz i szołmen. Odpowiedzieć uczciwie, bez ściemniania. Bez opowiadania bajek, że przeprowadzi zbiórkę w Internecie, albo pozyska pieniądze na kampanię ze sprzedaży gadżetów z jego cudownym wizerunkiem.

W Polsce można zostać radnym, parlamentarzystą bez używania wielkich nakładów finansowych. Bo da się zrobić tanio, spontanicznie, bez wielkiego zaplecza organizacyjnego kampanię na terenie jednego okręgu wyborczego. Kampanię prezydencką trzeba prowadzić w całym kraju, niestety. Oczywiście można też kandydować na prezydenta z góry wiedząc, że się nie wygra. Ale wykorzysta kampanię na lans i reklamę. Był już producent, który kandydował na prezydenta RP jedynie aby reklamować swój produkt – cudowne wkładki do butów. Każda z mieniących się poważną partia polityczna wystawia swojego kandydata aby skutecznie reklamował jej program oraz dobrym wynikiem wzmacniał jej pozycję polityczną. Jaki produkt zamierza reklamować Szymon Hołownia?

Z kontrolowanych przecieków informacji ze sztabu wyborczego Hołowni mogliśmy już dowiedzieć się, że kandydat chce mieć miano „kandydata obywatelskiego”, czyli bezpartyjnego.
Chce wykorzystać powszechną w naszym kraju niechęć społeczeństwa do partii politycznych, pogardę dla „partyjniactwa”. Czyli chce już na starcie oszukać swych przyszłych wyborców.

W demokracji parlamentarno – gabinetowej, a taką w Polsce mamy, nie da się uprawiać polityki bez członkostwa lub kooperacji z partiami politycznymi. Można być bezpartyjnym aktywistą miejskim i zostać wybranych do Rady Miasta. Ale już na wyższym szczeblu, czyli wojewódzkim, krajowym miejsca dla solistów politycznych nie ma. Przekonała się o tym Monika Jaruzelska. Radna miejska wybrana z listy SLD, kandydująca do Senatu RP jako „obywatelska”. Szymon Hołownia może zatem udawać, ściemniać, że jest spoza „układu politycznego”. Udawać cynicznie, lub nieświadomie. Może rzeczywiście do końca nie wiedzieć, kto finansuje i organizuje mu kampanię. Pamiętam z czasów Polski Ludowej członków PZPR, których zadaniem partyjnym było bycie bezpartyjnymi działaczami społecznymi.

Szymon Hołownia jest wielce inteligentnym człowiekiem. Zapewne doskonale wie, że on tych wyborów nie wygra. Zatem kandyduje po to, aby osłabić szanse innego kandydata lub kandydatów.
Komu może odebrać głosy ten nowoczesny, postępowy katolik?

Na pewno nie odbierze głosów kandydatowi Konfederacji. Bo wyborcy Konfederacji wykluczają takiego modernistę jak Hołownia ze swej katolickiej wspólnoty. Nie odbierze też głosów kandydatce Lewicy. Bo zbyt pachnie im kościelną kruchtą.

Może za to odebrać głosy katolikowi Władysławowi Kosiniakowi – Kamyszowi, centrowej kandydatce/ kandydatowi Koalicji Obywatelskiej, no i panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Jako nowoczesna wersja obecnego pana prezydenta.

Może też pozyskać grono wyborców, którzy nie mają przekonania do istniejących partii politycznych i ich kandydatów.

Jeśli redaktor Hołownia spłaszczy wyniki wszystkich opozycyjnych katolickich kandydatów to okaże się pożytecznym idiotą pana prezydenta Dudy. Jeśli urwie kilka procentów panu prezydentowi to okaże się zdolnym politycznym dywersantem. A w przyszłości pewnie kolejnym „antysystemowym” parlamentarzystą. Ale aby taki efekt uzyskać, musi mieć duże wsparcie finansowe i organizacyjne.
Kto naprawdę sponsorować będzie kampanię Hołowni?

O tym, że w polityce pieniądze mogą zadusić, przekonał się nowy poseł Lewicy Marcin Kulasek. Lekkomyślnie zwierzył się ze swych pierwszych doznań na początku poselskiej drogi. Ze spostrzeżenia, że za drogo jest w tej Warszawie, znacznie drożej niż w rodzinnym Olsztynie. Że wbrew medialnym pozorom warunki do życia w sejmowym hotelu poselskim są skromne, a wydatki galopujące. I te 9 tysięcy uposażenia poselskiego to nie tak wiele, zwłaszcza kiedy prowadzi się dwa domy. Rodzinny w Olsztynie i poselski w Warszawie.

Flaczki wiodły poselski żywot przez 10 lat. Prowadziły tylko jeden dom. Ale doskonale pamiętają jak pieniędzochłonny jest poselski zawód. Trzeba nie tylko być w gotowości przez 24 godziny na dobę, jeść i pić poza domem, ale też stale wyglądać jakby się szło do ślubu. Albo do telewizji. Bo wyborcy nie chcą, by parlamentarzysta wyglądał jakby wyszedł z lumpeksu. Chcą, by wyglądał jak telewizyjny celebryta. Zapominają, że to jednak kosztuje.

Flaczki nie uważają, że polscy parlamentarzyści zarabiają za dużo. Da się z tego wyżyć. Ale największym ich problemem, nie jest uposażenie, co brak dobrych warunków do pracy. Polski parlamentarzysta nie ma w sejmie pokoju do pracy. Tak jak jego koledzy w każdym cywilizowanym parlamencie. Nie ma tylu pieniędzy na biura poselskie, jak koledzy w Parlamencie Europejskim. Polski parlamentarzysta często musi dokładać ze swego uposażenia aby efektywnie wykonywać swój mandat.

Zatem niech uposażenia poselskie zostaną na tym poziomie. Ale niech każdy z nich ma miejsce do pracy i znacznie większe środki finansowe na biura poselskie.

Pamięć o tym, co się wydarzyło w Auschwitz-Birkenau, to odpowiedzialność, która nigdy się nie skończy. A świadomość tej odpowiedzialności jest częścią naszej tożsamości narodowej, powiedziała kanclerz Angela Merkel podczas swojej pierwszej wizyty w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym.

I od razu wrócił temat reparacji niemieckich za krzywdy wyrządzone obywatelom Polski w czasie II wojny światowej. Najbardziej dotkliwe straty to zabici obywatele II Rzeczpospolitej. I nie przeliczalne na pieniądze.

Dlatego „Flaczki” proponują aby w ramach reparacji wojennych Niemcy przysłali do Polski przynajmniej 6 milionów swych obywateli. Trzy miliony Żydów i trzy miliony osób Polakopodobnych.

Głos lewicy

W jednym miejscu

Lewica będzie w jednym miejscu. Będzie komitet wyborczy Lewica i tam znajdą się wszystkie osoby związane z lewicą. Zieloni wybrali taką drogę, jaką wybrali. Podobnie rzecz się ma z Barbarą Nowacką i Katarzyną Piekarską. Nie mnie to komentować – –stwierdził Marcin Kulasek na antenie Polskiego Radia 24, który dodał, że Lewica „jest na finiszu dopinania miejsc liderskich”.
Sekretarz generalny SLD podkreślił, że „zjednoczenie lewicy stało się faktem”, a w jego środowisku politycznym panuje bojowy, optymistyczny nastrój. – Walczymy o zwycięstwo. Wierzymy, w przeciwieństwie do Koalicji Obywatelskiej, że z PiS-em można wygrać – przekonywał Marcin Kulasek.

Ręce opadają

Bycie całkowicie „wiernym sobie” w Polityce nigdy nie jest możliwe, bo polityka to sztuka kompromisu i współpracy z innymi.
Jak czytam, że „idealiści” zrezygnowali z członkostwa w Razem, bo powstała skuteczna koalicja wyborcza z SLD i Wiosną, dzięki której politycy z Razem pierwszy raz w historii pojawią się w Sejmie RP i otrzymają setki godzin okazji do publicznych wypowiedzi… To trochę opadają mi ręce. Ci sami „idealiści” nie odeszli z tej partii, kiedy szykanowała ona za poglądy komunistyczne, a dodam w tym miejscu, że SLD jako jedyna partia konsekwentnie sprzeciwiał się polityce IPN-u.
To naprawdę nie są czasy na kręcenie nosem i na nowe 20-letnie plany budowy oddolnej-squaterskiej-falansterskiej-true-lewicowej Polski.
Postkomunistyczny podział jest też już totalnie nieaktualny, a elektorat nie rozpamiętuje wydarzeń sprzed 20 lat. Integracja różnorodnej lewicy jest konieczna by w ogóle móc działać, a różnice powinny się wyrażać w ramach różnych skrzydeł: tak, jak w Partii Pracy w WB, czy u demokratów w USA.
Lepiej mniej, ale lepiej – odejście części działaczy partii Razem, niezadowolonych z powstania wspólnego bloku wyborczego z SLD i Wiosną komentuje Tymoteusz Kochan.

Kropla

Ja bym tylko chciała powiedzieć, że pan Kamiński ma pod sobą teraz wszystkie możliwe służby i zaraz nas zmiecie z planszy, nawet się specjalnie przy tym nie spoci. Czyście bardziej czerwoni czy fioletowi, to jednak idźcie kochane lewaki i głosujcie, nawet jeśli (zasko) idealna koalicja nie istnieje. Ja oficjalnie do października kończę z czytaniem dyskusji „a bo Ikonowicz nie pójdzie”, „a bo Razem złamało swoje zasady”, „a bo Jaruzelska”, „a bo decyzje na randkach”. Kamiński był tą kroplą, która skutecznie rozpuściła moje marudzenie – pisze na Facebooku Weronika Książek.

Domena frustratów

Daleki jestem od jęczenia, że „lewica jednocząc się traci ideowość” itp. To domena ortodoksów i frustratów/weteranów siedzących w piwnicy narzekając, że „kiedyś to było”, „dlaczego nas nie słuchają” itp.
Równie daleki jestem od zachwytów „wreszcie lewica ma szansę”, „bez parlamentarzystów nie mamy szans na dalsze działanie, bo PiS nas zamknie”. To z kolei druga choroba – parlamentarny oportunizm. PiS jak będzie chciał, to pozamyka nawet parlamentarzystów.
Trzecia fałszywa droga to droga części zwolenników RSS – „Nie bierzemy udziału, ale za cztery lata to dopiero im pokażemy” – rozumiem, że macie ułożone plany kampanii, rozbudowy ruchu, gromadzicie środki (aby nie było zwyczajowego jęczenia „dorzuć się, bo prąd nam chcą wyłączyć”). Jeśli tak, jestem z wami. Jeśli nie – słyszałem od was takie zapewnienia od kilkunastu lat, sorry szkoda mi czasu.
Czego jednak wymagam od kandydatów/kandydatek z listy lewicy. Uważam, że ci wywodzący się z ruchów społecznych powinni/powinne dać jasną deklarację – jeśli nas wybiorą, to w biurach poselskich będzie prowadzona działalność społeczna, diety pójdą na dyżury i poradnictwo prawne, opracowanie analiz prawnych, organizację protestów społecznych itp. a nie na zagraniczne wojaże i brylowanie na salonach.
Apeluję o podpisanie jakiejś deklaracji dobrych praktyk.
Nie chodzi bowiem o to aby mieć w sejmie salonowca, który kiedyś bywał na demonstracjach lokatorskich czy antywojennych, lecz o realne wsparcie. – nawołuje Piotr Ciszewski.

Wszystkie scenariusze są dzisiaj na stole

Wywiad z Marcinem Kulaskiem, sekretarzem generalnym Sojuszu Lewicy Demokratycznej

Wybory do Parlamentu Europejskiego za nami. SLD zdobyło w nich trzeci wynik, obsadzając pięć mandatów. Mają Państwo chyba powody do satysfakcji?
Tak. 26 maja Sojusz Lewicy Demokratycznej potwierdził swoją pozycję jako trzecia siła polityczna w Polsce. Wprowadziliśmy do Parlamentu Europejskiego pięciu europosłów, a nasi kandydaci, którzy nie zdobyli mandatów, otrzymali naprawdę dobre, budzące szacunek wyniki. Mówię tu choćby o Małgorzacie Sekule-Szmajdzińskiej, której zabrakło kilkuset głosów, by znaleźć się w Brukseli. Te wyniki są dla nas bardzo ważne, ponieważ od ponad 3 lat nie jesteśmy obecni w Sejmie i Senacie, rzadziej od naszych konkurentów gościmy w mediach, a mimo tego pokonaliśmy trzy partie parlamentarne. Polskie Stronnictwo Ludowe wprowadziło tylko trzech posłów, a Nowoczesna i Kukiz’15 nie zdobyli ani jednego mandatu. To dobra prognoza na przyszłość. Wynik ten pokazuje, że Polacy potrzebują dzisiaj lewicy, potrzebują dzisiaj SLD.

A może to nie tyle siła SLD, ile bardziej kandydatów, których wystawiliście w wyborach do Parlamentu Europejskiego? Znanych nazwisk wśród nich nie brakowało.
Sojusz Lewicy Demokratycznej jest silny ludźmi, którzy go tworzą. To prawda, że wystawiliśmy mądrych, świetnie przygotowanych kandydatów. Z naszej rekomendacji mandaty zdobyli trzej byli premierzy: Leszek Miller, Marek Belka, Włodzimierz Cimoszewicz, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Bogusław Liberadzki oraz wieloletni poseł SLD i częstochowski samorządowiec, Marek Balt. Mam pełną świadomość tego, że są to politycy, z których pracy w Parlamencie Europejskim dumni będą mogli być nie tylko członkowie SLD, ale wszyscy Polacy. Nasi europosłowie przez całą kampanię wyborczą występowali jednak pod szyldem Sojuszu Lewicy Demokratycznej i deklarowali, że po wyborach przystąpią – zgodnie z uchwałą Zarządu Krajowego SLD – do frakcji Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim. Myślę więc, że wyborcy głosowali świadomie: na świetnych kandydatów rekomendowanych przez SLD.

Za cztery miesiące wybory parlamentarne. W jakiej formule planuje startować SLD? Zostajecie w Koalicji Europejskiej, startujecie samodzielnie czy może planujecie stworzyć lewicową koalicję z Wiosną i Partią Razem?
Sojusz Lewicy Demokratycznej – jak wskazuje nazwa – jest partią demokratyczną. Nie akceptujemy podejmowania decyzji jednoosobowo przez przewodniczącego czy sekretarza generalnego. Dlatego o formule, w jakiej wystartujemy w wyborach do Sejmu i do Senatu, zdecydują wszyscy członkowie SLD w referendum. Odbędzie się ono 29 czerwca. Wtedy rozstrzygniemy, czy idziemy do tych wyborów samodzielnie czy w koalicji z innymi ugrupowaniami, które szanują obowiązującą Konstytucję i demokratyczne państwo prawne.

Jak w takim razie w referendum będzie głosował sekretarz generalny SLD?
26 maja SLD, startując w porozumieniu z innymi, prodemokratycznymi partiami politycznymi, odniósł niekwestionowany sukces. Sukces odniosła także Koalicja Europejska. Wprawdzie nie wygraliśmy z partią rządzącą, ale zdobyliśmy 38 proc. To więcej niż sondaże dawały wszystkim partiom tworzącym ten komitet wyborczy. To dobry punkt wyjścia w walce o wygraną w październiku. Dlatego jestem przekonany, że warto kontynuować współpracę. Platformę Obywatelską, Nowoczesną i Sojusz Lewicy Demokratycznej wiele dzieli. Łączy nas jednak szacunek dla Konstytucji, przekonanie o tym, że Polska powinna mieć silną pozycję w Unii Europejskiej i duma z 30 lat polskich przemian po 1989 r. To wystarczająco dużo, by zbudować silną listę wyborczą, walczyć o zwycięstwo w wyborach do Sejmu i Senatu, a w przyszłości – stworzyć koalicyjny rząd cieszący się poparciem większości Polaków. Z tego powodu będę namawiał koleżanki i kolegów do poparcia dalszej współpracy w ramach Koalicji Europejskiej. Zrozumiem jednak i uszanuję decyzję przeciwną.

Nie wolałby Pan budować wspólnej listy z Robertem Biedroniem i Adrianem Zandbergiem? I Wiosna, i Partia Razem deklarują chęć współpracy z SLD.
Sojusz Lewicy Demokratycznej jest największą i najsilniejszą partią lewicową w Polsce. Z tego powodu przed wyborami samorządowymi w 2018 r. zwróciliśmy się z propozycją utworzenia wspólnej listy do wszystkich sił politycznych na lewicy. Zaproszenie to skierowaliśmy także do Adriana Zandberga i Roberta Biedronia. W przeciwieństwie do naszych przyjaciół z Polskiej Partii Socjalistycznej czy Inicjatywy Feministycznej nie skorzystali oni z naszej propozycji. Pomysł utworzenia jednego, lewicowego bloku ponowiliśmy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Koncepcja ta nie odpowiadała Robertowi Biedroniowi, który był przekonany, że samodzielnie zdobędzie kilkanaście procent poparcia. Teraz lider Wiosny zmienił zdanie. Wyciągamy więc do niego rękę i zapraszamy do rozmów. W tej chwili – przed wynikami referendum w SLD – niczego nie przesądzamy. Dzisiaj wszystkie scenariusze są na stole.

Dobrze ocenia Pan udział SLD w Koalicji Europejskiej. W mediach i wśród niektórych polityków Platformy, Nowoczesnej i PSL pojawia się jednak bardzo dużo głosów krytycznych wobec tego projektu i tego, jak był realizowany. Co Panu się w Koalicji Europejskiej nie podobało?
Ten projekt nie był łatwy. Pięć partii, 130 bardzo dobrych kandydatów i krótka kampania wyborcza. Zgadzam się jednak, że na pewno mogliśmy ją przeprowadzić lepiej. Mam wrażenie, że część polityków pozostałych partii koalicyjnych nie rozumiało, że kampanii wyborczej nie prowadzi się w studiach telewizyjnych, tylko w okręgach wyborczych. Wiem, o czym mówię, ponieważ przez ostatnie 3 lata, jako sekretarz generalny SLD, przejechałem razem z Włodzimierzem Czarzastym ponad 250 tysięcy kilometrów, byłem w ponad 300 powiatach. Dobre wyniki SLD dzisiaj to rezultat tego, że kierownictwo SLD częściej można spotkać w terenie, w województwach, w powiatach niż w Warszawie przy ul. Złotej, gdzie mieści się nasza centrala. Mam nadzieję, że nasi przyjaciele z PO i Nowoczesnej wezmą z nas przykład w najbliższej kampanii i wspólnie, zjednoczoną opozycją uda nam się wygrać z Prawem i Sprawiedliwością.

Głos lewicy

Jesteśmy ugotowani

Przemyślenia Łukasza Molla o Dniu Ziemi:
„Mieliśmy ładną koincydencję – zmartwychwstanie, połączyło się z życiodajnymi pogańskimi tradycjami nastania wiosny (zachowanymi w lanym poniedziałku) i z Dniem Ziemi. Prawdziwa celebracja życia.
Tak się złożyło, że jako porządny marksista podszedłem do sprawy życia materialistycznie i w święta pracowałem nad artykułem recenzyjnym dotyczącym zielono-marksistowskich teorii zmian klimatycznych. I przypomniałem sobie dlaczego w ostatnim czasie staram się nie myśleć i nie czytać o ekologii. Coraz więcej wskazuje, że jesteśmy ugotowani – dosłownie. Więcej niż prawdopodobne, że w ciągu kilku kolejnych lat zadecyduje się przyszłość życia na ziemi na niewyobrażalny okres. Być może zniszczymy je w sposób nieodwracalny. Wszystkie możliwe wskaźniki ekologiczne – zanieczyszczenie oceanów, topnienie lodowców, utrata bioróżnorodności, pustynnienie ziem uprawnych – mrożą krew w żyłach. Kiedy pomyślę o tym, że Ziemia może być jakąś martwą pylastą niecką jak planety i gwiazdy, które oglądamy na zdjęciach, doznaję prawdziwej metafizycznej trwogi. I ogarnia mnie bezradność, bo wiem, że kapitał nie zrezygnuje z robienia zysków za wszelką cenę, a i my zostaliśmy pod niego sformatowani w ten sposób, że w swoich głęboko zakorzenionych nawykach nie potrafilibyśmy żyć tak, jak wymaga od nas tego kryzys ekologiczny. W swoich banalnych, codziennych aktywnościach celebrujemy śmierć, nie życie.
I niby wiadomo, skąd tak niska świadomość tego, co nas czeka: wyparcie kłopotliwej prawdy, pogoń mediów za sensacją, sowicie opłacani propagandyści, a przede wszystkim zwykłe przyzwyczajenia, inercja, zaaferowanie codziennością. A jednak nie przestaje mnie to dziwić i na swój chory sposób fascynować.

Do roboty!

Po świętach od razu wracam do pracy. Koalicję Europejską i Sojusz Lewicy Demokratycznej czekają w najbliższych tygodniach ważne wydarzenia. 1 maja organizujemy, jak co roku, w Warszawie i innych miastach pochody i pikniki z okazji Święta Pracy. Zapraszamy na nie wszystkich, którym nieobojętne są prawa pracowników, walka o dobre warunki pracy i wyższe płace. Kilka dni później chcemy przypomnieć Polakom o piętnastej rocznicy wejścia Polski do Unii Europejskiej. Wspólnie z Fransem Timmermansem, kandydatem lewicy na szefa Komisji Europejskiej, Leszek Miller i Włodzimierz Cimoszewicz, autorzy naszego sukcesu z 2004 r., będą rozmawiać z wyborcami o przyszłości Polski w Unii Europejskiej. Finał 26 maja, gdy odbędzie się wielki wybór: między Polską w Unii Europejskiej a Polską poza nią – mówi Marcin Kulasek, sekretarz generalny SLD.

Głos lewicy

Postęp jest nieunikniony

Włodzimierz Czarzasty o tym, że od potępienia pedofilii nie ma już odwrotu:
PiS atakując LGBT popełnił błąd, przed postępem cywilizacji się nie ucieknie. Sprawa z LGBT jest prosta – jedni pedofilii bronią, drudzy ją atakują. Cała dyskusja na temat pedofilii jest w tej chwili skoncentrowana na aparacie kościelnym – nie mówię tu o wierze katolickiej, o ludziach wierzących – mówię o zboczeńcach i o złu wśród kleru. Notabene to zjawisko ma miejsce na całym świecie, ale w innych krajach dają sobie z tym radę.
Co kler zrobił w Polsce? Zaapelował do PiS-u, aby PiS go bronił. Teraz dyskutujemy na temat dwuletnich onanizujących się chłopców lub dziewczynek i to jest jakiś absurd, ale przestaliśmy dyskutować na temat pedofilii. Jedni pedofilii bronią, drudzy ją atakują!
Źródło: sld.org.pl

Prawo dla LGBT

Powstała pierwsza kancelaria prawna dla osób LGBT. Otworzyła swoje podwoje w Warszawie w lutym. Prawnicy, którzy ją prowadzą, wcześniej współpracowali z takimi organizacjami, jak Kampania Przeciw Homofobii, Miłość Nie Wyklucza, Lambda, czy Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Paweł Knut i Anna Mazurczak specjalizują się w takich sprawach, jak pomoc w zawarciu małżeństwa jednopłciowego poza granicami Polski.
Źródło: media

Popieramy nauczycieli

– Rząd mówi, iż mamy wzrost gospodarczy i związku z tym będzie przeznaczał środki na rożne grupy społeczne i zawodowe. Dlaczego nie może ich przeznaczyć również dla nauczycieli? – mówił Marcin Kulasek w programie „Twój Wybór”. – Jako SLD jesteśmy za postulatami nauczycielek i nauczycieli. Jest to bardzo ważny i ciężki zawód, który powinien być doceniany także poprzez odpowiednią płacę – oświadczył sekretarz generalny SLD. Komentując słowa Sławomira Broniarza, który zapowiedział, iż nauczyciele mogą „utrudniać promocję uczniów do kolejnych klas”, Marcin Kulasek powiedział. – Taki sposób prowadzenia negocjacji nie jest właściwy i ja rozumiem, że prezes ZNP się z tego wycofał.
Polityk SLD odniósł się również do ostatnich ataków Jarosława Kaczyńskiego na środowisko LGBT. – PiS jest partią, która potrzebuje wroga, na wybory do europarlamentu tym wrogiem jest środowisko LGBT i stanowczo się temu sprzeciwiamy!

Głos lewicy

Sprawy ważne i ważniejsze

Włodzimierz Czarzasty tłumaczył w Polskim Radiu, dlaczego zdecydował się na szeroką listę opozycji do eurowyborów:
Są sprawy ważne i ważniejsze. Gdy Polska wstępowała do Unii Europejskiej, za tym rozwiązaniem było SLD, PSL, Unia Wolności czy Unia Pracy. Nikt wtedy nie pytał, co te partie różni, łączył je cel.
Nie rozmawiamy na temat programów poszczególnych partii. One są różne. Nie będzie budowania żadnej sztucznej jedności. Łączy nas cel. Chcemy, żeby Unia Europejska trwała. Na tej samej zasadzie, kiedy walczyliśmy, aby Polskę do Unii Europejskiej wprowadzić. A w tamtym czasie nikt nie pytał PSL-u: jak możecie walczyć z SLD o Unię Europejską, skoro Sojusz ma inny program w sprawie aborcji. Podobna sytuacja była kiedy przyjmowaliśmy konstytucję w 1997 r., wtedy partie w bloku demokratycznym je wprowadzały i nikt nikogo o różnice programowe nie pytał.
W interesie Polski jest wprowadzenie do Parlamentu Europejskiej jak największej liczby europosłów o nastawieniu euroentuzjastycznym. Wielką Brytanię z Unii Europejskiej wyprowadził David Cameron i jego partia. Mamy problem – taka sama partia jest w Polsce, nazywa się PiS.
Tworzymy w Polsce Koalicję Europejską, żeby wprowadzić do europarlamentu posłów, którzy Unii Europejskiej nie rozwalą.

Silna Polska w UE

– Za rządów PiS-u pozycja Polski w Unii znacząco spadła, dlatego jednym z celów Koalicji Europejskiej jest to, abyśmy byli z powrotem silnym partnerem w Unii Europejskiej. To co łączy partie, które tworzą koalicję jest między innymi poszanowanie zasad demokracji i państwa prawa – powiedział w programie „Twój Wybór” na antenie TVP3 sekretarz generalny SLD, Marcin Kulasek.

Głos lewicy

Tylko w szerokiej koalicji

Marcin Kulasek twierdzi, że dla Polski najlepsza byłaby szeroka koalicja złożona ze wszystkich proeuropejskich i prokonstytucyjnych sił. Fragment wywiadu z sld.org.pl.:
I co z tych rozmów wynika? Luty to chyba ostateczny czas na podjęcie decyzji.
Marcin Kulasek, sekretarz generalny SLD: Z rozmów wynika, że dla Polski i dla Unii Europejskiej najlepsza byłaby szeroka koalicja złożona ze wszystkich proeuropejskich i prokonstytucyjnych sił. Ta idea jest szczególnie bliska SLD, ponieważ to rząd Leszka Millera wprowadził Polskę do Unii Europejskiej, a wywodzący się z naszego środowiska prezydent Aleksander Kwaśniewski złożył podpis pod obowiązującą Konstytucją. Do pomysłu szerokiej koalicji namawiamy wszystkich partnerów, z którymi dzisiaj prowadzimy rozmowy. I – nieskromnie powiem – chyba te namowy przynoszą efekty, bo dzisiaj wspólną proeuropejską deklarację podpisali byli premierzy i ministrowie spraw zagranicznych, w tym premierzy z SLD: Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz i Marek Belka. Ostateczną decyzję podejmie jednak zwołana na luty Krajowa Konwencja SLD.
A nie obawia się Pan, że start SLD w tak szerokiej formule koalicyjnej może doprowadzić do osłabienia Pana formacji, utraty Waszej lewicowej tożsamości?
Nie ma takiej obawy. Bez względu na formułę startu, którą jako SLD wybierzemy, wszyscy nasi przyszli europosłowie na pewno zostaną członkami frakcji Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim. W samej kampanii natomiast będziemy mocno akcentować europejskie postulaty SLD: wejście do strefy euro, przystąpienie do Unii Bankowej, wprowadzenie europejskiej płacy minimalnej i budowę europejskich sił zbrojnych z prawdziwego zdarzenia. Te kwestie na pewno różnią nas, przynajmniej w części, od pozostałych partii na polskiej scenie politycznej. Nie ma natomiast wątpliwości, że dzisiaj najważniejsze jest to, co nas łączy: sprzeciw wobec wyprowadzania Polski z Unii Europejskiej przez PiS i szacunek dla obowiązującej Konstytucji.

Razem do Europy

1 lutego w Warszawie odbyła się wspólna konferencja premierów i ministrów spraw zagranicznych nawołująca do szerokiego porozumienia na wybory europejskie. Na konferencji głos zabrali byli premierzy rządów Sojuszu Lewicy Demokratycznej: Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz i Marek Belka.
Leszek Miller: Miałem zaszczyt podpisać z Włodzimierzem Cimoszewiczem traktat akcesyjny do Unii Europejskiej Pózniej, Donald Tusk i Radosław Sikorski podpisali Traktat Lizboński. To pokazuje, że wiele sił politycznych ma swój proeuropejski wkład i należy to kontynuować.
Włodzimierz Cimoszewicz: Wszyscy, którzy podzielają wspólny punkt widzenia na temat Unii Europejskiej powinni się zjednoczyć.
Marek Belka: nowo wybrany Parlament Europejski będzie decydował ostatecznie europejskim budżecie, dlatego musimy mieć tam kompetentnych ludzi.
Info z sld.org.pl.

Chcemy komisji!

– Bez względu kto co opowiada, to widać w tym gmatwaninę politykę i biznesu. To jest pod granicą prawa. Ta Srebrna to jest typowy przykład uwłaszczenia na majątku spółki nomenklaturowej. PiS zawsze to potępiał – powiedział Włodzimierz Czarzasty w „Poranku” Radia TOK FM, odpowiadając na pytanie: czy „Taśmy Kaczyńskiego” to duży problem dla PiS?
– To jest ewidentna sprawa dla komisji śledczej w nowym parlamencie. One powinny wyjaśniać wszystkie sprawy na styku polityki i biznesu – dodał szef SLD.
– Były takie – powiem panu bardzo uczciwie – pokusy i pytania w każdej partii, nawet w mojej, jak wykorzystać partyjny majątek. Bo on był. Może go podnająć, może powołać spółkę, fundację – prawo tego zabraniało. Wszyscy tego nie zrobili, a ci, którzy uważają się za najuczciwszych to zrobili – mówił dalej Czarzasty.
Info z sld.org.pl

Głos lewicy

W sprawie hejtu

– Mowa nienawiści pojawiła się już wcześniej i niestety PiS obudził się w tej sprawie dopiero niedawno. Szkoda, że musiała się wydarzyć tragedia, abyśmy zaczęli o tym mówić – mówił Marcin Kulasek w programie „Twój Wybór”.
– Kiedy pojawiały się fałszywe klepsydry/akty zgonu opozycyjnych prezydentów miast, nie były one przez PiS potępiane – przypomniał sekretarz generalny SLD.
– W swoją pierś trzeba się uderzyć i to jest taki czas. Nie możemy przerzucać winy tylko na jedną stronę sporu politycznego. To nas nie doprowadzi do niczego, poza zaognianiem konfliktu – stwierdził Kulasek..
Info z sld.org.pl

Wojna polityczna

– Zostałem posłem w 1989 roku. Sprawowałem mandat przez 20 lat i powiem szczerze, że w 2009 z chęcią odszedłem z Sejmu do Parlamentu Europejskiego, dlatego, że obserwowałem przez te lata zjawiska, które mnie niepokoiły: obniżanie się jakości polskiej czołówki politycznej i absolutny wzrost agresji w kontaktach wzajemnych. Moim zdaniem ona teraz przekracza wszelkie granice – powiedział Janusz Zemke w Radiu TOK FM.
W jego ocenie w unijnej instytucji agresywne wystąpienia zdarzają się incydentalnie. I podkreślił, że w „Parlamencie Europejskim nie ma takiej atmosfery niechęci i agresji, jaką się obserwuje w polityce polskiej”.
Jak mówił Janusz Zemke, w polskiej polityce rywal polityczny to „nie przeciwnik, ale wróg i najlepiej go zdeptać”. – Pan Paweł Adamowicz też takie momenty przeżywał i nie udawajmy, że tego nie było – podsumował.
Info z sld.org.pl

Adamowicz to nie był byle jaki człowiek

Jerzy Wenderlich w programie „Woronicza 17”:
Brałem udział w uroczystościach pogrzebowych w Bazylice Mariackiej. Miałem też przyjemność i honor znać osobiście Pawła Adamowicza i każda z nim rozmowa, trochę ich było, to nie były rozmowy byle jakie. Paweł Adamowicz to nie był byle jaki człowiek, choć za życia doznał smagania biczem z każdej strony, od swoich kolegów partyjnych też dostał wiele razów, na które nie zasłużył.
To była wzruszająca uroczystość i wielu z nas zadaje sobie pytanie: czy to będzie ten moment przełomowy, czy to będzie Rubikon po przekroczeniu, którego będzie już jasność.
Jestem człowiekiem pełnym nadziei, ale ja już w takich przełomowych chwilach uczestniczyłem, chociażby po katastrofie smoleńskiej, począwszy od chwili kiedy do Polski przybyły trumny. Politycy z PiS-u uczestniczyli w pogrzebach naszych partyjnych koleżanek i kolegi. Osobiście uczestniczyłem w wielu pogrzebach polityków PiS: Przemysława Gosiewskiego i Grażyny Gęsickiej. Ale później okazało się, że życie jest cherlawe i skrzeczące moralnie. Przyszła rzeczywistość, która doprowadziła nas do jeszcze większego poziomu agresji.
Info z sld.org.pl

Manipulacje mediów

Adam Mazguła na Facebooku:
Władza uznała, że zaczynam być niebezpieczny, bo mówię prawdę do żołnierzy (…) Nagrano mnie podczas wiecu pod sejmem i wyciągnięto jedno zdanie. Nie to, kluczowe, że oprawcami dzisiaj nie są ci, wobec których wymyślono ustawę dezubekizacyjną, ale Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński, którzy dzielą Polaków. (…) Jacek Kurski to człowiek o niezwykle niskiej moralności, uważam, że nie ma rzeczy, których nie byłby w stanie zrobić dla kariery.

W samorządzie siła Wywiad

O tym, że silny samorząd jest ostatnim segmentem władzy niezależnym od Prawa i Sprawiedliwości, a także o tym, że stanowi realną gwarancję demokracji, „Dziennik Trybuna” rozmawia z Marcinem Kulaskiem, sekretarzem generalnym SLD.

 

Ostatnie dwa lata to chyba dobry czas dla SLD. Od początku 2017 r. w sondażach przekraczacie próg wyborczy, a w tym roku – powoli wchodzicie na podium.

Rzeczywiście, Sojusz Lewicy Demokratycznej ma powody do zadowolenia. W ciągu ostatniego roku udało nam się osiągnąć stabilne poparcie sondażowe na poziomie 9-10 proc. i stać się jedyną lewicową formacją, która ma realną szansę znaleźć się w parlamencie. Partia liczy dziś 23 tysiące członków, jesteśmy obecni w ponad trzystu powiatach. Nie są to jedynie dane na papierze: wpływy ze składek członkowskich mamy wyższe niż Platforma Obywatelska czy Polskie Stronnictwo Ludowe. To naprawdę dobry punkt wyjścia do startu w wyborach samorządowych.

 

Skoro o wyborach samorządowych: PO i Nowoczesna startują razem. Jaką formułę startu wybrało SLD?

SLD podjęło decyzję o starcie szerokim, koalicyjnym komitetem SLD Lewica Razem. Zaprosiliśmy wszystkie lewicowe partie i organizacje, dla których ważna jest obowiązująca Konstytucja, członkostwo w UE i świeckie państwo. Odpowiedziało ponad dwadzieścia formacji: od Polskiej Partii Socjalistycznej po Dom Wszystkich Polska Ryszarda Kalisza.

 

Idziecie Państwo do wyborów samorządowych pod hasłem „Silny samorząd, demokratyczna Polska”. Skąd pomysł, co to znaczy?

Po ponad dwóch latach rządów Prawa i Sprawiedliwości uważamy, że tylko silna lewica w samorządzie obroni demokratyczne państwo prawne, które partia rządząca niszczy konsekwentnie od 2015 r. Prawo i Sprawiedliwość zdominowało Sejm i Senat, rząd i administrację rządową w terenie, podporządkowało sobie prokuraturę, a teraz próbuje przejąć kontrolę nad wymiarem sprawiedliwości. Samorząd terytorialny to ostatni segment władzy, który zachowuje niezależność od Prawa i Sprawiedliwości. Dlatego uważamy, że silny samorząd to nie tylko dobrze zarządzane gminy, powiaty i województwa, ale przede wszystkim – gwarancja demokratycznego, zgodnego z Konstytucją i europejskimi standardami sprawowania władzy w Polsce. A to dzisiaj najważniejszy cel Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

 

„Silny samorząd, demokratyczna Polska” to także tytuł programu samorządowego koalicji wyborczej SLD Lewica Razem. Program ten bardzo dobrze oceniły media, choćby „Gazeta Wyborcza. Dokument jest dość obszerny, proszę w skrócie wskazać, o co będziecie walczyć, jeśli uda Wam się zasiąść ponownie w radach i sejmikach.

Sojusz Lewicy Demokratycznej razem z koalicjantami stawia w wyborach samorządowych na sześć najważniejszych spraw. Chcemy, by samorząd stał się partnerem dla rodzica i dla dziecka, by zaoferował im realne wsparcie. Stąd proponujemy choćby darmowe śniadanie w szkole dla najmłodszych dzieci, wyprawkę dla każdego pierwszaka czy darmowe korepetycje. Samorząd musi też bardziej aktywnie dbać o zdrowie mieszkańców. Dlatego chcemy przekazywać więcej pieniędzy na samorządowe programy zdrowotne, np. obejmujące darmowe szczepienia. Zadbamy też o czyste powietrze, wspierając mieszkańców, którzy chcą wymienić stare urządzenia grzewcze i rzetelnie egzekwując przepisy chroniące środowisko.
W centrum naszej uwagi są sprawy starszych obywatelek i obywateli: chcemy zapewnić seniorom dobrą opiekę zdrowotną, bezpłatne przejazdy i warunki do aktywnego spędzania czasu. Uważamy też, że czas skończyć z dominacją deweloperów na rynku mieszkaniowym: budownictwo komunalne – wzorem państw zachodniej Europy – to najlepszy sposób na zapewnienie każdemu taniego i dobrego mieszkania. I ostatnia rzecz: historia. Przywrócimy wszystkie nazwy ulic i placów, które niezgodnie z Konstytucją zostały zmienione wskutek wprowadzenia tzw. ustawy dekomunizacyjnej. Zawalczymy też, by wśród patronów ulic, placów i szkół nie zabrakło bohaterów polskiej lewicy.

 

O jaki wynik w wyborach samorządowych walczy koalicja SLD Lewica Razem?

O jak najlepszy! Ustaliliśmy sobie jednak pewien cel minimum: chcemy utrzymać stan posiadania, który zdobyliśmy w 2014 r., czyli ponad dwa tysiące radnych oraz kilkudziesięciu wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Szczególnie ważne są dla nas wybory do sejmików województw. Doświadczenie pokazuje, że to najlepszy sondaż poparcia przed wyborami parlamentarnymi. Tu chcemy zdobyć co najmniej wynik, który odpowiada sondażom, dającym Sojuszowi Lewicy Demokratycznej miejsce na wyborczym podium. Myślę, że nie będę nieskromny, jeśli powiem, że mamy na to realną szansę.

 

A jakie są Pana plany na wybory samorządowe?

Od 2014 r. jestem radnym Sejmiku Województwa Warmińsko-Mazurskiego. W czasie mijającej kadencji dwukrotnie wygrałem plebiscyt na najlepszego radnego wojewódzkiego. Myślę, że to dobry punkt wyjścia, by ubiegać się ponownie o poparcie mieszkańców Warmii i Mazur. W Sejmiku mam zresztą jeszcze sporo do zrobienia: chcę doprowadzić do przyjęcia uchwały antysmogowej i wznowienia małego ruchu granicznego z Rosją. Obiema sprawami zajmowałem się już w mijającej kadencji, w kolejnej chcę doprowadzić je do końca. Mam nadzieję, że mieszkańcy Warmii i Mazur dadzą mi taką możliwość.